artykuły

Zeszły anioły z niebios, żeby na Ziemi ze mną być / I żeby pieśń nie skończyła się, moja* (Anioły spłynęły z nieba )

Połowa lat 70., sala koncertowa w ćwierćmilionowym zimnym i wilgotnym Petrozawodzku, stolicy Republiki Karelii. Publiczność entuzjastycznie wita zaproszonych artystów, wśród których są wielkie gwiazdy estrady. Pod koniec wyjątkowego koncertu na scenie nieoczekiwanie pojawia się chłopiec. I tu wersje są dwie.

Zgodnie z pierwszą ma on dziewięć albo dziesięć lat i w trakcie występów ukrywa się za kotarą, wpatrując w muzyków, wśród których jest jego ojciec Bedros Kirkorow. Gdy wybrzmiewa ostatni akord, rodzic wywołuje malca na scenę. - No, Filippie - zachęca, by ten przed prawdziwą widownią zaśpiewał dziecięcą piosenkę. Wówczas zza kulis wychodzi piękna blondynka, ubóstwiana równie mocno przez Rosjan, jak i Polaków. Nazywa się Anna German. Wręcza małemu gwiazdorowi bukiet kwiatów.

Zgodnie z drugą wersją to German śpiewa na zakończenie koncertu. Kiedy milkną ostatnie dźwięki, publiczność obsypuje ją kwiatami. Gdy przyklęka, żeby je zebrać, dostrzega za kulisami zachwyconego występem chłopca. Zwinnie wybiega za kurtynę i po chwili wraca z synem Bedrosa, Filippem. Nakłania go, żeby coś zaśpiewał. Ten zgadza się, zaskakując słuchaczy dziecięcym, acz mocnym głosem, i wtedy to German obdarowuje go bukietem.

10 lat później ów Filipp stawiać będzie pierwsze kroki w radzieckim show-biznesie. Wesprze go w tym inna wielka dama piosenki, Ałła Pugaczowa. Minie kilka lat, Kirkorow usamodzielni się, a afiszami z jego nazwiskiem będą obklejone słupy ogłoszeniowe w całej Rosji. Przyszłość okaże się dla niego niezwykle łaskawa. Wystąpi w największych i najsławniejszych salach koncertowych świata, pozna wielkich artystów i zbije fortunę. Dziś, po ponad 30 latach pracy na scenie, jego popularność nie maleje. Nawet w czasach kryzysu wciąż jest zapraszany na koncerty, a za występ może żądać 100 tys. euro. O jego wyjątkowości przesądza jednak nie tyle inkasowanie oszałamiających sum, co skala popularności, jaką cieszy się wśród fanów. Dziecko, które na scenie w zimnym i wilgotnym Petrozawodzku przyjęło kwiaty od Anny German, jest obecnie rosyjskim królem popu.

Filipp Kirkorow w telewizji. Napis w prawym górnym rogu oznacza "Król mówi" (screen z YouTube)

Ja będę żyć, jak pragnę / I być chcę samym sobą (Niech będzie, co ma być )

Filipp Biedrosowicz Kirkorow urodził się 48 lat temu w Bułgarii. Jego matka, Wiktoria Markowa, była Rosjanką z domieszką cygańskiej bądź żydowskiej krwi. Wychowała się wśród cyrkowców i od najmłodszych lat wprawiała w grze na instrumentach oraz akrobatycznych sztuczkach. Ojciec, Bedros Filippowicz, dzieciństwo i młodość spędził w Warnie. Tam bowiem, uciekając przed tureckimi pogromami, dotarli jego ormiańscy przodkowie. Ze względu na sytuację polityczną musieli też zmienić nazwisko z Kirkorjanów na Kirkorowów. Niemniej wystarczyło przekroczyć furtkę, za którą znajdowało się ich domostwo, żeby jak za dotknięciem magicznej różdżki przenieść się do Armenii. Tradycji strzegł tam surowy nestor rodu, który na dźwięk języka bułgarskiego groźnie wykrzykiwał po ormiańsku "Incz asir!?" ("Coś powiedział!?"). Bedros nie poszedł w ślady ojca i dziadka, którzy byli szewcami (Kirkorowowie jako jedyni w mieście szyli buty dla niemowlaków). Będę pieśniarzem - postanowił i szybko podbił serca słuchaczy. Ruszył w tournée po ZSRR, podczas którego zawitał do Soczi, radzieckiego Saint-Tropez i Baden-Baden w jednym. Tam spotkał przyszłą matkę Filippa, Wiktorię. Młodzi zakochali się w sobie i dziewczyna udała się za Bedrosem do Warny, gdzie 30 kwietnia 1967 roku urodził się gwiazdor.

