artykuły
Nad projektem rewitalizacji pokopalnianych obiektów czuwała uznana pracownia Mirosława Nizia (fot. Filip Springer)
Nad projektem rewitalizacji pokopalnianych obiektów czuwała uznana pracownia Mirosława Nizia (fot. Filip Springer)

Do Wałbrzycha miłośnicy architektury powinni walić gęsto i często. Wbrew otaczającej go od lat 90. niesławie, etykietce zagłębia bezrobocia i biedaszybów, jest to bowiem bez wątpienia jedno z najciekawszych i najpiękniej położonych miast w Polsce. A architektura, w jaką zaopatrzyli je niemieccy gospodarze, miejscami zapiera wręcz dech w piersiach. Na przykładzie wałbrzyskiego Nowego Miasta, budowanego od początku XX wieku, można by z powodzeniem uczyć najlepszych wzorców urbanistyki. Obowiązkowo miejsce to powinni odwiedzać wszyscy deweloperzy planujący budowę podmiejskich idylli o sielskich nazwach.

Zrujnowane dziś do szczętu kino Górnik (niegdyś Capitol według projektu Ludwiga Moshamera), gdyby stało w większym i bardziej zamożnym mieście, byłoby miejscem pielgrzymek amatorów przedwojennej moderny i częstym gościem na łamach prasy, gdzie dziennikarze apelowaliby o ratunek dla zaniedbanej perły. Tutaj, obwieszone reklamami lokalnego teatru, marnieje po cichu. Miasto ma wprawdzie plany jego odbudowy i rozbudowy, ale brakuje pieniędzy na rozpoczęcie prac.

Nowe Miasto i Capitol to jednak raptem tylko dwa przykłady architektonicznych smaczków, jakich w Wałbrzychu jest pełno. Nie na darmo ostatnia edycja wielkich warsztatów architektury Architektour odbywała się w tym roku właśnie tutaj. Ponad 150 studentów pod okiem tutorów z tak uznanych pracowni jak HS99, Centrala, KameleonLab i WWAA zastanawiało się przez ostatni tydzień, jak zagospodarować tu śródmiejskie nieużytki i tchnąć w nie nowe życie. Miejscem ich pracy była Stara Kopalnia, kompleks muzealno-edukacyjny i najnowsza, architektoniczna duma miasta.

Stara Kopalnia, kompleks muzealno-edukacyjny i najnowsza, architektoniczna duma miasta (fot. Filip Springer)

W szczytowym okresie, w latach 70., w górnictwie pracowało tu ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Drugie tyle w branżach obsługujących kopalnie i wydobywany w nich węgiel. Wałbrzych dzięki górnictwu powstał i rozkwitł, nic więc dziwnego, że wraz z zakończeniem wydobycia w latach 90. przeżył totalną zapaść. Powoli i z niemałym trudem się z niej podnosi. Z ponad trzydziestu kopalnianych szybów miastu zostało ich zaledwie dziewięć. Dwa z nich zachowały się właśnie w Starej Kopalni.

Kiedyś działała tu kopalnia Thorez. 20 września 1996 roku wyjechały z niej ostatnie wózki z węglem. Dwa lata później zakończyła się likwidacja podziemnych wyrobisk. Od tego czasu pamiętające jeszcze początki XIX wieku budynki, z czasem rozbudowywane i modernizowane, były częściowo zagospodarowane na działalność gospodarczą, inne niszczały, wystawione na łaskę i niełaskę pogody oraz złomiarzy. Cały zespół nadal stanowił jednak najstarszy i najlepiej zachowany kompleks obiektów górniczych w mieście, w którym od końca lat 90. górnictwa już nie ma. To dlatego zapadła decyzja o urządzeniu właśnie tutaj parku edukacyjnego, który dbałby o pamięć o tym węglowym dziedzictwie.

Kiedyś działała tu kopalnia Thorez. 20 września 1996 roku wyjechały z niej ostatnie wózki z węglem (fot. Filip Springer)

Nad projektem rewitalizacji pokopalnianych obiektów czuwała uznana pracownia Mirosława Nizio. Prace ruszyły w 2011 roku. Trzy lata później obiekt został oficjalnie otwarty.

To, co w tym miejscu ujmuje chyba najbardziej, to fakt, że architekci zrezygnowali z wirtuozerskich popisów, a skoncentrowali się na zadaniu przywrócenia obiektom dawnej świetności. Tak duży i zróżnicowany kompleks z pewnością kusił możliwościami łączenia starego z nowym. Tutaj jednak nic takiego się nie dzieje. Mirosław Nizio i jego zespół rozumieli, że ich naczelnym zadaniem jest rewitalizacja. Na osobiste, zupełnie nowoczesne ingerencje w tkankę całego zespołu pozwolili sobie dopiero na jego obrzeżach. Stanęła tu nowoczesna kostka recepcji, do której na wskroś frontowego placu prowadzi korytarz z metalowych kratownic, wprowadzający zwiedzających w industrialny charakter całego założenia.

