W niedzielę 17 marca 1985 roku Maria Hernandez poszła na randkę. Tak udaną, że dopiero myśl o tym, że za kilka godzin będzie musiała iść do pracy, skłoniła ją do powrotu. O 21.30 pożegnała się z chłopakiem i wsiadła do złotego chevroleta camaro. W drodze do pobliskiego Rosemead - miasteczka należącego do aglomeracji Los Angeles - rozpamiętywała wydarzenia mijającego dnia i nie zorientowała się, że od dobrych kilku minut jedzie za nią ciemna toyota. Jej kierowca, szczupły, dwudziestoparoletni Latynos, kilka godzin wcześniej wymienił pochodzące z włamania fanty na rewolwer kalibru 5,6 mm. Następnie ukradł samochód i przez kolejne godziny krążył po autostradzie.
Po niespełna półgodzinie Hernandez wjechała w szachownicę ulic typowego kalifornijskiego przedmieścia. W ślad za nią podążyła toyota. Kobieta nie miała pojęcia, że jest śledzona. Nieśpiesznie mijała nowoczesne jednopiętrowe domy stojące po obu stronach ulicy Village Lane. Około 22.15 zatrzymała się przed wynajmowanym wraz z koleżanką budynkiem. Wstawiła camaro do garażu i zaczęła mocować się z zamkami przy drzwiach wejściowych. I dopiero charakterystyczne trzaski zeschniętych palmowych liści na trawniku przykuły jej uwagę. Odwróciła się i dostrzegła nadchodzącego napastnika. Oburącz trzymał wycelowany w nią pistolet. "O Boże, nie!" - krzyknęła i odruchowo zasłoniła dłońmi twarz. W tym momencie padł strzał. Niesamowitym zbiegiem okoliczności kula trafiła w uniesioną rękę i odbiła się od kluczy. Mimo to porażona wstrząsem Hernandez upadła na ziemię. Jej twarz zalała krew z roztrzaskanej dłoni i napastnik, przekonany, że pozbawił kobietę życia, spokojnie wszedł do środka.
Dayle Okazaki - trzydziestopięcioletnia współlokatorka Hernandez - usłyszała huk i podbiegła do drzwi. Jednak gdy te otworzyły się i zamajaczyła w nich sylwetka mężczyzny, zaszyła się w głębi mieszkania. Jej bielejący cień - ubrana była tylko w koszulkę z logo drużyny bejsbolowej Los Angeles Dodgers - dostrzegł włamywacz i przyczaił się za załomem ściany. Okazaki, przeświadczona, że intruz opuścił mieszkanie, znów się zbliżyła. Wówczas mężczyzna wystrzelił. Kula nie napotkała żadnych przeszkód.
Tymczasem leżąca przed domem Hernandez ocknęła się i doczołgała do garażu. W momencie, w którym próbowała go otworzyć, pojawił się morderca. Zobaczył swoją pierwszą ofiarę i szybko się zbliżył. Przyłożył broń do jej skroni i czekał. Kobieta żebrała o życie. "Nie! Błagam, nie zabijaj mnie! Błagam, tylko znów nie strzelaj!" - łkała aż do chwili, gdy uświadomiła sobie, że jest sama.
Oprawca opuścił Rosemeade i na autostradzie San Bernardino Freeway wypatrzył kolejną ofiarę. Była nią urodzona na Tajwanie trzydziestojednoletnia Veronika Yu. Kobieta szybko zorientowała się, że ktoś za nią jedzie i czym prędzej skręciła w kierunku miasteczka Monterey Park. Na ulicy North Alhambra Avenue stanęła na czerwonych światłach. Z jej samochodem zrównał się pojazd mordercy. Jak relacjonują to zdarzenie dwaj świadkowie - kobieta odważnie wykrzyczała, że jeśli kierowca toyoty nie przestanie jej śledzić, wezwie policję. Wywiązała się między nimi sprzeczka. Mężczyzna wskoczył na miejsce pasażera, wyciągnął broń i dwa razy strzelił. Za pierwszym razem trafił w bok, poniżej prawego ramienia, za drugim - kula sięgnęła okolic nerek. Yu wyczołgała się na asfalt i jęcząc, wzywała pomocy.
- Dziwka - morderca rzucił do konającej i odjechał.
