Płaci pan rachunki smartfonem?
- Jasne! Smartfonem, a także za pomocą innych urządzeń. Jestem fanem takich rozwiązań. Mogę przyjechać do Polski i z każdego miejsca zrealizować wszystkie niezbędne płatności.
Mastercard zbadał preferencje polskich internautów i okazało się, że zakupy online cieszą się wśród nich coraz większą popularnością.
- Zgadza się, bardzo mnie to cieszy.
Oznacza to jednak, że Polacy o wiele rzadziej używają tradycyjnych kart płatniczych lub kredytowych. Czy dla pana i pana firmy, której działalność opiera się na tych kartach, to nie jest problem?
- Tu nie chodzi o kartę. Kluczowa zmiana zawiera się w technice płatności. Jeszcze kilka lat temu "plastik" dominował w transakcjach bezgotówkowych, ale w najbliższej przyszłości dominujące staną się płatności elektroniczne. Będziemy powszechnie płacić telefonami lub poprzez tzw. "wearables", czyli np. za pomocą smartwatcha, opaski na rękę, a nawet biżuterii.
Biżuterii?
- Zobaczy pan. Ale ogólnie mówimy o formach płatności idących w tym samym kierunku, w jakim idą technologie przyszłości.
Idą w takim kierunku, że pewnego dnia karta Mastercard może przestać być potrzebna.
- Mamy na to odpowiedź. 14 lipca uruchomiliśmy Masterpass. To całkowicie elektroniczny system płatności. Pierwszy na świecie, który upodabnia zakup w sklepowej kasie do transakcji online.
Jak to działa?
- Pobieramy aplikację Masterpass. Możemy połączyć ją ze wszystkim: z kartą kredytową, z kartą debetową, z kartą prepaid . Do tej pory można było dokonać transakcji bezgotówkowej i zbliżeniowej tylko w miejscach, gdzie akceptowane są płatności online. A teraz Masterpass możemy użyć też w zwykłym sklepie. Jaka jest kluczowa różnica? Tokenizacja. W żadnym miejscu transakcji nie zostaje podany nasz numer konta, numer karty kredytowej lub debetowej czy PIN. Jest zastępowany przez algorytm, który generuje token. I jeśli ktoś ukradnie nasz token, to i tak na przykład pan jako klient jest zupełnie bezpieczny.
To znaczy?
- Dajmy na to, że jestem złodziejem i kradnę pana dane. Chciałem zdobyć numer karty kredytowej, kod CVV i datę ważności karty. Zdobywam tylko bezużyteczny dla mnie token. Powodzenia, złodzieju, niewiele z nim zrobisz. Po drugie - Masterpass działa tak, jak chcą klienci. Wykonuję w ciągu dnia wiele płatności - rachunki, sklep, kawiarnia, taksówka, siłownia. Masterpass. Jeden klik.
Kiedy zapłacę za coś, używając smartwatcha czy opaski na nadgarstek?
- Już niedługo. Za parę lat. Kluczowe są tu dwie kwestie: autentyfikacji karty i osoby, która ma na sobie jedno z tych urządzeń. Połączyliśmy tu siły z firmą NYMI. Wymyślili patent, dzięki któremu urządzenie, które nosimy, mierzy nasz rytm serca. A ten - niezależnie, czy biegniemy, czy idziemy powoli - jest niepowtarzalny. Jak odciski palców.
Czyli jakieś urządzenie będzie coś o mnie wiedziało.
- Tak, ale tylko wtedy, gdy będzie pan je miał na sobie. Mechanizm płatności działa tylko wtedy, gdy jest noszony przez prawowitego właściciela. I gdy złodziej próbuje zapłacić, to nie zadziała - bo jego rytm serca jest inny. Innym rozwiązaniem jest identyfikacja twarzy. To sposób płacenia, przy którym masz zabawę, bo robisz zdjęcie. Współpracujemy też z firmą Ringly. Umieścili kartę płatniczą w biżuterii! Mamy naprawdę mnóstwo sposobów dotarcia do klienta - takich, które są dla niego interesujące, bezpieczne, proste i wielokanałowe.
To dobre rozwiązanie w środowisku wielkomiejskim. Zwłaszcza w USA, gdzie wszędzie jest darmowa sieć wi-fi i można płacić bezgotówkowo. W Europie wiele osób preferuje gotówkę.
