Zaczęło się jak zwykle - od rozmowy. Spotkałam koleżankę, która opowiedziała mi o wizycie u lekarza, którą jej partner odbył z ich świeżo narodzoną córką. W okolicach południa, w środku tygodnia. Lekarz, zamiast skupić się na zdrowiu dziecka, próbował cały czas dociec, gdzie jest matka dziewczynki. Kiedy dowiedział się, że w pracy, wygłosił tyradę, której sens był taki: wyrodna matka, zamiast latać po mieście, powinna siedzieć z dzieckiem, żal mi pana, że pan musi za nią odrabiać pańszczyznę. Partner koleżanki się oburzył, ale niewiele więcej mógł zrobić. Koleżanka - po czasie - tym bardziej. Jednak pokłosiem tej sytuacji jest tekst, który napisała do Weekendu
Karolina Przewrocka
. Poprosiliśmy ją, żeby w swoim materiale postawiła pytanie: czego lekarze nie powinni mówić pacjentom? I nie chodziło tutaj o trudną do przekazania diagnozę, lecz o teksty wykraczające daleko poza granice merytorycznej dyskusji. Odpowiedź nas zaskoczyła. "I tak nie będzie pani miała dzieci", "O, to pani nie jest naturalnie ruda" (tak, to powiedział ginekolog) albo "Na kogo głosowałeś?" - przykłady zebrane w materiale przez Karolinę przyprawiają o dreszcze. Na szczęście pacjenci nie są bezbronni. O metodach walki ze słownymi nadużyciami w gabinecie lekarskim mówi nam m.in.
Ewa Borek, prezes Zarządu Fundacji MY Pacjenci
.
O realiach polskiej służby zdrowia (jeśli powiem, że kiepskich, to będzie to eufemizm) opowiada również inny weekendowy tekst. Marta Pawłowska spotkała się z założycielami Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia - Agatą Polińską i jej bratem Bartoszem . Nim pani Agata zaangażowała się w działalność społeczną, sama zmagała się z chorobą. - Byłam w stadium raka piersi (z nadekspresją receptora HER2), w którym nie zanosiło się na wyleczenie, a raczej na hamowanie choroby i opiekę przedłużającą życie - mówi dziś. Lekarze szacowali czas, który jej pozostał. Ona, wspierana przez rodzinę, postanowiła poszukać jednak nowatorskich form leczenia na własną rękę. Wydała kilkadziesiąt tysięcy złotych na lek, który przywiozła z USA. Ten lek połączono jej ze środkami, które udało się uzyskać w ramach NFZ-u. Remisja utrzymuje się piąty rok, pani Agata czuje się dobrze.
Po tym, czego doświadczyła, nie ma jednak złudzeń - uważa, że państwo polskie leczy raka tylko teoretycznie. Tak wspomina trudny czas leczenia: - Brałam dzień wolnego na wlew w szpitalu, na chemioterapię. Następnego dnia byłam w firmie, bo musiałam zarobić na leki, a od tych zarobionych pieniędzy płaciłam podatek, za który pan minister i jego zastępcy mieli pensję. I walczyłam o życie z taką świadomością. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się obywatel w takiej sytuacji. Mało tego, udało mi się wyleczyć i dalej pracuję, i dalej łożę na ten kraj, który zostawił mnie w krytycznej sytuacji. Skreślił mnie.
Fundacja prowadzona przez Agatę i Bartosza Polińskich przygotowała raport "Dostępność innowacyjnych leków onkologicznych w Polsce na tle wybranych krajów Unii Europejskiej oraz Szwajcarii". Przeprowadzono ankietę wśród setki polskich onkologów. Zadano im m.in. takie pytanie: Co robią w sytuacji, kiedy przychodzi do nich pacjent i wiedzą, że jest jakiś lek, którym można byłoby leczyć tego pacjenta lepiej niż dotychczas, ale ten lek nie jest w Polsce refundowany? Tylko 14 proc. odpowiedziało, że zawsze mówią pacjentowi o tej terapii. Inne udostępniane przez fundację dane również są alarmujące. Wynika z nich, że niedomagania systemu mogą przyczyniać się, choćby pośrednio, do tego, że 30 tys. Polaków umiera co roku, mimo że w ich przypadku raka można było wyleczyć. O tym trzeba mówić głośno.
A w Weekendzie także m.in.:
- Piotr Ibrahim Kalwas. Pisarz i dziennikarz siedem lat temu przeprowadził się z rodziną do Egiptu. Teraz wydał książkę "Egipt: haram halal" . Jest muzułmaninem, ale Annie Sańczuk wyjaśnia, dlaczego prawdziwe oblicze tradycjonalizmu islamskiego w wydaniu arabskim wzbudziło w nim wewnętrzny sprzeciw. Krytykuje też krótkowzroczność Zachodu: Popieraliśmy przez lata krwawych dyktatorów dla ropy i świętego spokoju. Teraz mamy brodate demony, ziejące nienawiścią na niespotykaną skalę, i setki tysięcy imigrantów.
