artykuły
Targi Funeralne (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Wyborcza.pl)
Targi Funeralne (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Wyborcza.pl)

Pierwsze, co uderza podczas zbierania materiałów do tekstu o kosztach pogrzebu, to milczenie. Nagle każdy nabiera finansowej wody w usta. Trzeba udać potencjalnego klienta, żeby dowiedzieć się, ile to wszystko kosztuje. Od pierwszych opłat w zakładzie pogrzebowym po ostatni łyk herbaty na stypie.

Czy mówienie o śmierci jest dla nas wstydliwe? - Mamy problem ze śmiercią w Polsce. Nie bardzo umiemy o niej mówić. Nie potrafimy dzielić się swoimi emocjami z bliskimi. A merkantylne i biznesowe podejście do sprawy instytucji, które się zajmują śmiercią na co dzień, wcale nam tego nie ułatwia - mówi Zuzanna Celmer, psycholożka i psychoterapeutka. Nam jednak udało się dotrzeć do kilku danych i sprawdzić, jak to jest z tą śmiercią nad Wisłą.

"Organista wziął litra"

Zacznijmy od początku. Zasiłek pogrzebowy obecnie wynosi 4 tys. zł i ta kwota powinna wystarczyć, aby w godny sposób pochować najbliższą osobę. Większość zakładów pogrzebowych, do których dzwoniliśmy, potwierdziło, że za taką sumę załatwią wszystkie potrzebne formalności. Ale to zakład pogrzebowy, o którym później. Pierwsze kroki skierujmy jednak do kościoła.

To właśnie między kościelnymi murami sacrum dostaje najbardziej po głowie. Księża za odprawienie mszy świętej w świątyni i ostatnie pożegnanie na cmentarzu mówią "co łaska". "Co łaska" w większości przypadków to ok. 800-1200 zł. Jedna z naszych rozmówczyń za pochówek w parafii w Zduńskiej Woli pod Łodzią na tacę dała 1200 zł. Kolejna osoba z Olkusza wypłaciła już 800 zł. Średnio dajemy na kościelną tacę od 500 do 1500 zł.

Zazwyczaj jest tak, że jedna opłata u księdza pokrywa całość "usługi" kościelnej. W niektórych przypadkach trzeba się jednak również dogadać z organistą. - Uczęszczam na msze codziennie. Mój ksiądz zna mnie doskonale. Trzy lata temu zapłaciłam 300 zł za pochowanie męża. Wiem, że to niedużo. Ale śmieszna sytuacja, bo organista miał akurat w marcu imieniny i powiedział, że zagra na mszy za litra bimbru. Ja też go znałam doskonale. Pewnie, gdyby to był ktoś obcy, trzeba by doliczyć sto złotych - opowiada pani Janina z Ełku. Zdarzają się jednak parafie, w których duchowni rzeczywiście biorą symboliczne opłaty za pogrzeb.

Targi Funeralne (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)

Portal colaska.pl zbiera informacje od parafian z różnych zakątków Polski co do cenników duchownych. Według portalu najtaniej za pełną usługę kościelną, czyli mszę pogrzebową, miejsce na cmentarzu, organistę czy msze żałobne, zapłacimy w parafii pod wezwaniem św. Kazimierza Królewicza we wsi Grzebowilki w woj. mazowieckim, gdzie proboszcz inkasuje średnio 50 zł. Tanio jest też w Tarnobrzegu i Karpaczu, odpowiednio 75 i 95 zł. Portal podaje też usługi z wyższej półki. Odrzucając absurdalne kwoty rzędu 4-6 tys. zł, najdrożej jest w parafii św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Czerniewicach w woj. łódzkim - 3550 zł i parafii św. Mikołaja w Targoszycach w woj. wielkopolskim - 3507 zł. Warto również zaznaczyć, że jak przyznawał w Tok.fm twórca portalu colaska.pl, w rankingu jest kilkaset parafii, które wybrane usługi wykonują bezkosztowo.

