Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury to pierwsze wydarzenie literackie w kraju, które łączy ogólnopolski charakter z międzynarodową skalą. Przez tydzień - między 16 a 22 maja - podczas prowadzonych przez doskonałych polskich dziennikarzy paneli dyskusyjnych, w trakcie spotkań z uznanymi autorami, na trasie literackich spacerów, na deskach teatrów i w salonach pomysłodawcy i organizatora wydarzenia, sieci Empik, królować będzie książka.
Uczestnicy będą mieli szansę spotkać się z najważniejszymi autorami polskiej literatury (od Olgi Tokarczuk, przez Zygmunta Miłoszewskiego, Jacka Hugo-Badera, Manuelę Gretkowską, po Grocholę) i zagranicznej (m.in. Jaume Cabré, Diane Ducret, Paullina Simons, Lars Saabye Christensen). Wydarzenia odbywają się równolegle w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach, Łodzi i Szczecinie. Autorem oprawy wizualnej festiwalu jest laureat tegorocznego Paszportu "Polityki", Tymek Borowski. Wstęp na wszystkie wydarzenia festiwalu jest wolny.
Anna Tatarska: Opowiedz mi o festiwalu Apostrof, którego jesteś kuratorką. Dlaczego warto w nim uczestniczyć i czego można się po tegorocznej edycji spodziewać?
Sylwia Chutnik:
Zamysł tego festiwalu był nieco podobny do Festiwalu Conrada. Przy okazji Targów Książki - tam w Krakowie, tu w Warszawie - odbywają się różne kulturalne szacher-macher, fajne rzeczy: spotkania z pisarzami i pisarkami, debaty, a nawet spacery, podczas których prowadzący opowiedzą o mieście z perspektywy literackiej, o swojej twórczości w kontekście przestrzennym.
Całość trwa tydzień, rozgrywa się w ośmiu miastach, mamy siedemdziesięciu gości. Klęska urodzaju! Nienawidzę liczb, jestem raczej człowiekiem Worda niż Excela, ale w tym przypadku liczyłam rzetelnie. Dbałam, by był w miarę zachowany parytet - i prawie się udało. Gościmy prawie tyle samo pisarek co pisarzy, bądź też osób związanych z rynkiem wydawniczym, promocją czytelnictwa. Trzeba wszystkich zsynchronizować. Pisarze jeżdżą w tę i we w tę między miastami. To jest skomplikowane logistycznie przedsięwzięcie.
Czy pisarze podróżują specjalnymi pisarzobusami?
- Myślałam kiedyś, by stworzyć coś takiego i wspólnie z innymi pisarzami wybierać się na rozmaite aktywności w całej Polsce. Ale na razie tego pisarzobusa nie ma, więc nasi goście będą się poruszać metodami konwencjonalnymi.
Zafascynowało mnie tegoroczne hasło Apostrofu: "Czytaj dalej!". W Polsce panuje kryzys czytelnictwa i większość potencjalnych uczestników kultury najpierw musiałaby w ogóle zacząć czytać. Skąd ten optymizm?
- Przede wszystkim nie chcieliśmy marudzić. Bo to taki paradoks: przecież narzekamy na niskie czytelnictwo wśród osób, które już czytają! To trochę tak, jak nauczycielka w szkole się wkurzała, że pół klasy nie przyszło na zajęcia, a przecież mówiła do tych, którzy na zajęciach się pojawili. Nie ma co się cieszyć ze słabych wskaźników. Wszyscy znamy wyniki badań Biblioteki Narodowej, zresztą jej dyrektora będziemy gościć na jednym z paneli, dotyczącym czytelnictwa. Ale przede wszystkim chcemy celebrować literaturę. Chodziło nam o to, żeby nawiązać do komunikatu, jaki pojawia się na stronach internetowych - "kliknij, by czytać dalej". To hasło miało być też takim klepnięciem po plecach tych, którzy czytają. "Hot or not? HOT!". (śmiech)
Ostatnio na Facebooku śledziłam gorącą dyskusję. Mój, bardzo czytający, znajomy wytoczył działa przeciwko stronom typu "Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka". Podobne hasła nazwał hipokryzją i zwrócił uwagę, że nieczytanie nie zawsze jest wyborem. Pisał, że nie tylko nas nie stać na książki, ale też musimy dłużej pracować na swoje pensje. Czytanie z tej perspektywy jawiło się jako towar luksusowy. Mnie się z tym punktem widzenia trudno zgodzić.
