Czy można by powiedzieć, że to twoje zaangażowanie w przyrodę i twoja świadomość ekologiczna wywodzą się z małej miejscowości – Łętowni, w której się wychowałeś?
Andrzej Bargiel*: To prawda, wychowywałem się blisko natury i faktycznie bardzo to na mnie wpłynęło, ale muszę przyznać, że kiedy dorastałem, to sam do końca nie miałem świadomości ekologicznej. Nie wiedziałem wtedy, że jakieś moje działania, proste rzeczy, które wykonywaliśmy na co dzień, mogą negatywnie wpływać na środowisko. Na pewno dużo dziwnych, nie do końca ekologicznych rzeczy robiliśmy, będąc dzieciakami. (śmiech) Jednak z czasem, dorastając, zacząłem dostrzegać ich szkodliwość – obserwowałem, co się dzieje w przyrodzie, czytałem o różnych rozwiązaniach dobrych dla środowiska naturalnego. Myślę, że po prostu jako ludzie musimy dojrzeć do pewnych rzeczy, a także również i w tym zakresie ciągle się edukować. To ostatnie jest bardzo ważne, bo to przecież nie jest tak, że wraz z wiekiem wiedza przychodzi sama – naprawdę trzeba się ciągle dokształcać, co sam staram się robić.
Z przyrodą związane jest nie tylko twoje dzieciństwo, z kontaktem z żywiołami powiązane jest też twoje życie zawodowe…
…i może właśnie to sprawia, że staram się o tę naszą planetę dbać. Bardzo cenię dziką naturę, naturalne środowisko. Niestety, nasza obecność na tej planecie coraz bardziej się zaznacza, i to negatywnie, co widzę w górach. Ingerujemy w przyrodę, bo nas ludzi jest za dużo i naprawdę wszędzie już zaglądamy. Sam też zaglądam (śmiech), ale staram się przynajmniej świadomie minimalizować moją ingerencję i negatywny ślad w tych miejscach, w których goszczę.
Bywasz w najdzikszych regionach ziemi.
I wszędzie tam już coraz częściej docierają ludzie. Niestety, eksploracja takich terenów odbywa się kosztem przyrody – choć na szczęście i to ulega zmianie. Może ludzie byli kiedyś tak skoncentrowani na swojej wizji dotarcia gdzieś, zrealizowania celu, że nie myśleli o naturze i o tym, co po sobie w tych pięknych miejscach pozostawiają. Obserwuję, że powoli to się zmienia, świadomość ekologiczna jest większa i jest coraz więcej skutecznych akcji sprzątania w górach. Zmieniają się przepisy, również w najwyższych górach, które zmuszają turystów do zabierania ze sobą swoich śmieci i znoszenia ich z tych gór. Ale ciągle jest dużo do zrobienia, bo czasem w wydawałoby się niedostępnych miejscach można nadal zobaczyć naprawdę nieprzyjemne obrazki…
Jakie?
Wyobraź sobie, że docierasz gdzieś w Himalaje i natykasz się tam na pozostałości po jakiejś wyprawie. Widzisz, że śmieci były palone bądź wrzucane do szczelin – dla mnie to bardzo smutne. Na przykład w ubiegłym roku byłem na wyprawie pod Everestem i zszokowało mnie, że na poziomie obozu drugiego jest mnóstwo śmieci, są ogromne magazyny śmieci, całe złogi, oraz duże magazyny namiotów, naprawdę mnóstwo przeróżnych rzeczy, które leżą na prawie 6500 m n.p.m. Śmigłowce zrzucają pożywienie oraz sprzęt wspinaczkowy i to po prostu najczęściej tam zostaje. Po tym, co widziałem, można sobie uświadomić skalę aktywności wspinaczy w tym miejscu.
Czy to znaczy, że śmieciami w takim miejscu po prostu trudno zarządzić?
Tak, obóz drugi na Evereście jest bardzo trudny z punktu widzenia potencjalnych akcji sprzątania. Fizycznie znosząc śmieci, mamy do pokonania najniebezpieczniejszy lodowiec świata, co, podejrzewam, wpływa na częstą rezygnację z robienia po sobie porządku, więc śmieci odkładają się w tym miejscu na później.
Nawet gdy odpowiadam o tym, muszę jednak przyznać, że i tak patrząc z szerszej perspektywy, na świecie świadomość ekologiczna rośnie.
Opowiedz.
Na przykład pojawia się coraz więcej ciekawych pomysłów na pozyskiwanie energii bardziej ekologicznie. Te pomysły są coraz szerzej realizowane. Myślę też, że paradoksalnie ostatni wzrost cen energii mocno wpłynął na przyśpieszenie transformacji energetycznej. Ludzie uświadomili sobie, że istnieją inne niż tradycyjne źródła energii, które po prostu z ekonomicznego punktu widzenia są dla nas bardziej korzystne.
