artykuły
Kibice Arki Gdynia (Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)
Kibice Arki Gdynia (Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)

Jeśliby któregoś dnia zamknięto wszystkie teatry na ziemi, nic by się nie stało, ale gdyby którejś niedzieli nie było transmisji meczu w telewizji, wybuchłaby rewolucja - może słowa prof. Piotra Kowalskiego, znawcy kultury popularnej, są nieco przerysowane, ale dają pewne wyobrażenie o energii, która drzemie w masach kibicowskich. Czuć ją doskonale, kiedy fani śpiewają hymn swojej drużyny albo cieszą się ze zdobytych punktów, bramki, wygranego meczu czy swojego zawodnika na podium.

W Polsce najpopularniejszym sportem jest piłka nożna. Wynika to z wielu od siebie niezależnych badań, m.in. cyklicznie prowadzonych przez ARC Rynek i Opinia. Na kolejnych miejscach plasują się dyscypliny takie jak siatkówka, piłka ręczna, koszykówka czy żużel, a także skoki narciarskie. Zainteresowanie daną dyscypliną wzrasta, jeśli m.in. reprezentujący ją sportowcy zaczynają odnosić sukcesy albo gdy w Polsce odbywa się duża impreza. Podczas współorganizowanego przez Polskę Euro 2012 trzy mecze Polaków oglądało w telewizji średnio aż po 15-16 milionów osób, a chętnych do kupna biletów na mecze turnieju było o wiele więcej niż wejściówek.

O ile sport na poziomie reprezentacyjnym gromadzi sporą grupę kibiców "akcyjnych", którzy żyją nim od wydarzenia do wydarzenia, o tyle rozgrywki ligowe przyciągają tych najbardziej zaangażowanych. To oni niezależnie od okoliczności jeżdżą w ślad za swoimi zawodnikami wszędzie tam, gdzie biorą oni udział w rywalizacji. Zapewniają widowiskom sportowym odpowiednią oprawę, organizują doping, wspierają kluby i sportowców, gdy ci wygrywają, ale także wtedy, gdy ponoszą porażki. I to właśnie dla nich szczególnie krzywdzące jest przypinanie wszystkim fanom łatki tzw. kiboli, których nie interesuje sportowa rywalizacja, tylko stadionowe burdy. Choć chuligani stanowią mniejszość, to właśnie o ich wybrykach najczęściej słyszy się w mediach. Tymczasem nie mają oni wiele wspólnego z prawdziwymi kibicami, którzy dla swojej drużyny są w stanie zrobić wszystko. Ich poświęcenie przybiera różne, czasem zaskakujące formy.

Z Bali do Zabrza na mecz

Michał M. Swatek jest jednym z najbardziej znanych kibiców piłkarskiego klubu Górnik Zabrze. Pochodzi z Zabrza, jednak już po skończeniu studiów wyemigrował do Malezji, a dziś mieszka na indonezyjskiej wyspie Bali. Z dalekiej Azji przylatuje jednak do kraju na najważniejsze spotkania swojego klubu. Poświęcenie kibica wyrazić najlepiej w liczbach - ceny biletów z wyspy do Polski zaczynają się od około 5 tys. zł, lot trwa dobę lub dłużej i trzeba w tym czasie dwa lub trzy razy się przesiąść. Ale kibica to nie zniechęca. Bywa na meczach ligowych, oglądał występy w Pucharze Polski, a jakiś czas temu kupił nawet jedną akcję klubu. W wywiadach mówi, że czeka na oddanie do użytku stadionu Górnika. Pewnie z tej okazji znów przyleci na mecz.

Kibice Górnika Zabrze (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta) ()

Dla sportowców świadomość posiadania oddanych kibiców to wielka motywacja. Piłkarzy, żużlowców, koszykarzy, siatkarzy czy hokeistów łączy jedno: do sportowej walki najlepiej zagrzewa ich doping. Im więcej fanów na trybunach, tym większe jest wsparcie - każdy kupiony bilet oznacza wpływy do kasy klubowej. I chodzi tu nie tylko o koszt wejściówki, ale także o zainteresowanie sponsorów, którzy widząc, że frekwencja jest wysoka, są bardziej chętni do współpracy. Prawdziwi kibice zdają sobie sprawę z tych mechanizmów. - Każdy powinien przyprowadzić kogoś na mecz. Spróbuj namówić brata, siostrę, mamę, tatę, kuzyna lub kumpla ze szkoły lub pracy - instruuje użytkowników forum Wisły Kraków fan tej drużyny. - Jeśli trzeba, postaw im bilet i piwo przed meczem. Potraktuj to jako inwestycję w twój klub - przekonuje.

