artykuły
Piotr Liroy-Marzec (fot. KAPIF)
Piotr Liroy-Marzec (fot. KAPIF)

Wkraczasz w świat polityki. A jeszcze w marcu pisałeś na Facebooku, że robisz sobie przerwę od muzyki, bo chcesz mieć więcej czasu dla rodziny.

- Miałem dużo pracy, zajmowałem się dzieciakami, nie mogłem się do końca poświęcić muzyce, więc stwierdziłem, że nie ma co ludzi oszukiwać. Ale poogarniałem się w miesiąc, poza tym żona dużo mi pomaga. Wróciłem do płyty, mam już jakieś trzy czwarte materiału. Moim marzeniem jest wydać ją jeszcze w tym roku, ale... Ostatnio, jak nagrywałem singiel, który już miał się ukazać, dostałem telefon od Pawła (Kukiza - przyp. red.), no i od tego czasu nie wjechałem do studia... Planuję zrobić to teraz, skończyć singiel i część płyty, ale czasu jest mało, bo mam mnóstwo pracy w Świętokrzyskiem przy wyborach. A co, masz zgrzyt z polityką?

Nie zgrzyt, ale zdziwiłam się, że kandydujesz.

- Powiem tak - sprawy w domu sobie poukładałem. Natomiast kwestie państwa i przyszłości moich dzieciaków to dla mnie priorytet. Wczoraj nawet mnie ktoś zapytał, po co mi to wszystko. Mógłbym odpowiedzieć: - No w sumie, po co? Mógłbym zawinąć bagaże i wyjechać. Mam co robić w życiu. Ale już nie dałem rady kolejny dzień narzekać na to, co się dookoła dzieje, i nic z tym nie robić. Mogłem napisać kolejny zaangażowany społecznie kawałek, tak jak to robiłem do tej pory. Tylko moja muzyka trafia do ludzi, którzy myślą podobnie jak ja, ale nic nie zmienia u ludzi, którzy myślą inaczej i mają klapki na oczach.

Znajomi wiele razy mnie pytali, dlaczego z tym czegoś nie zrobię. Ciągle powtarzałem, że to nie ten moment.

A teraz?

- Mam 44 lata i po raz pierwszy naprawdę mi się chce. Po telefonie Pawła dostałem takiego kopa, że... nawet praca w studiu szybciej mi idzie. W wolnych chwilach piszę teksty, robię sample. To jak wiatr w żagle. Oczywiście proza polityki jest straszna, śpię po 2-3 godziny na dobę, ale mam energię, żeby wstawać i działać. Z raz obranej drogi nie zejdę, chyba że po wykonaniu zadania.

Kilkanaście ostatnich lat poświęciłem rodzinie, nie muzyce. Przewijałem dzieciaki, zmieniałem im pieluchy, odbierałem ze szkoły, chodziłem na spacery. Sprawdzam się w roli ojca. Muzykę, która jest miłością mojego życia, mogę robić zawsze. A dzieci nikt za mnie nie wychowa. Nie mogę przyjść do nich za 12 lat i powiedzieć: - Siema, wpadłem, róbmy coś . Pewnie by wtedy zapytały: - A kto ty jesteś? To była świadoma decyzja.

Żona nie protestowała, że chcesz być politykiem?

- Nie. Powiedziała: - Możesz iść, zrobiłeś swoje . No ale nie do końca, bo mój Piotrek ma trzy lata, a Dex rok. Cały czas z nim siedzę, jeżdżę. Chcę, żeby moja Asia trochę odetchnęła. Rodzina mnie trzyma na powierzchni i daje mi niesamowitą siłę. Jakby żona powiedziała, że nie mam iść w politykę, tobym Pawłowi odmówił.

Liroy (fot. KAPIF)

Podobno z powodu wyborów zmieniłeś nazwisko.

- Papiery podpisałem trzy lata temu, a uprawomocnienie dostałem niedawno. Mimo że mam wielu zacnych Marców w rodzinie, moje nazwisko jest dla mnie pewnym obciążeniem. Nie czuję się bardzo związany z ojcem, a nazwisko odziedziczyłem po nim. Ale teraz nazywam się Piotr Liroy-Marzec, bo z szacunku dla reszty mojej rodziny z drugiego członu nie zrezygnowałem. Nawet w interesach ludzie kojarzą mnie bardziej jako Liroya niż Marca. Liroy to jestem ja, od początku do końca. Marzec - nazwisko po ojcu - wiąże się dla mnie z wieloma niesamowitymi rzeczami, ale też z wieloma złymi, z którymi się nie utożsamiam.