W pierwszych latach życia chłopak wciąż chorował i rodzice zabrali go do słynnej nie tylko w Bułgarii, ale i w całych demoludach, prorokini Wangi. Niewidoma starucha, znana z tego, że przepowiedziała śmierć Stalina i katastrofę łodzi "Kursk", zawyrokowała, że ich synek cierpi na dziecięce przypadłości, które miną z wiekiem, a na koniec wypowiedziała niezrozumiałe wówczas słowa: Widzę waszego syna na wysokiej górze, stoi i wymachuje metalową pałką.

Niebawem stan zdrowia Filippa poprawił się i maluch ruszył z rodzicami w trasę koncertową. Scena przyciągała go jak magnes i zza kulis śledził poczynania artystów. Niewiele z tego rozumiał i gdy zobaczył matkę w roli konferansjera, postanowił pomóc. W chwili kiedy padły z jej ust słowa: Pieśń Arno Babadżaniana... , podbiegł do mikrofonu i wykrzyczał tytuł utworu. Najbliżsi skłonni są uważać, że właśnie wówczas zaczęła spełniać się przepowiednia Wangi. Metalowa pałka okazała się mikrofonem, a szczyt góry - sceną, na której stał onieśmielony trzylatek i zbierał swoje pierwsze oklaski. Kolejny raz przed publicznością Kirkorow pojawił się w wieku siedmiu lat. Tym razem został już wywołany przez ojca, który po wykonaniu pieśni "Synek" postanowił go przedstawić.

Ani Lorak, ukraińska piosenkarka, i Filipp Kirkorow (fot. Daniel Kruczynski / CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons / bit.ly/1KRMFUC)

W 1974 roku Kirkorowowie przenieśli się do Moskwy i osiedlili w samym centrum radzieckiego Montmartre'u, przy Tagance. Drzwi w drzwi mieszkali z nimi najznamienitsi artyści i częstym gościem w ich domu była między innymi Ałła Pugaczowa. Supergwiazda estrady traktowała Filippa jak syna i nie miała pojęcia, że 11-latek zadurzył się w niej na zabój. Chłopak już wtedy wykazywał niezwykłą determinację i aby zdobyć jej serce, postanowił zostać gwiazdą muzyki rozrywkowej. W tym celu rozpoczął naukę w szkole muzycznej. W wieku 18 lat poczuł się na tyle pewnie, że wysłał zgłoszenie do programu telewizyjnego "Szerzej krąg". Został zaproszony do audycji, ale wbrew oczekiwaniom nie otworzyły się przed nim drzwi do kariery. Oczom widzów zaprezentował się bowiem niemal dwumetrowy wystraszony chłopak w przykusym stroju, w dodatku z nie najlepszym głosem. Doskonale pasowało do niego określenie "wielbłądek", które nadała mu później Pugaczowa. I jedynie spojrzenie magnetyczne, jakich na świecie u mężczyzny nie widziałam - jak twierdzi pani Danuta, polska fanka Kirkorowa - zapadało w pamięć.

Kirkorow postanowił kształcić się dalej i zdał egzaminy do Państwowej Szkoły Muzycznej imienia Sióstr Gniesinych. Trafił tam pod skrzydła Margarity Josifowny Landy, która przez studentów zwana była czarodziejką. W edukację Filippa pedagożka musiała włożyć dużo wysiłku. - Mógł ciskać nutami, wybiegać z klasy, trzaskać drzwiami - wyznała w telewizyjnym show, aby po chwili dodać - ... ale mnie się to podobało . W owym czasie tylko ona wierzyła w Kirkorowa. Nawet Bedros w czarnych barwach widział karierę syna. - Daję głowę sobie uciąć - wyznał Landzie - iż on nigdy nie zostanie piosenkarzem .