Wspomóc kluby i kibiców postanowiło także Tyskie. Zorganizowało akcję polegającą na zbieraniu kapsli po piwie Tyskie i wrzucaniu ich do specjalnych urn. Jeśli fani zbiorą odpowiednią liczbę kapsli, to firma wypłaci klubowi pieniądze. Akcja trwa od 1 sierpnia do końca października. Dołączyło do niej kilkadziesiąt drużyn, których zawodnicy uprawiają różne dyscypliny sportowe - piłkę nożną, żużel, koszykówkę.

Pełna lista zespołów znajduje się na stronie internetowej Tyskiego . Warto jednak odwiedzić także strony klubowe, bo na nich znaleźć można informacje, gdzie ustawione są urny i na jaki dokładnie cel zostaną przeznaczone pieniądze. A cele bywają różne. Hokejowy klub Stoczniowiec 2014 liczy na 20 tys. zł, które fani przeznaczą na wyjazdy kibiców na mecze. Cracovia chce 30 tys. zł przekazać niepełnosprawnym, PBS Ciarko Sanok za 15 tys. zł zamierza kupić sprzęt hokejowy dla wychowanków. Wśród celów innych drużyn są też kupno nowego motocykla żużlowego, paliwo dla żużlowców albo nowe opony. Na liście życzeń znajdują się wykonanie muralu, inwestycja w nową szatnię czy obóz treningowy. Z kolei Wisła Kraków i Górnik Zabrze zbierają na oprawę meczową - mogą dostać po 30 tys. zł.

Szalik i koszulka to za mało

Oprawa jest jednym z najbardziej atrakcyjnych elementów sportowego widowiska. Wielkie flagi, tzw. sektorówki, przepływają - niesione rękami kibiców - z dołu trybun na górę. Trzymane przez fanów kartony układają się w związane z klubem wzory, klubowe sztandary powiewają ponad głowami. Oprawa stanowi rozbudowaną formę dopingu, bywa też przygotowywana na szczególne okazje: pożegnanie wyjątkowo związanego z zespołem zawodnika, ważną dla klubu rocznicę czy upamiętnienie ważnych wydarzeń historycznych, np. ostatnio 71. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego.

Kibice Śląska Wrocław oddają hołd powstańcom (fot. Mieczysław Michalak) ()

By oprawa wyglądała dobrze, kibice powinni być ubrani w klubowe barwy. W dobrym tonie jest zaopatrywanie się w ubrania i gadżety w klubowym sklepie, bo wtedy ma się pewność, że wydane na nie pieniądze zasilą konto drużyny. Podróbki - jak w szeroko pojętej modzie, tak i w tej stadionowej - są po prostu obciachem.

W szafie kibicowskiej pojawiają się już nie tylko koszulka, szalik czy czapka z klubowym emblematem. Znaczek zdobi nawet bieliznę: stringi dla pań i bokserki dla panów, pościel czy szlafroki. Kibicki są zresztą stosunkowo nowym odkryciem, jeśli chodzi o twórców klubowych gadżetów. A przecież kobiety także chodzą na mecze. W klubowych sklepach można więc już pytać nie tylko o koszulki o damskim kroju i rozmiarze, ale nawet o biżuterię czy... podwiązki.

Kibice ratują klub

Jeśli komuś się wydaje, że kibicowanie to beztroska zabawa, jest w błędzie. To, co widać podczas meczów, to tylko część powinności najwierniejszych sportowych fanów, ta bardziej przyjemna. Zdarza się, że kibice biorą w swoje ręce los klubu. Tak stało się np. w przypadku Polonii Warszawa. Ogromne problemy finansowe i utrata licencji uprawniającej do gry mogły ten klub z wielkimi tradycjami strącić w niebyt. Ale zadziałali kibice. To dzięki ich zaangażowaniu zespół rozpoczął rozgrywki od IV ligi. Fani klubu są pewni, że za kilka lat Polonia wróci do Ekstraklasy. Ich drogą chcą podążać fani będącego w wielkich kłopotach Widzewa Łódź. Wpłacają na konto pieniądze, gdyż wierzą, że Widzew będzie mógł znów zagrać - na początek w IV lidze.

Czasem kibicom udaje się nie dopuścić do katastrofy - w ubiegłym roku hokejowa Legia z powodu pustek w kasie już miała się wycofać z rozgrywek I ligi. Pomogli kibice piłkarskiej Legii Warszawa, którzy zorganizowali zbiórkę. To m.in. dzięki niej udało się załatać dziurę w budżecie.

Kibice Falubazu Zielona Góra (fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta) ()

Nie mniej ważne od finansowego jest psychiczne wsparcie dla zawodników. Kiedy Jarosław Hampel z Falubazu Zielona Góra, jeden z najlepszych polskich żużlowców, doznał poważnego wypadku, który wyłączył go na długie tygodnie z udziału w zawodach, przez media społecznościowe przeszła fala życzeń powrotu do zdrowia. Powstał nawet na tę okoliczność hasztag #JaroTrzymajSię. Używali go kibice żużla niezależnie od przynależności klubowej.