artykuły

Uparty i niecierpliwy. Ale też zabawny, spontaniczny, bezpośredni.

Marian Opania

ma urok niezaprzeczalny. I talent, którego nie rozmienia na drobne. Chociaż w swojej karierze miewał okresy załamania, kilka razy tracił wiarę w to, że wybrał odpowiedni zawód. Może dlatego, że długo zmagał się z kompleksami.

Angelice Swobodzie, w wywiadzie, którym otwieramy Weekend, mówi: - Źle się czuję w tym tak zwanym wielkim świecie. Od początku wiedziałem, że nie jestem z tego towarzystwa. Przyjechałem z prowincji. Z Puław. Czułem się jak snopek, bo tak na mnie patrzono. I to mi zostało do dziś. Po swojej premierze zostaję dłużej, bo tak wypada. Ale na innej jestem 15 minut i już mnie nie ma. Nie mam nawet apetytu. Przychodzę do domu i żrę. Dzikus jestem.

Aktor mówi też szczerze o problemie alkoholowym, z którym zmagał się w latach 70., oraz o synu, który boi się z nim grać. I z właściwym sobie poczuciem humoru komentuje zaangażowanie innych artystów w politykę. Co Opania powiedział Antoniemu Krauze, wyjaśniając, dlaczego nie wcieli się w braci Kaczyńskich w jego filmie o katastrofie smoleńskiej? - Antoś, ja szczególnie Jarosia zagrałbym ci z wielką rozkoszą. Miałbyś wszystko. I pewien rodzaj wdzięku, i inteligencję, i ten sposób mówienia "Polskom naszom". Ale nie wiem, czy by mu się spodobało potraktowanie tej roli.

Marian Opania (fot. Alina Gajdamowicz / Agencja Gazeta)

A ja jestem bardzo ciekawa, czy Wam spodobał się logotyp województwa pomorskiego , stworzony przez Andrzeja Pągowskiego. Właściwie domyślam się, jaka opinia by wśród Was przeważała - zaprezentowany niedawno projekt spotkał się z miażdżącą krytyką. Podsyciła ją tylko informacja, że autor za swoją pracę otrzymał honorarium w wysokości 90 tysięcy złotych. W sieci błyskawicznie pojawiły się wariacje na temat tego znaku graficznego; dość powiedzieć, że internautom szczególnie przypadło do gustu nałożenie logotypu na majtki. Tymczasem w Weekendzie publikujemy głos w obronie kreacji Pągowskiego. Dziennikarka i krytyczka sztuki Anna Theiss dostrzega co prawda mankamenty projektu (t rudno powielić go w różnych wielkościach i formatach, sprawia wrażenie niedopracowanego, mychą trąci użycie wykrzyknika jako znaku otwarcia, energii, rozwoju ), ale pisze też: Czy ten logotyp jest niedobry? Raczej nie - omija mielizny słoneczek, łanów zbóż, rzeczek obecnych w znakach innych polskich województw. Chce powiedzieć coś abstrakcyjnego. Miło, że nie ignoruje tego, że mamy w Polsce jakąś tradycję plakaciarstwa i projektowania. I dalej - w swoim zaprawionym smakowicie ironią felietonie - Ania dowodzi, że afera, która rozpętała się wokół pomorskiego logotypu, jest rozdmuchana.

Internetowe przeróbki logotypu województwa pomorskiego (screen z niecodziennik.net i tvn24.pl)

Czyli kij w mrowisko. Niejeden zresztą w tym wydaniu. Ja nie czuję, ja wiem, że tezy, które stawia Agata Aleksandrowicz w rozmowie z Anną Konieczyńską , nie wszystkim przypadną do gustu. Aleksandrowicz prowadzi bloga Hafija.pl , na którym przekonuje matki do naturalnego karmienia . Na tyle skutecznie, że zdobyła główne wyróżnienie w konkursie Blog Roku 2014. W Weekendzie opowiada m.in. o tym, że sama karmiła synka piersią prawie cztery lata. - Decyzję o odstawieniu podjęliśmy wspólnie - relacjonuje. I wylicza korzyści, które wynikają z takiego rozwiązania. Przekonuje też, że powrót mamy do pracy nie musi oznaczać końca karmienia. Bo Aleksandrowicz nie uważa wcale, że macierzyństwo to jedyne powołanie i ambicja kobiety, wręcz przeciwnie. - Najpierw miałam fazę: dziecko, dziecko, dziecko. Potem było płynne przejście do etapu, gdy chciałam wrócić do pracy. Miewam wyrzuty sumienia, ale stając się matkami, nie tracimy przecież innych kompetencji życiowych. Dalej potrafimy fajnie zarządzać projektami w pracy, być dobrymi żonami i zaufanymi przyjaciółkami - wspomina własne doświadczenia.

Agata Aleksandrowicz (fot. archiwum prywatne)

A jej opowieść zestawiamy z kolejnym odcinkiem cyklu macierzyńsko-tacierzyńskiego, który prowadzi u nas Aneta Bańkowska . Tym razem przygląda się właśnie faktom i mitom na temat laktacji .

