zakonczone_partnerstwa
Karolina Cwalina-Stępniak (archiwum prywatne)
Karolina Cwalina-Stępniak (archiwum prywatne)

Karolina Cwalina-Stępniak prowadzi na IG profil @sexyzaczynasiewglowie, jest influencerką, coachem i mentorką, która pomaga kobietom budować poczucie własnej wartości. Z ekspertką rozmawiamy o najnowszych trendach na Instagramie, negatywnym wpływie mediów społecznościowych na nastolatki i młode kobiety, oraz radzeniu sobie z tego typu problemami. 

Od jakiego poziomu liczby obserwujących zaczyna się instagramowa influencerka na pełen etat, z dużym wpływem na odbiorców?

Karolina Cwalina-Stępniak: Zauważalna jest zmiana trendu, bardziej niż duża grupa obserwujących zaczyna się liczyć ich prawdziwe zaangażowanie, które można łatwo zmierzyć liczbą komentarzy czy polubień. Przyjęło się, że taką liczbą graniczną dla influencera jest 10 tys. followersów. Liczba ta daje możliwość korzystania z opcji Swipe Up, czyli odesłania po linku w konkretne miejsce, co sprawdza się przy przekierowywaniu na przykład na profile sklepów.

Inni uważają, że prawdziwy influencer zaczyna się od 50 lub 100 tys. obserwujących, bo tyle polubień profilu dopiero robi wrażenie i sprawia, że jego prowadzący staje się rzeczywiście wpływową osobą.

Uważam jednak, że jeśli dana instagramerka jest popularna wśród nawet 100, ale bardzo oddanych osób, na które ma wpływ, inspiruje je czy doradza im, to wcale nie jest gorsza od influencera, który ma 100 tys. obserwujących.

Zabierając się do Instagrama, zamiast myśleć o liczbie osób, lepiej skupić się na przekazie, sensownych i wartościowych treściach, bo po drugiej stronie nie jest liczba, tylko człowiek.

Firmy współpracujące z influencerami także zmieniają swoje podejście. Kilka lat temu ważniejsze były liczby, teraz liczą się wyspecjalizowanie influencera i zaangażowanie śledzących profil odbiorców. Okazało się, że ludzie śledzą bezwiednie posty dużych, zasięgowych instagramerów, co nie przekłada się na zainteresowanie tym, co publikują, i sprzedaż produktów, które oznaczają.

Lepiej więc współpracować z prowadzącymi mniejsze, bardziej zdefiniowane konta, mającymi magiczne 10 tys. odbiorców tworzących małą społeczność, i trafić celnie z ulokowaniem produktu czy usługi, niż szeroko zarzucać sieci.

Korzystanie z filtrów przy robieniu zdjęć wciąż jest popularne (Shutterstock)

Czy da się stworzyć przykładową charakterystykę influencerki: jaka ona jest, jaki przekaz daje, co komunikuje? 

Mody nie omijają i mediów społecznościowych. W pewnym momencie było wiele poradników, jak stworzyć i prowadzić z sukcesem konto na Instagramie, zwiększać zasięgi, jakie hasztagi wstawiać, jak kadrować zdjęcia, jakich filtrów używać. To się przejadło i teraz jest zwrot ku naturalności, "prawdzie".

Na przykład na koncie modowej influencerki Chiary Ferragni, którą obserwuje prawie 25 mln osób, znaleźć można zdjęcia z jej prawdziwego życia, taki miszmasz z jej codzienności. Okazało się, że zamiast sztucznej kreacji odbiorcy wolą kreację bliższą naturalności. Jest więc rosnący trend autentyczności, odcinania się od ideałów, odchodzenia do hasztagów. 

"Kreacja bliższa naturalności", czyli wciąż kreacja.

Tak, bo ludziom wydaje się, że seria dokładnie zaplanowanych ujęć to czyjaś codzienność. Na tej podstawie oceniamy ludzi, porównujemy się do nich, czujemy, że gorzej wypadamy na ich tle. A to fragmenty, które ktoś chce nam pokazać – nie ma tu spontaniczności.

