artykuły
Stefan (fot. Natalia Jeziorek)
Stefan  (fot. Natalia Jeziorek)

Kiedy zdecydowałam się na zakup psa, wiedziałam, że będzie pełnoprawnym członkiem rodziny. A że rodzina krakowska, a co za tym idzie mocno barowo-knajpiana, to i nowy nabytek musiał się do takiego trybu życia przystosować. Ze strony psa poszło zaskakująco łatwo - Stefan okazał się urodzonym bywalcem kawiarni, takim, który z każdym grzecznie się przywita, a potem kulturalnie zaśnie pod stołem. Ale o ile mój pies kocha cały świat, o tyle niestety nie cały świat kocha jego. Spędzając ze Stefanem praktycznie cały czas, szybko zdążyłam się przekonać, że Kraków miastem przyjaznym psom nie jest. Daleko mu pod tym względem do metropolii takich jak Berlin czy Paryż, gdzie w każdym parku są specjalne ogrodzone wybiegi dla czworonogów, a w większości sklepów nasz pupil spotka się raczej z komplementem niż natychmiastową eksmisją.

W Krakowie próżno szukać restauracji oferujących oprócz ludzkiego psie menu czy specjalnych psich delikatesów. Na brak takich luksusów moglibyśmy jeszcze przymknąć oko, bo przecież najważniejsze jest nastawienie ludzi wobec czworonożnych krakowian i ich obecności w miejscach publicznych. To natomiast jest ambiwalentne - waha się od rzucania się na psa z pieszczotami aż po niewybredne komentarze w stylu: "w głowach się poprzewracało, zaraz z krową do kawiarni przyjdą". Wiele osób (w tym straż miejska) nie wie, albo wiedzieć nie chce, że nie ma już przymusu wyprowadzania psa na smyczy, a już na pewno nie w kagańcu. Właściciele restauracji nie zawsze mają też świadomość, że sanepid nie zakazuje zwierzakom wstępu do tych miejsc, specjalne obostrzenia dotyczą tylko części kuchennej. Parki czy inne tereny zielone również pozostawiają psiarzom wiele do życzenia: miejsc, gdzie spokojnie moglibyśmy pozwolić psu się wybiegać, jest zdecydowanie za mało - sześć niewielkich wybiegów w mieście, w którym żyje ponad 750 000 ludzi, brzmi jak kpina.

Stefan na spacerze (fot. Andrzej Jeziorek)

Na szczęście miejsc przyjaznych psom pojawia się w Krakowie coraz więcej, są wśród nich bary, kawiarnie, restauracje i sklepy, z których nie tylko nikt nas z pupilem nie wyrzuci, ale też zaoferuje miskę wody w upalny letni dzień, podrapie za uszkiem, powie dobre słowo... Jak wygląda dzień z psem w dawnej stolicy Polski? Zapraszamy do lektury subiektywnego przewodnika dla krakowskich psiarzy!

ŚNIADANIE

W całej Polsce, a szczególnie w stolicy, funkcjonuje stereotyp, że w Krakowie ludzie od rana do nocy przesiadują w barach. Nie jest to do końca prawda, chociaż zdarzają się weekendy, kiedy śniadanie przeradza się w lunch, a ten w uwieńczoną drinkiem kolację. Co w takich dniach zrobić z psem? My zwykle zaczynamy od spaceru Bulwarami Wiślanymi, gdzie w niektórych częściach pies może pobiegać bez smyczy, nie ryzykując przy tym przerobienia na shish kebab przez rozszalałych rowerzystów. A wybiegany pies to pies szczęśliwy, a przede wszystkim spokojny, co zdecydowanie ułatwia barową współpracę.

CAVA

Nadwiślańska 1

pon.-czw. 9-22

pt.-niedz. 9-23

Tuż przy Bulwarach Wiślanych, od strony Podgórza, w okolicy jeszcze parę lat temu mało turystycznej, kwitnie dziś barowe życie. Naszym ulubionym śniadaniowym przystankiem po tej stronie Wisły jest Cava. Można tu zjeść jeden z wytwornie nazwanych porannych zestawów: od Madame Lulu po Madame Charlotte. Latem psiarze mają łatwiej - mogą wraz z pupilami rozsiąść się przy małych stoliczkach i spoglądając na rzekę, wygrzewać się na słońcu i zajadać twarożek ze szczypiorkiem czy jajka w szklance. Zimą czy w deszczowe dni można jednak spokojnie wejść z psem do środka, gdzie tak jak na zewnątrz zostanie mu zaoferowana miska z wodą, kelner podrapie za uszkiem, uśmiechnie się. Tu czas płynie wolniej, a wydobywające się z głośników dźwięki smooth jazzu działają (przynajmniej na Stefana) usypiająco.

