artykuły

Zawsze lubiłam szkołę. Podobało mi się, że co 45 minut zmieniał się cały świat. Zaczynało się od pływania największymi rzekami Ameryki Południowej, potem wybuchała rewolucja francuska, a na końcu obliczało się całki i czytało Szymborską. Nie narzekałam na kucie dat, interpretowanie wierszy, wyprowadzanie wzorów. Nie układało mi się tylko z nauczycielami. Wyrzucali mnie za drzwi, bo prosta, którą rysowałam na tablicy, była "krzywa", bo nie chciałam po raz dziesiąty powtarzać tego samego ćwiczenia albo robiłam sobie spacer po klasie, zanim zadzwonił dzwonek. Byłam dobrą uczennicą z kiepskimi ocenami z zachowania, problemem z autorytetami i skłonnością do buntu. Marzyłam o pedagogach jak ze "Stowarzyszenia Umarłych Poetów", "Młodych gniewnych" czy choćby "Harry'ego Pottera". Takich, którzy rozumieją problemy swoich uczniów, są ciekawi świata i zamiast uciszać, czekają na każde "dlaczego".

Współczesne dzieciaki mają szczęście. Nie dlatego, że w szkole mogą rozwiązywać setki testów, na łeb na szyję gnają z programem, a potem zdają na studia tylko po to, żeby po dyplomie mieć problemy z dostaniem porządnej pracy. Mają szczęście, bo szkołą życia stał się dla nich YouTube, a wraz z nim nie tylko Abstrachuje , Wardęga i Lipstick Monster, ale także błyskotliwe, prowokujące i zabawne kanały edukacyjne, które nie boją się zadawać pytań: Kim jest człowiek? Co to jest kosmos? Dlaczego dinozaury wyginęły?

Wszystkie "lekcje" trwają trzy razy krócej niż w szkole (przyzwyczajone do Snapchata nastolatki nie zdążą się wynudzić), są podane w kreatywnej, lekkiej i nowoczesnej formie oraz - co najważniejsze - nie udają, że oferują wszystkie odpowiedzi. Nie uświadczymy tu ławek, tablic i nauczycieli z przybrudzonymi kredą palcami. Nie trzeba siedzieć jak trusia, a wręcz przeciwnie - prowadzący zachęcają do własnych poszukiwań, wytykania błędów i wypaczeń w komentarzach, a nawet samodzielnych eksperymentów w domu.

Dzięki kanałowi

Historia bez cenzury

(189 tysięcy subskrybentów) poznajemy wszystkie kochanki króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, w

Uwaga! Naukowy bełkot

(34 tysiące subskrybentów) chemik robi eksperymenty godne Dextera z kreskówki, a

Nauka. To lubię!

(51 tysięcy subskrybentów) łączy wywiady z wielkimi ludźmi (m.in. Aleksandrem Wolszczanem!) z charyzmatycznym talk-show. Im więcej wyświetleń mają kanały edukacyjne, tym bardziej stają się wiarygodne, a więc mogą z powodzeniem budować własną markę. "Dlaczego takich nauczycieli nie ma w szkole?", "Spróbowałem tego w domu: działa", "A może zrobisz film o obserwacjach astronomicznych?" - piszą w licznych komentarzach fani - licealiści przygotowujący się do matury, studenci, którzy chcą na własne oczy zobaczyć to, o czym podręczniki tylko informują, pasjonaci, którzy wreszcie znaleźli platformę, żeby wyrazić swoje zainteresowania.

 

Trzy najpopularniejsze kanały edukacyjne na YT pochodzą z Ameryki. Smarter Every Day , prowadzony przez Destina Sandlina, inżyniera z Alabamy, ma prawie trzy miliony subskrybentów. Sandlin opowiada o tym, jak spuszczać wodę w toalecie, na czym polega laserowe usuwanie tatuażu i dlaczego suchy makaron się łamie. CrashCourse (ponad trzy miliony subskrybentów) prowadzą John Green (historia), Hank Green (anatomia), Phil Plait (astronomia) i Craig Benzine (politologia). Dzięki współpracy tej czwórki powstaje program, który łączy demaskatorski humor Jona Stewarta z wykładem kursowym przedmiotów z pierwszego roku studiów, opatrzonym atrakcyjniejszymi infografikami. SciShow , który Hank Green prowadzi samodzielnie, dobija już do trzech milionów subskrybentów. Dowiadują się oni, jak wyginęły dinozaury, jak zrobić karierę w internecie i dlaczego ludzie łysieją. Intymne życie króla i "Gwiezdne wojny" Najpopularniejsze kanały stawiają na zgrabne połączenie profesjonalnej pracy kamery, charyzmatycznych prowadzących i podejścia do nauki, które pozostaje w kontrze wobec szkoły. Tu nikt nie każe uczyć się dat, tylko tego, co może się w życiu naprawdę przydać. I nie ma z góry narzuconego programu ani arbitralnego kanonu. Zarzutem, który pada pod adresem kanałów edukacyjnych najczęściej, jest wątpliwość, czy nauka może i powinna być przyjemnością, bo przecież gdy zamienia się w rozrywkę, łatwo jej osunąć się w komercyjne uproszczenia. Szkoła bowiem skutecznie wmówiła nam, że nauka to nie zbiór przydatnych ciekawostek, tylko ciężka księga wiedzy, której nigdy nie zdołamy doczytać do końca.

