artykuły
(fot. Rafael J. M. Souza / http://bit.ly/1BqHl3s / CC BY / http://bit.ly/1mhaR6e)
(fot. Rafael J. M. Souza / http://bit.ly/1BqHl3s / CC BY / http://bit.ly/1mhaR6e)

Myślę, że największym błędem jest nieuczenie się nawyków oszczędzania odpowiednio wcześnie. Oszczędzanie jest nawykiem. Potem następuje szybkie bogacenie się - to słowa Warrena Buffetta, amerykańskiego inwestora, czwartego na liście najbogatszych ludzi na świecie według magazynu "Forbes". Dwóm trzecim polskiego społeczeństwa bliski jest pogląd, że warto oszczędzać. Oszczędzanie daje nam poczucie bezpieczeństwa i uważamy, że możemy być z siebie naprawdę dumni, jeśli odłożymy na jakiś ważny cel - tak uważa 80 proc. respondentów badania zrealizowanego pod koniec ubiegłego roku przez TNS Polska dla Związku Banków Polskich. Opinie te nie przekładają się jednak na faktyczne zachowania. Aż 60 proc. ankietowanych uważa, że warto oszczędzać, ale jedynie w sytuacji, gdy nie wiąże się to z wyrzeczeniami. Systematyczne oszczędzanie w każdym miesiącu deklaruje jedynie 2 proc. osób, a kolejne 16 proc. stara się odkładać pewne sumy w miarę regularnie. 42 procent badanych wszystko przeznacza na bieżące potrzeby.

Co czwarty Polak uważa, że najlepszym sposobem na odłożenie większej sumy pieniędzy jest podjęcie dodatkowej pracy. Ich zdanie podziela analityk finansowy Halina Kochalska. - Jeśli zarabiamy niewiele i myślimy o oszczędzaniu, w pierwszej kolejności musimy zastanowić się, czy nie da się w jakiś sposób dorobić, czyli spożytkować nasz potencjał tak, aby mieć więcej pieniędzy z pracy - mówi. Z kolei jedna trzecia naszych rodaków jest zdania, że najlepiej oszczędzać na codziennych wydatkach. W jaki sposób? Pomysłów jest mnóstwo, a ich źródłem może być między innymi internet. Kilkaset mniej lub bardziej oczywistych znajdziemy na niezliczonej ilości blogów traktujących o oszczędzaniu i w setkach poradników na temat planowania domowego budżetu. Dzięki wielu z tych porad będziemy w stanie zaoszczędzić całkiem konkretne sumy.

42 procent badanych wszystko przeznacza na bieżące potrzeby (fot. Paweł Kozioł/Agencja Gazeta)

Szybki prysznic

Magda, 32-latka z Warszawy, zapytana o jej metody na ograniczanie wydatków, bez zastanowienia wskazuje jedną z nich. - Robię zakupy głównie w internecie, a przed każdym odwiedzeniem e-sklepu poszukuję w sieci kodów rabatowych. Dzięki nim praktycznie za każdym razem udaje mi się zaoszczędzić kilka do kilkunastu procent, zarówno na produktach spożywczych, jak i pozostałych - mówi. W sieci z łatwością znajdziemy portale, które "rozdają" kody do wielu sklepów internetowych. Jeśli planujemy większy zakup, spróbujmy przez pewien czas odwiedzać te serwisy, możemy bowiem znaleźć w ten sposób rabat na produkt, który akurat sobie upatrzyliśmy. Jeśli już wspominamy o artykułach spożywczych - warto w imię oszczędności przekonać się do dyskontowych marek własnych. Okazuje się bowiem, że dużo tańsze produkty często pochodzą z tej samej fabryki, co ich drożsi sąsiedzi ze sklepowej półki. Przykłady znajdziesz tutaj .

