artykuły
Jaś Kapela (fot. Katarzyna Błahuta)
Jaś Kapela (fot. Katarzyna Błahuta)

Kim jest Janusz, główny bohater twojej nowej książki?

- Jest człowiekiem sukcesu, osobą powszechnie szanowaną w pewnych kręgach. Poniekąd ucieleśnieniem mitu od pucybuta do milionera.

Milionerem to chyba był od urodzenia.

- Ma bogatych rodziców, ale kto nie ma.

Ja na przykład nie mam. Janusz Małolepszy jest bezczelny, chamski, nielubiany. Manipuluje ludźmi i sieje chaos. To jego sposób na życie, dzięki któremu osiąga sukces. Nie dość, że zostaje celebrytą, ekspertem w "niespotykanej" dziedzinie, to jeszcze bezpośrednio angażuje się, oczywiście przez przypadek, w katastrofę smoleńską. Janusz obraża wszystkich. Ma 20 lat i osiągnął wszystko, o czym marzą przeciętni Polacy. Jest zadowolony ze swojego życia?

- Trudno, żeby nie był, skoro osiągnął wszystko, czego Polacy pragną. Ale myślę, że jednocześnie zdarza mu się uronić łezkę nad pięknem okaleczonego świata. Tym bardziej, że sam się przyczynił do wyrywania mu skrzydełek.

Jaś Kapela (fot. Katarzyna Błahuta) ()

Książkę zaczynasz tak: "Ojciec dymał moją matkę miarowo i stanowczo, niczym międzynarodowe korporacje polską gospodarkę. A następnie zlizywał jej pot z szyi i piersi, żeby ją jeszcze bardziej pobudzić. Dobrze pobudzoną gospodarkę dyma się najprzyjemniej. Matka już prawie umierała z rozkoszy, ale ojciec ciągle nie chciał skończyć. Skandowane przez moją matkę hasło "SO-LI-DAR-NOŚĆ" nie miało nic wspólnego z ordynarną krytyką polskiej transformacji, na jaką mogłoby w dzisiejszych okolicznościach wyglądać. Ojciec, zasłużony opozycjonista, chciał w ten symboliczny sposób jedynie poczuć się członkiem bezprecedensowego ruchu społecznego, któremu w pokojowy sposób udało się obalić autorytarny system i wprowadzić tak zwaną demokrację". Nie za ostro?

- Chyba nie jest żadną tajemnicą, że zostaliśmy skolonizowani przez korporacje i banki oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ludzie Solidarności zdradzili mit, który reprezentowali, dla niewielkiej gotówki i w miarę wygodnej pozycji. Mam wrażenie, że jest to dosyć chłodna diagnoza, niespecjalnie kontrowersyjna.

Nie wydaje mi się, żeby ten pogląd był podzielany przez Polaków. 80 procent twoich rodaków, według "Diagnozy Społecznej", deklaruje zadowolenie z życia.

- Dobrze wydymani, więc zadowoleni. Ale bardzo bym się zdziwił, gdyby Polacy nie wiedzieli, że są dymani.

W jaki sposób, twoim zdaniem, dokonała się ta kolonizacja? Przyjechał jakiś pan i powiedział: "Od tej pory będziecie krajem turbo-kapitalistycznym, zapomnijcie o ideałach sierpnia '80?"

- Jako prowincjonalny kraj nie mieliśmy specjalnie pojęcia o gospodarce. Nie mieliśmy kapitału. Ministrem Finansów został Leszek Balcerowicz, twardy neoliberał, który uważał, że należy sprywatyzować wszystko. Nie mieliśmy za bardzo na siebie pomysłu, a wiadomo, że światowe elity dbają o swoje interesy i korzystają z takich świeżynek, które można skolonizować pod hasłami wolnego rynku. Powszechnie są znane historie o kupowaniu zakładów, sprzęcie wywożonym zagranicę, budynkach burzonych, żeby nie trzeba było płacić podatków i zwalnianych ludziach.

Do dzisiaj mamy na przykład specjalne strefy ekonomiczne, gdzie korporacje zwalnia się z jakichkolwiek podatków, a kiedy skończą im się ulgi, przenoszą się do innych specjalnych stref ekonomicznych. Ostatnio utworzono jedną dla UBS w centrum Wrocławia. I nigdy nie płacą podatków. Nasze państwo daje się regularnie dymać. Być może nie ma innego wyjścia. Ale to nie powód, żeby nie mieć świadomości, że jesteśmy w porządku świata skolonizowaną prowincją.