A z Ruchem Kukiza się utożsamiasz?

- Po telefonie od Pawła stwierdziłem, że szansa na takiego trybuna jak on nie powtórzy się przez kilkadziesiąt najbliższych lat. Więc, prawdę mówiąc, długo się nie zastanawiałem. Zresztą za ileś tam lat dzieci mogłyby mi wypomnieć, że tyle gadałem, a nic nie zrobiłem. Wielu artystów pisze o problemach, ale w ogóle się nie angażuje. Wiesz, to jest tak, jakbym miał firmę, od której zależy moje życie, i byłoby mi wszystko jedno, co się w niej dzieje. No nie może tak być. Więc postanowiłem coś zmienić.

Co?

- Żeby ta Polska nie szła w stronę zamordyzmu, tylko spraw społecznych. Żeby kobiety, które rodzą dzieciaka i idą na macierzyński, nie miały kolejnego stresu, że ZUS nie chce im wypłacać świadczeń. Dla mnie to absurd, a tych absurdów jest u nas cała masa.

My, jako obywatele, codziennie musimy udowadniać państwu, że nie jesteśmy złodziejami. Przecież to jest jakiś żart! W 1989 r. odzyskaliśmy władzę polityczną, ale obywatelskiej nie odzyskaliśmy. Wciąż słyszymy, jak zaostrzają nam kary. Jak wymyślają nowe podatki, podnoszą mandaty i ceny paliwa. To dobijanie ludzi i zmuszanie ich do wyjazdu. A obywatel powinien mieć jednak większy wpływ na to, jak wygląda jego kraj.

Jak chcesz to zmienić?

- Uważam, że trzeba zmienić konstytucję. Bez tego nie ruszymy nic.

Zaraz, zaraz, a gospodarka? Wiesz, jaki mamy na przykład wzrost PKB?

- Dziennikarze często mnie teraz pytają o gospodarkę. Zawsze odpowiadam, że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Wiem oczywiście, co jest nie tak i co nie działa, ale przede wszystkim jestem wkurzonym 44-latkiem. Raperem, muzykiem, który nie zgadza się na to, co jest. Nie mogę rozmawiać o gospodarce, bo byłbym wtedy politykierem, uprawiał populizm i piep***ł głupoty. Mogę rozmawiać o tym, co jest złe, bo widzę to na co dzień, jak wychodzę na ulicę i rozmawiam z ludźmi. Ale prawda jest taka, że nie ma sensu dyskutować o podatkach czy gospodarce, jeżeli tkwimy w obecnym systemie. I nawet jeśli zmienimy podatki na najniższe, to problem nie zniknie. To tak, jakbyśmy się chcieli pozbyć słonia i nagle stwierdzili: "To umyjmy tego słonia". Ale przecież słoń nadal będzie stał w salonie!

Dopóki nie zmienimy prawa, nie poprawimy sądownictwa, nie zmienimy sposobu wybierania posłów i rozliczania ich, to nic się nie poprawi.

Czyli JOW-y?

- JOW-y nie są remedium na wszystkie bolączki, ale to pierwszy krok w kierunku odzyskania przez obywateli władzy nad krajem. Bo w tej chwili jej nie mają. Teraz na jedynkach wyborczych są wystawieni kolesie z danej partii, którzy muszą wejść. I nawet jak nie zdobędą wystarczającej liczby głosów, to wchodzą.

Ty też jesteś na jedynce.

- No tak, bo taki jest dzisiejszy system. Inaczej nie może być, ktoś musi być jedynką. Ale kiedy wywalczymy JOW-y, każdy będzie jedynką. O to nam chodzi. Ja jestem swojego rodzaju liderem w Świętokrzyskiem, ale wspieram wszystkich, którzy są na naszej liście. A gdyby były JOW-y, to wybierałbym posła ze swojego rejonu, takiego, którego widzę w sklepie. W każdej chwili mógłbym go zapytać: - Stary, o co chodzi? Nie miałoby znaczenia, czy on jest z PO czy z PiS, bo wybraliśmy jego, nie partię. A w tej chwili wybieramy partię. Jak dziś pójdziemy do posła, to on powie: - A co ja mogę zrobić?