Do dyspozycji mamy również wiele domowych sposobów na niższe rachunki - m.in. optymalizacja wykorzystania pralki lub zmywarki, często powtarzana rada, aby gotować w czajniku tyle wody, ile akurat w tej chwili potrzebujemy, czy skrócenie czasu trwania porannego prysznica o jedną trzecią (to może dać nam rocznie nawet kilkaset złotych oszczędności). Większość z nas dobrze zna podobne metody, ale czy wprowadzamy je w życie? Sensu w takim sposobie ograniczania wydatków nie widzi Kuba, 26-latek z Warszawy. - Owszem, odkładam pieniądze, ale nie oszczędzam na wodzie czy prądzie, ponieważ tych oszczędności nie widzę. Muszę mieć namacalny dowód na to, że udało mi się zaoszczędzić, a nie jedynie świadomość, że moje roczne rachunki spadną o kilkaset złotych - przekonuje. Jaki jest jego sposób na stałe powiększanie kwoty w skarbonce? - Zwyczajny. Odkładam na konto oszczędnościowe, gdy zostaną mi jakieś wolne fundusze. Nie mam ustalonej miesięcznej kwoty, nic się też nie stanie, jeśli przez dwa miesiące z rzędu nic nie odłożę - twierdzi. I jak sam przyznaje, nie oszczędza na przyszłość, lecz na przyjemności - wakacje czy wyjazd na zagraniczny festiwal.

Kuba nie jest osamotniony w swym podejściu do oszczędzania pieniędzy i - jak pokazują statystki - ten sam model odkładania preferuje większość Polaków. - Oszczędzanie na ogół polega na rezygnacji z konsumpcji bieżącej na rzecz konsumpcji przyszłej. Większość konsumentów nie jest jednak na to gotowa, oszczędności powstają najczęściej jako pozostałość po procesie konsumpcji, a nie jako efekt świadomych i celowych działań - tłumaczy dr Marcin Idzik z TNS Polska. To nie najlepszy sposób na zaoszczędzenie konkretnej sumy w ustalonym czasie. Halina Kochalska radzi, aby określoną wcześniej przez siebie stałą kwotę odkładać systematycznie, oczywiście najlepiej, jeszcze zanim zaczniemy wydawać pieniądze na przyjemności. Ten sposób sprawdził się u 24-letniego Damiana. - Staram się odłożyć co miesiąc 200 zł. Tego samego dnia, kiedy dostaję wypłatę, automatycznie pieniądze przelewane są na moje konto oszczędnościowe. Wiem, że nie mogę ich ruszyć. Po pięciu miesiącach daje to już tysiąc złotych oszczędności - mówi.

Oceń koszty

Systematyczność przede wszystkim. Jednak skąd wziąć wspomniane przez Damiana 200 zł miesięcznie? Nie mam z czego oszczędzać. Zarabiam zbyt mało, żeby cokolwiek odłożyć - dość często słyszymy to zdanie. Jak wynika z badania TNS Polska, uważa tak ponad połowa Polaków. Co ciekawe, twierdzą tak zarówno osoby zarabiające minimalną, jak i średnią krajową. Czy rzeczywiście zarabiając 4 tys. zł brutto, nie damy rady odłożyć co miesiąc stu czy dwustu złotych? To, że wydaje nam się, iż nasza pensja wystarcza nam tylko do pierwszego, nie oznacza, że nie możemy zmienić swoich przyzwyczajeń czy sposobu życia, aby wreszcie zacząć odkładać na większe przyjemności, jedynie nieco odłożone w czasie. Nawet jeśli zarabiamy niedużo. - Musimy sobie zadać zasadnicze pytania: jakie mamy obecnie koszty i jak obniżyć nasze wydatki, abyśmy byli w stanie co nieco odkładać. Na początek dobre i 100 zł miesięcznie albo nawet mniej. Odłóżmy tę kwotę i zobaczmy, czy w następnym miesiącu nie damy rady zaoszczędzić więcej - radzi Kochalska.

Aż 60 proc. ankietowanych uważa, że warto oszczędzać (fot. Jacek Piotrowski/Agencja Gazeta)

Jednak w jaki konkretnie sposób wygospodarować wspomniane 100 zł, skoro wydaje nam się, że nie jesteśmy rozrzutni i wszystko, na co wydajemy nasze ciężko zarobione pieniądze, jest nam do życia niezbędne? Kilka podstawowych rad od finansisty: - Jeśli na przykład jesteśmy nałogowymi palaczami, możemy spróbować rzucić palenie, lub przynajmniej je ograniczyć. Znam ludzi, którzy sami robią papierosy i wychodzi to dużo taniej. Jeśli stołujemy się na mieście, spróbujmy ograniczyć pieniądze wydawane w restauracjach. Zaglądajmy również do tańszych sklepów. Zastanówmy się, ile miesięcznie wydajemy na zakupy spożywcze i czy możemy coś na tym zaoszczędzić. Być może nasze wydatki na żywność powinny być bardziej przemyślane. Rozważmy zmianę taryfy telefonicznej czy operatora telewizji kablowej na tańszego. Sposobów jest wiele, ale podsumowując - punkt po punkcie, analizując nasze stałe wydatki, zastanówmy się, czy gdzieś nie można uszczknąć trochę grosza - radzi Halina Kochalska.