Ślady
Policjanci w Rosemeade pojawili się kwadrans przed północą. Kilka minut później przyjechał zastępca szeryfa do spraw zabójstw - detektyw Gill Carillo. Trzydziestoczteroletni mężczyzna uniósł żółtą taśmę "Miejsce zbrodni" i zbliżył się do drzwi wejściowych. Dostrzegł ślady krwi i podążając ich tropem, dotarł do garażu. Po drodze zebrał należące do Hernandez klucze i notes. Przy samochodzie zaś odnalazł granatową bejsbolówkę z logo hardrockowego zespołu AC/DC. Następnie wszedł do mieszkania. W przejściu między kuchnią a salonem w kałuży krwi leżała Okazaki. Nietuzinkowa, orientalna uroda zamordowanej, a także łaska okazana Hernandez nasunęły Carillo przypuszczenie, że zbrodnia mogła mieć motyw romansowy. Niebawem jednak do policjanta dotarła informacja z Monterey Park o zabójstwie Yu. Zarówno kaliber broni, jak i zeznania świadków napaści na Tajwankę wskazywały, że czynu tego dokonała osoba, która strzelała do kobiety w Rosemeade. Carillo odrzucił więc koncepcję zbrodniczego miłosnego trójkąta.
Osiem dni później niewielkim Whittier - miejscowością będącą siedzibą kalifornijskich Kwakrów oraz tradycyjnych amerykańskich rodów (m.in. rodziny prezydenta Nixona) - wstrząsnęły jeszcze okrutniejsze morderstwa. Do obszernego mieszkania państwa Zazzara napastnik wdarł się przez okno. W salonie zastał pięćdziesięcioletniego Vincenta, którego zastrzelił na miejscu. Przeszedł do sypialni, gdzie wybudzona ze snu czterdziestoczteroletnia Maxine próbowała stawiać opór. Wyciągnęła spod łóżka strzelbę i nacisnęła na spust. Pech chciał, że jej mąż przed odwiedzinami wnuków wyjął z broni naboje. Rozwścieczony morderca powalił kobietę na łóżko i kuchennym nożem usiłował wyciąć serce. Żebra stawiały zbyt duży opór, więc wyłupał Maxine oczy. Następnie schował je do pudełka na biżuterię i wraz ze zrabowanymi w mieszkaniu rzeczami zabrał ze sobą.
Carillo był niemal pewien, że także i tego mordu dokonał człowiek z Rosemeade i Monterey Park. Jednak prócz przeczuć, nieskładnych zeznań imigrantów oraz fragmentarycznej i emocjonalnej relacji Hernandez wciąż nie miał żadnych twardych dowodów. Dwoił się więc i troił, żeby znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Zlecił także ponowne badania daktyloskopijne w miejscach zbrodni. Nadejście wyników - żadnych odcisków nie odnaleziono - zbiegło się z informacją o kolejnym zabójstwie. 14 kwietnia morderca po raz drugi zawitał do Monterey Park i włamał się do mieszkania małżeństwa Doi. Mężczyznę śmiertelnie postrzelił w gardło, a niepełnosprawną kobietę brutalnie zgwałcił. Następnie zrabował kosztowności i uciekł, zostawiwszy po sobie niezamierzony ślad - odcisk buta.
Zabójca rozkręcał się. Pod koniec maja nocą wtargnął do domu dwóch staruszek. Niepełnosprawną osiemdziesięciojednoletnią Florence "Nettie" Lang zaatakował młotkiem, a później zgwałcił, zaś starszą o dwa lata Mabel "Ma" Bell torturował prądem. W przerwach między bestialskimi sesjami myszkował po domu. Śledczy ustalili, że wypił mleko i zjadł banana. Gdy się posilił, szminką wyrysował na lustrze pentagram i wyszedł. Staruszki cudem przeżyły napaść, ale nie były w stanie złożyć zeznań.