Wbrew wszystkim po dwóch latach nauki okazało się, że "wielbłądek" poczynił olbrzymie postępy i był gotów na powtórny debiut. Obdarowany przez bułgarskiego kompozytora Tonczo Rusiewa chwytliwą melodią oraz napisanym doń tekstem autorstwa Ilii Reznika, pojawił się na scenie moskiewskiej sali koncertowej Rasija. Na zarejestrowanym przez telewizję materiale widać, jak odziany w biało-czarny fikuśny surdut daje pokaz swoich możliwości wokalnych. Uśmiecha się przy tym i rozpościera dłonie w szerokim geście, będącym w przyszłości jego znakiem rozpoznawczym. A gdy ucichły ostatnie akordy śpiewanego przez Filippa Kirkorowa "Sindbada Żeglarza", salę wypełniła burza oklasków.

Filipp Kirkorow (twitter.com/fkirkorov/media)

Po tym występie u Margarity Landy ponownie pojawił się Bedros, tym razem krzycząc od progu: - Złoty pomnik pani postawię!

Sam Kirkorow, uskrzydlony sukcesami, niebawem pojechał na pierwszy w swoim życiu festiwal Jałta '88 i... na dzień przed występem prawie stracił głos, a już na scenie poddany został kolejnej próbie. Wysiadały klawisze i piosenkę "Telefoniczna miłość" wykonał niemal a cappella, tylko przy akompaniamencie gitary. Wówczas jedynie najbardziej przenikliwi znawcy rosyjskiej estrady mogli dostrzec w nim przyszłą gwiazdę. Niemniej fortuna nie odwróciła się od niego. Jesienią dostał rolę w leningradzkim Music Hallu, który okazał się dla niego wrotami do sławy.

Poświęcałem Ci wszystkie pieśni swoje / Wiedziałaś o wszystkim, co chciałaś (Okrutna miłość )

Cześć Filipp, znalazłam nasze zdjęcia i postanowiłam wysłać ci siebie . Ciemnowłosy, co najmniej 40-letni mężczyzna wpatruje się w ekran telefonu. Na jego twarzy pojawia się uśmiech. Na drugim planie, w telewizorze, widać parę w miłosnych objęciach. Z offu zaś słychać: - Aktorzy i aktorki grają w kinie sceny miłości. Przeradza się to niekiedy w prawdziwą namiętność i zrywają zdjęcia . Nagle obraz się zmienia. U stóp pysznego hinduskiego pałacu stoi ten sam mężczyzna. Ma czarny, wyszywany kolorowymi kwiatami ni to smoking, ni to chałat, a jego ciemne długie włosy błyszczą. Zaczyna śpiewać: - Nie krzycz o miłości z ulicznych reklam..., w tle zaś rozbrzmiewają fortepian i akompaniujące mu instrumenty dęte.

Teledysk do piosenki "Iluzja" został nakręcony w 2008 roku w Bombaju, ale dopiero w 2014 roku Kirkorow zdecydował się na jego udostępnienie. W wideo oprócz artysty występuje Ani Lorak, popularna ukraińska piosenkarka. To ona w pierwszych sekundach klipu przesyła Filippowi zdjęcia, a później wystylizowana na gwiazdę Bollywood całuje się z nim i czule go dotyka. I ta, by tak rzec, podwójna obecność Lorak, rozpaliła ciekawość fanów. Wielu uznało, że jest kochanką Kirkorowa. Kobieta w jednym z wywiadów wyznała, że król rosyjskiej muzyki pop był w niej zakochany i dlatego klip musiał swoje odczekać.