Z raportu Dove "Behind the Filter" wynika, że 82 proc. nastolatek wybiera zdjęcia i kasuje te, na których się sobie nie podobają. To znaczy, że powstaje cała seria zdjęć, zanim filmiki spełnią oczekiwania i trafią na stores, są kilka razy nagrywane. Do kreowania rzeczywistości w mediach społecznościowych używanych jest wiele narzędzi. Filtry to jedno z nich. 

Nastolatki przywiązują dużą wagę do kreowania swojego wizerunku w mediach społecznościowych (Shutterstock)

Powiedziała pani, że większa naturalność to nowy trend. To co na Instagramie wciąż dominuje?

Przeróbki zdjęć, retusz, filtry. Wciąż silnie dominuje brak autentyzmu i kreacja. Badanie Dove pokazuje także, że 91 proc. nastolatek używa filtrów, nakładek lub innych modyfikacji wyglądu np. makijażu! Ta liczba oznacza, że nastolatki nie chcą wrzucać zdjęć, na których są autentyczni, tylko cyfrowo upiększoną wersją siebie samych. Rzeczywistość jest powszechnie zakłamywana. Nawet niby naturalne ujęcia są dokładnie wybierane, zaplanowane, obrabiane. Rzeczywistość instagramowa nie jest autentyczna, jest wykreowana. Używanie filtrów jest powszechne. 

Kreacja nie dotyczy tylko tego, jak się pokazujemy, ale też tego, co pokazujemy. Popularne jest tworzenie wrażenia, że życie to pasmo przyjemności, luksusowych wakacji, zakupów, spotkań na mieście. 

Dużo takich kont jest wśród tych obserwowanych przez panią?

Mam zupełnie inną świadomość mediów społecznościowych niż młode osoby, dlatego takich kont prawie nie obserwuję. Kiedy w górnym lewym rogu na czyimś story widzę nazwę filtra, to wiem doskonale, że wygląd pokazującej się za nim osoby ma mało wspólnego z jej prawdziwym wyglądem. Że cera jest sztucznie rozświetlona, nosek malutki, usta powiększone, oczy migdałowe, twarz smuklejsza. Mam świadomość, że ta osoba tak naprawdę wcale tak nie wygląda, i przez to mnie to nie stresuje. Moje koleżanki też retuszują zdjęcia i mówią, że to jest normalne. Dla mnie to nie jest norma.

Ja nie patrzę tylko na obraz, mnie bardziej interesuje to, co jest napisane pod zdjęciem – treść i przekaz. Dlatego nie ciekawi mnie TikTok, który jest wyłącznie obrazkowy.

Kiedy chcę wiedzieć, jak dana kobieta wygląda naprawdę, to obserwuję także profil jej partnera. Na nim zazwyczaj nie ma filtrów, relacje – chociaż na poziomie obrazu – są bliższe prawdy.

Ja patrzę, jakiego filtra użyła na stories, naciskam na niego i wybieram opcję „Wypróbuj" –wtedy na swoim przykładzie orientuję się, jak dana przeróbka ingeruje w wygląd, i pozbywam się złudzeń.

Wiele osób lubi też retuszować swoje zdjęcia (Shutterstock)

Jestem dorosła, wiem, jak to działa, mam odporność, jestem silna, mało jest mnie w stanie ruszyć w sieci, znam swoją wartość. Ale nastolatki biorą wszystko 1:1 do siebie, na poważnie, wierzą w tę kreację. Porównują się, zamiast docenić swój indywidualizm, zalety, unikatowe cechy. A najgorsze w tym wszystkim, że nastolatki równają do osób, o których zasobach finansowych, czasowych, intencjach czy machinie, jaka za nimi stoi, nic nie wiedzą. 

Daje się pani złapać na takie obrazki?

Dawałam się łapać na internetowe deklaracje instagramerek zapewniających o swoim wsparciu dla innych kobiet. W sieci wydawały się bardzo otwarte, radosne, pomocne, składające prokobiece deklaracje, głoszące hasła samoakceptacji i self love. A później okazywało się, że pozwalają wrzucić do sieci dopiero trzydzieste zrobione im zdjęcie, bo na żadnym nie akceptowały swojego wyglądu, okropnie zachowują się względem współpracownic czy traktują nieznane sobie osoby jak nic nieznaczące elementy krajobrazu. 