Również u siebie w domu zamontowałem instalację fotowoltaiczną i pompę ciepła, a przecież wychowałem się w domu, w którym było kilka pieców. Opalaliśmy piece drewnem, sprzątając swój las, i wydawało nam się, że to dla nas jedyna opcja.
Na szczęście teraz jest więcej możliwości, ale na pewno wielkim wyzwaniem jest przekonanie starszych osób do zmiany myślenia i namówienie na innowacyjne rozwiązania. Mój tata nie mógł uwierzyć, że ta technologia może zadziałać, ale kiedy przekonał się na własne oczy, jak to funkcjonuje, to zmienił zdanie i docenia teraz komfort tego rozwiązania.
A jak widzisz tę barierę świadomości? Czy wyzwaniem jest to, że nie ma dostępnej wiedzy? Czy tu barierą jest np. poziom zaangażowania – że trzeba w to włożyć wysiłek? Czy może to ekonomia?
O rozwiązaniach lepszych dla planety mówi się od dawna i świadomość bez wątpienia rośnie, a barierą są zbyt wolne działania systemowe związane z transformacją i finansowanie bardziej ekologicznych rozwiązań, co nie pozwala na szybszy rozwój. Nawet jeśli pewne procesy się dzieją, to dzieją się zbyt wolno.
Nawet w Zakopanem dostrzegam duży problem ze smogiem, jakość powietrza jest tu bardzo zła. Władze pobierają opłaty klimatyczne, ale jakość powietrza w zasadzie nie spełnia norm pozwalających na to, by mogły to robić. Tymczasem mamy tu przecież lokalnie geotermię, która mogłaby ogrzać wszystkie domy, gospodarstwa domowe, przez co moglibyśmy mieć czyste powietrze i zmienić obraz tej sytuacji, i cieszylibyśmy się wówczas czystym powietrzem oraz bylibyśmy przykładem dla innych rejonów w Europie i na świecie. Boli mnie, że nie potrafimy skorzystać z potencjału tego źródła. Myślę, że trzeba by bardziej odważnego działania lokalnych władz, które nie bałyby się rozwijać tego projektu.
Co ci daje taka wiedza? To, że naprawdę zgłębiasz takie tematy, jak choćby geotermia w Zakopanem?
Warto mieć świadomość nowych rozwiązań, które pozwalają nam zmniejszyć emisje dwutlenku węgla do atmosfery i sprawiają, że możemy oddychać czystszym powietrzem. Jednym z takich rozwiązań, które wprowadziłem, jest jazda elektrycznym Mercedesem EQE. Wybierając ten samochód, czuję, że robię krok w stronę tego, by moje podróżowanie stało się bardziej ekologiczne.
Ta świadomość, poczucie tego, że warto wiedzieć, są bardzo ważne moim zdaniem. Jako świadomy obywatel chcę mieć tę wiedzę, by móc wpływać na rząd, samorządy, które przez nasze wspólne naciski mogą realizować i wdrażać nowe rozwiązania. Jeśli tego nie będziemy robić, to pewne rzeczy się nie wydarzą, dlatego ta nasza świadomość jest nam niezbędna. Musimy wiedzieć, że coś takiego jest, chcieć tego, wiedzieć, że to polepszy naszą sytuację, i wywierać presję na osoby, które mogą takie projekty zrealizować. Wynika to z odpowiedzialności obywatelskiej, bo każdy z nas ma wpływ na to, co się dzieje, i trzeba sobie to uświadomić. Na tym polega funkcjonowanie w społeczeństwie, że musimy wiedzieć, czego chcemy. Jeśli sami nie mamy wiedzy, świadomości, to ciężko jest iść we właściwym kierunku. To jest również dbanie o przyrodę.
Dwa lata temu wspominałeś w wywiadzie dla Gazeta.pl, że na co dzień też starasz się wybierać proekologiczne rozwiązania: wodę masz w bidonie, w sklepach nie bierzesz plastikowych siatek, a ponieważ zapominasz tych wielorazowych – wszystko ładujesz do kieszeni, co sprawia, że wszystko ci się wysypuje…
Zgadza się. I coraz bardziej mnie drażni, że wszędzie mamy plastikowe opakowania. Chciałbym, żeby było więcej opakowań wielorazowego użytku, co oczywiście wpłynie na koszty, ale też wpłynie na ilość śmieci i jakość życia. Np. do wody w plastikowej butelce dostają się mikrocząsteczki plastiku, które potem z takiej butelki przenikają do naszego organizmu…
Mimo tych wszystkich deklaracji o mojej świadomości zdaję sobie sprawę, że nie jestem do końca ekologiczny, bo zbyt dużo podróżuję. Na co dzień staram się wprowadzać rozwiązania, które są bardziej ekologiczne: jak segregacja śmieci, picie wody z kranu, gaszenie światła itd.