Przecież oni od lat gadają to samo! Mówią mi, że są "przyciskowymi". Zrzucają winę na system. Pozbądźmy się tego systemu. W nowym nie będzie można obiecywać, co się chce. Bo dzisiaj za te wszystkie obiecanki cacanki, szczególnie wyborcze, politycy nie ponoszą odpowiedzialności. Mowa trawa. Dzisiaj można nawet obiecać, że się ten pociąg złota rozda ludziom. Pewnie i taki się pojawi! A to jest nieprawda.

Uważasz, że można inaczej?

- Chciałbym, żeby nie było niszczenia firm, które w regionie nie odpowiadają komuś z układami. Główną część PKB wytwarzają małe i średnie przedsiębiorstwa, a one są najbardziej bite w d*pę. Dzisiaj przedsiębiorca woli otworzyć biznes w Anglii czy w Czechach. To jest absurd! Politycy nie chcą tego zmienić. Niech mi nie pie***ą zasadami ekonomicznymi, ponieważ ekonomia w tym kraju leży od wielu lat. Co się wyprawia, ile pieniędzy ginie... A jak się pojawiają taśmy, to się nie pyta, czemu ich bohaterowie tak mówili, tylko kto ich złapał. K***a, wszystko stoi na głowie!

Takich wkurzonych jak ja jest więcej, tylko ja jestem bardziej znany. Spotykam się z ludźmi i słyszę, że oni już mają dość, nie chcą już tej władzy.

A jakiej?

- Dla mnie systemem docelowym jest taki, w którym ważne są sprawy obywateli. Podatki czy chociażby in vitro. Politycy oczywiście zrzucają problem na Kościół, a nikt nie chce wziąć odpowiedzialności na siebie. No i w sumie mają rację, bo takie sprawy powinny pójść w ręce obywateli.

Referendum?

- Wiedziałem, że padnie to magiczne, znienawidzone ostatnio słowo. W jakim my świecie żyjemy?! Masz pewnie Facebooka, ja też. Wchodzisz pewnie do internetu kilka razy dziennie, ja też. I czy nie zauważyliśmy, że mamy internet? Dzisiaj zrobienie referendum przez internet, tak jak to się dzieje w niektórych krajach, to nie jest duży koszt. Takie referendum możemy organizować parę razy w roku i nie będzie to kosztowało tyle co ostatnie. Tylko rząd musi wyjść z szafy, bo rząd boi się oddać internet ludziom, przynajmniej jeśli chodzi o sprawy obywatelskie. Bo przy pierwszym głosowaniu główne partie polityczne wyleciałyby w niebyt, to każdy wie.

Chcesz wydawać pieniądze na referendum? Przecież mamy dziurę w budżecie.

- Dziura w budżecie! Ona się zwiększa i zmniejsza w zależności od potrzeb. I wchłania wszystko, jak czarna dziura. A pieniądze są i gdybyśmy ograniczyli rozpasanie naszych polityków, to wystarczyłoby na wiele rzeczy, na referenda w internecie też. Pod warunkiem, że nie byłoby tych całych ośmiorniczek i tego g***a, które jest wokół.

Liroy (fot. KAPIF)

Gdy zostaniesz posłem, to każesz sobie zmniejszyć poselską dietę?

- Odchudzane diety to też jest populizm, temat zastępczy. Chodzi mi o to, żeby politycy nie nadwyrężali kieszeni podatników. Mam na myśli niesamowite ilości przelotów. Posłanka na przykład mieszka w Radomiu, urzęduje w Warszawie, a ma wylatane ileś tysięcy godzin, bo latała do domu. Ja się pytam: - Jak to możliwe? Chodzi mi o takie rzeczy.

Masz pomysł, jak rozliczać polityków?

- Przecież mamy internet! Każdy polityk może być rozliczany na bieżąco. Ludzie powinni wiedzieć, ile wylatał, po co latał, czy nie marnotrawi publicznych środków. Tyle chyba możemy od nich oczekiwać, prawda? Transparentność nie jest niczym złym.

Wiesz, tu nie chodzi o Kukiza czy Liroya. Chodzi o nas. O ciebie, o mojego sąsiada, o faceta, który siedzi obok. Ja nie występuję w partii, ja jestem autonomiczną jednostką w całym tym Ruchu Kukiza. Obywatelem wk***nym na całą sytuację, który chce zmiany. I do niej dąży.

Jako obywatel oceniasz, że Polska jest w ruinie?

