artykuły

Zatrzymać lato na dłużej - to się marzy chyba wszystkim, którzy właśnie wracają z zagranicznych wojaży, z krajów o klimacie cieplejszym niż nasz, polski.

Coraz częściej oprócz zdjęć z urlopu przywozimy też smakołyki kupione za granicą.

Pachnące słońcem pomidory i chianti z domowej piwniczki

Jeśli chodzi o pomidory, Polska nie ma się czego wstydzić. Gargamele, śliwkowe, malinowe, bawole serca... - naprawdę jest z czego wybierać. Ale każdy szef włoskiej kuchni powie, że najwspanialsze są te z gatunku San Marzano - twarde, podłużne, o słodkim smaku. Najlepiej smakują dojrzewające u stóp Wezuwiusza w Kampanii, skąd prawdziwy fan włoskiej kuchni może przywieźć je do domu. Na wulkanicznej glebie San Marzano rośnie jak nigdzie indziej. Smak tego gatunku pomidora docenić można, np. próbując go w wersji suszonej czy też wielu innych "wcieleniach", choćby pod postacią - banalnego wydawałoby się - sosu do pizzy.

Wożenie pomidorów w walizkach to propozycja dla prawdziwych koneserów. Do bagażu można też zapakować na przykład makarony, ale zanim zdecydujemy się je wieźć aż z Włoch, warto sprawdzić, które ich rodzaje są dostępne w polskich sklepach. Co z pewnością warto zabrać z Italii? Produkty jakości domowej: oliwę z oliwek pochodzącą z małego, przydomowego sadu, butelkę chianti z piwniczki rolnika i torbę fig zebraną z rosnącego przy drodze drzewa. Jeżeli zaś chodzi o sery i wędliny, zdecydowanie najlepiej wybrać coś spośród produktów suszonych i dojrzewających. Ich zaletą jest dość odległa data przydatności do spożycia, a w dodatku są stosunkowo łatwe w transporcie. Włoska "mamma", jeśli ją zapytacie, pewnie poleci wam właśnie taki zestaw.

(fot. materiały promocyjne Tesco)

Greckie oliwki, prowansalska tapenada i śmierdzące francuskie sery

Nie ma chyba wielu lepszych rzeczy na świecie niż ciepły chleb ze wspaniałą oliwą. Za granicą cieszymy się też wielością odmian oliwek używanych do różnych celów. Na przykład do zrobienia tapenady, czyli pasty używanej także do chleba. Tapenada jest raczej mało popularna w Polsce. Najprostszą uzyskamy po zblendowaniu dwóch rodzajów oliwek. Jej smak wzmocnimy, np. dodając kapary lub anchois. Tapenada rozsmarowana na ciepłym chlebie jest często przystawką w Grecji, na Cyprze i w Prowansji, skąd pochodzi. Z wakacji warto przywieźć ze sobą nie tylko słoiczek tego smakołyku, ale trochę świeżych oliwek i jakiś lokalny przepis. Łatwo będzie go w domu odtworzyć i przyprawić według własnych upodobań.

Na wakacjach cieszymy się wielością gatunków oliwek (fot. Shutterstock.com)

Z Francji najczęściej przywozimy ze sobą aromatyczne, dojrzewające sery. Upodobanie do tego rodzaju smaków trzeba jednak w sobie rozwinąć, czasami też przebić się przez warstwę naprawdę potężnego aromatu. W zależności od regionu na półkach francuskich sklepów można znaleźć różne sery. Jeżeli odważymy się ich spróbować, możemy wśród nich odkryć kilku faworytów.

(fot. materiały promocyjne Tesco)

Francuzi zdają sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nawet mało który z nich rozróżnia wszystkie rodzaje ich serów, dlatego na eksport idą te najbardziej sprawdzone. Na półkach supermarketów można znaleźć kilka rodzajów camemberta i brie. Wśród nich zazwyczaj znajduje się camembert Le Rustique. To jeden z najpopularniejszych rodzajów tego sera także we Francji. W polskiej skali należy do najostrzejszych i najbardziej aromatycznych. We francuskiej - to jeden z najlżejszych.

