Są takie momenty, które choć zwyczajne, zostają w nas na całe życie. Nie wpisujemy ich do kalendarza, nie celebrujemy odświętnie, a jednak wracają do nas po latach jak refren piosenki. Miękki plusz przytulony do policzka, ciepłe światło lampki nocnej, cichy oddech dziecka czekającego na pierwsze zdanie i głos rodzica, który znów otwiera książkę na tej samej, lekko już zagiętej stronie.
Bo książki nie tylko się czyta. Książki się pamięta. Stają się mostami przerzuconymi między pokoleniami. Łączą głosy, wyobraźnię, emocje i te szczególne iskry, które zapalają się w oczach dorosłych i dzieci w dokładnie tej samej chwili. W czasach, gdy wszystko świeci i miga, to właśnie papierowe strony nadal potrafią zatrzymywać czas, cicho i bez pośpiechu.
I może dlatego zwykły wieczór potrafi nabrać magicznych tonów. Wystarczy jedno zdanie przeczytane na głos, by pokój przestał być pokojem, a stał się polaną, zamkiem na wzgórzu albo smoczą pieczarą pachnącą przygodą. Kołdra zamienia się w kryjówkę, poduszki w góry, a drobne dłonie przesuwające się po ilustracjach dotykają czegoś więcej niż papieru. Dotykają świata, który właśnie rodzi się między słowami. Nagle nikt już nie pamięta o męczącym dniu, o obowiązkach i goniącym zegarze. Ważna jest tylko ta historia. I to, że przeżywa się ją razem.
Od bajki do rozmowy o uczuciach
Takie wspólne czytanie to coś znacznie większego niż rytuał na dobranoc. To codzienne małe święto wyobraźni. Gdy rodzic czyta, dziecko chłonie świat całym sobą, zbiera słowa jak kolorowe kamyki, uczy się nimi nazywać emocje, lęki, zachwyty. Empatia kiełkuje wtedy naturalnie, delikatnie, bez pouczeń. Bo kiedy bohater płacze, mały słuchacz czuje to po swojemu, a kiedy bohater się śmieje, świat robi się lżejszy i prostszy. Wieczór po wieczorze rośnie nie tylko zasób słów i umiejętność skupienia, ale też niewidzialna, najważniejsza z nici. Więź, która nie potrzebuje wielkich gestów, by stać się nierozerwalna.
A magia zaczyna się jeszcze zanim padnie pierwsze zdanie. W przygotowaniach. W przesuwaniu zasłon, by pokój utkwił w półmroku, akurat między snem a jawą. W parującej herbacie rodzica i w szklance mleka ustawionej na stoliku, w tłumieniu chichotów, gdy bohaterom nadaje się nowe, absurdalne głosy, w teatralnych pauzach pełnych napięcia i rozbawienia. Czasem czyta się wolno, czasem szybko, czasem strona sama się przewraca, bo lepkie paluszki chcą już wiedzieć, "co dalej". A czasem książka zamyka się w połowie rozdziału tylko po to, żeby zapytać: "A ty co myślisz? Co on teraz czuje? Jak rozwiąże tę zagadkę?".
I wtedy zaczyna się najpiękniejsza część. Krótka, dziecinna rozmowa, trochę chaotyczna, pełna logiki dawno zapomnianej przez dorosłych. W tych kilku zdaniach odbijają się małe serca, które uczą się rozumieć świat po swojemu.
Zamiast uciszać smoka, naucz się go rozumieć
W taką właśnie rzeczywistość wprowadza książka "Co zrobić z tym smokiem?", która zwyciężyła w konkursie "Piórko 2025. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci". Ta historia od początku miała w sobie coś z baśni, nie tylko na kartach książki, ale też poza nimi. Jej autor, Krzysztof Trojan, próbował swoich sił w konkursie kilkukrotnie, a wygrana przyszła dopiero teraz. Jakby sama opowieść chciała udowodnić, że "najpiękniejsze historie czasem muszą poczekać na swój moment". Gdy autor dowiedział się o zwycięstwie, jego reakcja była pełna niedowierzania
Był to specyficzny rodzaj radości, który odczuwa się, gdy dzieją się rzeczy z pozoru niemożliwe. W tej radości był też element nierealności
- przyznał.
Ta książka nie powstała z gotową tezą, ale z czasem sama odkryła swoje serce o inności, wewnętrznych smokach i odwadze, by je usłyszeć zamiast uciszać. Jak tłumaczy autor
To opowieść o zdolności do słuchania - zwłaszcza tego, co w nas trudne, nieoswojone.
Zachwyt tekstem podzielał też Arkadiusz Mierzwa, dyrektor komunikacji korporacyjnej sieci Biedronka i członek jury
To książka, po przeczytaniu, której można mieć z dzieckiem dobry dialog. Dialog, który jest o czymś, a nie tylko o książce.