- Nie uważam, że nasz kraj jest zje***ny. Polska całkiem fajnie się rozwija. Hasło "Polska w ruinie" to taka sama skrajność jak twierdzenie, że Polacy są złodziejami. Albo że każdy muzułmanin to terrorysta. Nie ma ruiny, ale jest co innego. Politycy się chwalą, że rośnie nam PKB. Ale to dzięki nam, a nie dzięki nim. Oni pier***ą PKB swoimi przepisami dla przedsiębiorców. Gdyby tyle nie mieszali, PKB byłoby jeszcze wyższe. Na sto procent.

Nikt z nas, z Ruchu Kukiza, nie uważa, że nasz kraj jest zdemolowany, choć w wielu punktach jest w rozsypce. Jakiś czas temu poznałem zasady działania spin doctorów i powiem ci, o co w tym chodzi. Najlepiej wyprzedzić konkurencję i powiedzieć przed nią to, co zamierza powiedzieć. Stąd się wzięło stwierdzenie, że Polska jest w ruinie. Mistrzostwo, oni to robią na co dzień. Politycy z naszych pieniędzy wydają ogromne sumy na różnych specjalistów, którzy pomagają im nami manipulować.

Możesz podać jakiś przykład?

- A czym innym było referendum, które wyskoczyło jak królik z kapelusza? Czy Bronisław Komorowski oficjalnie poprosił o głosy kogoś od Kukiza? Nie. Piękna gra, wytłumaczę ci. Pierwszy raz w historii powojennej Polski zdarzyło się, że trzecia opcja polityczna ma 20 procent. Każdy się zesrał. PiS od razu zaczęło umizgi, a PO to są już wytrawni gracze, nie mają tak gorących głów. Więc siedli i wymyślili: - Po co prezydent ma prosić o głosy? Przecież on zawsze wspierał JOW-y! Nieważne, czy o tym mówił, przecież wspierał! Wspierałeś? Wspierałem! No to lecimy. Drugie pytanie zrobili niejasne, ale finansowanie partii wszystkich interesuje. Na trzecie miejsce włożyli kwestię tego, że obywatel ma zawsze rację w sporze ze skarbówką. I przekaz był taki, że trzecie pytanie to najważniejsza sprawa dla obywatela. JOW-y są Kukiza, z drugiego pytania mogłoby wynikać, że nawet partie za mało biorą, a trzeci punkt? Przecież to było w ustawie, którą Platforma uwaliła!

Jak referendum nie wypaliło, to się rzucili na Pawła, że on przegrał. Ale co przegrał?

O co byś sam spytał w referendum?

- Chociażby o emerytury.

Ale przecież wiadomo i bez referendum, że większość Polaków będzie chciała wcześniejszej emerytury.

- To jest uczenie obywateli demokracji! Tymczasem rządowi nie zależy, żebyśmy byli świadomi. Spójrz na ZUS. Teraz politycy chcą go zlikwidować, jak już go wypompowali całkiem. U nas za każdym razem, jak mamy złodzieja, to się go nie zamyka, tylko doposaża. Jako obywatele musimy być w tej kwestii bardzo czujni.

To jaki powinien być, według ciebie, wiek emerytalny?

- Powinien być uzależniony od tego, jak długo pracujemy. Uważam, że na emeryturę można przejść na każdym etapie, zabierając ze sobą to, co się uzbierało. Emerytura musi być też uzależniona od tego, ile zarabiamy i jakie mamy wykształcenie. Jak ktoś się rozwijał, a potem dużo zarabiał, to nie powinien mieć takiej samej emerytury jak ktoś, kto miał przez całe życie wyj***e. To są proste rzeczy, tylko rząd celowo je komplikuje.

Oczywiście wiadomo, że ekonomia nie jest prostą rzeczą, ale mamy XXI wiek i niesamowitych profesorów ekonomii, którzy nie są wykorzystywani... Ale wiadomo - to są moje pieniądze. Skoro ja zapi***lam i wpłacam je jak do banku, to czemu one w świetle prawa nie są moje, tylko państwa? Państwo może powiedzieć, że nikomu nie da emerytury i nic nie możemy z tym zrobić. To jest totalna patologia!

Mam rozumieć, że jesteś za likwidacją ZUS-u?