Żeby powiedzieć, że kogoś lubię, czy w ogóle stwierdzić, jaka ta osoba jest, muszę mieć z nią kontakt osobisty, poznać ją w realu, a nie bazować na wykreowanym wizerunku. W to już nie wierzę.

Filtry dają możliwość manipulowania wyglądem, ale tylko w sieci...

Owszem, a potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością. Miałam niedawno takie spotkanie. Zagadała mnie kobieta, która – co nie jest dla mnie żadną tajemnicą – ochoczo stosuje filtry. Tak ochoczo, że na żywo jej autentycznie nie poznałam. Inny człowiek! Do tego stopnia, że później przewertowałam jej profil, żeby sprawdzić, jak bardzo modyfikuje swój wygląd nakładkami. W jej przypadku na profilu nie było ani jednego naturalnego zdjęcia.

W przypadku dorosłych kobiet często padają stwierdzenia: "Spałam dwie godziny, dlatego dałam filtr", "Dzisiaj nie mogę na siebie patrzeć, wybaczcie, muszę nałożyć filtr". Oznacza to, że z filtrem jesteśmy dla siebie łaskawsze, możemy na siebie z przyjemnością patrzeć, mamy lepszy humor i czujemy się natychmiast lepsze.

Kiedy możemy na siebie spojrzeć z przyjemnością, mamy lepszy humor (Shutterstock)

Tak samo robią nastolatki. Jak udowadnia Dove, dziewczyny chcą jak najlepiej wyglądać na tle rówieśnic i jednocześnie oczekują z ich strony akceptacji, którą otrzymują w postaci lajków.

Ciekawe, czy nie ma to związku z faktem, że przed erą selfie nigdy tak dużo na siebie samych nie patrzyliśmy. Przelotne rzucenie na siebie okiem w lustrze to nie to samo co mówienie do siebie podczas nagrywania stories.

To prawda. Tym trudniej jest zaakceptować wygląd na zdjęciach, na które nie mamy wpływu, bo robią je nam inni.

Działa pani w środowisku liderek wspierających kobiety, skupiających uwagę na  umiejętnościach. Jak wzmacniać nastolatki?

Dove w raporcie na temat badań zamieścił w sieci przewodnik dla rodziców i ja się zgadzam z punktami tam zawartymi. Trzeba sprawiać, żeby nastolatki bardziej w siebie wierzyły, żeby się doceniały, podziwiały. Warto, żeby wiedziały, jak powinny patrzeć na media społecznościowe i jak ich używać. Rodzice, zamiast zwracać uwagę na wygląd, powinni doceniać umiejętności, cechy charakteru. Chwalenie działań buduje poczucie wartości oparte na charakterze, a nie urodzie. Kobiety, które są spełnione, które się realizują, mają pasje, emanują wewnętrznym pięknem, są bardzo interesujące.

Koleżanki proszą mnie czasami, żebym porozmawiała z ich córkami o budowaniu pewności siebie. Tłumaczę im wtedy, że wygląd jest jedną z części składowych, a nie tą najważniejszą, na której mają opierać całe swoje życie. 

Spełnione kobiety emanują także wewnętrznym pięknem (Shutterstock)

A nastolatki mówią pani, dlaczego stosują filtry?

Tak – "bo koleżanka używa". W ich pokoleniu filtry to jest normalna sprawa. Ale to jest tylko narzędzie, którego trzeba nauczyć dziecko używać, bo zakazywać nie ma sensu, to jest ich świat, muszą umieć się w nim bezpiecznie poruszać. I przede wszystkim zastanowić się, jak my, dorośli, sami zachowujemy się w mediach społecznościowych. Jak pokazują autorzy raportu Dove, jedna trzecia dziewczyn uważa, że prawie wszyscy dorośli edytują swoje zdjęcia, stosują filtry, żeby poprawić swój wygląd.

Karolina Cwalina-Stępniak pracuje jako coach i mentorka, specjalizuje się w zarządzaniu czasem, planowaniu i organizacji, nauce motywacji, budowaniu poczucia własnej wartości, definiowaniu celów i planowaniu działań w życiu prywatnym i biznesie, nauce wytrwałości, pracy w zespole i nauce przywództwa.