Pierwszym krokiem będzie więc analiza naszych obecnych wydatków i przemyślenie, które z nich możemy sobie odpuścić w imię przyszłych przyjemności czy nawet samej świadomości, że mamy na koncie zgromadzone pieniądze, które pozwolą na przeżycie w sytuacji awaryjnej miesiąca czy dwóch. Pomóc nam w tym może nasz smartfon. Na rynku dostępnych jest wiele - również darmowych - aplikacji, które ułatwiają bieżące zarządzanie naszym budżetem. Jedyne, co musimy zrobić, to określić nasze miesięczne dochody, ewentualnie sumę, którą planujemy cyklicznie odkładać i rejestrować w programie każdy dokonany zakup. Niestety, ten ostatni wymóg skutecznie zniechęca wiele osób do korzystania z takich aplikacji. Zapisywanie każdej dokonanej transakcji może okazać się dość żmudne. Jednak spróbować warto.

Załóż lokatę

Gdy już przeanalizujemy nasze comiesięczne koszty i wygospodarujemy konkretną sumę, którą postanowimy systematycznie odkładać, warto pomyśleć nad metodami pomnażania naszego skromnego jak dotąd majątku. W co inwestować, aby nasze oszczędności choć w minimalnym stopniu rosły? - Jeśli zakładamy krótki okres oszczędzania, nie możemy wchodzić w rozwiązania ryzykowne, czyli wybieramy te najprostsze i najbezpieczniejsze - przede wszystkim lokaty. Musimy poszukać lokaty w miarę atrakcyjnej, np. zakładanej przez internet czy z rosnącym oprocentowaniem. Zróbmy dobre rozeznanie na rynku, aby wybrać produkt, który pozwoli nam jak najwięcej zarobić - radzi Halina Kochalska. Jak wynika z badań zleconych przez Związek Banków Polskich, lokata to ulubiona forma inwestowania oszczędności Polaków.

Ale czy warto w ogóle myśleć o lokacie, jeśli zamierzamy miesięcznie odkładać 100-200 zł? Instrumenty te kojarzą się zazwyczaj z dużymi pieniędzmi. - Niesłusznie, ponieważ lokaty zakładane są już od niewielkich kwot. Na rynku można znaleźć lokaty od 200 zł. Wybór zdecydowanie rośnie, gdy do dyspozycji mamy 500 albo 1000 zł. I bardzo często te najbardziej atrakcyjne oferowane są na niższe kwoty, bowiem banki nie chcą płacić dużych odsetek ludziom, którzy chętnie by ulokowali milion czy półtora, ale tym, którzy inwestują maksymalnie 5-10 tys. zł. Sto złotych miesięcznie nie jest więc zbyt małą kwotą na inwestycję, tym bardziej że nie mamy zbyt wielu innych opcji - mówi Kochalska.

Oszczędzanie daje poczucie bezpieczeństwa (fot. Jakub Ociepa/Agencja Gazeta)

Obecnie oprocentowanie lokat nie powala na kolana, oscylując wokół 3 proc. rocznie przy lokacie na 12 miesięcy. Czy są zatem inne, korzystniejsze sposoby na pomnożenie majątku? - Ewentualnie możemy też angażować się w fundusze inwestycyjne, otworzyć specjalny rachunek i wpłacać na niego systematycznie nawet niewielkie sumy, które będą zamieniane na jednostki funduszy, ale tu przy nieodpowiednim wyborze istnieje ryzyko poniesienia straty. Tylko nieliczne fundusze akcyjne pokazały po ubiegłym roku dodatnie wyniki. Dlatego aby zminimalizować ryzyko, warto zainteresować się funduszami pieniężnymi czy obligacyjnymi. Szczególnie te pierwsze są ciekawą alternatywą dla lokat i równie bezpieczną. Próbę zarobienia na akcjach, podobnie jak na funduszach akcyjnych, pozostawiłabym wyłącznie najodporniejszym na straty - tłumaczy Halina Kochalska.