"Przy płatności gotówką jest 5 proc. rabatu"

A co z zakładami pogrzebowymi? Biznes to biznes. A biznes funeralny to jeszcze lepszy interes - czytamy w komentarzach na forach poświęconych cenom pogrzebów. Czy rzeczywiście tak jest?

Zadzwoniliśmy do kilku zakładów pogrzebowych. Ceny były bardzo rożne. Truizmem jest twierdzenie, że im bardziej okazały zażyczymy sobie pogrzeb, tym więcej przyjdzie nam za niego zapłacić.

- Możemy obsłużyć pogrzeb tradycyjny od 1800 zł wzwyż - słyszymy w jednym z łódzkich zakładów pogrzebowych. Na co możemy liczyć podczas takiej obsługi? - Trumna, wszystkie związane z tym przewozy, ubranie osoby zmarłej, przechowanie ciała, tabliczka, wiązanka na trumnę. Plus do tego dochodzi cmentarz, ksiądz, jakieś kwiaty - mówi właściciel. A pochówek z lepszą trumną? - Trumny dębowe są cięższe i wytrzymalsze. Dłużej rozkładają się w ziemi. Pochówek z taką trumną zaczyna się od 2800 zł. Ale spokojnie może pan doliczyć kolejny tysiąc na dodatki do trumny jak podgłówek, sukno itd. Najtańsza dębowa trumna w tej cenie jest pozbawiona wszelkich ornamentów - tłumaczy.

A jak to wygląda w mniejszych miejscowościach? Pani z domu pogrzebowego w Sieradzu pod Kaliszem: - 700 zł plus cena za trumnę. W to wliczamy transport, przewóz na cmentarz i usługę. A najtańsze sosnowe trumny zaczynają się od 750 zł. Najdroższe są solidne, dębowe, te kosztują do 2500 zł - wyjaśnia i dodaje: - Tabliczka do trumny jest gratis, nekrologi są gratis. A przy płatności gotówką jest 5 proc. rabatu. Dodatkowo, osoba grająca na trąbce podczas pogrzebu to koszt 120 zł. - A skrzypce? - pytam. - Są dużo droższe. Nie wiem dokładnie, ile kosztują, ale mogę dla pana sprawdzić. Pewnie ok. 350 zł - słyszę w słuchawce. Dołóżmy do tego wieńce - najtańsze 100 zł. Jeśli zakupimy trzy, czwarty gratis.

W Trójmieście ceny są podobne. Trumny zaczynają się od 850 zł. Urny od 280 zł, a wieńce od 150 zł. Obrazki pamiątkowe, dekoracja grobu, nagłośnienie, przemowa końcowa czy przewóz rodziny jest gratis.

Co musimy zaznaczyć, jeśli nie mamy wykupionego miejsca na cmentarzu, ceny się diametralnie zwiększają. Każdy cmentarz komunalny powinien mieć ustawowo ustalony cennik wszystkich niezbędnych opłat cmentarnych. Tak jest np. na cmentarzu komunalnym w Częstochowie. Za miejsce do pochowania zwłok na okres 20 lat w pojedynczym jednopoziomowym grobie ziemnym bez prawa murowania zapłacimy najmniej, bo 750 zł. Miejsca pod murowane groby są dużo droższe. Podwójny trójpoziomowy to koszt już ok. 4000 zł. Co więcej, za każdy kolejny rok "wynajęcia" placu przyjdzie nam zapłacić 50 zł.

A jak to jest z tą kremacją?

- Spokojnie się pan zmieści z pochówkiem kremacyjnym w zusowskich 4 tys. - mówi właściciel zakładu pogrzebowego w Kaliszu. - No, chyba że urna ma być kamienna. To trzeba będzie dopłacić 350 zł. Ale to pan przyjdzie, zobaczy i pogadamy - słyszę.