- Teraz jest tyle możliwości ubezpieczania się i oszczędzania na emeryturę, że nie potrzebujemy odgórnego nakazu. Ja jak nie chcę, to nie będę się ubezpieczał. Oczywiście radykałowie powiedzą, że jak będę stary, to państwo będzie musiało mnie utrzymywać. Do ch**a! Kto mnie kiedykolwiek utrzymywał? Jak ktoś nie ma pieniędzy, to kończy na ulicy. Ewentualnie pomagają mu inni ludzie. Trzeba sobie przewietrzyć głowy!

Jak pracujesz, to możesz sobie odkładać na emeryturę w różnych instytucjach, niekoniecznie w ZUS-ie. Obywatel powinien mieć możliwość, że nagle, na przykład po siedmiu latach pracy, jak będzie chciał, bierze swoje pieniądze i wyjeżdża w świat. Albo otwiera firmę. Jak w banku. ZUS jest niepotrzebny, bo jest prawdziwą piramidą finansową, działającą na legalu. To moja osobista sprawa, gdzie ja te pieniądze będę odkładał.

Liroy (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

Zmiany w systemie są niezbędne?

- Są konieczne i nie ma się co bać, że będzie gorzej. Będzie gorzej, ale pod warunkiem, że będziemy bierni wobec decyzji, jakie są podejmowane przez rząd. Ja już dłużej nie mogę. Oczywiście można nic nie robić i się nie przejmować tym, co się dzieje - takie przypadki też znam. Rozmawiałem niedawno z modelką, która totalnie nie rozumie, po co to wszystko. Mówi: - A ja w ogóle nie interesuję się polityką. Pytam: - To nie interesuje cię, że jutro będą podwyżki? To też jest polityka.

Politycy obrzydzili nam siebie do końca. A wtedy ludziom jest wszystko jedno. Chodzi o to, by trochę przywrócić blask politykom. Żeby polityk nie oznaczał złodzieja czy malwersanta, tylko żeby to był na przykład mój znajomy Mietek, fajny gość. Jeżeli będziemy mogli na bieżąco śledzić w internecie, co polityk robi, to on przestanie być odrażający. Wierzę, że to możliwe, ale oczywiście obecnym politykom na tym nie zależy. Bo odrażający polityk nie budzi zainteresowania.

Na spotkaniach z wyborcami widzę, jak dziś jest odbierana polityka. Jestem totalnie spoza, więc ludzie się dziwią, że w ogóle chcę się brać za politykę. A prawda jest taka, że to nie powinno być zaskoczeniem dla tych, którzy wiedzą, jak działam od lat i co piszę w swoich tekstach. Ja od zawsze staram się mieć wpływ na to, co się dzieje.

Poza muzyką też?

- Śmieszna sytuacja, wytykają mi dziś Janusza Palikota. A ja go nigdy nie poparłem - ja poparłem Wolne Konopie, które startowały z jego struktur. A czy ktoś pamięta, że działałem z senator Marią Łopatkową? W latach 90. byłem już na mównicy i nawijałem do posłów. Działałem w obronie praw dziecka. Pośrednio, a właściwie nawet bezpośrednio, przyczyniłem się do zmian zapisów w konstytucji dotyczących dzieciaków. Więc dla ludzi, którzy tak naprawdę mnie znają, wiedzą, kim jestem, moje zajęcie się polityką zaskoczeniem nie jest. Powiedzieli: - Wreszcie .

A jak ktoś powie, że pchasz się dla kasy?

- Prawdę mówiąc, na pokerze zarabiałem więcej od sponsorów, niż zarabia poseł. Zresztą będzie dokładnie widać, jakie są moje finanse. Ja o kasie śpiewam w jednym z moich kawałków. Raz ją mam, raz nie mam. Dokładnie tak jak moi sąsiedzi. Są momenty, kiedy mam niesamowicie dobrą kasę i mogę sobie pozwolić na wiele rzeczy, a są momenty, kiedy nie mam grosza. Ale kasa nigdy nie była dla mnie motywacją. Wystarczy prześledzić interesy, jakie robię. Nie przyświecają im pieniądze, przyświeca im idea. Jak nie ma idei, nie wchodzę. Mówię "ciao bambina" i uciekam. Z wielu biznesów odszedłem właśnie dlatego, że nie pieniądze były najważniejsze.