Cava (fot. Natalia Jeziorek)

CHARLOTTE

plac Szczepański 2

pon.-czw.: 7-24

pt.: 7-1

sob.: 9-1

niedz.: 9-22

W "Szarlocie" przekonuję się, że mój pies ma więcej znajomych ode mnie. Kelnerzy witają nas okrzykiem "Cześć, Stefan!", a miska z wodą pojawia się zdecydowanie szybciej niż cooler z winem musującym. Mały bon vivant zostawia tu swoją rozszalałą naturę teriera przed progiem i wcielając się w rolę francuskiego pieska, układa się na krześle, rzucając od czasu do czasu pożądliwe spojrzenia na bagietki. Te zresztą prędzej czy później zawsze dostaje, bo o ile my na popisowy numer (stójka na dwóch łapach ze spojrzeniem z serii: "Kocham cię, umieram z głodu") zdążyliśmy się już uodpornić, o tyle komuś ze współbiesiadujących w pobliżu Stefana dziwnym trafem spadają smakowite kąski. Nikt nie zasłania się tu sanepidem, z psem można wejść do środka, pomimo że w kawiarni wypieka się, pyszny zresztą, chleb. Jedyne niebezpieczeństwo jest takie, że śniadanie w tym miejscu ma tendencje do przeradzania się w późną kolację, więc nawet tak obytemu z kawiarnianym życiem psu jak Stefan prędzej czy później zaczyna się przykrzyć.

Charlotte (fot. Natalia Jeziorek)

ALCHEMIA OD KUCHNI

Estery 5

niedz.-czw.: 8-23

pt.-sob.: 8-24

Na Kazimierzu Stefan właściwie się wychował. Nie sposób wymienić wszystkich barów i kawiarni, których podłogę wyfroterował, kanap, na których się wyspał, czy znajomych "cioć" i "wujków", których niechybnie spotykamy na każdym spacerze. Kazimierz to chyba najbardziej przyjazna psom dzielnica Krakowa, bo chociaż nie ma tu gdzie pobiegać, to nastawienie mieszkańców jest wybitnie przyjacielskie. Na placu Nowym zawsze walają się dziobane przez hordy gołębi resztki zapiekanek, co zdecydowanie rekompensuje psu brak trawników. Na śniadanie najczęściej trafiamy tu do Alchemii od Kuchni, młodszej siostry kultowej Alchemii. My rozkoszujemy się pysznymi jajkami w koszulkach na różne sposoby, świeżo wyciskanym sokiem czy domową granolą z ekologicznym jogurtem, a Stefan często spotyka kolegów, bo ktoś z psem trafia się tu prawie za każdym razem.

Alchemia od kuchni (fot. Natalia Jeziorek)

ZAKUPY

Ponieważ Stefan towarzyszy mi prawie zawsze, a jego smycz stała się już naturalnym przedłużeniem mojej ręki, często zdarzają się sytuacje, kiedy będąc z nim na spacerze, muszę albo chcę wejść do sklepu. I tu najczęściej pojawia się problem, bo w większości lokali już od drzwi straszą tabliczki zakazujące psom wstępu. Mam to szczęście, że Stefan jest kompaktowych rozmiarów, więc często na zakazany teren wkracza wnoszony na rękach. Zwykle taki fortel przechodzi, chociaż zdarzały się komentarze, że pies na moich rękach nie przestaje być psem, a moja torebka - w której Stefana nosiłam, kiedy był szczeniakiem - nie chroni przed zarazkami. Czym złowrogie mikroby na psich łapach różnią się od tych na naszych butach - oto tajemnica niezgłębiona. Psa jednak przed sklepem nie zostawiam, bo uważam to za skrajną nieodpowiedzialność. Po pierwsze, nawet jeśli nasz pupil nie boi się ruchu ulicznego przy nas, to pozostawiony sam może przeżywać ogromny stres, po drugie - ludzie często głaszczą obce psy, a zestresowany, zostawiony bez opieki zwierzak może taką osobę ugryźć, po trzecie - ktoś może go po prostu ukraść. Na szczęście są w Krakowie sklepy, gdzie czworonogów nie traktuje się jak zagrożenia epidemiologicznego na skalę światową.