Z kremacją mamy w Polsce problem. Z jednej strony Kościół cały czas stawia opór, że to nie "po bożemu", z drugiej coraz więcej osób jest zainteresowanych właśnie tą formą pochówku. Najdrożej jest w stolicy. Jeden z zakładów pogrzebowych w Warszawie wylicza dokładnie, ile musimy przygotować pieniędzy na całą uroczystość. Za przykładowy pogrzeb z kremacją ciała, z zakupem nowego grobu pojedynczego urnowego i z mszą na cmentarzu zapłacimy ok. 5600 zł. Samo spopielenie ciała wraz z placem na miejsce do grobu pojedynczego urnowego ziemnego oraz z przygotowaniem miejsca do pochówku i mszą kosztuje ok. 3300 zł. Jak podaje zakład pogrzebowy, trzeba do tego doliczyć przygotowanie zwłok w prosektorium. Cena może się więc jeszcze zwiększyć.

Targi Funeralne (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)

Ceny urn na prochy wahają się od 100 zł do 400, a nawet 500 zł. Najdroższe są te kamienne. Najtańsze - zwykłe ceramiczne. I tak przechodzimy do kosztu grobów. Tutaj ceny są najbardziej zróżnicowane. Każdy kamieniarz sam ustala swój cennik, a wybierać w nagrobkach możemy do woli. Od przebrzmiałego, pachnącego dawną epoką, kruchego lastryko, po tani chiński granit, aż do drogich marmurów i szwedzkich granitów, które są wytrzymałe i nie matowieją.

Krzyż w cenie pomnika

Średnio za pojedynczy grób z granitu zapłacimy ok. 5000 zł. Za podwójny dwa razy więcej. Najdroższe są jednak dodatki. Figura Matki Boskiej Fatimskiej o wysokości 60 cm kosztuje dodatkowe 700 zł. Cena krzyży na grób zaczyna się od 50 zł wzwyż. Chromowane lub złote to już liga dla najzamożniejszych klientów. Za 20-cm krzyż pokryty warstwą 24-karatowego złota zapłacimy ok. 500 zł.

Jednak są i takie krzyże, które byłoby widać z drugiego końca cmentarza. W jednym ze sklepów internetowych możemy znaleźć krucyfiks o wymiarach 126x59x50 cm za ponad 20 tys. zł. A są i droższe. Doliczmy także tzw. aplikacje ozdobne, czyli najczęściej wizerunki świętych, które możemy przytwierdzić do nagrobka. Te też mają swoją cenę - od 100 do 1000 zł. Drogie są również litery. Za srebrne nierdzewne litery ze stali, które nie będą śniedziały i ładnie wyglądały przez kilka lat na płycie nagrobkowej, przyjdzie nam zapłacić ok. 20 zł od litery. Brązowe są o ponad połowę tańsze.

Dla zapobiegliwych są jeszcze polisy

I tak dochodzimy już prawie do końca podliczania naszych wydatków. W tych dniach blisko 90 proc. Polaków odwiedzi groby bliskich. Jak wynika z różnych badań, na przybranie grobów wydamy średnio 100 zł.

A przybranie lubi nagle ginąć. Należy podkreślić, że dzień Wszystkich Świętych jest rajem dla złodziei wszelkiej maści. Kradną co popadnie: od kwiatów i dopalających się zniczy po płyty nagrobne, jak i całe nagrobki. Tym, którzy chcą sobie oszczędzić ewentualnych nieprzyjemności, naprzeciw wychodzą towarzystwa ubezpieczeniowe. Dla przykładu, PZU ubezpiecza nagrobki na wypadek kradzieży, dewastacji, powodzi, a nawet osunięć ziemi. Jeśli zdecydowalibyśmy się ubezpieczyć nasz pomnik na 12 tys. zł, roczna składka w tym przypadku nie powinna przekroczyć 240 zł. W Warcie sprawa wygląda dużo bardziej skomplikowanie, ponieważ dodatkową polisę na nagrobek należy doliczyć do ubezpieczenia mieszkania. Trzeba dodać także, że ubezpieczyciele zazwyczaj nie biorą odpowiedzialności za takie elementy jak litery, ławki, wazony czy rzeźby.