Gdybym został posłem i po dwóch latach okazałoby się, że nic nie zmieniam, tobym w trakcie zrezygnował. Ale jeszcze się nie dostałem, więc nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Choć niektórzy już patrzą na mnie spode łba, bo się boją, że będę ich okradał jak te szczury z Wiejskiej. Od razu pojawiły się pytania: - Kogo będziesz reprezentował? Pracodawców czy pracowników? To jakiś obłęd! Dzisiaj jestem pracownikiem, a jutro może będę pracodawcą. Musimy zrozumieć, że ma być symbioza między jednym i drugim. Nie ma "oni - my".

Macie coś dla młodych? Czy też powiecie im jak prezydent Duda, żeby jeszcze nie wracali z emigracji?

- Ja, gdybym był prezydentem, powiedziałbym tak: - Teraz zrobię wszystko, żebyście wrócili . Jeżeli dostajesz tak wysokie stanowisko, to chyba k***a w jakimś celu. Po co on jest prezydentem? Ja bym powiedział: - To ten moment. W tej chwili już możecie myśleć o powrotach, bo w Polsce zaczyna się zwrot akcji .

Idę do Sejmu właśnie po to, żeby Polacy wrócili z emigracji. Nie idę, żeby powiedzieć: - Nie wiem... Ja wiem, po co idę - idę ich wszystkich stamtąd wyp***ć na zbity łeb.

Księży też byś porozstawiał po kątach? W jednym z tekstów żartowałeś z chodzenia na msze.

- Kościół katolicki sam sobie strzelił w kolano, chociażby przenosząc religię do szkół. To była jedna z najgorszych decyzji, ponieważ zaczęliśmy dzielić dzieciaki, zaczęliśmy dzielić całe społeczeństwo na tych, którzy wierzą, i na tych, którzy nie wierzą. Dzisiaj nawet dzieciaki z rodzin wierzących nie chodzą na religię, bo mają tego powyżej uszu.

Kiedy ja byłem młody, chodziło się na katechezę przy kościele. Czemu tak nie zostało? Szkoła jest świecka i powinna zachować pełną autonomię.

Nie lubisz Kościoła katolickiego?

- To nie jest tak, że nie lubię Kościoła. Uważam, że kościoły są ludziom potrzebne. Ale trzeba oddzielić religię od państwa. Wiara jest przecież osobistą sprawą każdego człowieka. Wiesz, śmieszna rzecz. Jak zapytasz wojującego katolika, który chciałby, żeby Kościół miał wpływ na państwo, czy jest wierzący, to odpowie: - To moja osobista sprawa . I k***a, gdzie tu sens?!

Są ludzie, którzy potrzebują Kościoła, bo codziennie trzeba im przypominać, że mają czynić dobro. Są źli i muszą usłyszeć z ambony: - Nie bądź zły . Jak nie pójdą codziennie do kościoła, to im odp***la. Tak jest, nie oszukujmy się. Do kościoła przychodzą też czasem panie, które znają wszyscy moi koledzy. One, k***a, kiedyś tyle nagrzeszyły, że teraz napi***ają czołem o posadzkę i chodzą za księdzem.

Ja byłem ochrzczony, miałem komunię, bierzmowanie. Całe dzieciństwo chodziłem do kościoła. Obserwowałem alkoholików bijących żony czy dzieci, jak się modlą w kościele. Zakłamanie jest ogromne. Ja przypominania, że mam być dobry, nie potrzebuję. Wiem, że mam być dobry dla ludzi, bo jak będę zły, to ludzie będą źli dla mnie. Jestem tolerancyjny, otwarty na innych. A nie uważam się za katolika, chociaż ciągle nie dokonałem apostazji.

Liroy w programie "Świat się kręci" (fot. Julia Mafalda / Agencja Gazeta)

Nie boisz się, że przeciwnicy polityczni będą cię teraz atakować? Wyciągać szczegóły z twojego prywatnego życia?

- Rozmawialiśmy o tym z żoną, ale uznaliśmy, że jesteśmy już zaprawieni. Wiesz, próbują mi na przykład wytykać dziecinne usposobienie. A ja się tego dzieciaka w sobie nie wstydzę, jestem po prostu szczery. Nie jest tak, że robię jakieś głupoty, a potem muszę się tłumaczyć. Robię tylko te rzeczy, do którym mam przekonanie. Fakt, zrobiłem w swoim życiu wiele prowokacji, z różnych przyczyn. I może to się niektórym wydawać dziecinne. Ale dla mnie jako pisarza i osoby, która obserwuje świat dookoła, to jest świetne. Bo ja badam ludzi i piszę o tym. Raper jest swego rodzaju kronikarzem tego, co się dzieje.