Ciekawym trendem jest produkowanie bardziej trwałych rzeczy m.in. w kontekście odzieży – tworzenie jej z materiałów z recyklingu. To ważny kierunek, który sprawi, że będziemy generować mniej śmieci. Ostatnio podczas mojego pobytu w Japonii byłem pod ogromnym wrażeniem kultury niewyrzucania i tego, że Japończycy używają np. starych nart. Wygląda to na stoku tak, jakbyś się cofnęła w czasie. Same wyciągi też są stare, ale wszystko działa, wszyscy jeżdżą zadowoleni. Mimo że te rzeczy mają wiele lat, są wytworzone z lepszej jakości materiałów i przez to, Japończycy, nie mają oni potrzeby zmieniania ich, podążania za trendami w kolorach. Dopóki te rzeczy działają, dopóty z nich korzystają. Nam tego brakuje, możliwe, że nie zaspokoiliśmy jeszcze potrzeby posiadania, bo przez lata w Polsce przecież niczego nie było. Mamy też taki zwyczaj, że otaczamy się wieloma przedmiotami, które nie są niezbędne. Myślę, że rzeczy, które posiadamy, powinny być bardziej trwale, zbyt dużo śmieci jest generowanych przez mało trwale produkty, które dziś są na rynku. Wyższa jakość i to, by te rzeczy, które nabywamy, mogły nam dłużej towarzyszyć, mogą bardzo szybko wpłynąć na mniejszą ilość śmieci generowanych przez gospodarstwa domowe.
Może jeszcze nie widzimy takiego postępowania jako oszczędności? Nie myślimy, że to jest cool?
Mam dużą satysfakcję, gdy mogę bardziej ekologicznie, samowystarczalnie ogrzać sobie dom i dzięki tym rozwiązaniom, o których wcześniej wspominałem, naładować elektryczny samochód z fotowoltaiki. Ale nawet jeśli po prostu podłączę mojego EQE do sieci elektrycznej i rozwiązania w postaci ładowarki domowej, które posiadam, to dzięki temu przemieszczenie się samochodem elektrycznym jest dużo tańsze niż podróżowanie samochodem spalinowym. Mnie też w takim domu czy aucie po prostu jest przyjemnie – w domu jest miło, bo ciepło, w aucie jest cicho i czuję, że lokalnie nie zanieczyszczam powietrza. Czekam, żeby technologia tak się rozwinęła, by była dostępna dla wszystkich ludzi, a jej wytwarzanie było bardziej ekologiczne.
Widać, że ty naprawdę o tym czytasz, interesujesz się.
Może nie emocjonuję się tym tak jak górami (śmiech), ale jestem głęboko przekonany, że to ma sens i faktycznie interesuję się i szukam coraz więcej rozwiązań między innymi w kontekście budowy własnego domu, który chciałbym, by był samowystarczalny. Zresztą zawsze starałem się wspierać projekty proekologiczne, walkę ze smogiem i jeżeli miałem okazję, dzieliłem się tą wiedzą.
Dzisiejsza sytuacja na świecie powinna być bodźcem do przyspieszenia transformacji energetycznej globalnie i oduzależnienia się od paliw kopalnianych, bo przez nie wspieramy kraje o ustroju totalitarnym czy autorytarnym.
Nie możemy zapominać, by transformacja była przemyślana, by rozwiązania były powiązane z planami przestrzennymi, by nie niszczyć krajobrazu i żeby starania o bardziej ekologiczne pozyskiwanie energii nie odbywały się kosztem dzikiej przyrody. Bez takiego planu stracimy nad tym kontrolę kosztem natury. Może byłoby zasadne, by już w ramach projektu domu od razu planowane były odpowiednie rozwiązania. Dziś, kiedy patrzę na niszczące piękny krajobraz farmy fotowoltaiczne, to bardzo bym chciał, żeby jednak to było szybciej uregulowane, żeby w imię "ekologii" nie niszczyć wspomnianej wcześniej dzikiej przyrody.
Myślę też o takich małych rozwiązaniach, które każdy z nas może zastosować, które nie są drogie.
Jakie?
