artykuły
Norman Reedus jako Daryl Dixon w serialu "The Walking Dead" (Fot. Frank Ockenfels / AMC)
Norman Reedus jako Daryl Dixon w serialu

Przetrwałbyś zombie-apokalipsę?

- Mieszkając w Georgii, uczysz się paru przydatnych rzeczy. Dlatego mam w domu parę sztuk broni, motocykle... Nie stałbym bezczynnie, z założonymi rękoma. Trochę bym pożył, a na pewno tanio bym swojej skóry nie sprzedał.

Na ekranie też się nie dajesz, choć łatwo nie macie.

- Fakt, jest okropnie. A będzie jeszcze gorzej! Ci, którym udało się dotrwać do tej pory, stale boją się o jutro, tak na ekranie, jak i poza nim. Serial w jakiś sposób przenika do naszego życia, które prowadzimy poza kamerami, zmienia nasz sposób myślenia, odbiór świata. Zaczynasz nieco inaczej myśleć o tym, co cię otacza, zastanawiasz się, ile jeszcze zostało ci czasu, ile dni, tygodni, miesięcy, lat będziesz mógł spędzić z bliskimi, z kimś, kogo kochasz, o kogo się troszczysz. Nie mówię, że to źle, choć czasem podobne rozmyślania mogą cię wykończyć, to istny masochizm.

Chcesz przez to powiedzieć, że nie znacie scenariusza na cały sezon?

- Nie, co najwyżej na parę odcinków naprzód. A nawet jeśli czytasz scenariusz i nagle ginie któryś z członków obsady, i tak cię to rusza. Trudno przygotować się na takie nagłe łupnięcie, na pajacyka wyskakującego z pudełka. Na stronie, dajmy na to, dwudziestej piątej nic się nie dzieje, cisza, spokój, twoje myśli błądzą gdzieś daleko, a tu nagle na stronie dwudziestej szóstej - bum, ktoś umiera. Nie da się do tego przywyknąć.

Rick Grimes (Andrew Lincoln) i Daryl Dixon (Norman Reedus) (fot. Frank Ockenfels / AMC)

Zapewne widziałeś już koszulki z twoją podobizną i napisem "If Daryl dies, we riot" ["Jeśli Daryl zginie, wyjdziemy na ulice" - przyp. red.]?

- Sam muszę sobie taką sprawić! Poważnie, pierwszy rzucę kamieniem, jeśli scenarzyści mnie ukatrupią; wkurzyłbym się nie na żarty. Ale nigdy nie mów nigdy. Każdego może spotkać najgorsze. Za dobrze się jednak bawię, żeby machnąć na to ręką. Możesz być pewien, że kiedy ludzie faktycznie wyjdą na ulice, będę im rozdawał zapałki.

Daryla nie ma w komiksie, na podstawie którego powstał serial, a szybko stał się, nie przesadzając, ulubioną postacią widzów.

- Bo jest facetem, który nigdzie nie potrafi się wpasować. Nigdy nie miał łatwo, już od dzieciaka dostawał słabe karty w każdym rozdaniu. Miał brata, który go tłamsił, zmuszał do bycia kimś, kim nie chciał być. Odnalazł siebie poprzez innych ludzi. A przecież i oni mieli Daryla za dzikiego zwierza, który, jak zawsze mówię, ugryzie cię, kiedy jesteś dla niego niemiły, ale jeśli go przygarniesz, nakarmisz, okryjesz kocykiem i dasz kąt do spania, będzie przy tobie już zawsze, żeby cię chronić. Ludzie nie spodziewali się, że ten szalony brudny koleś może przejawiać jakieś cieplejsze, głębsze uczucia. Chociaż wciąż szarpie się sam ze sobą.

Nadal dostajesz dziwaczne rzeczy od widzów? Ostatnim razem, kiedy rozmawialiśmy, ściskałeś przysłaną przez fankę silikonową pierś.

- Bywa i tak, ale to jednak wyjątki. Przeważnie ludzie proszą o fotkę. Niektórzy chcą, żeby ich po prostu przytulić. Podać rękę. Pytają o podpis. Zdarza się, że niektórzy płaczą. Każda emocjonalna reakcja jest cenna, bo kręcimy w środku lasu i rzadko widujemy kogokolwiek spoza kręgu naszej ekipy. To Georgia, nie Hollywood. I kiedy już po zakończeniu zdjęć wracamy do prawdziwego świata, ta eksplozja nagłej miłości jest oszałamiająca. Czujesz, że to, co robisz, ma znaczenie.

Norman Reedus w piątym sezonie "The Walking Dead" (fot. Frank Ockenfels / AMC)

Zdarza ci się sięgnąć czasem po komiks?

- Zacząłem go czytać, ale odłożyłem, kiedy Andy [Lincoln - przyp. red.] stał się dla mnie Rickiem Grimesem, a Steve [Yeun - przyp. red.] Glennem. Serial żyje własnym życiem, zresztą podobnie jak seria komiksowa. Te rzeczywistości biegną równolegle, nie przecinając się.