Sprawdź kurs walut

Gdy chcemy odkładać co miesiąc niewielką kwotę, rozsądnym wyjściem będzie założenie konta oszczędnościowego i lokowanie na nim wolnych środków lub ustalonej wcześniej sumy. Nikt nie narzuca nam minimalnej wysokości wpłaty, a oprocentowanie, choć niskie, pozwoli wypracować pewien zysk. Jednak częstym mankamentem rachunków tego typu jest wymóg posiadania w tym samym banku konta osobistego, które nie zawsze jest darmowe. Najlepiej więc założyć konto oszczędnościowe w swoim banku, a jeśli już decydujemy się na inny, musimy najpierw sprawdzić wysokość opłat za prowadzenie konta czy koszty przelewów. Jeśli przelew okaże się wyjątkowo drogi i będzie kosztował na przykład 10 zł, może się okazać, że opłaty zjedzą całe nasze odsetki.

Jeszcze inny pomysł na wypracowanie zysku z oszczędności przedstawia nam Damian. - Jedyną opcją na w miarę szybki zarobek jest handel walutą. Nasz złoty jest walutą rynku wschodzącego i w ciągu paru dni może umocnić bądź osłabić się nawet o kilka groszy. Mam konto w tym samym banku, co kantor z mojego miasta i w ciągu kilku chwil, robiąc przelew na ich konto, w zamian za moje złotówki dostanę przelew euro na koncie walutowym. Oba konta mam darmowe, tak że nie ponoszę żadnych kosztów. Po kilku dniach albo tygodniach, kiedy złoty jest słabszy, sprzedaję euro i mam czysty zysk. Jest jeden haczyk - jeśli ktoś chce tak oszczędzać, trzeba codziennie sprawdzać kurs i czytać komentarze, żeby nie stracić. Według mnie i tak warto podjąć to ryzyko - tłumaczy. Ile jest w stanie zarobić w ten sposób? Twierdzi, że nawet do 500 zł, zaznacza jednak, że posiada już większy kapitał, który udało mu się odłożyć przez kilka lat regularnego oszczędzania.

Na okrągło

Wspomniane metody na odkładanie pieniędzy są dobrym rozwiązaniem dla osoby, która podjęła decyzję o comiesięcznym, systematycznym przekazywaniu części swojego wynagrodzenia do skarbonki. Co można jednak zaproponować tym, którzy oszczędzać po prostu nie lubią, ponieważ nie mogą znieść widoku stówki czy dwóch uciekających co miesiąc na konto oszczędnościowe? Bezbolesną formą oszczędzania może być oferowana przez niektóre banki funkcja zaokrąglania płatności kartą do pełnych kwot. Płacimy w sklepie 18 zł, bank z naszego konta pobiera 20 zł, a 2 zł różnicy wędruje na rachunek oszczędnościowy. Możemy również określić stałą kwotę, automatycznie odkładaną przy każdej transakcji lub dany procent wartości zakupu. Warto sprawdzić, czy nasz bank oferuje taką możliwość.

Jak oszczędzać bez wyrzeczeń? (fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta)

Sporo korzyści mogą nam również przynieść programy premiowe i typu moneyback, oferowane przez niektóre banki. Na czym polega moneyback? Bank zwraca nam kilka procent wartości każdej transakcji dokonanej za pomocą karty debetowej, nagradzając nas w ten sposób za aktywne korzystanie z płatności bezgotówkowych. Z kolei programy premiowe nie opierają się na transakcjach z użyciem karty, lecz na innych operacjach dokonywanych na naszym koncie. I tak - w jednym banku możemy otrzymać zwrot 1 do 3 procent wpływów z tytułu przelanego na konto wynagrodzenia, w innym otrzymamy zwrot kilkunastu procent wysokości opłaty za energię elektryczną na rzecz określonego operatora. Oczywiście obowiązują limity określone w regulaminach tych promocji, nie łudźmy się więc, że korzystając z nich, powiększymy naszą miesięczną pensję o kilkaset złotych. Pamiętajmy również, że skorzystanie z powyższych propozycji wiąże się zazwyczaj z założeniem specjalnego konta osobistego w danym banku, a promocje typu moneyback nie są wieczne.