Naukowo o prasowaniu na kanale Nauka. To lubię! (fot. materiały promocyjne)

- Kanały edukacyjne na YouTubie nie mogą zastąpić lekcji w szkole, ale stanowią świetny materiał pomocniczy, bo popularyzują naukę w nowoczesny sposób: z przymrużeniem oka, w krótkiej i atrakcyjnej formie, w charakterze eksperymentu. Nauczyciele od internetowych edukatorów mogą nauczyć się sztuki stawiania pytań. Uczniowie chętnie podejmują wyzwania stawiane przez prowadzących kanały, szukają własnych odpowiedzi (bo tu nie ma głupich pytań!), sprawdzają informacje podane w programach, dyskutują z prowadzącymi. Kanały uczą więc krytycznego myślenia, a dzisiaj to podstawa sukcesu. W szkole najczęściej wiedza jest przekazywana ex cathedra. Dzieci nie mają możliwości skonfrontowania się z nauczycielem. A w demokratycznym świecie, gdzie zacierają się hierarchie i upadają autorytety, każdy chce mieć możliwość poznania rzeczywistości na własną rękę. Programy szkolne są nadmiernie obciążone, szkoła uczy zdawania egzaminów, a nie rozbudza ciekawości świata. Do tego właśnie służą kanały edukacyjne - mówi Lidia Rudzińska, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS. - I do tego, żeby odczarować dziedziny uważane w szkole za nudne - mówi Tomasz Okoń, współtwórca kanału Historia bez cenzury (28 filmów, 189 tysięcy subskrybentów, największą widownię stanowią osoby w wieku 18-34 lat). - Do nich należy historia, którą w szkole należy zaliczyć na zasadzie trzy razy "Z": zakuć, zdać, zapomnieć. A ja oparłem mój kanał na trzech słowach: seks, pieniądze i przemoc, bo często odgrywały w dziejach o wiele większą rolę niż niejedna bitwa. Przykładem niech będzie Stanisław August Poniatowski, który zanim został królem Polski, był kochankiem Katarzyny, późniejszej carycy Rosji. Gdy udało jej się posadzić go na polskim tronie, mogła nim skutecznie rozgrywać. Życie intymne naszego króla miało więc o wiele większy wpływ na historię Polski niż np. bitwa pod Zieleńcami. Podobnie z pieniędzmi. Poniatowski miał ogromne długi, które w pewnym momencie stanowiły równowartość rocznego budżetu państwa. Katarzyna Wielka zobowiązała się do umorzenia tych długów, jeśli nasz król zalegalizuje rozbiory, co finalnie uczynił. Nie pokazujemy historii językiem tabloidów, ale opowiadamy o niej we współczesny sposób - tłumaczy Okoń.

 

Darek Hoffman z kanału SciFun (ponad pół miliona subskrybentów) sprawdza, czy kolory istnieją, dowodzi, że prawa fizyki działają w świecie "Gwiezdnych wojen" i wytyka popularne błędy myślowe. Za mocną stronę kanałów edukacyjnych uważa doświadczenia, które w szkole zastąpione są przez gotowe rozwiązania podane na kartach podręczników. - Fizyka jest opisem zjawisk zachodzących w przyrodzie, więc prawie każde zjawisko da się skopiować, wyizolować i pokazać na żywo. W szkole miałem nauczycielkę, która posługiwała się rozpadającym się ze starości zeszytem ze scenariuszami lekcji. Fizyka zainteresowała mnie dopiero na pierwszych zajęciach na studiach, gdy wykładowca przytargał beczkę z ciekłym azotem i bezceremonialnie wylał go na podstawkę. Wtedy przedmioty zaczęły unosić się nad podłożem. Kupił mnie w sekundę - wspomina Hoffman. Teraz to twórcy kanałów edukacyjnych zastępują nauczycieli, którzy nie potrafią mówić językiem YouTube'a: dowcipnym, szybkim, plastycznym i jednocześnie trafiającym do grupy wiekowej od 10 do 99 lat. W przeciwieństwie do kolegów zza biurek, nie boją się popełniać błędów. Nie oczekują bezwarunkowego posłuchu i nie klepią formułek. Bawią się jak dzieci, zamiast przyborów szkolnych wykorzystując infografiki czy kolaże. Większość z nich ma dyplomy, część robi karierę w swoich zawodach, wszyscy - bezinteresownie realizują pasje. I zyskują szacunek wykwalifikowanych nauczycieli, który traktując ich filmiki jako materiały uzupełniające (ale nie bryki!), puszczają je na lekcjach albo zadają do zobaczenia w domu.

Nauczyciele bez dzienniczków Czy nauczyciele z YouTube'a mają odpowiednie kwalifikacje, żeby opowiadać nam o romansach króla Stanisława Augusta i przyszłości kosmosu? Tomasz Rożek z kanału Nauka. To lubię! pisze książki i artykuły popularnonaukowe dla "Gościa Niedzielnego", występuje w telewizji, wykłada na uczelni. - Ale te tradycyjne kanały docierają coraz częściej tylko do starszej grupy odbiorców - mówi Rożek. - Jeżeli chcę dotrzeć do osób młodszych, nie mogę zapominać o internecie - tłumaczy. Huyen Pham, która razem z Marcinem Nguyenem prowadzi kanał Emce Kwadrat (118 tysięcy subskrybentów), to jedyna dziewczyna wśród najpopularniejszych polskich edukatorów. Inspiruje ją Maria Skłodowska-Curie.

Huyen Pham i Marcin Nguyen, prowadzący kanał Emce Kwadrat (fot. materiały promocyjne)

- Podziwiam ją za pasję do nauki, wytrwałość w żmudnych pracach laboratoryjnych. Też mam w sobie ogromną ciekawość świata. Gdy byłam w gimnazjum, dla przyjemności rozwiązywałam sobie zadania z chemii - mówi Pham, która urodziła się w Wietnamie, do Polski przyjechała jako dziecko, tutaj też skończyła studia z zarządzania. Darek Hoffman ze SciFun jest informatykiem, "amatorem pasjonatem", jak sam się określa. Przy pracy nad filmikami wykorzystuje umiejętności graficzne. Pomaga mu też analityczny zmysł, który wzmacnia się podczas nauki przedmiotów ścisłych. - Nie mam ambicji ani kompetencji do uczenia kogokolwiek, a materiały, które tworzę, nie są i nigdy nie były systematycznym wykładem danego zagadnienia. Moją misją zawsze było "pokazać i zostawić". Dostaję mnóstwo listów od ludzi, którzy dzięki moim materiałom polubili fizykę albo poprawili oceny. Wysyłają mi też zdjęcia ekranów rzutnika z moim filmem emitowanym w klasie - cieszy się Hoffman. Dawid Myśliwiec z kanału Uwaga! Naukowy bełkot pisze doktorat z chemii i prowadzi zajęcia ze studentami. Jego filmy przyciągają rzetelnym researchem, a także tym, że nie starają się być wykładem o wszystkim. Zamiast tego stawiają pytania, na które każdy na własną rękę może szukać odpowiedzi. - Mój kanał oglądają przede wszystkim osoby poniżej 25. roku życia, czyli licealiści i studenci. To ostatni dzwonek, żeby napędzić ich ciekawość, ponownie rozbudzić chęć stawiania pytań, zmusić ich do wyjścia ze strefy bezczynnego komfortu. Choć teraz uważa się, że studiować i zostać magistrami powinni wszyscy, studenci nie lubią obniżania poziomu, wykładowców, którzy odklepują formułki z podręczników, zbyt łatwych rozwiązań. Richard Feynman, genialny fizyk, dawał wykłady, grając na bongosach. To działa, bo każdy najlepiej zapamiętuje wykładowcę, który się wyróżnia - może czasem nawet przekląć, opowiedzieć absurdalną anegdotę, ważne, żeby naprawdę zaangażował się w to, co robi - mówi Myśliwiec, który w swoich filmikach stosuje nowoczesne środki wyrazu - ikonki, listy, memy. Proste, ale skuteczne.

 

Kaganek oświaty nie musi być ciężki - Nauczyciele puszczają nasze filmy na lekcjach, ale my lekcji nie prowadzimy. W kilkunastominutowych filmach nie możemy wyczerpać tematu - mówi Tomek z Historii bez cenzury. Wojtek Drewniak, współtwórca kanału, który przed kamerą przebiera się za generałów, królów i prezydentów, cieszy się, że nauczyciele traktują ich filmy jako materiał pomocniczy. Zastrzega też, że choć historia jest "bez cenzury" i bez trzymanki, jako historyk z wykształcenia ("Na studiach nauczyłem się, że nie ma jednej historii, a 'prawda historyczna' jest nieosiągalna, bo każdy ma prawo do interpretowania historii na swój sposób"), do programu przygotowuje się rzetelnie. - Praca nad scenariuszem odcinka poprzedzona jest bardzo dokładnym researchem, czyli przekopaniem się przez stertę publikacji na dany temat. To nie są popularnonaukowe książeczki, tylko monografie z półek czytelni uniwersyteckich. Żeby mieć dwieście procent pewności, że nic nie pokręciliśmy, przed nagraniem konsultujemy scenariusze z pracownikami naukowymi szanowanych uniwersytetów - tłumaczy Drewniak. Youtuberzy są zgodni co do jednego: winy za to, że w szkole dzieciom się nudzi, nie ponoszą nauczyciele. - Większość nauczycieli to świetni ludzie, ograniczeni programem i śmieszną liczbą godzin lekcyjnych - komentuje Drewniak. A uczniowie? Są bardzo wymagający, zarówno wobec nauczycieli, jak i wobec youtuberów, których błędy potrafią bezlitośnie wytknąć. W czasach gdy jednym kliknięciem myszki można podważyć, sprawdzić i zdyskredytować każdą informację, ci, którzy je przekazują, mają przed sobą szczególne zadanie. - Musimy stanąć na uszach, by nie zawieść oczekiwań co do jakości merytorycznej. Widzom nie umknie najmniejsza nawet nieścisłość, którą potem z radością wytkną nam w internetowi właściwy sposób - śmieje się Darek Hoffman. W komentarzach pod filmikami trolli pojawia się niewielu. Przeważają raczej ciekawi świata ludzie, którzy chcą wiedzieć więcej i więcej. To skutecznie obala często powtarzany mit o lenistwie dzisiejszych uczniów. Oni po prostu chłoną "więcej i szybciej" i są bardzo krytyczni. A gdy nie są zadowoleni, zmieniają kanał, wyłączają komputer, sprawdzają kogoś innego. Nie wierzą w autorytety, więc tym większym osiągnięciem mogą się pochwalić internetowi edukatorzy, którzy zyskali szacunek, bo dostosowali formę przekazywania wiedzy do oczekiwań odbiorców, ale nie obniżyli przy tym ani o jotę poziomu merytorycznego.

Wszystko zaczyna się od "dlaczego" - Jesteśmy wszystkiego ciekawi. Przynajmniej do momentu aż pójdziemy do szkoły. Potem to już różnie bywa. Każdy z nas ma w głowie wiele pytań, na które często nie znajduje odpowiedzi - mówi Tomasz Rożek. - Dla wielu widzów najważniejsze jest uczucie "wow" - dodaje Darek Hoffman. - Ten moment, w którym oglądając film, dowiadują się czegoś niezwykłego. To uczucie silnie uzależnia. Ja sam jestem od niego uzależniony.

Historia bez cenzury (fot. materiały promocyjne)

Patent na przekazywanie wiedzy youtuberzy mają podobny. - Łączenie przyswajalnej formy z wartościową merytorycznie treścią - mówi Darek Hoffman. I niewyważanie otwartych drzwi. To widz, a więc pełen pasji uczeń, zadaje pytania i szuka na nie odpowiedzi. Nauczyciel i edukator mają za zadanie udzielić wszelkich niezbędnych informacji, pomagając w rozwiązaniu problemu. - Może jestem idealistą, ale uważam, że ludzie lubią wyzwania i wcale nie chcą, żeby było za łatwo - mówi Dawid Myśliwiec. - Zadawanie pytań jest najbardziej ludzką z umiejętności. Dzieci wciąż pytają "dlaczego", a szkoła i kanały edukacyjne służą temu, żeby tych pytań mogły zadawać jeszcze więcej, a nie tłumić ciekawość - podsumowuje.

Anna Konieczyńska . Sekretarz redakcji magazynu "InStyle", jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl, połowa duetu serialowego Qkmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.