"Nocny Prześladowca", bo takie przezwisko przylgnęło do mordercy atakującego przedmieścia Los Angeles, po niespełna dobie uderzył ponownie. Włamał się do jednego z domów w Burbank. W sypialni napotkał śpiącą czterdziestodwuletnią Carol Kyle. Obudził ją i zażądał kosztowności. Kobieta oddała wszystkie cenne rzeczy, błagając, żeby nie krzywdził jej syna. Napastnik przywołał wówczas jedenastoletniego chłopca i na jego oczach zgwałcił matkę. Później skuł oboje kajdankami i postanowił się ulotnić. "Nie byłaś zła, jak na swój wiek" - rzucił na odchodne.
Kyle nad ranem zdołała się wyswobodzić i wezwała policję. Zeznała, że napastnik okazał się być gadatliwy. Chełpił się liczbą ofiar i zapewniał, że w najbliższych dniach pokaże jeszcze, na co go stać. Nie pozwalał też patrzeć na siebie, jednak kobieta parokrotnie zerknęła na jego twarz. "Spojrzenie miał absolutnie demoniczne i zęby mu gniły" - wyznała policyjnemu grafikowi, który pracował z nią nad portretem "Nocnego Prześladowcy". Niestety, obraz, jaki powstał, zdecydowanie różnił się od tego, który zapamiętała Hernandez. I po przeszło dwóch miesiącach śledztwa policja wciąż niewiele wiedziała o grasującym mordercy. Niemniej śledczy Carillo, bardziej po omacku niż świadomie, zbliżał się do odkrycia jego sekretu.
Niebawem policjantom udało się ustalić kilka faktów. Pierwszego czerwca ktoś próbował wedrzeć się do domu przy ulicy, na której mieszkała matka Carillo. Śledczy z drżącym sercem słuchał relacji sąsiada, który spłoszył napastnika. Bardziej jednak niż te zeznania zmroziło go odkrycie policyjnych specjalistów. Na trawniku znaleziono odcisk buta. Pasował on do śladu, który zabezpieczono w domu państwa Doi. Rozsyłane po przedmieściach Miasta Aniołów patrole zaczęły w końcu zbierać żniwo swoich prac. Ludzie, czujniejsi niż zazwyczaj, raportowali, że nocą ktoś kręcił się wokół ich domów, słyszeli jakieś stukania czy też odkrywali kolejne odciski buta w ogródku. Niebawem doszło do spotkania twarzą w twarz mordercy i stróża prawa. Między Glendale a Pasadeną, w Eagle Rock, zgłoszono, że mężczyzna o meksykańskim typie urody próbował - na szczęście nieskutecznie - wciągnąć nastolatkę do niebieskiej toyoty. Informacja ta poderwała kilkanaście policyjnych zastępów. Pech chciał, że nie dotarła do oficera Los Angeles Police Departament, Johna Stawrosa. Ten legitymował właśnie zatrzymanego do rutynowej kontroli mężczyznę. Policjant, dowiedziawszy się, że kierowca "zapomniał" dokumentów, nakazał mu podać nazwisko, a następnie wyjść z samochodu i oprzeć się o maskę. Sam zaś cofnął się do motocykla, żeby przez radio zweryfikować dane. Zatrzymany tylko na to czekał i gdy Stawros spuścił go z oczu, rzucił się do ucieczki.
Zeznania Stawrosa pozwoliły ulepszyć portret pamięciowy mordercy. I z kopią tej podobizny w dłoni dziesiątki drużyn policyjnych i obywatelskich patroli ruszyły na ulice Los Angeles. Podejrzewano bowiem, że "Nocny Prześladowca" zechce zrealizować krwawą zapowiedź daną Kyle. Ten jednak na ponad trzy tygodnie zapadł się pod ziemię.
Diabelska edukacja
Amerykańska psycholog Ann W. Burgess w przełomowym artykule "Seksualni zabójcy - model motywacyjny" opublikowanym w 1986 roku wylicza pięć głównych czynników, które - nałożywszy się na siebie - mogą uczynić ze zwyczajnego człowieka napędzaną zwichrowanym erotyzmem bestię. Są to: nieskutecznie działające środowisko, wzorcowa odpowiedź, reakcje wobec innych, selektywny feedback i formujące wydarzenie. W przypadku urodzonego 29 lutego 1960 roku Richarda Ramireza zaistniał każdy z nich.