Po tej wypowiedzi na forach zawrzało. Temat romansów Kirkorowa jest dla jego miłośników szczególnie gorący i od czasu małżeństwa piosenkarza ze starszą o 18 lat Ałłą Pugaczową nie schodzi z pierwszych stron gazet. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że choć od rozwodu z Ałłą minęło już 10 lat, Kirkorow z nikim się oficjalnie nie związał. Dziennikarze spekulują, co mogło być przyczyną rozejścia się małżonków. Opiniotwórcza rosyjska gazeta "Konsomolskaja Prawda" wysuwa dwie teorie. Po pierwsze - pieniądze. Tu jednak brak jakichkolwiek konkretów. Po drugie - zdrada Kirkorowa lub (w wersji rozszerzonej) zdrada plus nieślubna córka. Żadne z małżonków nie podało jednak oficjalnego powodu rozejścia. Mało tego, piosenkarz niezmiennie deklaruje miłość do Pugaczowej, a i jego fani - także polscy - zdają się kibicować tej relacji. - Mimo takiego ogromnego uwielbienia kobiet jest romantykiem i chyba wciąż ją kocha - mówi pani Danuta. - Dał dziecku jej imię, a w swoim pokoju zawiesił na ścianie jej zdjęcie - dodaje.

 

Do skandalu z udziałem Filippa doszło w 2011 roku, kiedy to podczas koncertu odbywającego się za murami Kremla zszedł ze sceny i ukląkł przed Pugaczową. Dał jej bukiet róż, ucałował w rękę i wyznał miłość. - Jestem szczęśliwy, że w moim życiu jest kobieta, dla której gotów jestem na wszystko - dodał. Siedzący obok mąż Pugaczowej, młodszy od gwiazdy o 27 lat Maksim Gałkin, przerwał mu bezpardonowo: - Wydaje mi się, że nie trzeba tyle razy wyznawać uczuć Annie Borysownie. Wówczas wtrąciła się dama będąca obiektem adoracji: - No i co z tego, czyż nie zasługuję? Królowej wolno więcej, chciałoby się dopowiedzieć.

Wszyscy już przyzwyczaili się do tego, że Pugaczowa na wyłączność posiadła serce Kirkorowa, gdy gruchnęła wiadomość, że piosenkarz będzie ojcem. Artysta oznajmił to 26 listopada 2011 roku podczas telewizyjnego show "Kto, gdzie, kiedy". Cztery dni później, również przed milionami rosyjskich widzów, wyznał, że jego nowo narodzona córka na cześć ukochanej kobiety oraz swej matki będzie nosiła podwójne imię Ałła-Wiktoria. Natychmiast zaczęły się poszukiwania owej Wiktorii, która miała urodzić gwiazdorowi potomkinię. Niestety, spełzły na niczym, głównie za sprawą samego Kirkorowa, który oświadczył, że matką jego córki jest amerykańska surogatka. Dodał też, że choć jest osobą publiczną, córkę i jej matkę będzie chronić przed wścibskimi dziennikarzami.

W konserwatywnej obyczajowo Rosji korzystanie z usług surogatek nie jest bynajmniej na porządku dziennym i zwłaszcza ze strony Cerkwi prawosławnej dało się słyszeć głosy potępiające artystę. Odpowiedź rosyjskiego show-biznesu była znacznie przychylniejsza. Jedynie Pugaczowa wiadomość o narodzinach "królewskiej córki" przyjęła z właściwym sobie dystansem i ironią. - Trzeba teraz jeszcze chłopczyka i dać mu Maksim - żartowała, sugerując, żeby przyszłego męskiego potomka Kirkorow nazwał na cześć jej obecnego męża, Maksima Gałkina. - Co do Maksima, nie wiem. Ale że w imieniu mojego syna będzie litera "M", obiecuję - odrzekł piosenkarz i siedem miesięcy od narodzin Ałły-Wiktorii, 29 czerwca 2012 roku, podczas występów w Sofii, poinformował ze sceny, że urodził mu się chłopczyk. Jak się niebawem okazało, matką nowo narodzonego Martina również była surogatka.