Sporo przy tym klniesz.

- Że niby ja dużo klnę? Politycy też dużo klną. Na pewno teraz dużo mniej przeklinam ze względu na dzieciaki, pilnuję się. Ale przekleństwa są u mnie naturalne.

W Sejmie też zaklniesz?

- Myślę, że jak będzie mi dane reprezentować wyborców, to w Sejmie też mi się czasem zdarzy jakaś łacina. Ale jak patrzę na polityków, których szanuję, chociażby na marszałka Piłsudskiego, widzę, że oni nie mieli oporów w nazywaniu spraw po imieniu. A jak mnie jakiś polityk będzie chciał ścigać za słowo k***a, to ja mogę wytknąć mu wiele obietnic, których nie dotrzymał. Czym jest przekleństwo wobec tego, co premier czy prezydent obiecali ludziom i mają na to wyj***ne? No czym? Poza tym o tym, jak politycy ładnie mówią po łacinie, przekonaliśmy się przy okazji afery taśmowej, prawda?

Zaczniesz się inaczej ubierać, kiedy trafisz do parlamentu? Wskoczysz w garnitur?

- Ciągle się przyp***ają do tej mojej czapki. Ludzie uważają, że nie wypada wejść w czapce na mównicę. Od razu mówię, że ja często zdejmuję czapkę. Nie śpię w niej. Ale jedzenie w niej nie jest dla mnie problemem. Swoją drogą to ciekawe, że niektóre chamy tak się chętnie powołują na savoir-vivre . Aż mnie czasem zatyka.

Czujesz, że wygrasz?

- To, że wygramy jako obywatele, to ja wiem. Pytanie brzmi raczej: - Kiedy? Ja jestem przekonany o swoim zwycięstwie - gdyby tak nie było, to w ogóle bym nie startował. Idziemy po lepsze jutro, więc ja w ogóle nie mam obawy, że przegramy. Zastanawiam się tylko, czy faktycznie jest nas tylu, ilu nam się wydaje. Niektórzy próbują dyskredytować te 20 procent poparcia dla Pawła. Mówią: - Wiesz, ja głosowałem na niego, ale chciałem pokazać tym frajerom, że ich nie szanuję. A Kukiz to też frajer . Ja wiem, że oni nie głosowali na Pawła, tylko tak pie***lą.

A jak jednak przegracie?

- Myślę, że wygraliśmy tym, co Paweł osiągnął, i tym, że tamci się boją. To nasza wygrana. Ale myślę, że bez problemu przekroczymy próg wyborczy, w to w Ruchu nikt nie wątpi. Pytanie o to, jak głęboko wejdziemy w ten system, żeby go rozsadzić.

Rewolucja?

- Z akcentem na drugą literę, bardziej ewolucja. Już wiemy, co było złe. Teraz zgłaszamy poprawkę obywatelską, którą jest nowy system wyborczy. Nie chcemy z nikim walczyć. Chcemy pilnować, żeby wszelkie działania przeciw obywatelom były blokowane. Im więcej ludzi nas poprze, tym większy będziemy mieli wpływ na to państwo. Na pewno nie jesteśmy ludźmi, którzy codziennie szukają zamieszek. Nie tędy droga. Jak trzeba będzie przepchnąć ustawy, które poprawią byt obywateli, możemy pracować i z PO, i z PiS, o ile będzie możliwość.

Czy wygram, czy nie, bo jako jedynka wcale nie muszę wejść do Sejmu, i tak będę orędownikiem, by jak najszybciej rozpisać wybory przez internet. To byłaby moja osobista wygrana. Ktoś musi się ubrudzić. A że akurat padło na mnie?

Zobacz wideo

Liroy, czyli Piotr Liroy-Marzec . Jeden z najlepszych polskich raperów, znany również jako Scyzoryk. W 1995 roku jego płyta "Alboom" sprzedała się w nakładzie ponad pół miliona egzemplarzy. Liroy jest też wielokrotnym zdobywcą nagrody Fryderyka oraz członkiem Akademii Fonograficznej ZPAV. Założył fundację Liroy Bank i otworzył ośrodek dla młodzieży Kielecka Szkoła Jazdy. Żonaty, ma czworo dzieci.

Angelika Swoboda . Ekspert show-biznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.