Najmłodszy z dzieci meksykańskich emigrantów był słabego zdrowia. Dolegały mu zwłaszcza kości oraz zęby. Owe przypadłości najprawdopodobniej były efektem dwóch nakładających się na siebie uwarunkowań. El Paso, przygraniczne pustynne miasto, w którym przyszedł na świat, znajdowało się na obrzeżach jednego z ważniejszych amerykańskich poligonów. Pod koniec lat 50. testowano tam broń nuklearną i przez długie dekady notowano w okolicy wysoką radiację. Jej destruktywny wpływ na żywe organizmy potwierdzają dziś liczne badania naukowe. Ponadto matka Richarda, Mercedes, pracowała w fabryce butów Tony Lama. W zakładach tych zajmowała się wytwarzaniem z toluenu pigmentów do amerykańskich kowbojek. Kontakt z ową toksyczną substancją nie mógł pozostać bez wpływu na rozwijający się w jej łonie płód. Jednak najbardziej zawiodło najbliższe otoczenie. Rodzice chłopca, niezmiennie na dorobku, nie mieli czasu na wychowywanie swoich pociech. Zabiegany ojciec utożsamiał dydaktykę z przemocą, matka zaś próbowała przeciwstawić się paternalistycznemu podejściu małżonka i najmłodsze dziecko traktowała jak schorowanego chłopczyka. Specjaliści twierdzą, że rozdźwięk między podejściem rodziców przyczynił się do wystąpienia u Richarda epilepsji i ADHD.
Nie inaczej było też z drugim czynnikiem - wzorcową odpowiedzią. Jednak to nie impulsywny ojciec był głównym przewodnikiem chłopca. Prawdziwym kowalem jego przyszłych losów okazał się być kuzyn Michael. Mężczyzna po powrocie z Wietnamu ze szczegółami opowiadał jedenastoletniemu chłopcu wojenne wspomnienia. Były one pełne gwałtów oraz bestialskich mordów. Cioteczny brat stał się swego rodzaju mistrzem i nauczycielem Richarda. Podczas licznych eskapad na pustynię uczył go zabijania zwierząt. W trakcie tych seansów przemocy dzielił się z nim marihuaną i alkoholem.
I to Michael "uczył" także Ramireza, jak postępować względem innych. Zakres informacji był specyficzny. Mężczyzna lubował się w pokazywaniu chłopakowi zdjęć ilustrujących gwałty na wietnamskich kobietach. Jak się później okazało, zbiór posiadanych przez niego perwersyjnych fotografii był imponujący. Przemoc wyzierała z każdego zakamarka domu i chłopak był częstym świadkiem kłótni, podczas których Michael używał siłowych argumentów. Ponadto w ramach tej diabelskiej edukacji mężczyzna nakazywał swojej żonie wykonywanie striptizów przed nieletnim. W wykształceniu się u dziecka wypaczonej reakcji wobec innych nie bez winy był także ojciec. Pokazał on chłopcu, jak silnym czynnikiem w relacjach międzyludzkich może być strach. Bowiem tylko groźbą i przemocą potrafił cokolwiek wymóc na swoich dzieciach. Nierzadko dochodziło do dramatycznych scen i Richard uciekał na cmentarz. Między grobami czuł się bezpiecznie, gdyż wiedział, że zabobonny rodzic nie odważy się tam przyjść.
Młody Ramirez nie miał także szczęścia, jeśli chodzi o reakcje otoczenia względem jego postępków. W szkole robił wszystko, żeby być lubianym. W poświęconym mu dokumentalnym filmie zwłaszcza kobiety ciepło wypowiadały się o koledze ze szkolnej ławy. Uroczy, wesoły, uczynny to epitety, które padały najczęściej. Po zajęciach w domu kuzyna przechodził metamorfozę. Dla psychopatycznego weterana z Wietnamu był bowiem towarzyszem do libacji i jedynym słuchaczem. Owa schizofrenia sięgała jeszcze głębiej, gdyż dla ojca stawał się kimś, kogo należało spacyfikować, a dla matki - słabowitym maleństwem.
Niemniej to piąty czynnik stał się kroplą przepełniającą czarę i jedno szczególne wydarzenie zaważyło na losach przyszłego "Nocnego Prześladowcy". Miało ono miejsce w dwunastym roku życia chłopca. Przebywał wówczas w domu kuzyna i kolejny raz przysłuchiwał się małżeńskiej kłótni. W pewnym momencie Michael podszedł do żony, wyciągnął pistolet i z odległości mniejszej niż metr strzelił jej prosto w twarz.