Żarówki energooszczędne. Gaszenie światła – sam staram się gasić, choć czasem gdzieś się spieszę i czasem… nie zgaszę. Dobrze jest wypinać ładowarki z kontaktów… Musimy pamiętać też o bieżących rzeczach: jak oszczędnie korzystać z energii, z wody, nie używać toreb jednorazowego użytku, mieć wielorazową butelkę na wodę, segregować śmieci.
Mamy również tendencję do przegrzewania domów i mieszkań, a to ani nie jest zdrowe, ani dobre dla świata. To też jest rzecz, nad którą można troszeczkę popracować…
Ty jesteś do zimna przyzwyczajony! Powiedz, ile masz w domu stopni?
Ja jestem przyzwyczajony – co tylko pokazuje, że można nad takim przyzwyczajeniem organizmu popracować i to naprawdę niekoniecznie w Himalajach – ale moja narzeczona już nie. Idziemy tu na kompromis, ale przyznaję, że czasem się duszę (śmiech).
Coś się ostatnio zmieniło w twoim życiu.
Mamy kundelka. "Przyszedł z gór": turystka z Białegostoku go przyprowadziła, bo znalazła go błąkającego się na Hali Kondratowej, a że się spieszyła – zostawiła go nam. No i teraz sobie z nim maszeruję w różne miejsca, bo muszę go czasem przegonić, zmęczyć. Trafiam dzięki niemu w nieznane mi do tej pory lokalizacje, mniej uczęszczane. I wiesz co? Tam wszędzie są śmieci. Niestety, ludzie chodząc po górach, nawet w tych mniej uczęszczanych miejscach, zapominają o kulturze i zostawiają po sobie śmieci, a najgorszym obrazkiem są śmieci wyrzucane tam w workach. Strasznie to niefajne.
ANDRZEJ BARGIEL (1988) wychował się w Łętowni w Małopolsce. Od najmłodszych lat wykazywał talent do narciarstwa i skialpinizmu. Jako nastolatek przeprowadził się do Zakopanego, aby rozwijać swoje umiejętności. Bardzo szybko okazało się, że posiada ponadprzeciętne predyspozycje do sportów wytrzymałościowych. Jest trzykrotnym mistrzem Polski w narciarstwie wysokogórskim, trzecim w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w kategorii espoir oraz rekordzistą świata w biegu na Elbrus. Od 2013 roku realizuje swój autorski projekt HIC SUNT LEONES, którego celem są zjazdy na nartach z najwyższych szczytów Ziemi bez użycia tlenu. Jest pierwszym Polakiem, który zjechał na nartach z wierzchołka ośmiotysięcznika Sziszapangma-Centralna (SHISHAPANGMA SKI CHALLENGE 2013). W 2014 roku ustanowił rekord najszybszego wejścia na szczyt Manaslu (14 godz. 5 min), po czym zjechał na nartach do bazy, co łącznie zajęło mu 21 godz. 14 min. Jako drugi człowiek w historii zjechał z tego szczytu na nartach do bazy (MANASLU SKI CHALLENGE 2014). Rok później w ramach wyprawy BROAD PEAK SKI CHALLENGE 2015 zdobył szczyt Broad Peak i jako pierwszy człowiek w historii zjechał z niego na nartach. W 2016 roku otrzymał tytuł Śnieżnej Pantery za pobicie (o 12 dni) rekordu świata w zdobyciu i zjeździe na nartach z pięciu siedmiotysięczników położonych na terenie byłego ZSRR. Największym sukcesem sportowca jest projekt K2 SKI CHALLENGE 2018 polegający na zdobyciu szczytu K2 i zjeździe na nartach z wierzchołka tej niezwykle trudnej i wymagającej technicznie góry, czego nie udało się dokonać wcześniej żadnemu człowiekowi na świecie. W 2019 roku w trakcie wyprawy na Mount Everest (EVEREST SKI CHALLENGE 2019), ze względu na złą pogodę i niebezpieczeństwo związane z ogromnym (50 m wysokości i 30 m szerokości) serakiem zwisającym 800 m nad lodowcem i odczepionym od podłoża, musiał podjąć decyzję o przerwaniu wyprawy. W kwietniu 2021 roku wyruszył na wyprawę KARAKORAM SKI EXPEDITION, której celem było zdobycie i zjechanie na nartach z dwóch sześciotysięczników – Laila Peak oraz Yawash Sar II, czego z sukcesem udało się dokonać. W sierpniu 2022 roku ponownie ruszył w Himalaje, by podjąć swoją drugą próbę zdobycia wierzchołka najwyżej góry świata oraz zjazdu z niego na nartach bez użycia dodatkowego tlenu.
Materiał promocyjny marki Mercedes-Benz