artykuły
Jennifer jest w raju (fot. John Knoll )
Jennifer jest w raju (fot. John Knoll )

To był 1987 rok, gdy świat był zupełnie inny. Michael Jackson zaraz po sukcesie "Thrillera" wydał "Bad". Po raz pierwszy w kryminalistyce wykorzystano ślady DNA. Ronald Reagan i Michaił Gorbaczow podpisali traktat o likwidacji broni rakietowej średniego zasięgu. A szczytem osiągnięć trikowej techniki filmowej było "Kto wrobił królika Rogera?" łączące animację z żywymi aktorami, które miało mieć premierę w następnym roku.

Właśnie nad tym filmem pracowali ciężko John Knoll i jego ówczesna dziewczyna (a dziś żona) Jennifer. Oboje zatrudnieni byli w legendarnej firmie od efektów specjalnych - Industrial Light & Magic George'a Lucasa i ukończywszy swoją część pracy wyjechali na zasłużony wypoczynek. Jennifer siedziała na plaży wyspy Bora Bora i patrzyła w morze. John zrobił jej wtedy zdjęcie, które przeszło do historii jako "Jennifer w raju". I to wcale nie dlatego, że chwilę potem John oświadczył się swojej dziewczynie, a ona oświadczyny przyjęła.

fot. John Knoll

Na swój moment "Jennifer w raju" musiała jeszcze chwilę poczekać. Po powrocie z wakacji John, który w IL&M pracował na zaawansowanych stacjach graficznych, odwiedził swojego brata Thomasa, który od dawna dłubał w programie, z którym wiązał duże nadzieje. To było narzędzie do wyświetlania obrazów w skali szarości na ekranie. Pracujący na swoich superstacjach graficznych John zasugerował bratu, by dodał do programu możliwość edycji obrazu. Bracia zaczęli rozwijać swój projekt i szybko okazało się, że program ma możliwości zbliżone do profesjonalnego, bardzo skomplikowanego oprogramowania. Tyle że ich program dział na całkiem skromnym komputerze Macintosh Plus. Bracia zaczęli rozwijać pomysł i wkrótce zrobili coś, co miało - ich zdaniem - szanse powodzenia na rynku. Nazwali to ImagePro. Słyszeliście o tym programie? No właśnie... Ale wkrótce zmienili nazwę. Na Photoshop.

Skoro był już program, to trzeba go było sprzedać. A nic tak nie przekonuje klienta, jak prezentacja możliwości na żywo. Do tego trzeba było znaleźć jednak dobre zdjęcie, na którym da się pokazać co można zrobić z cyfrowym obrazem. Tyle, że w tamtych czasach nie było za wiele zdjęć w postaci plików. John wziął więc zdjęcie Jennifer z Bora Bora, wskanował i wrzucił do programu. To na nim pokazywali, co potrafi Photoshop. Zdjęcie miało w sobie coś magicznego - beztroskę, tęsknotę i proste piękno. No i świetnie nadawało się do manipulacji: powielania postaci Jennifer, przesuwania wyspy itp.

W ten sposób zdjęcie z wakacji stało się pierwszym obrazem, jaki został przerobiony w Photoshopie. Z okazji 20-lecia Photoshopa John Knoll pokazał, jak pracowało się w pierwszych wersjach programu. Oczywiście na przykładzie "Jennifer w raju".

 

Matka MP3

fot. Suzanne Vega

Pliki MP3 to wielka miłość internautów i wielka nienawiść ze strony wydawców muzyki. Ich fenomen polega na tym, że potrafią ścisnąć plik muzyczny tak, że zajmuje nawet kilkanaście razy mniej miejsca, niż normalnie a jednocześnie zachowuje dobre brzmienie. Idealnie więc nadaje się do przesyłania przez internet, gdzie liczy się czas pobierania.

Wyjątkowy algorytm kompresji MP3 zawdzięcza pewnemu doktorantowi z Instytutu Fraunhofera. Karlheinz Brandenburg pracował nad takim cięciem muzyki, by zachowała jak najwięcej oryginalnego brzmienia. W trakcie swoich eksperymentów zdarzyło się jednak coś, co zmieniło jego podejście do zadania.