A w Weekendzie w majówkę m.in. także:

- Fotograf Oliviero Toscani . To jego zdjęcia z małej włoskiej marki Benetton uczyniły międzynarodowego modowego potentata. Pamiętacie te słynne obrazy: księdza całującego zakonnicę, ciemnoskórą matkę karmiącą białe dziecko? Po latach autorskich projektów, wystaw, wydawnictw - i współpracy z największymi markami - Toscani przygotował kampanię dla polskiego klienta. Przy okazji wizyty w Polsce opowiedział Ani Tatarskiej, jak widzi świat, co mówi jego wewnętrzny głos i dlaczego nie cierpi marudzenia. A także komu założyłby torbę na głowę i co myśli o agencjach reklamowych (nie chcecie wiedzieć).

(fot. materiały promocyjne United Colors of Benetton)

- Mistrz kawowej ceremonii Sławek Saran . Tuż przed wyjazdem na największy europejski festiwal kawy w Londynie, gdzie walczy właśnie o tytuł Coffee Mastera i pięć tysięcy funtów nagrody, Saran spotkał się z Basią Starecką , żeby opowiedzieć jej o kolejnych falach kawowej rewolucji. Symbolami tej trzeciej są aeropress, chemex, driper. Barista, który prowadzi własną kawiarnię Forum w Warszawie, przekonuje jednak: - To nie o narzędzia w "trzeciej fali" chodzi, tylko o kawę i przygotowanie jej w możliwie jak najlepszy sposób. Teraz mamy naprawdę najlepszą kawę w historii .

- Twórcy aplikacji "tylko" : Jacek Majewski i Benjamin Kuna . Razem z Hanną Kokczyńską, Michałem Molendą i Michałem Piaseckim stworzyli start-up CSTM, bazujący na technologii, dzięki której meble zostają dopasowane do indywidualnych potrzeb klienta. W marcu tego roku start-up przekształcił się w markę "tylko", która już w maju rusza z przedsprzedażą pierwszych modeli. CSTM zdobył nagrodę "Best Technical Achievement" podczas zeszłorocznego Launch Festivalu, jednej z najważniejszych na świecie konferencji dotyczących innowacji. Majewski i Kuna, tuż po powrocie z tegorocznych targów Salone del Mobile w Mediolanie, opowiedzieli Dominice Wasilewskiej , na czym opiera się całe przedsięwzięcie. Chodzi o wprowadzenie na rynek niedrogich, ale wciąż jakościowych i spersonalizowanych mebli.

Grupa "tylko", od lewej Michał Piasecki, Mikołaj Molenda, Benjamin Kuna, Jacek Majewski i Hanna Kokczyńska (fot. materiały promocyjne)

- Nauczyciel, publicysta i pisarz Jan Wróbel . Do księgarni trafił niedawno pierwszy tom serii Historia Polski 2.0 jego autorstwa, zatytułowany "Polak, Rusek i Niemiec... czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom". Z tej okazji Wróbel opowiada Edycie Borkowskiej o tym, jaki stosunek do polskiej historii mają młodzi ludzie, podsumowuje naszą politykę historyczną i udziela kilku kontrowersyjnych rad, dotyczących edukacji i szkolnictwa, które można by skrótowo podsumować tak: Nie róbmy dzieciom krzywdy, nie wymagajmy od nich wiecznie, żeby były wyjątkowe.

- Tajemnice Watykanu , które ujawnił John Thavis . Jako dziennikarz akredytowany przy Stolicy Apostolskiej od ponad 30 lat bacznie przygląda się jej funkcjonowaniu. W swojej książce "Dziennik watykański" pisze o zakulisowych rozgrywkach w cieniu Bazyliki Świętego Piotra, skandalach związanych między innymi z legionistami Chrystusa, różnych koncepcjach sprawowania władzy przez kolejnych papieży i nietykalności kardynała Stanisława Dziwisza. - Nie zaprzeczam, w Watykanie toczą się różnego rodzaju rozgrywki, intrygi, mieszka tam przecież wielu potężnych ludzi - mówi Łukaszowi Wojtusikowi Thavis.

- Bezsenność , z którą mierzy się w kolejnej odsłonie naszego "sennego" cyklu Bartek Janiszewski . Poprzednio udowadniał nam, że sen to naprawdę zdrowie. Teraz szuka sposobów na to, żebyśmy bez problemów mogli korzystać z jego dobrodziejstw. Nieco bardziej nowoczesnych niż liczenie owiec (którego jednak nie należy jeszcze spisywać na straty). Wśród rozważanych wariantów: czytanie przed snem. Oby tylko nie w łóżku - zdaniem ekspertów w nim powinniśmy wyłącznie kochać się i oddawać marzeniom sennym.

Życzę Wam więc miłej lektury, solidnego relaksu i słodkich snów. W takiej kolejności!

Hanna Rydlewska. Redaktorka weekendowego magazynu Gazeta.pl