Na końcu twojej książki można znaleźć indeks wymienionych osób. A raczej obrażonych przez twojego bohatera. Dostaje się równo nie tylko wspomnianemu już Leszkowi Balcerowiczowi, ale też Janowi Kulczykowi, papieżowi, Wojciechowi Cejrowskiemu czy Januszowi Tazbirowi. Łatwiej jest obrażać osoby publiczne, które są symbolami ostatnich 26 lat?

- Ale dlaczego obrażać? Być może moje opinie na temat tych osób nie są powszechnie podzielane, ale nie wydaje mi się, żebym w jakikolwiek sposób je znieważył, czy nawet zniekształcił ich osiągnięcia. Po prostu starałem się oddać im sprawiedliwość. Choć może masz rację, że do tej pory jej nie zaznali, więc może to się wydawać kontrowersyjne. Ale to wszystko prawda, co piszę.

(fot. Katarzyna Błahuta) ()

A jak do transformacji ustrojowej podchodzą rodzice Janusza?

- Są zadowoleni. Udało się im. Kiedyś myśleli, że do końca świata będzie tylko ciemność i komunizm, potem okazało się, że jest dużo wycieczek zagranicznych, że jest miło i przyjemnie. Dorobili się, mają domek.

Czyli są beneficjantami zmian?

- No tak. Nie zastanawiają się specjalnie nad tym, co dzieje się z resztą społeczeństwa. Bo po co?

A czy Janusz zastanawia się nad tym, co dzieje się z resztą społeczeństwa?

- Traktuje społeczeństwo instrumentalnie. Jest nastawiony na wkurzanie ludzi. Jest antysystemowy z natury. Same struktury władzy są dla niego opresyjne. Buntuje się przeciwko nim poniekąd intuicyjnie. A czy myśli o innych ludziach? Traktuje rzeczywistość jako pewnego typu rozgrywkę. Ale nie jest pozbawiony empatii. Nie jest człowiekiem do szpiku kości cynicznym, tylko raczej wkurwionym i rozczarowanym. Ale to właśnie dlatego, że jest w nim duża wrażliwość.

Czy Janusz ma światopogląd?

- Na pewno antysystemowy. Nie powiedziałbym, że można go jakoś określić w obecnym porządku politycznym. Na pewno nie podoba mu się świat i dominujące w nich paradygmaty. Ale czy z tego można stworzyć spójny światopogląd - raczej jest kontra niż za.

Jaś Kapela na Marszu Szmat (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta) ()

A jednak pojawiają się wątki, które osadzają Janusza w lewicowym dyskursie. Czyta i cytuje Žižka, w szkole podstawowej organizuje Tydzień Biedy...

- I ma z tego powodu dużo zabawy.

Mówię o tym, że zna kody, którym posługuje się lewica. W czymś mu pomagają?

- Na pewno jest człowiekiem oczytanym i inteligentnym. Nie nazwałbym go człowiekiem lewicy. Zresztą - jakiej lewicy?

Mówisz to siedząc w siedzibie Krytyki Politycznej, która jednak silnie pozycjonowała się albo pozycjonuje po lewej stronie debaty. To wy wydaliście Žižka. To wy być może chcielibyście zorganizować Tydzień Biedy. Co więcej - wydaliście o niej książkę dla dzieci.

- Robimy teraz Dni Prekariatu, razem z naszą komisją środowiską pracowników sztuki przy związku zawodowym Inicjatywa Pracownicza. No ale pewnie, jak zawsze, nikt nie przyjdzie. Pomaszerujemy sobie sami. W końcu 80 proc. Polaków jest zadowolonych z życia.

To dosyć gorzkie. A czy Janusz chciałby być lewakiem?

- On nie ma takich potrzeb. Większość ludzi nie posiada światopoglądu i jakoś sobie płyną. Smakuje im to, co dostają na talerzu. Mój bohater nie jest wyjątkowy. Może jest bardziej przebiegły. Może sobie załatwić większy talerz.

Co jest jego celem?

- Kariera, sława, pieniądze, zabawa. Takie proste cele, jakie ma każdy z nas.

