artykuły
Autorami projektu kaliskiej świątyni są Andrzej Fajans i Jerzy Kuźmienko (fot. Filip Springer)
Autorami projektu kaliskiej świątyni są Andrzej Fajans i Jerzy Kuźmienko (fot. Filip Springer)

Gdy wpadają na ten pomysł, są młokosami. Pierwszy z nich - Andrzej Fajans - ma 22 lata, drugi - Jerzy Kuźmienko - o cztery lata więcej. Jest rok 1957, w Polsce właśnie skończył się stalinizm, a wraz z nim socrealizm. Styl międzynarodowy znów jest dozwolony, a niekiedy nawet wskazany. Wraz z odwilżą władze odkręcają nieco śrubę także Kościołowi. Księża znów mogą próbować budować świątynie.

W tym samym czasie dość szybko rozwija się Kalisz. W pierwszą dekadę od końca wojny przybyło mu 20 tysięcy mieszkańców. Planuje się, że w ciągu najbliższego ćwierćwiecza będzie ich tu już sto tysięcy. W zachodniej części miasta powstają więc nowe osiedla, sprowadzają się do nich ze wsi robotnicy znajdujący zatrudnienie w rozbudowywanych kaliskich fabrykach i zakładach. W niedzielę będą chcieli pójść do kościoła.

Trzeba im go wybudować. Na razie wszystko dzieje się tak, jak dziać się powinno. Kościelne władze otrzymują zgodę na budowę świątyni przy ul. Asnyka. To blisko kaliskiego dworca, w samym sercu planowanego tu blokowiska i piętnaście minut spaceru od centrum. Na projekt nowego kościoła zostaje ogłoszony konkurs.

Kaliska świątynia to architektoniczny majstersztyk (fot. Filip Springer)

Opiekę nad nim sprawuje poznański oddział Stowarzyszenia Architektów Polskich. Kalisz podlega Poznaniowi pod wieloma względami, na wojewódzką niepodległość wybije się dopiero w roku 1975. W konkursie bierze udział kilka silnych poznańskich zespołów. Fajans i Kuźmienko wyglądają przy nich jak liliputy. Nie mają wielkiego dorobku, ledwo skończyli studia. Ku zdziwieniu wszystkich to oni zdobywają jednak pierwszą nagrodę i to ich projekt ma trafić do realizacji. - Gdy ogłosili wyniki konkursu i pokazali zwycięskie prace, ci nasi starsi i bardziej doświadczeni konkurenci pobiegli wzburzeni oglądać, w ogóle nas nie znali - śmieje się dziś Jerzy Kuźmienko. - Wracali z nietęgimi minami i kiwali przyzwalająco głową. Pękaliśmy z dumy .

Wkrótce po ogłoszeniu wyników konkursu poznański urząd wojewódzki wstrzymuje jednak pozwolenie na budowę nowego kaliskiego kościoła. Projekt trafia do zamrażarki na prawie dwadzieścia lat. Budowa kościoła ruszy dopiero w 1977 roku i zostanie ukończona pięć lat później. Pierwsze nabożeństwa odbędą się tu dopiero w grudniu 1983 roku. Oceniając ten obiekt, trzeba mieć jednak w pamięci, że jego pierwszy projekt powstał w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. Doprawdy trudno w to uwierzyć, patrząc na ten budynek nawet dzisiaj.

Kaliski kościół została zaprojektowany w połowie lat 50. (fot. Filip Springer)

Kościół Fajansa i Kuźmienki wymyka się bowiem opisowi, niemal w ogóle nie przypomina tego, z czym kojarzy nam się architektura sakralna. A ta, jak wiemy, w powojennej Polsce nie może poszczycić się zbyt wieloma wybitnymi przykładami. Zwłaszcza kościelny budowlany boom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dostarczył nam pożywki dla takich prześmiewczych profili na Facebooku jak "Kościoły, które udają kury" czy "Biskup płakał, gdy konsekrował" .

fot. Filip Springer

Kaliski kościół żadną kurą ani sakrokoszmarem z pewnością nie jest. Budynek Fajansa i Kuźmienki to właściwie rozfalowana, biała struktura z betonu, która w niektórych miejscach pnie się ku niebu na wysokość czterdziestu metrów, w innych łagodnie spływa na ziemię. Co warte zauważenia, obiekt nie jest w środku podparty żadnymi elementami konstrukcji, betonowe łupiny skonstruowano w taki sposób, że same utrzymują swój ciężar. Kościół jest więc majstersztykiem konstrukcyjnym, budzącym tym większe uznanie, że w obliczeniach niezbędnych do jego wykonania z pewnością nie posługiwano się komputerem.

Obiekt nie jest w środku podparty żadnymi elementami konstrukcji, betonowe łupiny skonstruowano w taki sposób, że same utrzymują swój ciężar (fot. Filip Springer)

Niektórzy dopatrują się w nietypowym kształcie świątyni nawiązania do ryby, inni wolą tu raczej widzieć kawałek białej szaty opadającej powoli na ziemię (są też tacy, którzy w kościele widzą postać "białego Batmana"). Jakkolwiek by ją nazwać, jedno jest pewne - świątynia z każdej strony wygląda inaczej. I pozytywnie zaskakuje, tworzy obrazy i tła, zachwyca zmiennością i, mimo swoich rozmiarów, lekkością. Widać ją już z daleka, dwie zwieńczone krzyżami wieże połączone łagodnym siodłem wyglądają zza bloków i innych budynków. Nie są jednak nachalne, wyznaczają po prostu kierunek, są punktem orientacyjnym w przestrzeni. Delikatnie akcentują swoją obecność. W miarę zbliżania się do tego budynku jego architektoniczny wyraz nabiera jednak mocy. Z daleka wydaje się on łagodny, z bliska jest stanowczy i silny. Delikatność profilowania betonowych łupin sprawia jednak, że czujemy się w jego pobliżu dobrze.

Fajans i Kuźmienko zaprojektowali budynek w całości (fot. Filip Springer)

Fajans i Kuźmienko zaprojektowali budynek w całości, zadbali o najmniejsze detale, wyposażenie wnętrz (które w międzyczasie zdążyło się nieco zmienić), witraże czy elementy stolarki (dość tradycyjne jak na tak niecodzienną bryłę, ale ewidentnie pasujące). To projekt totalny i genialny.

I tylko jednego należy żałować. Nim zobaczyłem kaliską świątynię w rzeczywistości, oglądałem stare szkice w pracowni Jerzego Kuźmienki. Na czystych, choć pożółkłych kartkach papieru kościół prezentował się obezwładniająco. Obstawiony kolorowymi, typowymi do bólu bloczkami, które dominują w tej części miasta, nie robi aż takiego wrażenia. Nieco zarósł, przestrzeń przed nim i za nim została tak zorganizowana, że nie daje odejścia niezbędnego, by podziwiać tę architekturę w całej krasie. Ale i tak pozostaje on jednym z najpiękniejszych powojennych polskich kościołów. Niemal w ogóle się nie postarzał. Nadal jest jednak niedoceniony. Tekst powstał w ramach projektu Miasto Archipelag poświęconego byłym miastom wojewódzkim.

(fot. Filip Springer)

Książki Filipa Springera są dostępna jako e-booki w Publio.pl

Filip Springer . Reporter, fotograf, współpracuje z " Dużym Formatem", " Polityką", " Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi " Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach" (Karakter) oraz " Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni" (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.