Niemal połowa ankietowanych Polaków uważa, że planując wakacyjne wojaże lub zakup droższego sprzętu, łatwiej jest zaciągnąć kredyt niż systematycznie oszczędzać. Skąd takie przekonanie? - Zdecydowanie łatwiej, niż systematycznie zaciskać pasa, jest podnieść sobie, przynajmniej na chwilę, stopę życiową i odroczyć w czasie tę "karę", z którą związany jest kredyt, czyli spłatę rat. Widać to ewidentnie po tym, na ile popularne są kredyty, a na ile oszczędzanie w Polsce. Zwróćmy uwagę, że jest to przede wszystkim kwestia psychiki. Odkładając dobrowolnie 200 zł miesięcznie, musimy być bardzo zdyscyplinowani. Dla osób, którym wyjątkowo ciężko odjąć sobie od ust, aby zaoszczędzić, optymalnym rozwiązaniem wydaje się kredyt z konieczną do opłacenia ratą miesięczną. Taki przymus najwyraźniej lepiej mobilizuje - uważa Halina Kochalska. Jednak czy jest to dobre rozwiązanie? - Zdecydowanie lepiej oszczędzać, ponieważ kredyty są po prostu drogie. Traktujmy je jako ostateczność. Weźmy pod uwagę, że zawsze może zdarzyć się sytuacja, gdy weźmiemy kredyt na wakacje, a za trzy miesiące okaże się, że potrzebujemy pieniędzy na dużo poważniejsze sprawy, np. związane z naszym zdrowiem, a nasza zdolność kredytowa będzie już wtedy wyczerpana. Zawsze lepiej mieć w zapasie opcję zaciągnięcia kredytu na rozwiązanie poważnych problemów życiowych niż na rozrywkę, meble, pralkę czy wakacje, na co tak naprawdę powinniśmy zmobilizować się i zaoszczędzić. Jeśli nie na całość, to postarajmy się chociaż na część - radzi analityk.

Wycieczka w przyszłość

Oszczędzanie na wakacje, nowy telewizor czy samochód to jedno. A co z odległą przyszłością? Czy dzisiejsi trzydziestolatkowie myślą o tym, jak i z czego będą żyli na starość? - Nie oszczędzam na emeryturę. Mam jeszcze na to dużo czasu. Na razie odkładam na wyjazdy, rozrywkę, od czasu do czasu jakiś nowy sprzęt RTV. Zresztą w naszym kraju funkcjonuje przecież system emerytalny - mówi zapytany o to Marek, 33-latek. Czy nie podchodzi do tematu zbyt beztrosko? Nie on jeden. Badania przeprowadzone pod koniec ubiegłego roku przez IMAS International na zlecenie GU Europa pokazują, że siedmiu na dziesięciu aktywnych zawodowo Polaków nie oszczędza na swoją emeryturę, pomimo że ponad połowie ankietowanych kojarzy się ona jednoznacznie z brakiem pieniędzy. Aż jedna piąta pracujących w ogóle nie zamierza oszczędzać, licząc jedynie na pieniądze z ZUS i OFE, a 15 proc. chce oszczędzać, ale - tak jak Marek - dopiero za jakiś czas, kiedy nacieszy się życiem.

Odkładamy na emeryturę (fot. Ken Teegardin / http://bit.ly/1DaH72B / CC BY / http://bit.ly/1dsePQq)

Nie lubimy myśleć o swojej starości i związanych z nią ewentualnych problemach finansowych. Jednak najwyższa pora zacząć. Ekonomiści już od dawna ostrzegają, że emerytury dzisiejszych 30-, 40-, a nawet 50-latków będą znacznie niższe niż ich rodziców. Bank Światowy przewiduje, że pracujący obecnie Polacy będą musieli dodatkowo oszczędzać 10 proc. swoich rocznych zarobków, aby zapewnić sobie stopę zastąpienia na obecnym poziomie. Jak bowiem pokazują szacunki, za kilkadziesiąt lat może ona spaść z dzisiejszych ok. 60 proc. do 25-35 proc. Co to oznacza? Osoba zarabiająca na przykład 3 tys. zł dostanie na emeryturze jedynie 900 zł. Warto o tym pomyśleć.

Paweł Borecki . Były fotoreporter, dziennikarz tabloidu i pracownik biura prasowego UOKiK. Obecnie redaktor Pieniądze.gazeta.pl, specjalizujący się w tematach konsumenckich.