- Przyjmuję argument ekonomiczny. Zgodzę się z tym, że książki są drogie. Ale papierosy też dużo kosztują. Jeśli jesteś samotnym człowiekiem na bezludnej wyspie, to może być z czytelnictwem problem. Ale przecież każdy żyje w jakiejś społeczności. Istnieje też takie cudo jak biblioteki, są znajomi, sąsiedzi, tysiąc potencjalnych źródeł literatury. Ktoś powie, że w bibliotekach nie ma nowości - ale zostało w historii świata napisane tyle książek, że gdybyśmy chcieli zaczytywać się tylko w tych nowych, to bylibyśmy może w połowie dziewiętnastego wieku.
Nigdy nie chciałam nikomu głosić z piedestału, jaki rodzaj literatury należy czytać. To jest sprawa drugorzędna. Nie postuluję, by wszyscy, umęczeni po robocie, przedzierali się przez czternastozgłoskowca albo kolejną powieść o Holokauście. Często biorę udział w różnych spotkaniach na uczelniach. Jasne, jest wtedy fajnie, dwie godziny intelektualnej szermierki i rozmaitych izmów. Tylko niewiele z tego wychodzi. Rozumiem, że w literaturze można szukać rozrywki. I dziś, kiedy więcej osób książki pisze, niż czyta, mamy nieograniczony wybór. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Osobiście jestem bardzo demokratycznie nastawiona i uważam, że te pogardzane często przez krytyków gatunki, jak chick lit, sensacja, książki young adult , są nie tylko wartościowe, ale też mogą być bardzo ciekawe, wręcz potrzebne. To zawsze zależy od etapu życia, na jakim jest czytelnik. Nie ma na szczęście czytelniczej policji, która nam każe pod groźbą kary dotrwać do ostatniej strony. Jeśli nie czujemy ognia - można się z daną pozycją bez żalu rozstać.
Myślisz, że są rzeczy, słowa, które pisarzowi nie przystoją? Ostatnio spore zamieszanie wywołał twój wpis na Facebooku, w którym w ostrych, precyzyjnych słowach komentowałaś obecną debatę antyaborcyjną. Kończył się mocnym przekleństwem.
- W swoich książkach nie używam brzydkich wyrazów, bo uważam, że do przeklinania trzeba mieć talent. Ale ten tekst to był manifest, a to kategoria literacka, która wymaga dosadnych sformułowań i daje do nich prawo. To nie było przekleństwo wyłącznie wycelowane w ludzi, z którymi się nie zgadzam światopoglądowo. To była dla mnie ostateczność, ale cały ten tekst był argumentacją uzasadniającą tak mocny finał.
Nie sądzę, że takie określenia powinny być wykluczone ze słownika ludzi, którzy zajmują się pisaniem. W ogóle uważam, że takie fumy i dąsy, och i achy, co-to-nie-my są dla środowiska pisarskiego samobójem. Słyszę w dyskusjach dotyczących pisarstwa, co "nam artystom" wypada i że "my artyści" nie możemy kalać się zniżaniem do jakiegoś poziomu. Wysoka literatura, ą i ę. Kiedy jeżdżę na zagraniczne spotkania autorskie, widzę, jak różne osoby czytają książki w metrze, na ulicy, w pociągach. Nie czuję się osobą, która załamałaby ręce nad ich wyborem i namawiała do trudnych tytułów. Nie mam w sobie takich elitarystycznych ciągot. Chciałabym, żeby czytanie było możliwie masowe.
Przypomina mi się zeszłoroczna dyskusja, którą zapoczątkowała Małgorzata Kalicińska. Mówiła o tym, jak bardzo nienawidzi książek nominowanych do Nike, bo są pisane według jednego klucza koszmaru, cięcia nadgarstków i depresji. Tu wszedł Ignacy Karpowicz z kontrą. To było pewnie interesujące jako wymiana poglądów. Ja na przykład piszę zawsze o kobietach i zawsze smutno. Ale daję sobie prawo i możliwość pisania, bo jeśli ktoś szuka czego innego, to to znajdzie. Każdy niech robi, co chce. Dyskredytowanie jednej czy drugiej strony, jednego czy drugiego gatunku literackiego jest chybione w kraju, gdzie i tak ponad połowy obywateli ta dyskusja nie dotyczy, bo nie czytają.