Twarz z pierwszych stron gazet
Brak wiadomości o seryjnym mordercy uspokoił mieszkańców Los Angeles na tyle, że niebawem powrócili do normalnego życia. Znów zaczęli otwierać zaryglowane okna i drzwi. Przez jedno z nich 27 czerwca wsunął się "Nocny Prześladowca". Zgwałcił 28-letnią Patty Higgins, a następnie próbował uciąć jej głowę. Nie dokończył dekapitacji i wyszedł przed świtem. Odczekał kilka dni i uderzył w miejscowości Arkadia. Wdarł się do domu siedemdziesięciopięcioletniej Mary Louise Cannon i zasztyletował kobietę w łóżku.
Jednak to kolejna napaść psychopaty na długie dwa miesiące wpędziła w bezsenność całe Miasto Aniołów. Mężczyzna, krążąc skradzioną toyotą, trafił do miasteczka u podnóża gór Sierra Madre i zatrzymał się przed domem Bennettów. Wszedł przez niezamknięte drzwi i w salonie natknął się na śpiącą szesnastoletnią Whitney. Uniósł łyżkę do opon i kilkadziesiąt razy uderzył nią dziewczynę. Następnie udał się do kuchni w poszukiwaniu noża, żeby uciąć ofierze głowę. Nie znalazł odpowiedniego narzędzia, więc kablem od telefonu poddusił nastolatkę. Mimo to Whitney wciąż dawała oznaki życia. Mężczyzna, jak później wyznał śledczym, uznał, że jest to znak od Chrystusa i oddalił się. Rano nieświadomi niczego rodzice znaleźli córkę w salonie.
Atak na nastolatkę rozpoczął niespotykany dotąd festiwal agresji "Nocnego Prześladowcy". Mężczyzna dostawał się do uśpionych mieszkań przez piwnice, małe okienka czy nawet przeciskał otworem dla kota. Gwałcił swoje ofiary, kazał im modlić się do Szatana, na koniec zaś zabijał. Tymczasem Gill Carillo, wspierany przez sławę kalifornijskiej policji - Franka Salerno, nie mógł pochwalić się sukcesami. Jego ludzie na miejscach zbrodni odkrywali kolejne ślady: skrawki odzieży, odciski butów czy łuski po nabojach. Wszystkie te znaleziska trudno było jednak połączyć w całość i policji nie udało się zapobiec trzem kolejnym morderstwom i czterem niezwykle brutalnym napaściom. Niebawem odkryto też podwójne zabójstwo w San Francisco. Morderca na ścianie sypialni napisał szminką "Jack The Knife" i pozostawił odcisk buta. Pasował on do śladów, jakie policjanci zabezpieczyli w miejscach ataku "Nocnego Prześladowcy".
Mieszkańców Kalifornii ogarnęła kolejna fala paniki. Ósmego sierpnia pojawiła się w telewizji burmistrz San Francisco Dianne Feinstein i próbowała opanować tę psychozę strachu. Oświadczyła, że policja ma odcisk buta mordercy i jego pochwycenie jest tylko kwestią czasu. Deklaracja ta dotarła do Ramireza i ten błyskawicznie pozbył się trefnego obuwia.
Carillo stracił ważny trop, ale niebawem, dzięki zaangażowaniu mieszkańców Kalifornii, miał w rękach coś, czego szukał od momentu napaści w Rosemeade. 24 sierpnia w oddalonym od Los Angeles o sto kilometrów Mission Viejo nastolatek James Romero dostrzegł mężczyznę, który w pomarańczowej toyocie kilkukrotnie przejechał obok jego domu. Chłopak zapisał numery rejestracyjne tego wozu. Gdy dowiedział się zaś, że kilka przecznic dalej dokonano zbrodni, udał się na policję. Stróże prawa dzięki informacjom od Romero po czterech dniach odnaleźli pojazd, w nim zaś - na wstecznym lusterku - idealnie zachowany odcisk kciuka. Pasował on do śladu pobranego w 1984 roku od Ricardo Leyva Munoza Ramireza, zatrzymanego w Los Angeles za kradzież samochodu. I w ciągu kolejnych godzin zdjęcie "Nocnego Prześladowcy" trafiło do komisariatów oraz mediów.
