zakonczone_partnerstwa
Magda Mołek - od lat się nie zmienia, pozostając wierną swojemu wizerunkowi i stylowi. (Fot. Materiały prasowe W.KRUK)
Magda Mołek - od lat się nie zmienia, pozostając wierną swojemu wizerunkowi i stylowi. (Fot. Materiały prasowe W.KRUK)

Magda Mołek dorastała na oczach Polski. Gdyby spojrzeć z perspektywy czasu na jej początki przed kamerą w lokalnej stacji telewizyjnej w Lubinie, Legnicy, a później we Wrocławiu, dostrzec można bardzo młodą dziewczynę z krótko obciętymi włosami, o charakterystycznym ciepłym głosie ukrywającą swoje niedoświadczenie pod maską powagi i skupienia. Już w pierwszych nagraniach widać profesjonalizm i opanowanie.

Pracowita i zaangażowana

Magda Mołek nie ukrywa, że początkowo silnie inspirowała się stylem Krystyny Loski. Jak  sama się śmieje, to dzięki wieloletniej praktyce przed lustrem w naśladowaniu ikony telewizji, kiedy jako dziewiętnastolatka poszła na pierwszy casting do telewizji regionalnej w Lubinie, zadanie przeczytania programu telewizyjnego wydało jej się banalne.

Mołek z miejsca polubiła kamerę, ale telewizja pokochała ją jeszcze bardziej. I to do młodziutkiej Magdy, a nie odwrotnie, zgłaszali się coraz więksi gracze, powoli, z przystankiem we Wrocławiu, przyciągając ją nieuchronnie do Warszawy. Mołek prowadziła więc regionalne wydania „Faktów" i „Wydarzeń", zanim jeszcze programy o takich samych tytułach ruszyły odpowiednio w telewizji TVN i Polsat. Pracowała w różnych stacjach, wypływając na coraz szersze wody.

Bardzo ciężko pracowała, poznając telewizję od kuchni, ucząc się warsztatu, współtworząc programy informacyjne (ale także występując w „Krzyżówce szczęścia", która była teleturniejem z nagrodami) i jednocześnie studiując. Robiła to, co ją fascynowało, choć niewyspana i bez chwili wytchnienia, to parła naprzód.

Skąd u tak młodej dziewczyny ze stutysięcznego miasta tyle odwagi i pewności siebie w sięganiu po marzenia? Jak sama wspomina w wywiadach, jako małe dziecko była wcieleniem grzeczności.

Z opowieści jej mamy wynika, że tylko 'spała, jadła, a jak się budziła, to z uśmiechem od ucha do ucha i spokojnie czekała, aż ktoś jej aktywność zauważy'.

W pewność siebie wyposażyli ją rodzice. Tata dziennikarki zmarł, kiedy miała 18 lat, ale zdążył zaszczepić jej przekonanie, że świat jest piękny i jest w nim miejsce dla niej. "I że jestem silna, mądra i w ogóle wspaniała". Z kolei mama Mołek na pytanie córki, czy powinna ruszać samodzielnie w wielki świat, powiedziała: "Rób, jak uważasz". Słowa te były z jednej strony deklaracją zaufania, a z drugiej wiarą w dojrzałość i odpowiedzialność córki.

Magda Mołek pracowała w mediach, prowadziła wielkie telewizyjne gale, ale wciąż szukała pomysłu na siebie i sposobu, w jaki mogłaby najlepiej się realizować. Z czasem okazało się, że w dziennikarstwie interesują ją rozmowy z ludźmi. Rozmawiała więc z nimi na planie "W roli głównej", w "Mieście kobiet", w "Dzień dobry TVN", a teraz we własnym, emitowanym wyłącznie na swoim kanale na YouTube formacie "W moim stylu".

Szczera i odważna

Magda Mołek, o czym można się przekonać, wchodząc na jej profil na Instagramie, zawsze – z typową dla siebie klasą i wyważeniem – zabiera głos w ważnych dla kobiet i obywateli sprawach: wolności wyboru, praw, wolności mediów. Posty są wtedy dłuższe, a stanowisko dziennikarki, jej opinia oraz pobudki wyjaśnione. Częściej bierze w obronę, niż krytykuje, daje do myślenia, niż narzuca swoje przekonania.

Takiej postawy, tak jak wiele kobiet, musiała nauczyć się sama, dać sobie do niej prawo najpierw w swojej głowie, a potem w narracji publicznej. Jak sama napisała w jednym z postów na Instagramie, przez lata nie okazywała złości.

Chowałam ją pod przyklejonym uśmiechem. Nie złościłam się, bo przecież 'dziewczynki/damy się nie złoszczą', 'złość piękności szkodzi', 'nie bądź zła' i tak dalej… Gdy dorosłam, zrozumiałam, że to emocja, która uwalnia, której potrzebuję, bo się na coś lub z czymś nie zgadzam, bo moje potrzeby i pragnienia są ważne, bo jej okazywanie pomaga mi stawiać granice – zapewnia dziennikarka.