Filipp Kirkorow z dziećmi (twitter.com/fkirkorov/media)

Twarz we krwi, dusza - jak noc / A tłum ludzi krzyczy do ciebie: Precz!!! (Maria Magdalena )

Polskie media czegoś takiego nie widziały. Jest 9 grudnia 2010 roku, labirynt szpitalnych korytarzy przemierza ekipa telewizyjna. Idący na jej czele rosyjski showman Andriej Małachow uchyla drzwi. Oczom widzów ukazują się plecy mężczyzny odwróconego twarzą do zielonkawej lamperii.... - Priwiet (cześć) - mówi Małachow. Wraz z nim miliony Rosjan przed telewizorami widzą, jak ich idol, sam Filipp Kirkorow, mości się na szpitalnym łóżku. - Jak cię karmią? - pyta redaktor. - Wstyd jeść - odpowiada rozczochrany gwiazdor.

Wydarzenia, które sprawiły, że Kirkorow wprost ze sceny Państwowego Pałacu Kremlowskiego trafił do psychuszki (od czasów ZSRR szpitale psychiatryczne nazywa się pieszczotliwe) w Izraelu, zelektryzowały cały kraj i trudno było znaleźć Rosjanina, który byłby wobec nich obojętny. A wszystko zaczęło się wieczorem 4 grudnia 2010 roku podczas próby poprzedzającej galę Złotego Gramofonu. Kirkorow, wielokrotny laureat tej arcyważnej rosyjskiej nagrody, przygotowywał się do występu. Zmęczony nieustannymi powtórkami w mało elegancki sposób zażądał zmiany oświetlenia. Reżyserka Marina Jabłokowa nie pozostała mu dłużna. Od słowa do słowa sprzeczka przerodziła się w kłótnię, w trakcie której gwiazdor popędził w kierunku kobiety z okrzykiem: - Zabiję cię! Schwycił ją za włosy i powalił na ziemię. Najprawdopodobniej też kilkakrotnie kopnął. Co do tego nie ma jednak zgody, bo ofiara zmieniała zeznania.

- Wstyd, straszny wstyd - powtarza odziany w niebieską piżamę Kirkorow i spogląda na paznokcie. - Jakby nie po ludzku - szlocha i zaczyna wyliczać przyjaciół, którzy go oskarżają. - Ja się nie tłumaczę... - przerywa i łza ścieka mu po policzku. - Kiedy dzwoniłem tuż po tamtym, to jakbyś nic nie pamiętał - Małachow kieruje rozmowę na niechlubne zajście. Kirkorow podejmuje wątek. - Podczas próby coś mi zaczęło przeszkadzać - wyznaje - i postanowiłem walczyć z tą przeszkodą . I tu Filipp po raz pierwszy stwierdza, że był w amoku. - Nic nie pamiętam - deklaruje. Redaktor drąży i pyta o przyczynę wybuchu artysty. Ten bierze głęboki wdech i wyrzuca: - Mam duchową chorobę . Następnie szczegółowo opisuje schorzenie, które po polsku nazwalibyśmy psychicznym, a w języku rosyjskim określa się jako niedomaganie duszy. I ze spojrzeniem wbitym w ziemię klaruje: - Nie piję, nie palę, nie mam innych nałogów, a przecież żyję w ogromnym tempie i dwa razy do roku wychodzą ze mnie emocje .

Wideo ze szpitala poprzedzielane jest kilkuminutowymi wstawkami zawierającymi wypowiedzi rosyjskich artystów. Koledzy z branży nie zostawiają na Kirkorowie suchej nitki: - Nie godzi się, żeby dwumetrowy łoś ciągnął za włosy drobną kobietę. Albo: - To, co zrobił, jest amoralne. Do programu wpleciono również opinię moskiewskiego karnisty, który uważa, że wyjazd Kirkorowa za granicę to próba uniknięcia aresztu. I tylko znana z ciętego języka primabalerina Anastazja Wołoczkowa broni rosyjskiego króla popu. - Odpowiedź Kirkorowa na brak profesjonalizmu Jabłokowej to po prostu kwiatek - przekonuje.