Stefan na zakupach (fot. Natalia Jeziorek)

GALERIA BONARKA

Kamieńskiego 11

codziennie: 10-21

Niektórzy mogą uznać, że zabieranie psa do galerii handlowej nie jest najlepszym pomysłem. Ja również nie uważam, żeby stanowiło to dla zwierzaka specjalną atrakcję, jednak czasami plan dnia nie pozwala na odstawienie go do domu i specjalną wyprawę na zakupy. Dlatego bywa, że wracając ze spaceru, zdarza nam się takie miejsce odwiedzić. Co wtedy zrobić z psem? O ile w zimie możemy go zostawić na chwilę w aucie, o tyle w lecie nie wchodzi to w grę. W niektórych galeriach zwierzak może nam jednak towarzyszyć. Bonarka to zdecydowanie najbardziej psolubna galeria w Krakowie. Można tu wejść z psem do części ogólnej, a na poszczególnych, zezwalających zwierzakom na wstęp sklepach umieszczone są specjalne naklejki. Nawet jeśli np. do supermarketu pupila wprowadzić nie wolno, to i tak takie rozwiązanie ułatwia życie, szczególnie przy zakupach we dwójkę - ktoś może z psem poczekać na terenie galerii, a nie na zewnątrz, w ulewnym deszczu czy siarczystym mrozie (pozdrawiamy w tym miejscu ochroniarza z placu Unii, który wyrzucił nas kiedyś na ulewę stulecia).

Galeria Bonarka (fot. materiały promocyjne)

LOKATOR

Mostowa 1

10-20

Dlaczego z psem nie można wejść do księgarni? "Bo nie!", "Bo to jest pies, proszę pani!" - takie odpowiedzi usłyszałam już parę razy. I o ile Stefan jest obdarzony nieodpartym urokiem osobistym, w związku z czym jest wpuszczany do biblioteki, gdzie teoretycznie psom wstęp jest wzbroniony, o tyle w wielu księgarniach w najlepszym wypadku jest tolerowany na rękach. Przeglądanie książek z siedmiokilogramowym obciążeniem może i dobrze robi na biceps, ale do najwygodniejszych zdecydowanie nie należy. W Lokatorze takiego problemu nie ma - stojąca przed wejściem miska z wodą już od progu informuje, że psy są tu mile widziane. Przy kawie można tu poprzeglądać wydawane przez wydawnictwo Lokator pozycje i inne książkowe nowości, a psu nikt nie broni do woli plątać się między regałami i obwąchiwać parkiet. Nikt też nie zadaje tu uwłaczających godności każdego dobrze wychowanego zwierzaka pytań w stylu: "A nie nabrudzi?".

Lokator (fot. Natalia Jeziorek)

IDEA FIX

Bocheńska 7

pon.-pt.: 11-19

sob.-niedz.: 12-18

Najmodniejsze miejsce na Kazimierzu, mekka krakowskich fashionistów. Tu można znaleźć ubrania, dodatki i biżuterię od młodych projektantów, takich jak Wojtek Haratyk, Filip Roth czy US Words. Idea Fix organizuje też cyklicznie pokazy i targi mody. Obsługa jest do psów nastawiona bardzo przyjaźnie, zawsze ktoś do Stefana zagada, pogłaszcze go i umili mu oczekiwanie na buszującą wśród wieszaków panią. Jedyny minus jest taki, że dla psa raczej nic tu się nie znajdzie, a Stefan modne dodatki bardzo lubi. Tych musimy jednak szukać w internecie, bo ze sklepami dla psich fashionistów w Krakowie ciężko.

Idea Fix (fot. Natalia Jeziorek)
Idea Fix (fot. Natalia Jeziorek)

LUNCH/ KOLACJA

Ponieważ Stefan pojawił się u nas w zimie, jego pierwsze restauracyjne wyjście miało miejsce w walentynki. Ze sceną z "Zakochanego kundla" przed oczami radośnie zadzwoniłam do jednej z naszych ulubionych restauracji w celu zarezerwowania stolika. Okazało się, że misja do łatwych należeć nie będzie, bo do większości lokali z psem wchodzić nie wolno. Bo nabrudzi, bo sanepid nie pozwala, bo będzie szczekał. Faktem jest co prawda, że nie każdy pies nadaje się na restauracyjnego towarzysza. Zula Przybylińska, behawiorystka z psiej szkoły Qumam, przekonuje, że zwierzaka należy przede wszystkim jak najszybciej zacząć socjalizować z miastem, ale i tak nie każdy będzie idealnym barowym partnerem. - Rasom psów stróżujących bądź ekstremalnie aktywnych, które nie lubią siedzieć zbyt długo w jednym miejscu, ciężko będzie się przystosować do swobodnego przebywania w miejscach publicznych. Ale mylne są stereotypy mówiące, że takie rasy jak amstaff czy rottweiler nie mogą być dobrze zsocjalizowane, przyjazne i kompletnie bezpieczne - tłumaczy Zula. Jeśli więc mamy do psa zaufanie i wiemy, że w restauracji nie narozrabia, z poniższych miejsc na pewno nie zostaniemy odprawieni z kwitkiem.