Podobny efekt wywołuje też aranżacja jednego z wewnętrznych placów, usianego rozrzuconymi jakby od niechcenia kołami zębatymi i innymi elementami kopalnianej maszynerii. Trudno nie odnieść wrażenia, jakby górnicze wyciągi rozpadły się jeszcze w trakcie działania, a ich części rozwłóczone po okolicy wiele lat temu po prostu odsłonięto i wystawiono na widok publiczny. Wyremontowana została także pobliska wieża, na jej szczyt można wjechać windą. Rozciąga się tu zapierający dech w piersiach widok nie tylko na cały zespół, ale też na sporą część miasta.

Jeden z wewnętrznych placów usiany jest rozrzuconymi jakby od niechcenia kołami zębatymi i innymi elementami kopalnianej maszynerii (fot. Filip Springer)

Cała reszta Starej Kopalni to właściwie hołd złożony jej pierwszym architektom. Niemal wszędzie tam, gdzie to było możliwe, starano się zachować albo chociaż przywrócić dawny wystrój i sznyt kopalnianych obiektów. Największe wrażenie robi chyba maszynownia, w której zachowały się niemieckie jeszcze maszyny wyciągowe. Stoją w sterylnych (dziś) pomieszczeniach, wyłożonych białymi kaflami i wykończonych drewnem oraz mosiądzem.

Uderzająca jest ta kultura aranżowania przestrzeni przez przedwojennych architektów nawet w pomieszczeniu o tak prozaicznej funkcji. Rzecz jasna nie wszędzie zachowanie wszystkich architektonicznych detali było możliwe. Stara Kopalnia jest dziś bowiem siedzibą kilku instytucji - interaktywnego muzeum pełnego migoczących ekranów i innych technologicznych cudów, domu kultury i zespołu pieśni i tańca. Musiało się tu też znaleźć miejsce na sale konferencyjne, kawiarnię czy pomieszczenia biurowe.

(fot. Filip Springer)

Wnętrza i zewnętrza służące niegdyś górnikom musiały więc zostać dostosowane do nowych funkcji. I chyba tylko przy okazji tych transformacji doszło tu do największych architektonicznych zgrzytów. Nie wynikają one nawet z działalności samych projektantów, ale z założeń programu, który dostali do wykonania. Najlepszym, a właściwie najgorszym przykładem jest tu łaźnia łańcuszkowa. Dziś jej wnętrze to dość pospolita sala mogąca służyć do organizacji większych konferencji, ale już pewnie nie koncertów (ze względu na dość fatalną akustykę). Wcześniej było tu pomieszczenie absolutnie ikoniczne dla całej kopalni, miejsce, w którym wałbrzyscy mężczyźni przedzierzgiwali się w górników (i na odwrót). Jak spektakularnie to wyglądało, można zobaczyć na archiwalnych zdjęciach. Nic z tej atmosfery kopalnianej codzienności tu jednak nie zostało. Historia musiała ustąpić miejsca pragmatyce współczesności.

W tej łaźni boli też bardzo to, co jest bolączką wszystkich, najbardziej spektakularnych nawet inwestycji finansowanych z państwowych środków. To efekt działania ustawy o zamówieniach publicznych, która potrafi zabić nawet najlepszą realizację. Nie wierzę bowiem, że architekci z taką czułością dbający o architektoniczne detale w innych miejscach sami z siebie zaproponowali najtańsze, plastikowe drzwi i okna w tej części obiektu. W zestawieniu z wzorowanymi na historycznych motywach białymi kaflami na ścianach te współczesne, tandetne wtręty aż szczypią w oczy. Być może jednak to cena, którą trzeba było ponieść za powstanie z gruzów całego kompleksu.

(fot. Filip Springer)

Rewitalizacja Starej Kopalni kosztowała 160 milionów złotych i zgarnęła kilka architektonicznych laurów, w tym nagrodę Top Builder 2013, a ostatnio tytuł Zabytku Zadbanego (przyznawanego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa). To jednak nie koniec prac w tym miejscu. Inwestycja objęła tylko część całego kompleksu kopalni Thorez. Tuż obok niszczeją zabudowania i urządzenia sortowni węgla. Przez siatkę ogrodzenia można tu zauważyć jeszcze górnicze wagoniki, narzędzia i rozrzucone po ziemi kaski. Jakby górnicy odeszli stąd z dnia na dzień, nie dbając o to, co zostawiają za sobą.

Studio Mirosława Nizio przygotowało już projekt rewitalizacji także i tej części. Inwestycja ma podobny rozmach i kosztować będzie co najmniej tyle co pierwszy etap. Wałbrzych szuka więc pieniędzy. Są jednak w mieście i tacy, którzy uważają, że ta nietknięta jeszcze ręką architektów część kopalni Thorez powinna zostać taka, jaka jest. Wystarczy ją tylko zakonserwować, zabezpieczyć i udostępnić w odpowiedni sposób zwiedzającym. Opuszczone wagoniki tkwiące bez ruchu na ślepych torach są o wiele mocniej poruszającym memento niż największe nawet dotykowe ekrany z multimedialnymi prezentacjami.

To jednak nie koniec prac w tym miejscu. Inwestycja objęła tylko część całego kompleksu kopalni Thorez (fot. Filip Springer)
(fot. Filip Springer)

Tekst powstał przy okazji projektu Miasto Archipelag, poświęconego byłym miastom wojewódzkim. Więcej informacji na www.facebook.com/MiastoArchipelag

Filip Springer. Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi "Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach" (Karakter) oraz "Wanny z kolumnadą. Reportaży o polskiej przestrzeni" (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.