- Byłem już gotowy do testowania mojego algorytmu kompresji - wspomina Karlheinz Brandenburg - Wtedy usłyszałem, jak gdzieś w radiu leci "Tom's Diner" śpiewany przez Suzanne Vega. To był wstrząs. Wiedziałem, że niemal niemożliwe będzie spakowanie tego ciepłego głosu śpiewającego a capella.

"Tom's dinner" był pierwszym utworem, który był poddawany kompresji według poprawionego algorytmu Karlheinza Brandenburga. Badacz słuchał utworu dziesiątki i setki razy - najpierw z normalnego nagrania, a potem po poddaniu kompresji. I zmieniał, zmieniał, zmieniał swój algorytm. Chodziło o stworzenie dobrego modelu psychoakustycznego, czyli zbioru informacji o tym, jak słyszymy dźwięk, jak odbiera go ucho i przetwarza mózg. Na tej podstawie można stwierdzić, które dźwięki z nagrania można usunąć tak, by większość ludzi tego nie usłyszała.

Jak widać metoda się sprawdziła, bo mijają lata, a MP3 wciąż pozostaje najpopularniejszym sposobem na spakowanie muzyki. A Suzanne Vega została nazwana matką MP3. Ciekawe, czy czuje się dumna...

Tego teledysku miało nie być

 

Gdy w 1985 roku Dire Straits wydali "Brothers in Arms" oczywiste było, że piosenka "Money for Nothing" jest murowanym przebojem. Mimo tekstu, któremu zarzucano rasizm, homofobię i seksizm utwór miał promować całą płytę. Tyle że czasy się zmieniały, a lider zespołu, Mark Knopfler, nie bardzo chciał to przyjąć do wiadomości. Od kiedy ruszyła telewizja MTV, radio straciło swoją moc kreowania przebojów - teraz potrzebny był dobry teledysk, który mogły obejrzeć miliony.

Ale Knopfler uważał, że teledyski tylko niszczą muzykę. Że odbierają jej czystość i świeżość, że opowiadają zupełnie niepotrzebne historie odciągając uwagę od tekstu. Amerykańska wytwórnia Warner Bros była przerażona - teledysk musiał powstać, by płyta się sprzedała. Reżyser Steve Barron dostał więc specjalną misję - miał polecieć do Knopflera i przekonać go do tego, by zgodził się na teledysk. Wszystko już było gotowe, MTV bardzo podobała się muzyka, ale bez wideo nie było szans.

Mark Knopfler niechętnie wysłuchał Barrona i nic nie wskazywało na to, by miał się dać przekonać. Na szczęście dla historii muzyki była z nim jego dziewczyna, która zdecydowanie stwierdziła, że to świetny pomysł, bo w MTV brak dobrych teledysków i nadarza się okazja by to zmienić. Mark nic nie powiedział, ale też nie zaprotestował. Sprawę uznano za załatwioną.

Do roboty ruszyli dwaj spece: Ian Pearson i Gavin Blair. Użyli stacji roboczej Bosch FGS-4000 i systemu komputerowego zaprojektowanego do tworzenia grafiki do telewizji - Quantel Paintbox. Powstał 5-minutowy film pełen trójwymiarowej animacji komputerowej, gdzie po raz pierwszy tak dokładnie zbudowano postacie ludzi.

Wrażenie było niesamowite. MTV oszalało na punkcie "Money for nothing" nie dbając o to, że tekst piosenki jest właściwie krytyką stacji i całej kultury teledysków. A płyta sprzedała się w 30 milionach egzemplarzy.

Piotr Stanisławski. Gdzieś pod koniec ubiegłego tysiąclecia zaczął pracę w Gazeta.pl. Potem trafił do "Przekroju", gdzie przez dobre 8 lat pisał o nauce. Teraz znowu jest w Gazeta.pl - jako szef serwisów technologicznych. Ale wciąż najbardziej lubi pisać o nauce, co robi zarówno w pracy, jak i po godzinach na blogu CrazyNauka.pl .