Jak sądzisz, jak na nasze zdolności czytelnicze wpływa język debaty publicznej, który krzywdzi materię języka, jak może?
- Myślę, że to nie jest tylko kwestia języka polityki, tylko polityków, którzy używają kalekiego języka. Język polityczny jest pełen specyficznych określeń i to jest jedna rzecz. A to, co prezentuje większość polityków i polityczek w Polsce, to jest jakiś ich twór, który oni stworzyli na swój użytek, utrwalając te wszystkie błędy językowe, o które teraz nietrudno. Powielamy je na masową skalę, mimo autokorekty w telefonie. Język jest skracany, jest w nim coraz więcej anglicyzmów... Tym bardziej mam wrażenie, że należałoby sięgać po literaturę.
Napisałaś jakiś czas temu ciekawy felieton w "Polityce". Dotyczył plagi nieczytania i wagi edukacji czytelniczej.
- Czytanie w dzieciństwie uplastycznia mózg. Potem, nawet jako nieczytający dorośli, tacy ludzie mają wykształcony, gotowy do działania aparat, którym bez niegdysiejszych ćwiczeń z literaturą nie mogliby się cieszyć. Niedawno krążyła po Facebooku taka żartobliwa grafika, gdzie "Noce i dnie" spotykały się z "Lalką". Jak się nie wie, kim są Izabela i Bogumił, to niestety, ale człowiek się nie pośmieje.
Warto zastanowić się, dlaczego przestajemy czytać i kształcić swoją wyobraźnię. Jednym z argumentów, których zresztą użyłaś, jest brak czasu - na czytanie, ćwiczenie, spacery... Nie mamy czasu robić wszystkich tych rzeczy, które Monty Python nazwałby sensem życia. No to co my w tym życiu robimy?
W moim domu chodzenie na targi książki, odkładanie na nowe tomy to była norma. Teraz w życiu dzieciaków dominuje telewizor, tablet - rozrywka wizualna, szybka. Książki kupuje się, żeby pasowały do mebli.
- Myślę, że książki stoją w domu nie tylko po to, żeby wyglądać, ale wysyłać też pewien podprogowy komunikat. Sama mam niemal trzynastoletniego syna, który jest typem raczej nieczytającym, za to gra w gry. Pozdrawiam Cię, synu! Ja mu kompulsywnie kupuję książki, bo wierzę, że to mu wejdzie w organizm, zapisze się w korze mózgowej i jak będzie zasypiał w wieku osiemdziesięciu lat, to myśląc o domu rodzinnym, będzie widział książki.
Jeśli rozmawiam z synem o czytaniu, to nie po to, żeby mu coś niczym Führer kazać, tylko uświadomić, że skoro jest gra komputerowa, to stworzył ją ktoś, kto miał wyobraźnię. A tę budujemy głównie na literaturze. To z niej potem wychodzi kino, teatr i wszystko inne. Mogę wiecznie marudzić, że mój syn nie czyta, a przecież sama siedzę z nosem w komputerze. Wszyscy wgapiamy się w ekrany. Chodzi raczej o to, żeby mieć w tyle głowy refleksję, że literatura jest podstawą wszelkich naszych aktywności.
Jak się czuje w tej sytuacji matka? Kiedy ty byłaś w wieku swojego syna, marzyłaś o książkach.
- Lubię obserwować sytuacje, gdzie muszę jakby stanąć twarzą w twarz ze sobą z dawnych lat. Zawsze chciałam być albo gwiazdą rocka, Madonną, albo bliżej niesprecyzowaną artystką. A mój syn mi teraz mówi, że chciałby zostać profesjonalnym graczem i że ci ludzie zarabiają ogromne sumy. Chęć bycia tym e-playerem to zapowiedź nieobecności książek i sztuki, tylko "gram w grę" i "gram w grę"... Wolałabym, żeby został poetą albo poszedł na reżyserię. Powiedziałabym: - Synu, wspaniale! Ale to jest moment, w którym trzeba sobie uświadomić, że to jest jego życie i jego marzenia. I jako dorosły robię wszystko, by jest spełnić. Tak zachowywała się wobec mnie moja rodzina i widzisz, co z tego wyszło.
Może będzie jednak czytającym e-playerem?
- Tak nam dopomóż...
Wierzysz w misję literatury, w moc sprawczą słowa? Czy już dopadł cię smętny cynizm?