- Różne rynki są w różnych stadiach ewolucji. Są takie, które są już dojrzałe, są też młode i rozwijające się. Dla firmy takiej jak moja - specjalizującej się w cyfrowych płatnościach - to oznacza możliwości rozwoju. Globalnie tylko 13 proc. transakcji to transakcje elektroniczne. Reszta to gotówka i czeki. To dla nas szansa.
Ale też wyzwanie.
- Pana szklanka jest do połowy pusta. Moja szklanka jest do połowy pełna. Przykład - Nigeria. Rozwijający się rynek. Ogromna część populacji nie ma dostępu do systemu bankowego. Ludzie zarabiają dniówki, robotnicy fizyczni na przykład. Rolnicy. Ci, którzy są słabi ekonomicznie, nie są włączeni do systemu bankowego. A jakoś trzeba im na przykład wypłacać zasiłki. Weszliśmy w partnerstwo z rządem i stworzyliśmy karty płatnicze zintegrowane z dowodem osobistym. Rząd przelewa środki prosto na te karty.
Gdzie używają kart? Pracujemy z lokalnymi bankami i z ludźmi, którzy w takich regionach otwierają sklepy. Pracujemy z organizacjami udzielającymi mikrokredytów. Ludzie nie muszą już chodzić do centrów administracji, tam czekać w kolejce po pieniądze, potem wracać, tracić czas. A zdarzają się napady rabunkowe na wracających do domu. Co więcej, beneficjenci rządowej pomocy nie mogą wydać pieniędzy z karty np. na alkohol lub tytoń.
Rząd, z którym współpracujecie, mówi ludziom, co mają kupować, a co nie?
- Wydawanie tych pieniędzy na alkohol i używki byłoby po prostu nieetyczne. Kontrola nie jest naszym celem. Chcemy, żeby ten system przysłużył się ludziom. Dlaczego rząd daje pieniądze? Bo ludzie są biedni. Rząd mówi: chcę wam pomóc wyżywić rodzinę. Ale zamiast dawać jedzenie, daję wam na nie pieniądze. Nie wydajcie ich więc na wódkę i papierosy. A my jesteśmy ich partnerem w tym przedsięwzięciu. Rozszerzamy ten patent na inne kraje - Liban, Egipt, Afrykę Południową, próbujemy rozwiązać problem wykluczenia z systemu bankowego poprzez partnerstwo publiczno-prywatne.
To brzmi jak dobre rozwiązanie dla ludzi bardzo mobilnych, którzy nie zawsze mają dostęp do internetu czy placówki banku czy choćby bankomatu.
- Bo takie jest! Cały czas próbujemy rozszerzyć na świecie zasięg punktów i placówek, w których można płacić kartą albo w inny bezgotówkowy sposób.
Pana słowa ucieszą współczesnych nomadów, podróżników, którzy jeżdżą po świecie, czasem w trudno dostępne miejsca, nie chcą nosić ze sobą dużo gotówki, a muszą coś jeść, kupować sprzęt, zapłacić za nocleg.
- Teraz mamy dziesiątki milionów sprzedawców na całym świecie, którzy akceptują płatność kartą lub inne metody płatności bezgotówkowych. Dlaczego chcemy to rozszerzyć? Dokładnie z tych powodów i ze względu na tych ludzi, których pan wymienił. Oni nie chcą nosić ze sobą gotówki. Chcą innych form płatności. W to nam graj, bo tak, jak naszym pierwszym celem jest rozszerzenie zasięgu miejsc, gdzie można dokonać transakcji jedną z naszych metod, tak drugą jest stworzenie społeczeństwa bezgotówkowego.
Wypowiedzieliśmy wojnę gotówce. Moją główną konkurencją nie są inne firmy z branży płatności, ale gotówka sama w sobie. Na razie tylko około 15 proc. rynku jest bezgotówkowe. To zostawia nam 85 proc., które jest na razie poza naszym zasięgiem. To pole, o które walczymy.
Dlaczego chcecie wyeliminować gotówkę? Jest wygodna.
- Po pierwsze: gdy dochodzi do transakcji gotówkowej, nie ma po niej śladu.
Znakomicie! Dla mnie brzmi to doskonale. Nikt nie kontroluje, na co wydaję swoje pieniądze.
- Nie byłbym taki pewien. W tej anonimowej przestrzeni dzieją się złe rzeczy. Handel bronią. Pranie brudnych pieniędzy. Łapówki. Przemyt narkotyków. To wszystko dzieje się dzięki anonimowości, jaką oferują transakcje gotówkowe.
Z drugiej strony mamy już organizacje przestępczości zorganizowanej, które wiedzą, jak wykorzystywać słabości elektronicznych systemów bankowości. Są ludzie, którzy nie chcą, by firmy kontrolowały i wiedziały, na co oni wydają pieniądze. Są na świecie rządy, które mogą zażądać od operatorów bezgotówkowych informacji o klientach.
- Oczywiście, nie możemy ich ignorować. Zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństw i robimy, co możemy, żeby nasze systemy były bezpieczne. Co ważne, gotówka jest też droga. W Nigerii, gdy przeszła na bezgotówkowy system zasiłków, udało się zaoszczędzić około 60-70 milionów dolarów publicznych pieniędzy.
W jaki sposób?
- Dajmy na to, że wielka sieć handlowa nie akceptuje kart. Ja, jako kasjer w sklepie, przyjmuję gotówkę. Olbrzymie ilości gotówki. Jestem tylko człowiekiem. Bywam zmęczony. Popełniam błąd. Jeden, drugi, trzeci. Niewielki. Ale w skali przedsiębiorstwa robi się spora suma. Ta suma to strata. Koszt. Potem całą tę gotówkę, której robi się fizycznie bardzo dużo, trzeba zabezpieczyć, spakować, przetransportować. Ochronić transport. Za to wszystko zapłacić ludziom, który to zrobią. Ponieść koszty transportu pancernym wozem. Na drugim końcu łańcucha trzeba tę gotówkę przeliczyć. To wszystko nie dzieje się za darmo! To jest drogie! I nieskuteczne. A można to wszystko załatwić jednym kliknięciem. W to celujemy. Dlatego mówimy, że wypowiedzieliśmy wojnę gotówce.
W Polsce w wielu miejscach ludzie są po stronie pana wroga.
- Gotówki?
Tak. Łatwiej jest wprowadzać nowoczesne rozwiązania w ogarniętych cyfrową rewolucją Stanach Zjednoczonych czy z drugiej strony na rynkach rozwijających się typu Nigeria. A jak jest w kraju takim jak Polska?
- Polacy historycznie rzecz ujmując przeskoczyli pewien etap w płatnościach bezgotówkowych - etap boomu na tradycyjne karty płatnicze bez chipa czy paska magnetycznego - przechodząc od razu do nowszych technologii. Być może stąd tak wielką popularność zyskały u was płatności zbliżeniowe - Polska jest jednym z 3 krajów na świecie, gdzie udział płatności zbliżeniowych jest najwyższy! Inną kwestią jest, że nawet w najbardziej zaawansowanych technicznie krajach, jak USA, nie mamy stuprocentowego pokrycia powierzchni kraju zasięgiem cyfrowych transakcji. Cały czas nad tym pracujemy. Różne kraje są na różnym stopniu rozwoju. A my musimy wiedzieć w każdym przypadku dlaczego. Musimy rozumieć, dlaczego konsument pyta: po co mi elektroniczne płatności zamiast gotówki, do czego mi to potrzebne? Jedną z naszych odpowiedzi jest program Priceless Specials.
To znaczy?
- Te oferty dają coś, czego zwykła gotówka klientowi nie da. Możliwości, których klient gotówkowy nie ma i mieć nie może. Za bezgotówkowe zakupy w wybranych sklepach otrzymuje punkty, które może wymienić na nagrody rzeczowe. Dostaje też zniżki, promocje specjalne oraz oferty dopasowane do zwyczajów zakupowych.
Co to znaczy dopasowane?
- Firmy i banki mają coraz większy problem z dotarciem z ofertą programów lojalnościowych do właścicieli kart. Co my robimy? Staramy się, żeby banki mogły dostarczyć konsumentom jak najbardziej spersonalizowaną ofertę. Priceless, czyli "bezcenne"...
...a za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard?
- Ha! Kolejny dowód na skuteczność naszej kampanii. Słowo "bezcenne" kojarzy się z Mastercard od lat. "Bezcenne. Za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard" to jest nasza esencja, duch marki. W 1997 r. w naszej reklamie ojciec i syn szli na mecz baseballa. I po kolei: cena biletu - 20 dolarów. Napój - 2 dolary. Czas z 11-letnim synem - bezcenne. Są rzeczy, których nie kupisz za pieniądze. Za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard. To była kampania oparta na emocjach. To dość nietypowe, że firma produkująca karty kredytowe tworzy przekaz, z którego wynika, że wydawanie pieniędzy, czy kupowanie rzeczy, to nie wszystko. Że liczy się to, w jaki sposób spędzisz czas z własnym dzieckiem. To był początek. To był hit.
Ale przecież mogę pójść z ojcem na mecz i zapłacić gotówką. Czas spędzony z tatą - bezcenny. Nie potrzebowałem karty Mastercard.
- Jasne! Ale tu wchodzę ja. I mówię tak: Czas spędzony z tatą jest bezcenny niezależnie od formy płatności. Więc to, co ja muszę zrobić, to sprawić, żeby pan więcej zyskał na tym, że za ten bezcenny czas zapłacił pan Mastercard. Żeby pan chciał znów przeżyć z tatą, mamą, ukochaną osobą czy z przyjaciółmi coś, co jest naprawdę bezcenne. Temu właśnie służy Priceless Specials.
Chcę kupić przyjacielowi prezent. Ale ma już książki, płyty, filmy, ubrania. Co mogę mu kupić, co nie jest rzeczą, ale ciągle będzie prezentem?
- Właśnie! Zrobiliśmy wielkie badanie w 15 krajach. I wie pan co? Ludzie myślą tak jak pan! Nie obchodzą ich rzeczy. Szukają wrażeń, ciekawych przygód. One są ważniejsze od przedmiotów. Stworzyliśmy platformę Priceless Cities. Oferujemy tam doświadczenia, których nie można kupić za pieniądze. Np. chce pan zjeść lunch z królową Holandii. Albo pójść na sztukę na Broadwayu.
Byłem.
- Ale chce pan być na scenie, a nie na widowni. Albo jedzie pan do Brazylii, do Rio, pod posąg Chrystusa Odkupiciela. Priceless Cities zapewni panu coś lepszego, wyjątkowego. Wejście do wnętrza posągu i na jego szczyt. Nie powie mi pan, że nie zrobiłby pan sobie selfie z Chrystusem.
Dobra. Po pierwsze: jak to działa? Po drugie: dlaczego jest to rzecz, której nie kupię za żadne pieniądze? To brzmi jak rzecz, którą kupię za WIĘKSZE pieniądze. I po trzecie: skąd ja te większe pieniądze wezmę?
- Działa to tak, że Mastercard wynegocjował, załatwił z osobami i instytucjami odpowiadającymi za dostęp do danej atrakcji, żeby pan miał ten dostęp jako nasz klient. Mówimy tak: - Panie i panowie, chcemy zorganizować tu u was taką to a taką atrakcję dla naszych klientów. Oczywiście za opłatą. Zarobicie na tym.
Rozumiem, że wam jako międzynarodowej firmie łatwiej to zrobić niż pojedynczemu turyście.
- Oczywiście. Wszystkim się to opłaca. A pan może taką przygodę sobie zarezerwować. Na Priceless.com znajdzie pan przygody, doświadczenia pogrupowane według miast. W Paryżu są katakumby. Zwykły turysta zwiedzi ich część. Turysta, który wykupił przygodę w Priceless Specials, wejdzie tam, gdzie mało komu udało się wejść. To jest odpowiedź na pana drugie pytanie: tego pan za żadne pieniądze nie kupi. Takich rzeczy szukamy. Albo je tworzymy. Mamy już około 350 doświadczeń.
W sam raz na przykład na prezent dla przyjaciela. On może np. kochać filmy. Pan może mu kupić przejście po czerwonym dywanie z aktorami w Cannes. My ten festiwal sponsorujemy. Kiedyś mogliśmy walczyć tylko o to, żeby nasza marka była na nim widoczna. Ale teraz chcemy, żeby widoczne na nim były doświadczenia, które mogą stać się udziałem naszych klientów.
Lepszy jest gość, który wrzuci na Facebooka selfie z gwiazdą na czerwonym dywanie i napisze, że to dzięki Mastercard, niż największy banner nad pałacem festiwalowym?
- No pewnie! Dokładnie takie coś próbujemy budować. A mamy na czym. Cannes. Liga Mistrzów. Brit Awards. Grammy Awards. Roland Garros. Mamy dobrą bazę, na której możemy budować ofertę dla posiadaczy naszych kart. A jak to działa od pana strony? Wchodzi pan na stronę, wybiera miasto i patrzy, jaka atrakcja jest dostępna i czy jest w zasięgu pana portfela. A to dopiero początek. W marcu 2017 r. będziemy mieli co najmniej 1000 unikalnych przygód życia.
A ich cena nie będzie też przypadkiem ceną życia?
- Nie. I tu odpowiedź na pana trzecie pytanie: czy to wymaga użycia dużej części zawartości mojej karty płatniczej lub kredytowej? Atrakcje są kierowane do konkretnych grup klientów. Badamy, jakie atrakcje i za jaką cenę możemy zaoferować określonej grupie naszych klientów, a jakie atrakcje innej grupie, w zależności od stopnia jej zamożności, zainteresowań, gustów. Mamy ich sporo dla bogatych klientów, to fakt. Ale dla mniej zamożnych też mamy ofertę. Priceless Surprises. Czyli prezenty. Samo to, że używasz karty Mastercard, uprawnia cię do niespodzianki. Od startu programu daliśmy już pół miliona niespodzianek na całym świecie.
Skąd wiecie, co ja chcę?
- Mówi nam to pana profil w social mediach. Pana Facebook jest dla nas drogowskazem. Tam pan pokazuje, co lubi, czego pragnie, co pana kręci, a czego pan nie chce. Nie muszę nawet wiedzieć, kim pan jest. To, co muszę wiedzieć, to czy mogę zaoferować daną niespodziankę grupie ludzi, którzy twierdzą, że np. są fanami Justina Timberlake'a.
Każde podłączone do sieci urządzenie należy do tzw. internetu rzeczy. Jak chcecie wykorzystać ten nowy trend?
- Każde takie urządzenie można wykorzystać w handlu. Każde. To może być robot kuchenny. Albo telefon. Albo pralka i lodówka. To nie jest teoria, to jest rzeczywistość. Weszliśmy w partnerstwo z Samsungiem. Samsung stworzył lodówkę z kamerami w środku. Na drzwiach jest ekran. Na ekranie widać, czego brakuje w lodówce. Klika pan obrazek z brakującą rzeczą. Jednym klikiem zapłacił pan sklepowi Fresh Direct na Manhattanie. Fresh Direct dostarcza produkt pod drzwi pana domu.
Wygodne, ale w wielkim mieście.
- Nie tylko. Amazon już myśli o dostarczaniu produktów dronem. Ale na razie stworzyliśmy produkt, który połączył sklep z pana lodówką. Wystartował dwa miesiące temu i działa.
Moja lodówka stanie się robotem. A jest pan w stanie wyobrazić sobie, że przychodzi pan do sklepu i kupuje coś od sprzedawcy, którym jest robot?
- Tak, bo mamy Peppera.
Kim jest Pepper?
- Pepper wygląda jak mały chłopiec. Podchodzi pan do niego w restauracji i mówi: chciałbym zjeść to, to i to. On odpowiada panu logicznie w kontekście rozmowy, wysyła zamówienie. Po jakimś czasie przychodzi ono do pana na stół. Testowaliśmy już Peppera w Japonii.
Jaki związek ma Pepper z marką Mastercard?
- Oczywiście płatność! Poprzez Peppera dokonaliśmy automatycznej bezgotówkowej płatności! Pan zamawia, robot robi resztę! Tak samo jak pralka Whirlpoola stworzona we współpracy z Mastercard. Obecnie w trakcie testów w USA. Tam są publiczne pralnie. Pralkomaty. Rezerwuje pan przez telefon pralkomat najbliżej domu. Sprawdza pan, która maszyna akurat jest wolna. Klik! Zarezerwowane, maszyna zamknięta, idzie pan do pralni, klika pan w telefonie i ją pan otwiera. I już się pierze. W taki sposób chcemy sprawić, by bezgotówkowe płatności weszły do każdego urządzenia podłączonego do internetu.
Teraz pana wrogiem jest gotówka. Co się stanie, gdy wrogiem zacznie być karta?
- A o to będzie się martwił mój wnuczek!
Raja Rajamannar. Dyrektor generalny ds. marketingu i komunikacji Mastercard. Odpowiada za komunikację firmy na całym świecie, a także za marketing elektroniczny. Wcześniej był m.in. wiceprezesem Anthem. W trakcie swojej wieloletniej kariery na najwyższych stanowiskach w globalnych korporacjach zajmował stanowiska kierownicze m.in. w firmach Humana, Citigroup oraz Unilever.