Choć Magda Mołek strzeże swojej prywatności, nie pokazuje się publicznie z mężem, prawnikiem i doktorem prawa Maciejem Taborowskim, ani z synami, dziesięcioletnim Henrykiem i trzyletnim Stefanem, w ogóle raczej nie bywa, to bardziej niż kiedyś mówi o swoich odczuciach, emocjach, poglądach. Jej dystans jest zrozumiały - jak tłumaczy, od ćwierć wieku nie ma na własność swojego nazwiska ani twarzy.

Uśmiech - promienny i szczery - to obok blond włosów cecha charakterystyczna Mołek. (Fot. Materiały prasowe W.KRUK) , W dziennikarstwie najbardziej interesują ją rozmowy i drugi człowiek. (Fot. Materiały prasowe W.KRUK)

To się jednak zmienia, bo dziennikarka dostrzegła, że szczerość w kontakcie z odbiorcami jest ogromną zaletą. Okazało się, że mówiąc o trudach własnego macierzyństwa, dzieli się doświadczeniami i wzmacnia kobiety. Dlatego częściej – ale co ważne, na własnych zasadach – wpuszcza innych do swojego świata (ogłosiła, że spodziewa się drugiego dziecka, właśnie na swoim profilu). Jeśli jednak mówi o prywatności, zawsze jest jakiś kontekst, zaczepienie, nawiązanie. Kto chce dowiedzieć się więcej o Magdzie Mołek, powinien uważnie oglądać jej rozmowy – nie brak w nich odwołań także do przeżyć dziennikarki.

Naturalna i autentyczna

Magda Mołek, co kobiety szanują i podziwiają, jest bardzo autentyczna także w tym, jak wygląda. Jako małe dziecko wciąż się uśmiechała. Tak jej zostało. Pod tym względem zgadza się z Charliem Chaplinem, że najbardziej zmarnowanym dniem naszego życia jest ten, w którym się nie śmiejemy. Zresztą lata szczerych uśmiechów nosi na twarzy. I podpisuje się pod słowami dziennikarki Oriany Fallaci, która powiedziała, że zmarszczki są jej medalami, orderami, na które sobie zasłużyła. Mołek wie doskonale, że w jej przypadku im mniej, tym lepiej.

Kto więc szuka potwierdzenia i utwierdzenia w tezie, że można dojrzewać naturalnie, a szczęśliwa kobieta nie potrzebuje dodatkowych implantów urody, zdecydowanie powinien polubić profil Mołek na Instagramie. Oprócz doskonale znanych mołkowych blond włosów znajdzie piękną twarz bez makijażu, filtrów, Photoshopa. Z dodającymi uroku zmarszczkami mimicznymi wokół ust i oczu. Twarz bez grama podkładu, rzęsy bez tuszu.

W dzisiejszych czasach bycie naturalnym wymaga odwagi. Nie wszyscy ją mają, nie każdy – a już na pewno nie osoby, które zarabiają na życie twarzą – mają dość pewności siebie, żeby pójść pod prąd. Mołek przekonuje i pokazuje, że sztuczność jest po prostu nie dla niej. Mocny makijaż, doklejane rzęsy, obcisłe ubrania. Nic, w czym nie czuje się komfortowo, nie zda w jej przypadku egzaminu. Nierobienie niczego wbrew sobie – także na poziomie stroju, makijażu i fryzury – w branży medialnej nie jest oczywistością.

To, co również wpisuje się w autentyczność dziennikarki, a co kobiety doceniają, to zachowawczość we współpracy z markami. Magda Mołek – z ponad 420 tys. obserwujących jej media społecznościowe – z pewnością jest marką. Wiarygodną, godną zaufania, prawdziwą. Na palcach rąk można policzyć przypadki współpracy – jeśli do nich dochodzi, to w naturalny sposób wpisują się one w styl Mołek, są przemyślane, pasują do niej, nie są przypadkowe.

Kolekcja MEA powstała we współpracy z dziennikarką i nawiązuje do drogi. (Fot. Materiały prasowe W.KRUK)

Dziennikarka właśnie została ambasadorką marki jubilerskiej W.KRUK, ale oprócz firmowania biżuterii brała także udział w powstaniu kolekcji MEA. MEA, czyli "moja".

Biżuteria inspirowana jest drogą, a jak mówi dziennikarka, życie to droga.

Raz w górę, raz w dół, z zakrętami i długimi, nużącymi prostymi. Codziennie stawiam sobie cele i podejmuję wyzwania. Tak, zdarza się, że błądzę, ale najważniejsze jest to, że robię to na własny rachunek.

I dodaje, co tym bardziej trafia do kobiet, że każda z nas ma różne marzenia, plany. A te mogą zmieniać się na różnych etapach życia. – Najważniejsze jest, by zamiast kierować się tym, co wypada, co trzeba, być przede wszystkim w zgodzie ze sobą, bo wtedy – niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy – jesteśmy w dobrym miejscu. U siebie.