Rano 30 sierpnia Ramirez wrócił z Tucson w Arizonie. Wszedł do baru, w którym zwykł jadać śniadanie, i w telewizji dostrzegł swoje zdjęcie. Momentalnie w jego stronę zwróciły się oczy pozostałych gości lokalu. Rzucił się więc do ucieczki. W pogoń za nim ruszyło kilka osób, lecz niebawem ich liczba wzrosła do kilkudziesięciu. Ludzie wykrzykiwali "Trzymaj Nocnego Prześladowcę" i niemal z każdego domu ktoś włączał się w pościg. Ramirez świetnie biegał, był wysportowany i bez problemu przesadzał ogrodzenia, a mimo to nie udało mu się zgubić pościgu i po trzech kilometrach karkołomnej ucieczki dopadł go tłum. Lincz wisiał w powietrzu.
Do zobaczenia w Disneylandzie
Proces Ramireza ciągnął się latami. Ostatecznie 20 września 1989 roku sąd skazał go na karę śmierci w komorze gazowej za zabójstwo co najmniej trzynastu osób, próbę morderstwa pięciu oraz jedenaście gwałtów i czternaście włamań. "Nocny Prześladowca" werdykt przyjął spokojnie i odrzekł: "Wielka mi rzecz. Śmierć zawsze była blisko. Do zobaczenia w Disneylandzie".
Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że to koniec "Nocnego Prześladowcy". Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej znaną postacią i niebawem jego legenda równa była sławie celebrytów. Kobiety zarzucały go listami, w których ofiarowywały mu miłość i swoje ciała. Jedna z nich, Doreen Lioy, dopięła swego i w Kalifornijskim Stanowym Więzieniu w San Quentin 3 października 1996 odbył się ich ślub. Ale nie tylko kobiety ulegały czarowi "Nocnego Prześladowcy" i w gronie jego admiratorów znalazły się również dzieci. "Drogi Richardzie - 4 lipca 1999 roku pisał do niego nastolatek Bill Geerhart - rozważam rzucenie szkoły. Co myślisz o tym pomyśle?". Nie wiadomo, czy morderca odpowiedział na te wątpliwości.
Nie było też miesiąca bez wywiadu i ekipy telewizyjne ustawiały się w kolejce, żeby nakręcić reportaż z jego udziałem. W latach 90. powstały też dwie książki poświęcone Ramirezowi oraz pełnometrażowy film dokumentalny. Jego casus stał się również kanwą dla licznych artykułów naukowych i kilku doktoratów.
Do ciekawego zdarzenia doszło w 1987 roku, kiedy to osadzony Ramirez przekazał poufną wiadomość Seanowi Pennowi, skazanemu na sześćdziesiąt dni więzienia za pobicie fotoreportera. Jak wspomina sam aktor, Ramirez przesłał mu karteczkę ze słowami, żeby "był twardy i uderzył ich jeszcze raz". Penn miał odpisać, że nie czuje do niego ani grama sympatii, mimo iż odsiadują wyroki w tym samym więzieniu. I kiedy po latach w mieszkaniu aktora wybuchł pożar, spalił się także ten diabelski liścik.
Richard Ramirez, nie doczekawszy egzekucji, zmarł na raka 7 czerwca 2013 roku. W Kalifornii, gdzie przebywał w celi śmierci, także i dziś bardzo opieszale wykonuje się karę śmierci. Chociażby ze względu na sprzeciw mieszkańców tego stanu (od końca lat 70. XX wieku). Ramirez był jednym z setek oczekujących latami na wymierzenie kary. Od 1972 do 2015 roku tylko kilkanaście osób trafiło do komory śmierci, a około 800 wciąż oczekuje w celi.
Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski . Małżeńsko-pisarski duet. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Są przeświadczeni, że właśnie ta część świata jest najniezwyklejsza i najciekawsza ze wszystkich. Ponadto ona śledzi internacjonalistyczne związki między namiętnością a zbrodnią, on - podąża ścieżkami historii medycyny. Publikowali m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Tygodniku Powszechnym", "Nowej Europie Wschodniej" oraz regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym "Akcent".