W przedszkolu jest postrachem opiekunek i innych dzieci. "Dzieci się mnie bały". Podstawówka to kolejny etap wyrafinowanych form gnębienia ludzi. Gimnazjum zmienia kilka razy. Jest sadystą? Potworem?

- Nie, myślę, że to nas system edukacyjny jest nieprzystosowany do wychowywania dzieci. Do tego, żeby mogły tam przebywać i się rozwijać. Ich osobowości i talenty są tłamszone, nie ma nauki komunikacji, współdziałania. Jest pruski system podporządkowania. Każda jednostka naturalnie stara się albo z tym walczyć, albo przystosować. Janusz nie jest wredny. On broni się, bo został zaatakowany. Może w tym jest wyjątkowy, bo się broni. Jednak większość ludzi odmawia oporu.

Co zmienia w jego życiu internet?

- Gwałtownie poszerza jego świat. Nagle ma dostęp do rzeczy, o których nie miał pojęcia. W internecie może być psem. No więc jest psem, jest kotem. Okazuje się, że roli jest więcej. Rośnie w siłę. Rozwija się.

W gimnazjum poznaje Agatkę. Najpierw podglądając ją w toalecie, zobaczył, że płacze. Potem okazało się, że była trollowana w sieci. Daje jej więc poradnik obrony przed hejtem. Jak brzmi jego naczelna zasada?

- Najlepszą obroną jest atak. To jest taka opowieść emancypacyjna.

Mówi o tym, że najlepiej w ogóle nie reagować.

- No tak. To jest stara zasada - nie karmić trolla. Jest ona poniekąd skuteczna, ale jest też druga metoda - można stać się trollem ponad trolle. Strollować trolla. Ale wtedy sam stajesz się trollem. Więc jeśli chcesz być jeszcze większym trollem niż inne trolle, ustalasz nowe zasady.

W jaki sposób ta historia jest emancypacyjna?

- Można przewalczyć swoją słabość i stać się silniejszym. Przestać być ofiarą. Nie poddawać się tym, którzy chcą się stłamsić.

Grafika z Facebooka (fot. archiwum Jasia Kapeli) ()

Obserwujemy potem Janusza na wszystkich etapach życia. Zmienia się?

- Raz jest wierzący, potem jest niewierzący. Czasem jest lepszy, a czasem zły. Jest postacią chaotyczną. Wydaje mi się, że większość ludzi, kiedy zacznie się ich przesłuchiwać, ma podobnie.

Czy on się do czegoś dostosowuje?

- Na pewno szuka swojej niszy czy luki na rynku i sprawdza, gdzie mógłby zabłysnąć. Co zresztą robi.

Co to znaczy, że troll może być dobry?

- To już średniowieczny mnich Penicjusz Brodaty pisał w traktacie "O zaletach bycia gniewomirem..."

To nieco zapomniany traktat...

- Kościół nie chce o nim pamiętać. Pisał o tym, że żeby być dobrym trollem, trzeba być dobrym i być trollem.

Ale co to znaczy?

- Hmm... No żeby twój trolling był silny i gdy tylko usłyszysz głos poniżających, nie zawahaj się kopnąć ich w dupę - tak chyba pisał, z tego co pamiętam.

Współcześnie dobry troll byłby figurą, która wykorzystując narzędzia hejtu opowiada się po stronie słabszych i wykluczonych? Czy jednak karmi swoją próżność?

- Wierzę w emancypacyjną siłę trollingu. Żyjemy w świecie, w którym zwykłe działania nie mają sensu. Wszystko wydaje się sprawdzone, nudne. Ile można organizować konferencji czy napisać słusznych książek, które niewiele zmieniają? Trzeba teraz szukać metod radyklanych. Odważniejszych. Bo jeśli coś się nie zmieni, to nastąpi katastrofa. Globalne ocieplenie zmiecie porządek tego świata. Wrócimy do średniowiecza, o ile ono się skończyło.

Czyli jednak hejtowanie Rafała Ziemkiewicza miało sens?

- Gdzież ja bym hejtował pana Rafała, poczciwego rolnika, pociesznego pisarza s-f, któremu w pewnym momencie zaczęło się wydawać, że pisze o rzeczywistości? Nie trzeba go hejtować, bo się sam odkleił. Ja mu wytknąłem tylko pewną niekonsekwencję. Że skoro tak bardzo prawicowy jest, to papieża obrażać nie wypada. Albo-albo. Nie można sobie ze wszystkich źródełek pić. A może można... Może pan Rafał jest dobrym trollem?