Stefan (fot. Andrzej Jeziorek)

BAL NA ZABŁOCIU

Ślusarska 9

pon.-pt.: 8.30-10

sob.: 9-23

niedz.: 9-21

Zabłocie to dzielnica, która na krakowskiej mapie restauracyjnej jest obecna od niedawna. Chociaż przez ostatni rok, wraz z budową apartamentów, pojawiło się kilka nowych miejsc, to właśnie Bal był tu barowym prekursorem. Można tu wpaść na codziennie inny lunchowy zestaw, skomponowany z sezonowych produktów, lub pyszną sałatkę czy tartę na słono. Pies jest w Balu nie tylko tolerowany, ale mile widziany - oprócz stojącej na stałe, regularnie uzupełnianej miski z wodą może liczyć nawet na psie ciasteczka. Duże, drewniane stoły zachęcają, żeby zostać na dłużej, pogadać, poprzeglądać magazyny czy popracować. Stefan zwiedza cały lokal swobodnie, niestrudzenie skanując podłogę w poszukiwaniu okruszków, a latem wygrzewa się na trawnikowym dywanie przed wejściem.

Bal na Zabłociu (fot. Natalia Jeziorek)

GREEN TIMES

plac Wolnica 8

pon.-pt.: 8-22

weekend: 10-22

Do Green Times'a wpadamy często na szybki lunch czy przekąskę w postaci słonej tarty, quiche z sezonowymi warzywami czy zapiekane panini popijane świeżo miksowanym, aromatycznym smoothie czy jedną z obłędnych smakowych herbat. Nawet kiedy nie mamy wizyty w tym barze w planie, Stefan przechodząc przez plac Wolnica, ciągnie w jego stronę. Mały cwaniak pamięta, że tu dają psie ciasteczka, że nikt tu nie przegoni go z kanapy, że można tu pojeść i pospać, zrelaksować się w minimalistycznym, przytulnym wnętrzu po szaleństwach nad Wisłą...

Green Times (fot. Natalia Jeziorek)

BIG MANGO

Bronowicka 23

pon.-niedz.: 12-20

środy: zamknięte

Tajska kuchnia jest jedną z naszych ulubionych, niestety znalezienie dobrego "Taja" w Krakowie do łatwych nie należy. Jakiś czas temu skakałam z radości na wieść o nowej restauracji w okolicach rynku, niestety okazało się, że Stefan nie jest tam mile widziany, a takie miejsca z zasady bojkotujemy. Dlatego bardzo ucieszyła mnie wiadomość o Big Mango, tajskiej restauracji na Bronowicach. Właściciele uwielbiają psy, chyba nigdy na pytanie: "Czy możemy przyjść z psem?" nie dostałam tak entuzjastycznej odpowiedzi. A do tego wreszcie znalazłam w Krakowie pyszne Pad Thai, aromatyczne czerwone curry z krewetkami, smażony ryż z orzechami nerkowca i sałatkę z mango. Wschodni spokój udziela się tu Stefanowi, który nieczuły na komplementy ze strony obsługi zapada w błogi sen pod stolikiem.

Thai - pies właścicieli - w ogródku Big Mango (fot. Big Mango)

AL DENTE!

Kupa 12

pon.-niedz.: 12-23

Jeszcze przed pojawieniem się Stefana parę dobrych lat spędziłam we Florencji i wiem, że Włosi kochają psy i są one w większości miejsc mile widziane. Dlatego kiedy do jednej z pizzerii, skądinąd serwującej świetną pizzę, nie pozwolono mi wejść z psem nie tyle w celu jedzenia, co odebrania zamówienia, byłam zaskoczona. Na szczęście w prowadzonej przez rodowitego Włocha Al Dente pizzy na wynos zamawiać nie trzeba, można przyjść z psem i w spokoju rozkoszować się włoskimi pysznościami i specjałami kuchni sardyńskiej. Stefan wie, że kulturalne zachowanie będzie nagrodzone "dupkami" z pizzy, więc zawsze zachowuje się wzorowo, tylko pojawienie się na stole steku przerasta jego opanowanie, ale cóż, trudno się psu dziwić...

Al Dente! (fot. materiały promocyjne)

Natalia Jeziorek . Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Uczestniczka warsztatów Fashion Writing w ramach Art & Fashion Festival, których efektem był "Aff Magazyn". Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Stefan . Roczny jack russell terrier, siedem kilo szczęścia kochające cały świat. Niestrudzony towarzysz spacerów i kawiarnianych rozmów, w wolnym czasie fotomodel, niszczarka biurowa i kopacz rowów. Łamacz serc ludzkich i psich, gwiazda portali społecznościowych.