Ale ta historia ma dwóch autorów. Drugim narratorem, równie ważnym jak słowo, stała się ilustracja. Jej twórca, Marek Gołębiowski, również sięgnął po zwycięstwo dopiero po latach starań. Po wcześniejszym wyróżnieniu wrócił do konkursu i za czwartym razem się udało. Odbierając nagrodę mówił:
Jestem bardzo szczęśliwy i dumny, choć jeszcze chyba do mnie to nie dotarło. Myślę, że naprawdę poczuję wygraną dopiero wtedy, gdy wezmę do rąk gotową książkę.
Pierwszym recenzentem ilustracji był jego sześcioletni syn, bezlitosny krytyk, który nie owijał w bawełnę. Twórca wspomina
Mój syn mówił wprost: "tata, to jest fajne" albo "tata, to nuda".
Autor wierzy, że ilustracja nigdy nie jest tylko dodatkiem
W książce dziecięcej to drugi narrator. Może dopowiadać szczegóły, dodawać humor i pozwalać odkrywać historię na nowo przy każdym czytaniu.
Ta opowieść ma dokładnie to, co powinna mieć idealna dziecięca książka: serce, charakter i lekkość, która nie znika wraz z zamknięciem okładki. Smoka, który nie straszy, a raczej zaprasza do rozmowy. Przygody, które bawią i wzruszają jednocześnie. Humor łączący dorosłych i dzieci bez tłumaczenia żartów. I ilustracje pełne ruchu, koloru i emocji. Takie, które przy każdym powrocie podpowiadają coś nowego.
Smok, księżniczka i wielka premiera w Biedronce
Gotowa książka trafiła na półki sklepów Biedronka 13 listopada. A fragmenty opowieści o smoku Hipolicie i księżniczce Klarze można usłyszeć ze sklepowych głośników w interpretacji Wiktora Zborowskiego. To właśnie jego barwa i aktorska wyobraźnia budują most między słowem mówionym a czytanym.
Czytanie nie zaczyna się od kart książki, ale od pierwszej iskry zaciekawienia. A tę, jak nikt inny, potrafi rozpalić słowo mówione. Jak podkreśla sam Wiktor Zborowski
Strasznie ważna jest ta podstawowa edukacja, do której należą m.in. takie opowiadania jak te, których szukamy w konkursie Piórko. Czytanie i słuchanie słowa czytanego rozwija wyobraźnię dziecka, bo nie ma on wyłożonego wszystkiego "kawa na ławę". Jestem przekonany, że to bardzo dobrze wpływa na rozwój psychiczny dziecka.
Sam konkurs "Piórko. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci" ma już status literackiego drogowskazu dla debiutujących twórców. Odmienia ich losy i ubogaca polskie domowe biblioteki już od 2015 roku. W tym czasie zgłoszono ponad 35 tysięcy prac, a nagrody przekroczyły 2,2 milionów złotych. Wydano 11 książek o łącznym nakładzie ponad 580 tysięcy egzemplarzy. Tytuły takie jak "Szary domek", "Moje czarne szczęście" czy "O królewiczu, który się odważył" stały się małymi klasykami rodzinnego czytania.
Nic dziwnego, że Biedronka została uhonorowana Kariatydą Czytelnictwa w kategorii Dobry Wzór Biznes. A w tym roku do panteonu "piórkowych" bohaterów dołącza smok, który zamiast zionąć ogniem, uczy… słuchać. Szczególnie samych siebie.
Historie, z których rodzą się wspomnienia
Idea konkursu jest czymś więcej, niż literacką inicjatywą. To otwarte drzwi dla historii odważnych, autentycznych i prawdziwych. Takich, które pamięta się długo, bo nie próbują być idealne, a po prostu są ludzkie, ciepłe i prawdziwe.
A "Co zrobić z tym smokiem?" właśnie taka jest. Nie trafia na półkę tylko po to, by tam stać. To książka, dzięki której powstają rodzinne anegdoty, powiedzonka powtarzane przy śniadaniu i wspomnienia, powracające kiedyś z siłą ciepłego uśmiechu. Przynosi historię przypominającą, że magia nie ukrywa się ani w efektach specjalnych, ani w wielkich słowach. Magia rodzi się po prostu z bycia razem. W śmiechu, w zdziwieniu, w sennym "przeczytaj jeszcze raz", i w rodzicielskim "no dobrze, ale już ostatni…".
I choć żaden wieczór nie jest identyczny, czasem ktoś zaśnie w połowie zdania, czasem smok zabrzmi bardziej ochryple niż groźnie, a picie dawno wystygnie, to właśnie te drobiazgi stają się najmilsze do wspominania.
Dlatego jeśli szukamy książki, od której mógłby zacząć się nasz własny rodzinny rytuał, z lekkością godząc dorosły sentyment z dziecięcą ciekawością świata, to ta historia jest zaproszeniem. Warto otworzyć ją któregoś wieczoru. Usiąść blisko siebie. I nie spieszyć się. Bo najpiękniejsze opowiadania zawsze zaczynają się tak samo: "Był sobie smok…". A kończą dokładnie tam, gdzie zaczynają się wspomnienia.
Materiał promocyjny marki Biedronka.