- Edukacja na YouTub ie. Historia bez cenzury, SciFun, Uwaga! Naukowy bełkot lub Nauka. To lubię! - te kanały zdobywają w sieci dziesiątki tysięcy subskrybentów, robiąc konkurencję skostniałej szkole. Anna Konieczyńska sprawdza dla nas, czy mogą ją zastąpić. Tak żeby nauka stała się rozrywką, a popularna wciąż wśród uczniów zasada "trzy razy z" - zakuć, zdać, zapomnieć - odeszła wreszcie do lamusa.
- "Głodowa książka kucharska". Już jej nazwa wskazuje, że nie ma co w niej szukać przepisów na wykwintne potrawy. To raz. Dwa - książka wciąż powstaje, no i nie jest wyłącznie książką, a całym interdyscyplinarnym projektem, za którym stoi artystka Karolina Brzuzan. Głównym celem konceptu jest zwrócenie naszej uwagi na problem głodu na świecie, który wcale nie maleje. Opowieść o "stalinowskich" plackach ze zgniłych ziemniaków czy też potrawie z rybich jelit spożywanej przez uchodźców w Birmie to tak naprawdę opowieść o nadużyciach władzy, mrocznych stronach systemu. - Interesuje mnie głód, który jest bezpośrednim skutkiem wojny, korupcji, kolektywizacji, ludobójstwa - tłumaczy Brzuzan Marcie Mach. Wywiad i przytoczone w nim historie robią piorunujące wrażenie.
- Pałac Kultury i Nauki. Dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego. Szacowny jubilat, który za moment obchodzić będzie 60. urodziny. I - jak mówi Jacek Fota , fotograf, który spędził półtora roku, buszując po "Pekinie" z aparatem - prawdziwe miasto w mieście. Autor książki "PKiN" zdradza u nas Magdalenie Gorlas tajemnice budynku, wokół którego narosło przecież tyle legend. Wiedzieliście, że w Pałacu funkcjonuje "koci raj"?
- Bogusław Polch. Rysownik "Kapitana Żbika", "Funky'ego Kovala", "Wiedźmina" oraz opartej na hipotezach Ericha von Danikena "Ekspedycji", której zbiorcze wydanie trafiło niedawno do sprzedaży, opowiada Łukaszowi Chmielewskiemu o tym, jak komiks funkcjonował w PRL-u.
Wspomina np. pracę za dewizy dla niemieckiego wydawcy pod koniec lat 70. Zapytany, czy koledzy zazdrościli mu zarobków w obcej walucie, odpowiada: - Zazdrościli i zazdroszczą. Nie dziwię się, sam bym zazdrościł. Oczywiście spotykałem się z drobnymi docinkami. Mówiono na mnie: "strefa peweksowska" i "pachnie Marlboro"... Nie raziło mnie to, bo to de facto były wyrazy uznania, na które zapracowałem.
- Katarzyna Bonda. Przedstawiana zwykle jako "królowa polskiego kryminału" (całkiem zasłużenie) pisarka opowiada Krzysztofowi Cieślikowi o trudnej historii Białostocczyzny, której sama jest częścią. Bonda pochodzi z Hajnówki, jej babcia zginęła z rąk "żołnierzy wyklętych". A ich wątek pojawia się w "Okularniku", jej ostatniej powieści. W wywiadzie Bonda zastanawia się też nad własną tożsamością. - W takiej sytuacji już nie wiesz, kim jesteś. Jakimś kundlem, dziwnym miksem - mówi.
- Szkolna przemoc. W ubiegłym tygodniu opublikowaliśmy mocny felieton Mike'a Urbaniaka , który w tekście odnosił się do samobójstwa 14-letniego Dominika z Bieżunia, ale i własnych bolesnych doświadczeń w okresie dorastania. W najbliższy weekend proponujemy szerszą analizę zjawiska. Jolanta Molińska pyta u nas ekspertów o to, skąd w dzieciach bierze się agresja, dlaczego przemoc w sieci jest najgroźniejsza, no i jak można okazać wsparcie komuś, kto jest prześladowany przez rówieśników. A jak wynika z badań dr Małgorzaty Wójcik , psycholog z Uniwersytetu SWPS w Katowicach , dzieci i młodzież nie tolerują "dziwności" i "inności", przy czym nie do końca potrafią te pojęcia wyjaśnić...
Hanna Rydlewska . Redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl