zakonczone_partnerstwa
Lekarze zalecają przyjmowanie witaminy D w okresie od października do marca. (shutterstock.com)
Lekarze zalecają przyjmowanie witaminy D w okresie od października do marca. (shutterstock.com)

Po długich zimowych miesiącach zazwyczaj marzymy o tym, żeby poczuć na skórze ciepłe promienie słońca. Nie bez powodu. By pozostawać w dobrym zdrowiu i kondycji, ludzkie ciało oprócz odpowiedniej liczby kalorii potrzebuje wielu witamin i minerałów. Większość z nich musimy dostarczać mu wraz z pożywieniem. Wyjątkiem jest witamina D, która występuje pod wieloma postaciami. Dwie najważniejsze to ergokalcyferol nazywany witaminą D2, i cholekalcyferol – witamina D3. Tę drugą substancję, pod wpływem światła słonecznego, wytwarza nasza skóra. To organiczny związek chemiczny, który ma bardzo duże znaczenie dla gospodarki wapniowo-fosforanowej, a także dla prawidłowej budowy kości i zębów w okresie rozwojowym, później odpowiada za ich prawidłowe funkcjonowanie. Dodatkowo poprawia funkcję układu pokarmowego.

Przez długie lata naukowcy i lekarze przekonani, że witamina D właściwie ma znaczenie wyłącznie dla kości, dlatego stosowano ją głównie w profilaktyce i leczeniu krzywicy oraz osteoporozy. Dopiero ostatnie lata przyniosły prawdziwe rewelacje na temat „słonecznej witaminy”. Naukowcy ze zdumieniem odkryli, że prawie wszystkie komórki naszego organizmu posiadają jej receptory! To wskazuje, że ma ona wpływ praktycznie na cały organizm. Ważna jest nie tylko dla kości, ale również dla sprawnego działania naszego układu immunologicznego, odpowiedzialnego nie tylko za walkę z infekcjami wirusowymi (np. przeziębienia czy grypy) i bakteryjnymi, ale także za zwalczanie innych groźnych komórek, na przykład nowotworowych. Badania epidemiologiczne wykazały, że statystyczne prawdopodobieństwo zachorowania na wiele nowotworów, w tym jelita grubego, jajnika, sutka i prostaty, maleje wraz ze wzrostem stężenia witaminy D w organizmie.

Prawidłowy poziom tej witaminy poprawia też funkcje układu pokarmowego, może być również pomocna w zrzucaniu wagi. Im wyższy jej poziom w organizmie, tym niższe BMI, czyli wskaźnik prawidłowej masy ciała – wykazali naukowcy ze szkockiego Aberdeen University. „Słoneczna witamina” ma też pozytywny wpływ na przebieg leczenia migren czy bezsenności, czyli dolegliwości, które w ostatnim roku towarzyszyły nam szczególnie często. Dodatkowo odgrywa ważną rolę w zapobieganiu depresji. Przez pandemię ograniczamy naszą aktywność, więcej czasu spędzamy w domach, w zamknięciu, z dala od promieni słonecznych, a to pogarsza nasze samopoczucie. Pomocna może być tu właśnie witamina D, która jest kluczowa do pozostania w zdrowiu.

 

Nie tylko krzywica i osteoporoza

Niedobór witaminy D może być naprawdę bardzo groźny w skutkach. Powoduje nie tylko choroby kości, takie jak krzywica, osteoporoza czy osteomalacja, ale też bywa przyczyną bóli kostno-mięśniowych i zaburzeń wzroku. - Zbyt mała ilość tej witaminy w organizmie sprawia również, że pogarsza się praca płuc – odkryła dr Nancy E. Lange z Channing Laboratory w Brigham. Jej zdaniem witamina D, za sprawą swojego działania antyoksydacyjnego i przeciwzapalnego, może łagodzić niszczący wpływ palenia papierosów na płuca i zwiększać ich wydolność.

Niedobór witaminy D powoduje nie tylko choroby kości, takie jak krzywica, osteoporoza czy osteomalacja, ale też bywa przyczyną bóli kostno-mięśniowych i zaburzeń wzroku. (shutterstock.com)

Zaobserwowano również związek między niskim poziomem witaminy D a występowaniem astmy i zapalenia jelit oraz niepłodności. Niewystarczający poziom tej witaminy zwiększa również ryzyko wystąpienia chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów i stwardnienie rozsiane. Może być też groźny dla serca i mózgu. Badania wskazują, że niedobór witaminy D wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia migotania przedsionków, będącego najczęstszą przyczyną udarów mózgu.

Gdy zabraknie słońca

Niestety, nasłonecznienie w naszej strefie geograficznej pozwala na produkcję wystarczającej ilości witaminy D tylko w najcieplejszych miesiącach późnej wiosny i lata. Przez pozostałą część roku światła jest za mało, a ponad 90 procent z nas cierpi na niedobory „słonecznej witaminy”. Obecnie, gdy z powodu lockdownu większość osób zmuszona jest ograniczyć czas przebywania na świeżym powietrzu, są one szczególnie duże. Zwłaszcza u osób starszych, których skóra mniej efektywnie niż u młodych syntetyzuje tę witaminę. U osób starszych ilość wytworzonej witaminy D to zaledwie 40 proc. ilości, jaka wytwarzana jest u dzieci przy tym samym czasie pobytu na słońcu.

Najwięcej witaminy D występuje w tłustych rybach morskich, jak łosoś, śledź czy sardynki. A te stosunkowo rzadko goszczą na naszych stołach (shutterstock.com) , (shutterstock.com) , (shutterstock.com)

Wprawdzie witaminę D dostarczamy też organizmowi z pożywieniem, ale uzupełnienie jej niedoborów w ten sposób jest dość trudne. Przyjmuje się, że dobrze bilansując dietę, jesteśmy w stanie dostarczyć organizmowi tylko około 20 procent niezbędnej witaminy D. To za mało, żeby pokryć jesienno-zimowe deficyty. Witamina D jest jedną z witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (wraz z witaminą A, E i K), która jest naturalnie obecna jedynie w kilku produktach spożywczych. Najwięcej jest jej w tłustych rybach morskich, jak łosoś, śledź czy sardynki. A te stosunkowo rzadko goszczą na naszych stołach. W innych produktach, takich jak czerwone mięso, mleko, ser żółty czy żółtka jaj, również znajdziemy pewne jej ilości, ale niestety niezbyt imponujące. W najtrudniejszej sytuacji są weganie, dla których jedynym naturalnym źródłem tej witaminy są grzyby. Osoby ograniczające spożycie mięsa muszą więc w szczególności dbać o odpowiedni poziom witaminy D.

Lek, nie suplement

Zważywszy na ogrom benefitów, jakie daje nam „słoneczna witamina”, dbanie o jej prawidłowy poziom przez cały rok powinno być zwyczajem nie tylko wegan czy seniorów, ale nas wszystkich. Wydaje się to zresztą niezbyt trudne, na rynku bowiem jest mnóstwo zawierających ją preparatów. Niestety, zdecydowana większość z nich to tzw. suplementy diety, często o niskiej lub wręcz żadnej jakości, których najmocniejszą stroną jest... sugestywna reklama.

Niedobory witaminy D mogą prowadzić do chorób kości, takich jak osteoporoza czy osteomalacja, a u dzieci do krzywicy. (shutterstock.com)

Dlatego specjaliści zalecają, by w celu uzupełnienia niedoborów witaminy D sięgać po produkty o wysokiej jakości, czyli leki. W ich przypadku produkcja i skuteczność działania poddane są znacznie ostrzejszym rygorom i nie budzą wątpliwości. Przykładem może być Vigalex polskiej firmy Biofarm. To jedyny dostępny na naszym rynku lek bez recepty z witaminą D w dawkach 1000, 2000 i 4000 IU, czyli jednostek międzynarodowych (ang. International Unit), którymi opisuje się ilość substancji czynnej w leku.

Wiele osób zadaje sobie z pewnością pytanie, ile witaminy D właściwie powinniśmy przyjmować. Do niedawna zalecana przez Główny Inspektorat Sanitarny dzienna dawka dla dorosłych wynosiła 2000 IU. Jednak w lutym tego roku wprowadzono zmianę. Dotyczy ona osób powyżej 75. roku życia, którym obecnie rekomenduje się przyjmowanie 4000 IU.Taką zwiększoną dawkę zaleca się także osobom otyłym.

Lekarze zalecają przyjmowanie takiej dawki w okresie od października do marca. Osoby, które chciałyby upewnić się co do konieczności uzupełnienia witaminy D, mogą oznaczyć sobie jej poziom w prostym badaniu laboratoryjnym.

Witamina D może być ważnym elementem w walce z epidemią COVID-19 (shutterstock.com)

Witaminą w wirusa

W ostatnich miesiącach o witaminie D zrobiło się szczególnie głośno. Unikanie niedoboru witaminy D jest ważne z wielu powodów, a obecnie jest jeszcze ważniejsze ze względu na potencjalną rolę, jaką odgrywa podczas pandemii COVID-19 w poprawie funkcji odpornościowych.

W lutym tego roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, ogłaszając aktualizację swoich zaleceń co do farmakoterapii tej choroby, zaleciła podawanie witaminy D lekko chorym w dawce 1000 IU, a tym, u których przebieg choroby jest inny niż lekki, nawet w wyższej. W uzasadnieniu tej decyzji AOTMiT przytacza badanie naukowców ze szpitala uniwersyteckiego Reina Sofia w hiszpańskiej Kordobie, którzy 50 chorym podawali witaminę D. Jednocześnie obserwowali liczącą 26 osób grupę kontrolną otrzymującą placebo. Okazało się, że spośród pacjentów przyjmujących lek hospitalizacji poddano ostatecznie jedną osobę, czyli 2 procent grupy, a w grupie porównawczej aż 50 procent. Co więcej, spośród tych 13 chorych, którzy trafili do szpitala po otrzymaniu placebo, dwie osoby zmarły, podczas gdy w grupie pacjentów leczonych prawdziwą witaminą D zgonów nie odnotowano.

Specjaliści zalecają, by w celu uzupełnienia niedoborów witaminy D sięgać po substancje wyraźnie oznaczone jako leki. (shutterstock.com)

Zarówno sami badacze, jak i powołująca się na nich AOTMiT podkreślają, że tak niewielkie badanie nie daje pewności co do skuteczności takich leków w walce z COVID-19. Agencja zaznacza wręcz, by te wyniki traktować na razie wyłącznie jako hipotezę naukową. Jednak badań potwierdzających pozytywne działanie witaminy D w przebiegu COVID-19 jest coraz więcej. Podsumowuje je przeprowadzona przez zespół prof. Adriana R. Martineau z Queen Mary University w Londynie metaanaliza 25 badań obejmujących łącznie około 11 tys. chorych, która wykazała, że podawanie leków z witaminą D o 19 procent zmniejsza występowanie ostrej infekcji dróg oddechowych u pacjentów z COVID-19. Wśród przyczyn takiego oddziaływania naukowcy wskazują między innymi uruchamianie przez nią reakcji ochronnej przed patogenami układu oddechowego.

Biorąc pod uwagę te doniesienia i pamiętając o wspieraniu naszego układu odpornościowego w walce z koronawirusem, warto sięgnąć po witaminę D i zadbać o jej prawidłowy poziom w organizmie przez cały rok. Upewnijmy się jednak, że przyjmujemy lek, a nie suplement, którego jedyną siłą jest krzykliwa reklama.