artykuły

Słowa tracą dzisiaj na znaczeniu. Kiedy każdy serial jest kultowy, każde zjawisko zostaje obwołane przez media fenomenem lub pokoleniowym manifestem, a każdy celebryta tańczący na lodzie i z wilkami uchodzi za gwiazdę - ostrożniej sięga się po określenia, którymi inni szafują.

Jednak Katarzyna Nosowska jest gwiazdą naprawdę. Taką, która ze swojego śpiewania, a nie z fanaberii i łzawych wyznań w gazetach, uczyniła swój znak rozpoznawczy. Taką, która nie ogląda się na mody, nie schlebia masowym gustom, nie popada w samozachwyt. To ona - bardziej niż niejedna sezonowa gwiazdka z talent show - wciąż podaje w wątpliwość to, co robi. Nieustannie walczy z tremą, kiedy ma stanąć przed publicznością. To dlatego, że Nosowska poważnie traktuje swoich odbiorców. W rozmowie, którą w niedzielę otwieramy nasz magazyn, mówi Mike'owi Urbaniakowi : - Wbrew temu, co nam się powszechnie wmawia, ludzie nie są idiotami . O zespole Hey, z którym gra od lat, mówi z kolei: - Myślenie: może nutka w prawo albo w lewo, może będzie przebój, może w radiu to zagrają, może się sprzeda lepiej, jest nam kompletnie obce.

Niejedna osoba w polskim show-biznesie deklarowała podobnie. Tyle że Nosowska jest taka w rzeczywistości. Nie wiem, jak Wy, ale ja mogłabym ją jeść łyżkami. Podobnie jak jej przyjaciółkę, Agatę Kuleszę - wątek ich relacji pojawia się zresztą w wywiadzie; aktorka dawała Nosowskiej zawodowe rady, kiedy ta debiutowała w teatrze, w spektaklu Mai Kleczewskiej "Cienie. Eurydyka mówi", koprodukcji Teatru Polskiego w Bydgoszczy i Teatru IMKA w Warszawie. Gdyby same takie Kulesze i Nosowskie zaludniały polską kulturę, byłoby pięknie. Ponieważ to jednak marzenie ściętej głowy, polecam Wam chociaż lekturę rozmowy, która daje chwilę oddechu i przywraca właściwe spojrzenie na pewne sprawy (upływający czas, hejt, rywalizację z innymi). A potem, dla wzmocnienia przyjemności, posłuchajcie wydanej niedawno płyty "Hey w Filharmonii. Szczecin Unplugged" , nagranej z - jak mówi Nosowska - cudownymi szczecińskimi filharmonikami .

 

Do Szczecina i jego bliższych i dalszych okolic porywa nas w swoim tekście także Filip Springer . W kolejnej odsłonie wakacyjnego przewodnika po Polsce odkrywa, jak zwykle, architektoniczne przeboje i koszmary. O samym budynku szczecińskiej filharmonii, który zdobył prestiżową Nagrodę im. Miesa van der Rohe i został uznany za najpiękniejszy budynek, jaki powstał w ubiegłym roku w Europie, pisaliśmy osobno . Zamiast chwalić znów ikonę, Filip postanowił skupić się na mniej oczywistych obiektach - w tekście przygląda się chociażby Teatrowi Letniemu w parku Kasprowicza, kościołowi Świętej Rodziny czy też socmodernistycznej perle miasta, którą nazywa salę audytoryjną Pomorskiej Akademii Medycznej. Porywa nas również do Kołobrzegu , gdzie w Parku Zdrojowym pyszni się odrestaurowane kino Kalmar, oraz do Pobierowa - tam przygląda się co najmniej kontrowersyjnej realizacji pod wdzięczną nazwą Baltic Palace... Relacja z Pomorza Zachodniego kończy wycieczki Springera po polskiej Północy; w kolejnym weekendowym tekście objawi się on w naszych pięknych górach.

A w naszym magazynie w tym tygodniu nie mogło zabraknąć tekstów o Warszawie i powstaniu . Z jednej strony prezentujemy wspomnienia, które są częścią książki "Łączniczki" autorstwa Marii Fredro- Bonieckiej oraz Wiktora Krajewskiego . To dziewięć poruszających historii, spośród których wybraliśmy opowieść Balbiny Szymańskiej- Ignaczewskiej , pseudonim "Basia", z batalionu "Oaza"; gdy wstąpiła do konspiracji, "Basia" miała 16 lat, gdy wybuchło powstanie - 18. Z drugiej - patrzymy na powstanie z perspektywy współczesności, oczyma Marcina Dziedzica , który w albumie "Teraz '44 historie" archiwalne kadry połączył z ujęciami Warszawy dziś. Część tych fotokolaży pojawiła się w sieci już w ubiegłym roku, teraz ukazały się wreszcie w formie publikacji.

