Dagmara Skalska założyła z mężem bloga "Projekt Egoistka" , propagującego filozofię pozytywnego egoizmu. O co w tym chodzi? W dużym uproszczeniu - o samorozwój, samoakceptację, wzmacnianie poczucia własnej wartości, nawiązywanie kontaktu ze swoimi potrzebami, doskonalenie siebie. Nie chodzi zaś o: narcyzm, krzywdzenie innych, konsumpcjonizm oraz tanią duchowość. Tak to przynajmniej wygląda w teorii. Teorii, która wielu przypadła do gustu.
Blog szybko stał się popularny, jego autorzy zaczęli dostawać listy od ludzi, którym - zgodnie z ich odczuciami - pozytywny egoizm wyszedł na zdrowie. A prowadzoną przez Dagmarę i Tomka stronę na Facebooku polubiło kilkanaście tysięcy osób.
Teraz profil "Projektu Egoistka" ma ponad 66 tysięcy fanów. Dagmara prowadzi go sama. Podobnie jak bloga. Jej mąż Tomek zmarł na raka siedem miesięcy temu. Dagmara postanowiła nie tylko kontynuować ich wspólne dzieło, ale także dzielić się z czytelnikami swoimi odczuciami z okresu żałoby. Opublikowała "19 lekcji", w których przekonuje: "Skup się na doświadczeniu chwili", "Przyjmij, że są rzeczy, na które nie masz wpływu", "Bądź żywy, a nie martwy za życia", "Nie użalaj się nad sobą". Jej recepty na "życie po stracie" z jednej strony wzbudziły w sieci falę współczucia, sympatii, może i podziwu, a z drugiej - uruchomiły hejt. "Idzie po trupach". "Narkocelebrytka". Internauci nie szczędzili jej gorzkich słów. Czy słusznie?
W rozmowie, którą jutro otwieramy Weekend, Dagmara Skalska mówi Oldze Święcickiej : - Chcę dawać innym dobrą energię. Kiedy mój mąż odchodził, zostawił mi list, w którym napisał: Przekazuj miłość dalej. Odsłoniłam się, bo wiem, że wyniknie z tego coś wartościowego . Można nie zgadzać się z filozofią, którą wyznaje Skalska. Można też mieć zastrzeżenia do formy, w którą ta idea jest opakowana (terapia instant, upstrzona wesołymi zdjęciami na Facebooku). Można wreszcie zadać pytanie o to, gdzie kończy się pozytywny egoizm, a zaczyna zwyczajny ekshibicjonizm. A jednak nie można odmówić Skalskiej racji, kiedy twierdzi, że wszyscy jesteśmy potwornie osadzeni w schematach, również w kwestii przeżywania żałoby (wiadomo - to MUSI być otchłań rozpaczy; fakt, że Skalska przechodzi ją inaczej, szokuje "wrażliwców"). Że kiedy czegoś nie rozumiemy, reagujemy lękiem i agresją, co działa jak hamulec zmian. Że mnóstwo wyborów w życiu podejmujemy automatycznie, bez próby uczciwego zajrzenia w swoje motywacje. Że wolimy wpaść w młynek: praca-dom, praca-dom, niż skonfrontować się z tym, co dla nas ważne.
Dlatego, nawet jeśli pozytywny egoizm wydaje Wam się podejrzany, a sentencje o lepszym życiu, które głosi jego "ambasadorka", kojarzą Wam się z powieściami Paulo Coelho, przeczytajcie ten tekst. Może dzięki temu zbliżycie się do samych siebie choćby o milimetr?
A w Weekendzie także m.in.:
- Liroy. A właściwie Piotr Liroy-Marzec - raper, który postanowił zawalczyć wreszcie o miejsce w sejmowych ławach. Do polityki ciągnęło go już wcześniej, jednak z jego współpracy z Januszem Palikotem nic nie wyszło. Dopiero Paweł Kukiz przekonał go do startu w wyborach; "Scyzoryk" będzie jedynką w Kielcach z listy Ruchu Kukiza. Angelice Swobodzie wyjaśnia, po co mu taka wolta: - W domu sobie poukładałem. Natomiast sprawy państwa i przyszłości moich dzieciaków to dla mnie priorytet. Przekonajcie się jutro, co Liroy wie o gospodarce, czy uważa, że Polska jest w ruinie, i jaki próg wieku emerytalnego jest dla niego optymalny.