Cmentarz komunalny w Katowicach (fot. Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta)

Na stypie królują dewolaye

Po ceremonii na cmentarzu przyjdzie czas na wspominanie zmarłego. Większość z nas zaprosi rodzinę do domu. Jeśli jednak nie mamy tyle miejsca, jedynym rozwiązaniem jest wynajęcie sali. Ceny konsolacji są różne w różnych miastach. - U nas ma pan najtaniej i najsmaczniej w mieście - mówi jeden z restauratorów w Jeleniej Górze. - 30 zł od talerzyka. W tym ciepły rosół na pierwsze danie, na drugie schabowy, rolada wieprzowa lub pyszny dewolay. Do tego oczywiście jakaś herbata, kawa, zimne napoje według uznania - słyszę. - Wiem, wiem jak to jest. Cały dzień na cmentarzu. Ludzie przyjdą głodni i zziębnięci. Dogadamy się, jeśli zażyczy pan sobie i jakiejś wódeczki - mówi podnieconym tonem właściciel restauracji.

Po kilku telefonach do barów i restauracji, które ogłaszają się jako idealne na komunie, chrzty, wesela, urodziny i konsolacje, mogę stwierdzić, że na stołach podczas stypy króluje dewolay. Każdy, z kim rozmawiałem, zachwalał właśnie to danie. A ceny? W Gorzowie Wielkopolskim od osoby zapłacimy ok. 60 zł. Plusem są buraczki zasmażane. W Warszawie tradycyjnie jest najdrożej, bo od 50 do 100 zł. W ofercie znajdziemy nawet całego dzika nadziewanego jabłkami i śliwką. Do wyboru, do koloru. Jeśli stypa ma być radosna, a nie smutna, możemy zamówić tańce i karaoke z ulubionymi piosenkami zmarłego. Koszt? Dodatkowe 200 zł za godzinę muzyki.

Co ciekawe, ostatnio również jak grzyby po deszczu pojawiły się oferty utrzymania grobów za opłatą. Jeśli mieszkamy kilkaset kilometrów od cmentarza naszych bliskich, możemy wynająć osobę, która grób posprząta, zapali znicz, a nawet się pomodli. Jedna z firm oferuje tzw. pakiet podstawowy, czyli porządkowanie płyty nagrobnej, usunięcie starych kwiatów, wypalonych zniczy, zamiecenie wokół grobu oraz umycie pomnika wodą i środkami czyszczącymi, który kosztuje w przypadku grobu pojedynczego 55 zł, a podwójnego 65 zł. Jeśli chcemy, żeby taka osoba doglądała nasz grób 12 razy w roku, cena zwiększa się do 650 zł. Za postawienie znicza musimy zapłacić dodatkowo 15 zł, a zasadzenie kwiatka wymaga opłaty 30 zł. Jak zaznacza właściciel firmy, mycie grobów może odbywać się od października do kwietnia tylko przy dodatnich temperaturach.

Targi Funeralne (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)

Śmierć na kolorowej tacce

Czy zatem drogo jest umrzeć w Polsce? Odpowiedź na to pytanie zależy tak naprawdę tylko i wyłącznie od nas samych. Bo czy naprawdę potrzebujemy dań z dziczyzny na stypie? Czy potrzebujemy drogich i okazałych insygniów śmierci, żeby w godny sposób przeżyć odejście bliskich? Mówi się, że śmierć oczyszcza, jest kruchą linią, która naocznie udowadnia nam, że panta rhei, nie jest kolejną, nic nieznaczącą sentencją z lekcji języka polskiego. Czy jednak rzeczywiście zadajemy sobie trud zmierzenia się ze śmiercią?

Dzisiejszy świat oferuje nam mnogość rzeczy podawanych na kolorowych tackach, które mają być łatwe i przyjemne w konsumpcji. Nierzadko sama śmierć serwowana jest właśnie w taki sposób. W funeralnym anturażu światełek, zbytkownych trumien, pompatycznych pomników i dużych pieniędzy trudno o refleksję. Czy o to nam na pewno chodziło?

Od redakcji: Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w 2014 roku. Przypominamy go ze względu na święto Wszystkich Świętych.

Damian Szymański . Dziennikarz portalu Business Insider Polska, wcześniej Pieniądze.gazeta.pl, wielki fan gitarowego bluesa w każdej postaci. Człowiek skromny i w swej skromności ujmujący.