Kto poszukuje mocnych serowych wrażeń, powinien pamiętać, by produktów wydzielających najbardziej zdecydowaną woń nie przewozić w torbie z ubraniami ani nie trzymać w lodówce np. z owocami, bo wszystko zwyczajnie przejdzie intensywnym serowym zapachem. I uważajcie koniecznie na ser Epoisses de Bourgogne - jest on tak śmierdzący, że przewożenie go w transporcie publicznym jest we Francji karane mandatem. Jeżeli mocne wrażenia z wycieczki chcecie jednak zabrać ze sobą do ojczyzny, w imieniu współpasażerów bardzo prosimy o szczelne zapakowanie pamiątek. Na niektóre sery nie ma jednak dobrego sposobu i po prostu trzeba się z nimi pożegnać na miejscu. Dobra wiadomość jest taka, że Francję możemy powspominać przy niebieskawym serze roquefort, który jest dość popularny, średnio śmierdzący i sprowadzany do wielu polskich sklepów.

(fot. materiały prasowe Tesco)

Orientalne przyprawy, oryginalny ryż

Wakacje w Tajlandii? Korei? Na Sri Lance? A może w Indiach? Fantastycznie jest wygrzać się w którymś z egzotycznych krajów i doświadczyć nowych smaków. Tak dalekie wycieczki długo były uważane za osiągalne tylko dla osób bardzo zamożnych. Dziś, kiedy w promocjach różnych linii lotniczych można "upolować" bilety do dalekich krajów w okazyjnych cenach, ten argument odpada. Być może jeszcze łatwiej będzie zdecydować się na wyjazd, kiedy trochę lepiej poznamy skarby kultury, która nas interesuje. Oczywiście najlepiej zacząć od kuchni.

(fot. materiały promocyjne Tesco)

Wszystkie kuchnie dalekowschodnie opierają się na ryżu. W Polsce pomału pojawiają się nowe jego rodzaje, jednak nadal jest to ułamek tego, co dostępne jest chociażby w Indiach. Kto kojarzy kuchnię tego kraju, zna ryż basmati, najczęściej gotowany z listkiem laurowym, kardamonem, goździkiem i kawałkiem cynamonu. I na tym zwykle wiedza się kończy. Inna sprawa, że przybyszowi z Europy zazwyczaj trudno rozpoznać różne gatunki. Ale przede wszystkim musi mieć w sobie odrobinę odwagi, by będąc na miejscu, spróbować nieznanych potraw.

Jest szansa, że nie będziemy znali prawie żadnych składników z serwowanych na stoiskach dań. W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, niż... po prostu otworzyć się na nowości. Co prawda w większych miastach w Polsce już od kilkunastu lat funkcjonują autentyczne hinduskie restauracje, ale oferowane w nich dania są nieco mniej aromatyczne i słabiej przyprawiane (z troski o wrażliwe europejskie żołądki) niż ich prawdziwie hinduskie warianty. Bardzo często lokale są prowadzone przez rodziny imigrantów, którzy naprawdę znają się na rzeczy, ale nawet oni nie są w stanie zaproponować takiej różnorodności smaków jak ta, którą możemy odkryć, będąc w Indiach.

(fot. materiały promocyjne Tesco)

Z tego kraju możemy przywieźć choćby najróżniejsze przyprawy i ich mieszanki. Przydadzą się, zwłaszcza jeśli chcemy po powrocie do domu samodzielnie przyrządzać dania kuchni indyjskiej, a w bagażu nie zajmą przecież wiele miejsca. Gdy ich zapas się skończy, można go uzupełnić, zaglądając do sklepów specjalizujących się w produktach sprowadzanych z różnych zakątków świata albo supermarketów, które mają nimi wypełnione całe działy. Tam także znajdzie się coś dla osób, które w kuchni mają dwie lewe ręce - na przykład gotowe dobrej jakości sosy, słodycze, kawy czy inne produkty, które choćby na chwilę przywiodą na myśl smaki i zapachy wakacji.