Tęsknisz za Michaelem Rookerem, który grał twojego szalonego brata? Ponoć się zżyliście.

- O tak, Michael to żywe tornado. Przychodził na plan, wymachiwał łapami, kopał ludzi po tyłku, darł mordę. Ma nierówno pod kopułą, ale lepszego kumpla ze świecą szukać. Nie owija w bawełnę, zawsze robi to, co mówi. Mogę się założyć, że kiedy się dowie, w którym hotelu mieszkam, przyjdzie tam i wywali moje drzwi z kopa. To nie człowiek, to żywioł.

Prasa i internauci nie przestają spekulować na temat seksualności Daryla i tego, z kim nareszcie będzie chodził za rączkę. Nie męczy cię to?

- Czasem to prawdziwy wrzód na tyłku. Pocałuje Carol czy nie pocałuje? Co ma się stać, to się stanie, ale pamiętajmy, że Daryl nie jest zbyt dobry w te klocki, nie za bardzo wie, jak się zachować, co zrobić w takich sytuacjach. I raczej inne rzeczy mu w głowie, a kiedy już zostaje nagle postawiony pod ścianą i musi jakoś zareagować, robi się niezdarny. Ale może to i lepiej, nie chciałbym, żeby zachowywał się jak playboy. Staram się pokazać na ekranie ten jego ciągły dyskomfort w kontakcie z osobami, do których, być może, coś czuje.

Melissa McBride grająca Carol Peletier i Norman Reedus w piątym sezonie "The Walking Dead" (fot. Frank Ockenfels / AMC)

Chyba o wiele lepiej Darylowi idzie przebijanie trupom łbów.

- Ba, nie ma nic lepszego od nadepnięcia z rana na czaszkę, która pęka jak świeże winogrono! A tak na serio, sceny akcji bywają u nas naprawdę ostre. Ostatnio poharatałem się sztucznym kręgosłupem. Czaisz? Pieprzony kręgosłup oddał mi w twarz! Czasem sobie myślę, że jesteśmy nieźle spaczeni. Ale to ciężka robota, wczoraj byłem tak zmęczony, że zasnąłem na podłodze w samolocie. Kimałem pod nogami Chada [Colemana - przyp. red.], zaraz przy jego fotelu, na korytarzu. Dobre sekwencje akcji wymagają sporo ćwiczeń, czasem po takiej sesji ledwie mogę otworzyć oczy, nie myślę o niczym innym, tylko o położeniu się do łóżka. Poza tym kręcimy późną wiosną, temperatura dochodzi do czterdziestu stopni, leci z ciebie pot, jesteś pokryty lepką sztuczną krwią. Zabrudziłem już niejedno krzesło. Nie mogli ich doczyścić. Powinieneś zobaczyć, jak wygląda moja wanna. Po każdej kąpieli zostaje w niej tłusty osad.

Robert Kirkman, autor komiksu, chciałby, aby jego seria ciągnęła się w nieskończoność. A czy ty myślisz czasem o wielkim finale?

- Raczej nie, bo zgadzam się z nim, że moglibyśmy to ciągnąć przez długie lata. Żadne z nas nie jest już tym samym człowiekiem, jakim było, kiedy zaczynaliśmy. Łącznie ze mną. Cały ten świat stale ewoluuje. Zombie również. Zaczynają poruszać się w ogromnych stadach, również adaptują się do nowych warunków. Są jak wirus, lecz pełnią też funkcję symbolu, przypominają, ile czasu jeszcze nam zostało na tym świecie. Doceniam, że Greg Nicotero [charakteryzator - przyp. red.] dba o to, abyśmy pod całym tym paskudnym make-upem mogli dostrzec człowieka. To równocześnie intrygujące i przerażające. Sama myśl, że w tych martwych oczach niegdyś tliło się życie, potrafi wywołać ciarki. Kiedyś wszyscy umrzemy, a każde z nas jest przecież zainfekowane. Ból odczuwany przez bohaterów, strata, jaką przeżywają, są prawdziwe. Bo nasz serial to nie horror. Opowiada o ludziach żyjących w trawionym chorobą świecie i liczy się to, do czego się posuną, aby przetrwać.

Premiera drugiej części piątego sezonu "The Walking Dead" 9 lutego o godz. 22.00 na kanale FOX.

 

Norman Reedus . Aktor, model, fotograf, rysownik i rzeźbiarz. Latami tułał się po Hollywood, próbując swoich sił tu i tam, ale nie mógł wyjść z cienia sławniejszych kumpli po fachu. Opłaciło się jednak zapłacić frycowe, bo nareszcie udało mu się podbić serca telewidzów rolą Daryla Dixona w bijącym rekordy popularności serialu "The Walking Dead". Pięć minut Reedusa trwa już ponad cztery lata.

Bartosz Czartoryski . Krytyk filmowy i tłumacz literacki, odpowiedzialny chociażby za polski przekład bestsellerowej serii książek "The Walking Dead". Prowadzi fanpage Kill All Movies .