- Piekło San Quentin . Samotnik nie ma tu szans, zjedzą go żywcem, powiesi się w celi lub zwariuje ze strachu - pisze o amerykańskim więzieniu Tomek Michniewicz w świeżo wydanej książce "Świat równoległy" (przy okazji premiery publikujemy jej fragment). Nieformalny kodeks San Quentin, którego złamanie oznacza śmierć, bazuje na jednej upiornej zasadzie: Nie jesteś numerem, jesteś kolorem skóry. Dlatego więźniowie muszą należeć do gangów. Jak ci każą, bijesz. Jeśli poproszą, dźgasz - czytamy w świetnym reportażu Tomka, który trafi u nas w niedzielę "na jedynkę".
- Rewolucja w mediach . W Warszawie trwa właśnie festiwal Wersja Beta / Cyfrowe Opowieści . To wydarzenie poświęcone współczesnej kulturze audiowizualnej, które zgromadziło ekspertów z całego globu. Ana Brzezińska porozmawiała dla nas z kilkoma z nich, między innymi z Jeremym Mendesem z National Film Board of Canada (to największy producent dokumentów interaktywnych na świecie). Powstał z tego tekst, który opowiada o mocno wyczuwalnym i ważnym trendzie w światowych mediach, który można by w skrócie określić jako: wielki powrót opowieści. Chcecie wiedzieć więcej? Zajrzyjcie do Weekendu jutro!
- Sylwia Chutnik . Być może kiedyś napiszę balladę o apartamentowcach, ale póki co ich mieszkańcy nie wydają mi się tak interesujący, jak pozornie szara Jola z Żerania, która kiedy stanie przy futrynie, to jej nie widać. Takie bohaterki chcę wprowadzać do polskiej literatury - mówi pisarka Mike'owi Urbaniakowi o swojej najnowszej powieści "Jolanta" . W wywiadzie opowiada też o dyskretnym uroku lat 80. (pachnących jak warzywniak z gumą Mambą) i o historiach, które atakują ją w tramwajach (Już ja was wszystkich opiszę w moich książczynach! ). Robi to - jak zwykle - mądrze i z polotem.
- Tancerka go-go . Zanim zaczęła pracować w klubie, była sklepową w spożywczaku, dostawała 4,95 zł na godzinę. Na rurze nagle zarabiała dwa tysiące w tydzień. Wciągnęła się. Dzisiaj mówi: - Jestem tym już przeżarta. To moja życiowa pomyłka . Andżela, tancerka go-go, opowiada Szymonowi Jadczakowi o świecie pełnym upokorzeń i kłamstw. I "drinkach" z wodą utlenioną, którymi skutecznie upija się naiwnych klientów. O mężczyznach nie myśli najlepiej. - To frajerzy do wydojenia - mówi gorzko w materiale, który publikujemy w niedzielę.
- Skarby podwodne. Dziennikarz naukowy, płetwonurek i reżyser Marcin Jamkowski opowiada w Weekendzie Ninie Harbuz-Karczmarewicz o tajemnicach, które kryją się na dnie Bałtyku. I przypomina okoliczności swojej ekspedycji na wrak zatopionego Steubena oraz stworzenia reportażu, który opublikowano na okładce magazynu "National Geographic" w ponad 20 językach.
Jamkowski wraz z ekipą pasjonatów poszukuje też skarbów porzuconych przez Szwedów na dnie Wisły w XVII wieku - udało się już wydobyć osiem ton marmurów i dwie, królewskie, wspaniale zachowane armaty. Równolegle powstaje film dokumentalny
"Uratowane z potopu"
, który od początku wiślanej wyprawy reżyser kręci z Konstantym Kulikiem. Premiera obrazu za rok. Na szczęście wywiad z Jamkowskim już jutro!
Hanna Rydlewska . Redaktor naczelna weekendowego magazynu Gazeta.pl