- Kiedy piszę powieści czy opowiadania, moim celem jest raczej wzbudzenie współodczuwania czytelników z osobami, które są niezauważane - bo takimi się w swoich książkach zajmuję. Natomiast kiedy myślę o swojej publicystyce, zdecydowanie bardziej interwencyjnym gatunku, to albo opisuję zjawiska, albo pobudzam do myślenia, wskazuję na problem. Nie ma sytuacji, że napiszę jakiś felieton, a potem, niczym u Woody'ego Allena, będę się dziwić, że mimo jego treści i postulatów to, przed czym przestrzegałam, i tak się stało.
Nie mam poczucia, że wszystko zmienię. Ale z pisaniem jest tak, jak z działaniem społecznym. Ludzie się mnie pytają, pełni niedowierzania, czy naprawdę myślę, że to, co robię, coś zmieni . Nie, kurde, myślę, że niczego nie zmieni, dlatego działam!... Wierzę, że słowo ma wagę. Powoluniu, powoluśku coś się w głowach zadzieje. Mnie się nie spieszy.
A nie masz poczucia, że pisząc w takich miejscach, w jakich piszesz - "Polityka", "Wysokie Obcasy" - apelujesz do tych, którzy i tak są po twojej stronie?
- Sugerujesz, że powinnam publikować w "wSieci"? Byłoby wspaniale! Rzeczywiście, w pewnym sensie tak jest. Punktem odniesienia jest często to, co pojawia się na naszym Facebooku. My, wykształciuchy, wszyscy czytamy, nasi znajomi czytają. A potem się bulwersujemy tymi badaniami Biblioteki Narodowej, z których wynika, że nie czyta prawie nikt. Podobnie jest z polityką - "to kto głosował na ten PiS?", bo przecież nikt z naszego środowiska. Funkcjonujemy w przestrzeni zaludnionej głównie przez podobnie myślących nam ludzi.
I tę naszą rozmowę też przeczytają głównie ci, których do czytania namawiać nie trzeba.
- Oczywiście, bo istniejemy w bańce mydlanej czytaczy. Apele: Czytaj dalej , kierowane do naszego czytelnika, są płonne, bo jego nie trzeba przekonywać, można go tylko utwierdzić. Do "Weekendu" też trafiają odpowiedni ludzie, którzy pokiwają nad naszą rozmową głową. No, ewentualnie napiszą, że jestem głupia. Tylko że jakie mamy inne wyjście, niż robić dalej to, co robimy? Ja jestem za tym, żeby siać, siać I się otwierać.
Dlatego tak bardzo jestem za festiwalem Apostrof. To prawda, że na tego typu festiwalach i imprezach literackich pojawiają się głównie ludzie, którzy mają już wyrobiony nawyk czytania. Ale Empik dystrybuuje książki poprzez salony w całej Polsce, ma punkty nie tylko w dużych miastach. Wykorzystujemy tę sieć z nadzieją, że może ci nieczytający się zatrzymają, zaciekawi ich jakieś wydarzenie, i w efekcie sięgną po książkę.
Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury
16-22 maja 2016 roku
Miasta festiwalowe: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Łódź i Szczecin
Organizator: Empik
Sylwia Chutnik. Pisarka, feministka, działaczka społeczna, przewodniczka miejska po Warszawie. Skończyła kulturoznawstwo i gender studies na Uniwersytecie Warszawskim. Szefowa Fundacji MaMa i członkini Porozumienia Kobiet 8 Marca. Zadebiutowała w 2008 roku "Kieszonkowym atlasem kobiet", za który otrzymała Paszport "Polityki". Jej kolejne książki to: "Dzidzia", "Warszawa kobiet", "Mama ma zawsze rację", "Cwaniary", "W krainie czarów" i "Jolanta". Trzykrotnie nominowana do Literackiej Nagrody "Nike". Współprowadziła program "Cappuccino z książką" w TVP Kultura, obecnie wraz z Karoliną Sulej o książkach (i nie tylko) debatuje w Barłogu Literackim na YouTube.
Anna Tatarska. Dziennikarka pisząca dla polskich i amerykańskich mediów. Absolwentka filmoznawstwa, wiedzy o kulturze i Polskiej Szkoły Reportażu, recenzentka "Co Jest Grane". Ceni wolność w pracy i życiu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, wegetariańskie kulinaria i podróże, ale najbardziej lubi innych ludzi.