Jaś Kapela (fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta) ()

A można być lewakiem i napisać książkę o chłopaku, który ma jeden cel - stać się sławnym - a po drodze niszczy wiele osób, stosując dosyć obrzydliwe metody?

- Będąc lewicowym można napisać dowolną książkę. Nie ma ograniczeń. Gdyż jest wolność słowa. Od czytelnika zależy to, co z niej wyciągnie. Ja bym jednak bronił mojego bohatera. On nie jest złym człowiekiem. Jest dobry. To świat jest zły. Wierzga w tym bajorku jak świnia tonąca w torfowisku. Przebiera racicami, bo tonie.

Dobry troll ma przyjaciół?

- Ma jednego. Okazuje się, że są ludzie, z którymi można komunikować się na podobnym poziomie. Chociażby w walce przeciwko światu, tudzież w robieniu śmiesznych rzeczy.

Jakie wyznaje wartości?

- Na pewno poczucie humoru. Jest w nim głęboko marzenie lepszego świata. Jest to wartość, być może utopijna, ale jednak progresywna. Jest też sprytny. Jest wnikliwym psychologiem i socjologiem. I filozofem.

O czym marzy?

- O wszystkim, co jest możliwe. Chciałby zrobić coś, czego jeszcze nie było. Albo coś, czego nikt inny nie zrobił. Odkrywać, kombinować, szarżować, żyć pełnią życia.

Dlaczego zacząłeś zajmować się trollem? Czy przez to, że sam hejtujesz i jesteś hejtowany?

- Ja nikogo nie trolluję. Jestem bardzo miłym i sympatycznym człowiekiem.

Swoimi wypowiedziami wywołujesz jednak kontrowersje. Balansujesz na granicy, a może i ją przekraczasz...

- Czasami jestem być może za bardzo szczery. Społeczeństwo powinno znać prawdę. Brązownictwo i udawanie, że wielbłąd jest psem nie ma większego sensu. Dlaczego nie możemy otworzyć się na prawdę?

Która nas wyzwoli, co wiemy od dawna. Ale dlaczego się tym zająłeś? Doszło do tego, że Minister Kultury przyznał ci stypendium na tę książkę.

- Żyjemy w ciekawych czasach, kiedy media przestały być informacyjne, a stały się rozrywkowe. Poziom komunikacji stał się wysoce abstrakcyjny. Niektórzy go nie rozumieją, a niektórzy świetnie z tego korzystają, płyną przez komunikaty niczym wytrawni surferzy. To się wszystko wymyka spod kontroli. Najczęściej są to jakieś gry semantyczne. Bardziej gry o władzę niż o wiedzę. I to wszystko wydaje mi się szalenie ciekawe. Podważa oświeceniowy paradygmat racjonalności.

Gdzie w tej opowieści jest troll?

- Jest osobą, która to dostrzega. Rozumie, że nie sens rządzi światem, ale władza.

Ale to dostrzega dobry troll?

- Wydaje mi się, że poniekąd każdy.

Wpis Doroty Zawadzkiej pochodzi z Facebooka i jest komentarzem do tekstu o oligarchach FB (archiwum Jasia Kapeli) ()

Według badań przeprowadzonych przez Fundację Dzieci Niczyje 40 proc. młodych ludzi w wieku 14 - 17 lat spotkało się w internecie z przejawami mowy nienawiści. Ofiarą różnych form cyberprzemocy, w tym hejtu, padł co piąty polski nastolatek.

- W realu nie jest inaczej. Większość ludzi spotyka się z przemocą i nienawiścią. Nie wiem, czy to jest jakaś różnica. Są takie badania, że jedynie minimalna liczba ludzi robi sobie sport z hejtowania. Z drugiej strony nawet niewielka grupa może mieć spory wpływ na społeczeństwo. Logując się za każdym razem do internetu prawie zawsze możesz się spotkać z czymś nieprzyjemnym. To jest problem.

I ty z trolla tworzysz pozytywną postać.

- Staram się lubić swoich bohaterów. Mimo wszystko. Co do mowy nienawiści - jedna dziewczyna wymyśliła aplikację, która po tym jak wpiszesz coś obraźliwego w wiadomości czy poście, pyta cię, czy naprawdę chcesz to opublikować. Ponad 90 proc. nastolatków po chwili zastanowienia jednak rezygnowało z wysłania negatywnego komunikatu.