W relacji pojawiają się także odniesienia do konferencji prasowej z Rostowa nad Donem z 2004 roku. Wówczas dziennikarka Irina Arojan zadała towarzyszącej Kirkorowowi ukraińskiej artystce Anastazji Stockiej prowokacyjne pytanie o śpiewanie coverów. Piosenkarz nie dopuścił koleżanki do głosu i zwrócił się do dziennikarki: - Nie podoba mi się wasza różowa bluzeczka, wasze cycki i wasz mikrofon , następnie zaś wyrzucił Arojan z konferencji i na odchodne uraczył grubym przekleństwem. Dziennikarka nie puściła zniewagi płazem i pozwała go do sądu, który ukarał Kirkorowa grzywną na rzecz państwa w wysokości 60 tys. rubli (około 3,5 tys. zł). Później Arojan chętnie pojawiała się w mediach i opowiadała o krzywdach, jakich doznała od artysty. Pokazała też nowo narodzonego synka i oznajmiła, że będzie miała obrońcę przed "tym gburem".

Rosyjski król popu ekscesy tłumaczy ogromnym tempem życia. Tu podczas jednego z licznych koncertów (twitter.com/fkirkorov/media)

Jak się więc okazuje, rosyjski król popu nie pierwszy raz miał kłopoty z prawem, jednak pobicie Jabłokowej mogło złamać jego karierę. Gwiazdor, zwany niekiedy self-made manem, postanowił grać o swój los. Wówczas znaleźli się i tacy, którzy zwietrzyli w tym okazję. W izraelskim szpitalu Tel HaShomer wyczuwało się, że wokół tego żenującego wydarzenia ludzie z rosyjskiego show-biznesu robią interesy. Telewizja podbijała słupki oglądalności, koledzy piosenkarza liczyli na przejęcie jego lukratywnych kontraktów, a sam gwiazdor próbował ratować najcenniejszą dla siebie rzecz - markę Filipp Kirkorow. Przed kamerą poprosił Jabłokową o wybaczenie i zagwarantował rekompensatę. Ofiara zajścia na swojej krzywdzie również miała zbić kapitał. Jak dowiedziały się media, adwokaci piosenkarza zaproponowali jej 10 mln rubli (550 tys. zł). Reżyserka nie przyjęła tej kwoty i podała Kirkorowa do sądu. Mimo to nie doszło do skazania artysty i strony się porozumiały. Wypłacono oczywiście odszkodowanie. Tabloidy, na łamach których Jabłkowa demonstrowała posiniaczone nogi, spekulowały, że do proponowanej sumy Kirkorow dodał jedno zero.

Rzeka przeciekała pod asfaltem, / Ja śpiewałem to tenorem, to altem (Kawki )

Skandale, surogatki, romanse, olbrzymie pieniądze to tylko część życia gwiazdora. Filipp Kirkorow jest przede wszystkim piosenkarzem, który jak mało kto czuje scenę oraz publiczność i ze znawstwem dostosowuje swój repertuar do zmieniających się trendów. Rozpoczynał karierę jako jeden z wielu artystów estradowych ZSRR, by niebawem wprowadzić nieznane wcześniej w rosyjskiej piosence popularnej motywy folkowe z całego świata czy też inspiracje zaczerpnięte z muzyki klasycznej, a nawet hip-hopu. Jest także producentem oraz pomysłodawcą swoich show. Menedżerowie Kirkorowa wielokrotnie pukali się w głowy, gdy słyszeli jego pomysły, zaś konkurenci zacierali ręce, pewni, że niebawem będą świętować upadek króla.

Znamienne były ostatnie lata XX wieku, kiedy to Kirkorow udowodnił, że rosyjski show-biznes może być niemal tak spektakularny jak amerykański. W 1997 roku zapowiedział tournée a la Michael Jackson i po miastach byłego ZSRR podróżował prywatnym samolotem z wymalowaną na burcie własną podobizną. Za artystą podążały zaś ciężarówki wyładowane sprzętem i autobusy z 80 członkami ekipy. Rosjanie, którzy nigdy wcześniej nie widzieli takiej trasy koncertowej, obrastali w piórka. - U nas też można! - chwalili Kirkorowa. Rok później artysta sięgnął wyżyn zuchwałości i w listopadzie 1998 roku zagrał cykl koncertów "Tylko jeden miesiąc i tylko dla Was". Wówczas dzień w dzień występował przed pełną fanów petersburską salą Oktiabrskaja. Podliczono sprzedane bilety i okazało się, że w ciągu miesiąca show obejrzało ponad 100 tys. osób.