Balbina Szymańska-Ignaczewska, pseudonim "Basia" (fot. archiwum prywatne)

Dziedzic, w rozmowie z Dominiką Węcławek , tłumaczy: - W tym projekcie chodziło mi o coś innego, niż pokazywanie śmierci. To rodzaj hołdu dla bohaterów. Dzięki nowym środkom technicznym chciałem ich wpuścić do naszego świata. Zdradza też, że z autorem tekstów w albumie, Michałem Wójcikiem, pięknie się różnią w ocenie powstania warszawskiego. - On, jako historyk z wielką wiedzą o tych wydarzeniach, ma stosunek bardzo krytyczny. Uważa, że do tego zrywu nie powinno dojść. Ja uważam inaczej. Kiedy pojawia się pytanie, czy do tego powstania musiało dojść, odpowiadam: musiało, i mamy na to jeden niepodważalny dowód - że wybuchło. To nie jest tak, że jedna osoba podjęła decyzję i wzięła za nią odpowiedzialność. Takie były nastroje i nasza tradycja narodowa. To, że powstanie zaczęło się o godzinie 17, to kwestia zdyscyplinowania bardzo młodych, rozgrzanych i niepokornych głów warszawskiej młodzieży. Reszta jest gdybaniem - mówi.

Fotokolaż z projektu ''Teraz '44 historie'' (fot. Marcin Dziedzic)

W Weekendzie także:

- Polak na plaży . Niedawno opisaliśmy, jak zachowuje się Polak na szlaku. Teraz przenosimy się nad polskie rzeki, jeziora i nad Bałtyk, żeby przekonać się, w jakim stylu (oj, z przytupem) rodacy w środku sezonu korzystają z uroków kąpielisk. Jolanta Molińska , na potrzeby tekstu, stworzyła boską typologię polskich wczasowiczów. Sprawdźcie jutro, po czym poznacie na plaży Króla Życia i czy sami nie zaliczacie się przypadkiem do kategorii Zdziwionych lub, co gorsza, Gniazdowników...

- Przyszłość Wikipedii . A opowiada o niej nie byle kto, bo Lila Tretikow , dyrektor wykonawcza Fundacji Wikimedia. Honorata Zapaśnik spotkała się z nią podczas Wikimanii, światowej konferencji dla ludzi związanych z Wikipedią, żeby zapytać Tretikow m.in. o jakość darmowej wiedzy w sieci, polityczne uwarunkowania funkcjonowania projektu (np. cenzurę Wikipedii w niektórych krajach), nowe kierunki, w jakich będzie on zmierzać. Okazuje się, że Polska jest ważnym graczem na tym rynku!

Lila Tretikow (fot. Lane Hartwell / Wikimedia Foundation)

- Skarby polskiej gastronomii . W myśl, że cudze chwalimy... Monika Kucia , szefowa otwartego niedawno serwisu Ugotuj.to Ze Smakiem , opowiada Kamilowi Antosiewiczowi o tym, jak zmienia się na naszych oczach polska kuchnia. Ocenia również szał na ekojedzenie, kulinarne mody (kiedyś sushi, a dziś ramen i targi śniadaniowe) i odnosi się do zarzutu, że trzeba mieć mnóstwo pieniędzy, żeby zdrowo jeść. - Kupuj mało. Jak masz dobry ser, to nie musisz mieć drogiej szynki - przekonuje.

- Ryszard Rembiszewski . Znany lepiej jako "Pan Lotto". Chociaż już nim de facto nie jest, wciąż jest kojarzony z marzeniami o wielkiej wygranej (i wielkiej szóstce). Angelika Swoboda pyta go m.in. o najlepszy system obstawiania liczb w losowaniach, historie tych, którym się wyjątkowo poszczęściło (co bywa obciążeniem), oraz o to, co się dzieje z milionami, których zwycięzcy nie odbierają (są i tacy).

Ryszard Rembiszewski (fot. KAPIF)

- "Dziecięca choroba liberalizmu" . Autor książki, Rafał Woś , dziennikarz i publicysta "Dziennika Gazety Prawnej", w rozmowie z Arkadiuszem Gruszczyńskim zastanawia się, "co jest, do cholery, nie tak z tym kapitalizmem?". Wysokie bezrobocie, niskie płace, bardzo elastyczny rynek pracy, wysoki odsetek umów śmieciowych - to jego zdaniem dzisiejsze efekty błędnych decyzji kolejnych rządów. Co proponuje? Kurację wysokimi podatkami, aktywnym państwem i podwyższeniem pensji.

Hanna Rydlewska . Redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl