artykuły
Wnętrze dworca w Rumi to zupełnie inna bajka (fot. Filip Springer)
Wnętrze dworca w Rumi to zupełnie inna bajka (fot. Filip Springer)

- To miejsce jest, proszę pana, dla nikogo - wyznał mi kilka tygodni temu pewien bardzo szanowany i znany (także ze względu na niekwestionowany dorobek) przedstawiciel kultury wyższej. Osoby dużo starsze ode mnie z automatu traktuję jako mądrzejsze, tak też zrobiłem w tym wypadku. A w każdym razie próbowałem. Rozmawialiśmy akurat o dworcu kolejowym w Rumi, który został zamieniony w publiczną bibliotekę. Słuchając argumentów w tamtej dyskusji - dworzec służy do wsiadania i wysiadania z pociągów ; biblioteka służy do czytania, nie da się tego łączyć - myślałem sobie jednak, że żyjemy w jakichś odrębnych wszechświatach i trajektorie naszych planet nigdy się nawet nie przetną. Poruszony postanowiłem do Rumi pojechać i przekonać się na własne oczy, jak wygląda budynek stworzony dla nikogo. Bo w mądrość wypowiadaną w tamtej rozmowie zupełnie nie mogłem uwierzyć.

Był piękny majowy piątek, środek roboczego dnia, więc w bibliotece usytuowanej bądź co bądź w niewielkim miasteczku nie spodziewałem się spotkać zbyt wielu osób. Jakże się myliłem. Do stanowiska wydającego i przyjmującego książki ustawiła się niewielka kolejka, po bibliotece kręciło się kilka osób, inne siedziały i czytały książki i gazety. Jeden pan w samym kącie grał skupiony w jakąś strategiczną sieciówkę na bibliotecznym komputerze. Zastanawiałem się, czy wszystkim tym ludziom mam obwieścić, że są nikim. Postanowiłem tego jednak nie psuć i pozachwycać się architekturą. A było czym.

Z zewnątrz ten budynek wygląda po prostu jak dworzec, odnowiony przyzwoicie, z klasą i bez żadnych szaleństw, ale zachwycić się tym budynkiem trudno. Na początku pomyślałem sobie, że może to nawet trochę szkoda, bo zmarnowano szansę na stworzenie architektury intrygującej także z zewnątrz. Potem doszedłem jednak do wniosku, że może nawet dobrze się stało - w końcu nie wszystko musi szokować, zaskakiwać, intrygować i przyciągać. Niektóre budynki mogą sobie po prostu być i służyć, nie rzucając się przesadnie w oczy. I tak jest właśnie z dworcem w Rumi. Przecież każdy mieszkaniec miasta wie, jak do niego trafić, nie ma więc żadnej potrzeby, by jakoś specjalnie zaznaczać jego obecność w przestrzeni.

fot. Filip Springer

Wnętrze to już tutaj jednak zupełnie inna bajka. Podczas planowanej modernizacji dworca okazało się bowiem, że aby pełnił on nadal swoje funkcje, wystarczy mu zaledwie 20 proc. powierzchni, jaką dotychczas zajmował. Pozostałe pomieszczenia w budynku wzniesionym w latach 50. postanowiono tu więc zamienić w pełnoprawną bibliotekę. Autorem tej przemiany jest architekt Jan Sikora z pracowni Sikora Wnętrza.

Zaproponował on otwartą, podzieloną jednak na strefy przestrzeń, w której zmieściły się regały z książkami, czytelnia, sala z literaturą dziecięcą (i zabawkami edukacyjnymi dla najmłodszych), a także stanowiska komputerowe na antresoli. W wystroju zastosowano proste materiały - drewno, chromowany bądź matowiony metal - i uzupełniono je o czerwone, ale nienarzucające się elementy wykończeniowe (framugi, niektóre meble, pulpit księgarzy). Zupełnie nie kojarzą się z klasycznie rozumianą biblioteką wygodne kanapy i inne sprzęty do polegiwania nad książką. Co ważne, udało się tutaj zachować i uwypuklić ciąg okien oferujących wnętrzu nie tylko dzienne światło, ale też przyjemny rytm.

fot. Filip Springer

Przebudowa dworca w Rumi, znana już w całej Polsce ze względu na tę właśnie biblioteczną część, nie kończy się jednak tylko na niej. Oprócz biblioteki znalazło się tu bowiem także miejsce dla baru mlecznego, który nie tylko nazwą (Zakładka), ale i wystrojem nawiązuje do tematyki biblioteczno-książkowej. Jest też przyjemna i kameralna klubokawiarnia, serwująca kawę, ciastka i lody. Wszystko zaprojektowane z umiarem, klasą i troską o użytkowników.

fot. Filip Springer

Całe to miejsce zadziwia. Do tej pory modernizacje dworców oznaczały bowiem często ich przemianę w galerie handlowe - tak zdarzyło się w Poznaniu, Katowicach, Krakowie, a wkrótce podobny los dopełni się na dworcu w nieodległym Sopocie. Dlatego to, co wydarzyło się tutaj, trzeba opiewać, zachwalać i promować. A mieszkańcom Rumi można tylko zazdrościć.

fot. Filip Springer

Książki Filipa Springera są dostępna jako e-booki w Publio.pl

Filip Springer . Reporter, fotograf, współpracuje z " Dużym Formatem", " Polityką", " Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi " Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach" (Karakter) oraz " Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni" (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.