Filipp Kirkorow (twitter.com/fkirkorov/media)

Za sukcesami scenicznymi poszły najwyższe nagrody. W 2006 roku Kirkorow został uhonorowany tytułami Narodowego Artysty Inguszetii i Czeczenii, a dwa lata później otrzymał analogiczne tytuły na Ukrainie i w Rosji. Pierwsza dekada XXI wieku obfitowała także w koncerty organizowane w byłych republikach ZSRR, USA, Australii oraz wszystkich państwach Europy Środkowej, za wyjątkiem Polski. Nie oznacza to jednak, że w naszym kraju Kirkorow nie ma fanów. Przeciwnie, od 2008 roku na Facebooku prężnie działa Oficjalny Polski Fan Club rosyjskiego piosenkarza, aktora oraz kompozytora Filippa Kirkorova . Jego członkowie chętnie opowiadają o swojej pasji. - Słucham Filippa już strasznie długo - stwierdza pani Irena - i gdy myślę, że już nic mnie nie zaskoczy, to zaśpiewa całkiem coś nowego . Pani Marta, która zawiaduje facebookowym profilem fanklubu, zwraca uwagę na cechy, które wyróżniają go na tle muzyków znad Wisły: - Polscy artyści, chociaż jest wśród nich wielu bardzo zdolnych, w większości są monotonni i ich repertuar ogranicza się maksymalnie do dwóch gatunków muzycznych. U Filippa każdy teledysk (a nagrał ich około 100) jest zupełnie inny, podobnie jak wszystkie wydane albumy. Każda osoba może znaleźć w jego repertuarze coś dla siebie. Od popowych, tanecznych utworów, przez kabaretowe, humorystyczne piosenki, do arii operowych.

Jak się okazuje, Kirkorow może być także inspiracją. Pani Karolina, osoba młoda i wykształcona, pragnie podziękować Filippowi Kirkorowowi, ponieważ [...] jego osoba i twórczość przyczyniły się do zainteresowania kulturą i językiem Rosji .

Fani, których nie stać na wyjazd do państw, gdzie występuje Kirkorow (nie tylko Rosja, ale też np. Czechy bądź Niemcy), skazani są na relacje internetowe. Pani Halinka, mieszkanka niewielkiego miasta na Podlasiu, wylicza znajomych gotowych pojechać na koncert idola do Warszawy. Jest przekonana, że znalazłoby się co najmniej 20 osób mogących zapłacić od 100 do 200 zł na bilet. - To duże wyrzeczenie, ale dla Filippa warto - uśmiecha się. Dziwi zatem, czemu dotychczas nie zorganizowano u nas koncertu rosyjskiej supergwiazdy. Moderatorka profilu uważa, że pewnie nie byłoby szans zapełnić Stadionu Narodowego, ale np. taką Salę Kongresową w Warszawie - bez problemu. Co więc stoi na przeszkodzie? - Odnoszę takie wrażenie, że głównym powodem jest niechęć ze strony Polski - pani Malwina wyraża zdanie większości forowiczów.

Niemniej sprawa nie jest przegrana. Polscy fani wciąż walczą o zorganizowanie koncertu Kirkorowa. Gdyby dopięli swego, byłaby okazja zobaczyć w kraju nad Wisłą piosenkarza, który - abstrahując od muzycznych gustów i upodobań - potrafi zapewnić iście królewski show.

Autorzy dziękują pani Marcie Muśko oraz pozostałym członkiniom fanklubu Filippa Kirkorowa za pomoc w pracy nad tekstem.

* Śródtytuły w artykule zaczerpnięto z piosenek Kirkorowa.

Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski . Małżeńsko-pisarski duet. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Są przeświadczeni, że właśnie ta część świata jest najniezwyklejsza i najciekawsza ze wszystkich. Ponadto ona śledzi internacjonalistyczne związki między namiętnością a zbrodnią, on - podąża ścieżkami historii medycyny. Publikowali m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Nowej Europie Wschodniej" oraz regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym "Akcent".