artykuły
Osiedle Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/AgencjaGazeta)
Osiedle Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/AgencjaGazeta)

Zwłaszcza ta ostatnia kolonia jest znana jeszcze od czasów międzywojnia - Wielkiego Kryzysu i panującego wówczas głodu mieszkaniowego. Miejscowi nadal mówią na to miejsce Egipt bądź Maroko. To tu żyły w prowizorycznych budach i barakach setki robotników pracujących w miejscowym przemyśle, ale zarabiających zbyt mało, by wynająć najskromniejsze choćby mieszkanie.

Tamte czasy to jednak przeszłość. Tak przynajmniej uważa przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej i na Śląsku postać ikoniczna - gen. Jerzy Ziętek. Chce, by nowe osiedle było symbolem nowoczesności i zmiany zachodzącej na Śląsku. Chce też powstrzymać trend budowy wielkich sypialni na obrzeżach całej aglomeracji. Całkiem niedawno skończył się socrealizm i teraz z powodzeniem można projektować w stylu międzynarodowym. To oznacza, że osiedle, które powstanie na granicy Katowic i Chorzowa, w zasadzie niczym nie musi się odróżniać od podobnych założeń we Francji, Niemczech czy Skandynawii.

Osiedle Tysiąclecia (fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta) ()

Do pracy nad projektem Ziętek zaprasza architektoniczne pistolety: Aleksandra Frantę i Henryka Buszkę. To jego ulubieńcy, w środowisku uchodzą za "architektów generała", co z pewnością przysparza im tylu samych fałszywych przyjaciół co zajadłych wrogów. W zespole pracującym nad nowym osiedlem znajdą się też Marian Dziewoński i Tadeusz Szewczyk, ale to Buszko i Franta będą mieli tu decydujący głos.

Pierwsze budynki nowego osiedla powstają na początku lat 60. Nie wyróżniają się niczym szczególnym. To dość niskie, foremne, ale mało spektakularne bloczki, które dziś - w kontekście tego, jak wygląda reszta osiedla - pozostają niemal całkowicie niewidoczne.

W miarę upływu czasu na osiedlu przybywa budynków o wiele wyższych. Te z drugiej połowy lat 60. i następnej dekady to już dwunastopiętrowe, gigantyczne szafy mieszkalne. Są tak wysokie ze względu na troskę architektów o odpowiednią cyrkulację powietrza na całym osiedlu. Ich rozmieszczenie zależy też często od zniszczeń górniczych, jakimi dotknięty jest cały ten obszar. Znakiem rozpoznawczym jest tu sterylna i klasycznie modernistyczna biel z bardzo subtelnymi elementami kolorystycznymi. Budynki wyróżniają się także przeszklonymi klatkami schodowymi, stanowiącymi ich trzon, oraz elewacjami pociętymi na całej szerokości horyzontalnymi pasami balkonów. Z zewnątrz, zwłaszcza o zmierzchu lub w pełnym słońcu, osiedle prezentuje się imponująco i nowocześnie - dokładnie tak, jak wymarzył sobie Ziętek.

Osiedle Tysiąclecia z lotu ptaka (fot. Bartłomiej Barczyk/AgencjaGazeta) ()

Gorzej jest, gdy zajrzy się do środka. Zewsząd wyłazi tu technologiczna prowizorka, z której efektami mieszkańcy będą się borykać przez długie dziesięciolecia. Uskarżać się też będą na ciasne metraże i jeszcze bardziej ciasne balkony. Te są bowiem o wiele węższe niż zwykle, z trudem można się na nich obrócić, o wstawieniu choćby niewielkiego krzesełka czy większego roweru właściwie można tylko pomarzyć. Dopiero po latach architekci przyznają, że balkony miały tu zupełnie inny cel - chronić wielkie elewacje od nadmiernego nagrzewania się. Okna są dzięki balkonom nieco cofnięte, słońce nie operuje więc tu tak intensywnie. Dziś wiadomo już, że zamiar ten się nie powiódł. Pozbawione odpowiednich izolacji bloki nagrzewają się w czasie upałów jak piecyki i niewiele da się z tym zrobić.