Twój bohater mieści się w tych 10 procent.

- Być może. Czytałem, że empatia wśród studentów USA spadła o 40 proc. w ciągu ostatnich 10 lat. W Polsce nawet nie ma takich badań. Może współczesny świat ma dążność do odcinania się od emocji innych. Ile możesz tych emocji wchłonąć? Bronisz się przed drugim człowiekiem, myśleniem o nim. Każą ci myśleć o szanowaniu zmarłych. Po tym już ci się nie chce nikogo szanować.

Czyli twoja postać prezentuje sposób na życie, którą każdy może przyjąć. Od 26 lat nie działa kapitalizm, system edukacji. Media nie przekazują wiedzy, tylko rozrywkę. Potem celem staje się sukces, samozadowolenie, samorealizacja. Ostatecznie liczy się hajs, moja własna kariera i nic więcej. Jaś Kapela na to wszystko mówi: "Mam sposób! Bądź trollem!".

- Nie wiem, czy tak do końca mówię. Powiedzmy przede wszystkim, że to jest bardzo wesoła książka. Nie chciałbym mówić, że mam receptę. Być może ją mam. Bo radzę sobie, jest śmiesznie, jestem zadowolony z siebie. Nic tylko brać przykład. Ale przez takich zadowolonych z siebie, radzących sobie samców, ten świat zmierza prosto do piekła. Sam nie wiem. Niech czytelnik sam zdecyduje.

Nie wiem, czy chciałbym żyć w społeczeństwie okrutnych trolli.

- Nie chcę cię martwić, ale żyjesz.

Dowody?

- Ile tysięcy lat trwa patriarchat? I jeszcze ten okropny antropocentryzm, chrześcijaństwo i wszystkie straszne religie. Rozumiem, że świat jest przerażający, że trzeba się uciekać do wyższych sensów i liczyć na to, że w niebie będzie fajnie, ale przez to trudno cokolwiek zrobić na tym świecie. Bo wszyscy myślą o życiu wiecznym. Teraz to sobie pooglądam telewizję, bo i tak nic się nie zmieni. Potem będzie lepiej. Dalej - 200 gatunków dziennie wymiera. Nawet niektórych z nich nie zdążyliśmy poznać, a już wymierają. Głównie jakieś robaki, ale też żabki i nosorożce. Doprowadzamy planetę do zniszczenia. I nawet za bardzo o tym nie myślimy. Chcemy jeść więcej mięska i mamy prawo jeść go więcej, bo jest smaczne i ma dużo witamin. Świadczy o tym, że jesteśmy bogaci i fajni, bo możemy wpie***ć żywą i czującą istotę, jej zwłoki zjeść na śniadanko. To świadczy zdecydowanie o naszej przewadze gatunkowej. Człowiek podporządkowuje sobie świat, co z jednej strony jest zachwycające i wspaniałe, ale z drugiej ma problematyczne konsekwencje.

Ale Pan Bóg kazał w Księdze Rodzaju.

- Nie było to najmądrzejsze z jego strony.

Świat stoi nad przepaścią. Ludzie są nihilistami.

- Topnieją lodowce.

Kumple z Placu Zbawiciela o tym wiedzą?

- To jednak tylko książka. A nie plan ratowania świata, którego nie mam. Jakbym miał, to wcielałbym go w życie, a nie pisał książki.

Jasiu, ale pozycjonujesz siebie jako zaangażowanego politycznie pisarza, pracując w Krytyce Politycznej.

- Bo wierzę w pracę i w to, że świat należy zmieniać. Ale nie mam złudzeń, że to się uda. Trzeba to robić mimo wszystko, żeby potem można było powiedzieć: mam czyste sumienie. Całe życie walczyłem, przegrałem, ale trudno.

(archiwum Jasia Kapeli) ()

Lubisz hejtować?

- Trochę lubię. To jednak są silne emocje. Są to jakieś starcia samców albo samic. Walki na mieczyki ego, tudzież inteligencji. Jest to przyjemne, chociaż zastanawiam się, na ile niszczy mózg i sprawia, że tracimy empatię dla drugiego człowieka. I widzimy w nim wyłącznie przeciwnika.

Ciekawy jest hejt na Facebooku. Nawet nam zdarzało się publicznie "poróżnić". Kiedy w piątek spotykaliśmy się na mieście - nie było tematu.

- Bo nie ma co się obrażać.

A może właśnie trzeba!

- Jest już tak dużo obrażonych i żołnierzy wyklętych, że nie warto. Jestem zwolennikiem dystansu i umiejętności odnajdywania się w różnych konwencjach. Polecam rozumieć, że pewne utarczki słowne są tylko utarczkami i nie są powodem, żeby przestać się szanować. Bo w innym razie się pozabijamy. Czasami ktoś mi pisze, żebym wyskoczył przez okno, bo jestem zje***m zboczeńcem albo że wpadnie mi wpie***ć. Wtedy nie wiem, na ile to traktować z dystansem, ale myślę sobie, że po prostu brak mu umiejętności, żeby lepiej wyrazić emocje. Nikt mnie nie pobił jeszcze za to, co piszę na Facebooku.

Był na ciebie wydany wyrok śmierci.

- No tak, ale to są chwyty stylistyczne.

Nigdy się nie bałeś konsekwencji?

- Zawsze się boję. Każdego dnia myślę, że to, co robię, już na zawsze będzie tym, co zrobiłem. No, ale co innego mam do roboty? Poza tym ktoś musi robić, gdy większość ma w dupie.

Autorem mema jest Waldemar Zboralski (archiwum Jasia Kapeli) ()

W tamtym roku była fala brutalnego hejtu na ciebie.

- Po tym, jak zgłosiłem do prokuratury komentarze ze strony "Nie dla islamizacji Europy". Z braku Arabów skupili się na mnie. Jak poważnie traktować słowa 15-latka, że mam się trzymać z daleka Konina Dolnego? Nigdy się tam nawet nie wybierałem. Jakoś trudno mi się tego bać. Zabawne są te nagonki fajsbukowe. Nie są to lincze, ale jednak stadne zachowania. Kilka centrów opinii wydaje wyrok, no i się rzucają. Cebule lecą. To jest trochę zabawa, ale też silne emocje. Uczucia stadne, które pokazują, jak działa organizm. Warto mieć świadomość, że to potrwa tydzień i pojawią się kolejne sprawy, osoby do potępienia.

Ale jednak nie dajesz o sobie zapomnieć. Rozumiem, że twoją metodą na hejt jest wyśmianie przeciwnika?

- Wyśmiewanie ludzi, którzy są śmieszni, jest słuszną postawą.

Czy nie należy podzielić hejtu na dwa rodzaje? Na ten odbywający się w gronie znajomych, traktowany jako wysublimowane docinki, rozrywka przed snem, i na ten drugi, posługujący się zdaniami typu "zaj***ę ci starą", "twoja morda jest nam znana" itd.?

- Wśród tych drugich tekstów zdarzają się takie, których żaden pisarz by nie wymyślił - Jaś Kapela pół kur***y pół cwela. Różne kwiatki językowe. Jako pisarz tworzący w języku polskim fascynuję się tym zjawiskiem. Są różne obszary komunikacji. Posługujemy się różnymi kodami. Trochę też w różnych kulturach żyjemy. Każdy w swoim środowisku... A jak kocham różnorodność.

Czy jesteś w stanie przyłożyć linię obrony dobrego trolla do ludzi, którzy ciebie publicznie atakowali? Młode chłopaki z Konina też czują, że świat zmierza do piekła. Świat tradycyjnych wartości zanika. Atakowany przez homoseksualistów, gender i lewaków.

- Niektórzy to wiedzą. Czują, że grunt usuwa się im spod nóg. Coś się zmienia. I mają rację. Ale ludzie są z natury dobrzy. Jeśli zachowują się źle, to znaczy, że jest to wina warunków społecznych, wychowania i kultury. Nie potępiałbym nikogo w czambuł. Ale wolałbym, żeby ludzie byli dla siebie bardziej mili. Tylko jak to osiągnąć?

"Dobry Troll", Jaś Kapela (fot. materiały promocyjne / Krytyka Polityczna) ()

Jaś Kapela (1984). Pisarz, poeta, felietonista Krytyki Politycznej. Autor dwóch tomików poetyckich ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), dwóch powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje" oraz "Janusz Hrystus") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu" (2011). Nakładem wydawnictwa Krytyki Politycznej wydał właśnie swoją najnowszą powieść "Dobry troll".

Arek Gruszczyński . Dziennikarz i animator kultury.