O wiele lepiej ma się natomiast urbanistyka osiedla. Oprócz budynków mieszkalnych zespół Buszki i Franty zaprojektował bowiem także szereg obiektów obsługujących osiedle. Wśród nich były szkoły, pawilony handlowe czy ośrodek zdrowia. Ruch samochodowy został oddzielony od pieszego, dzieci mogą więc bezpiecznie iść do szkoły, nie ryzykując spotkania z pędzącym samochodem czy tramwajem. Jednym z największych atutów osiedla jest jednak bliskość Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku. "Tauzen" został z nim spięty podziemnymi przejściami pod czteropasmową ulicą Chorzowską. Dzięki temu mieszkańcy osiedla mogą się cieszyć nie tylko zielenią między blokami, ale też gigantycznym rezerwuarem zieleni po sąsiedzku. Z drugiej strony osiedla znajdują się sporej wielkości stawy, miejsce również chętnie odwiedzane przez mieszkańców, a zwłaszcza wędkarzy.

Budowa jednej z wież na Osiedlu Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta) ()

Zgodnie z obowiązującą w tamtym czasie doktryną, nikt nie planuje tu na razie budować kościoła. Ale i na niego przyjdzie po latach czas. Wybudowany zostanie w tzw. dolnej części osiedla, również według projektu Buszki i Franty. To szalona, pełna finezji i wdzięku wariacja na temat wszystkich architektonicznych motywów dostrzegalnych na "Tauzenie". Świątynia do dziś robi piorunujące wrażenie i jest jednym z najlepszych polskich kościołów wybudowanych w tamtym czasie. A trzeba przyznać, że wybitnej architektury sakralnej z tego okresu mamy w Polsce jak na lekarstwo.

Na początku lat osiemdziesiątych sylweta Tysiąclecia wzbogaciła się o kilka nowych budynków, które szybko nabrały statusu ikon nie tylko dla tego osiedla, ale też całych Katowic. To tak zwane "kukurydze", monumentalne, eleganckie, ale i mocno futurystyczne budynki mieszkalne stojące blisko Chorzowskiej. Rzucają się w oczy nie tylko ze względu na wysokość - to jedne z najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce. Wyróżniają się też półokrągłymi, białymi balkonami rozmieszczonymi na tyle sprytnie, by mieszkańcy nie zaglądali sobie z nich do okien sąsiadów.

Budowa na Osiedlu Tysiąclecia (fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta) ()

W wolnej Polsce osiedle oparło się siejącej spustoszenie w całym kraju pastelozie, jego termomodernizacja przebiegła pod surowym nadzorem architektów. Nadal jest tu biało, a kolor pojawia się sporadycznie i dokładnie tam, gdzie trzeba. Więcej problemów sprawiają kolejne próby dogęszczania osiedla. Jest ono wszak położone w samym sercu tętniącej życiem metropolii, to wciąż doskonałe miejsce do mieszkania. Tu i tam na terenie "Tauzena" pojawiają się więc nowe obiekty niszczące jego misterną, urbanistyczną strukturę.

Największą zbrodnią jest chyba rozpoczęcie budowy kilku nowych, deweloperskich bloków wciśniętych między Chorzowską a starsze bloki "Tauzena". Ich architektoniczna forma w niczym nie nawiązuje do tego, co stoi obok. Na wizualizacjach, którymi inwestor zachęcał do kupna w nich mieszkań, próżno było też szukać ruchliwej ulicy oddalonej zalewie kilkanaście metrów od ich okien. Inwestycja ma być zakończona w 2016 roku, choć już dziś od patrzenia na to, co tam powstaje, bolą zęby.

Widok na Osiedle Tysiąclecia (fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta) ()

Mimo to - a może także właśnie dlatego - "Tauzen" do dziś pozostaje jednym z ikonicznych osiedli dla powojennej moderny w Polsce. To klasyczny, pełny i wyczerpujący przykład tego, jak wyglądały modernistyczne osiedla mieszkalne nie tylko w Polsce, ale i w tej części świata. Pod wieloma względami to także ciągle osiedle wzorcowe; pomnik czasów, w których powstało, i architektów, którzy poświęcili mu kilka dekad swojego życia.

Widok na Osiedle Tysiąclecia (fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta) ()

Filip Springer . Reporter, fotograf, współpracuje z "Dużym Formatem", "Polityką", "Tygodnikiem Powszechnym". Autor książek reporterskich poświęconych przestrzeni, między innymi "Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach" (Karakter) oraz "Wanny z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni" (Czarne). Stypendysta Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego.