MATERIAŁ promocyjny

To, że znaleźliśmy się w miejscu niezwykłym, staje się oczywiste zaraz po wyjściu z samolotu. Mało które lotnisko w Europie może pochwalić się takimi widokami jak to w Monachium. Horyzont z krańca pasa startowego przechodzi bowiem płynnie w poszarpane zęby alpejskich grani. Najwyższe góry kontynentu leżą raptem kilkadziesiąt kilometrów stąd, więc dominują nad miastem i nic nie zasłania tego imponującego widoku.

Widoku, którym monachijczycy cieszą się zresztą nie tylko na lotnisku - wielu z nich Alpy widzi także z okien własnych domów. Trudno się więc dziwić, że są zwykle zadowoleni z życia. Bawaria - bo o niej w końcu mowa - nie daje wielu powodów do narzekań. Dość powiedzieć, że jest największym i najbogatszym ze wszystkich niemieckich landów, a to, co się tu produkuje, w wielu przypadkach stało się wizytówką całego kraju. I jak to często w Niemczech bywa - synonimem dokładności, niezawodności i dobrego smaku.

Na narty tylko w Alpy

Bliskość Alp czyni z Bawarii mekkę dla miłośników sportu. Wielu narciarzy wciąż nie docenia jednak tych stron. Również Polacy mijają je często w drodze do Austrii czy w Dolomity. Niesłusznie. Każde tutejsze miasteczko otoczone jest stokami i wyciągami. Choćby taki Oberstdorf - tutejsza Schattenbergschanze, Skocznia na Górze Cieni, to rokrocznie pierwsza z aren Turnieju Czterech Skoczni. Przez krótką chwilę 29 grudnia 2000 roku jej rekordzistą był Adam Małysz. Tytuł ten oddać musiał potem swojemu słynnemu rywalowi Martinowi Schmittowi. I choć konkursu nie wygrał ani w Oberstdorfie, ani kilka dni później w innym bawarskim kurorcie Garmisch-Partenkirchen, zatriumfował w całym Turnieju Czterech Skoczni. Polską zawładnęła małyszomania, a on sam na długie lata zdominował skoki narciarskie. Wszystko zaczęło się właśnie w Bawarii.

Bawarskie Alpy to mekka dla miłośników sportów zimowych (fot. Istockphoto.com)

Ale nie trzeba skakać na nartach, by czerpać ogromną radość z zimy w bawarskich Alpach. Zugspitze, w którego cieniu leży wspomniane już Garmisch-Partenkirchen, to najwyższy szczyt Niemiec i równocześnie najpopularniejszy tutejszy region narciarski. Dzięki lodowcowi Schneeferner jeździć można tu właściwie przez siedem miesięcy w roku. Tras jest 14, mają łącznie ponad 22 kilometry, a trzy z tych kilometrów to tzw. Super G - wyzwanie tylko dla najsprawniejszych, gdzie leci się dosłownie na łeb na szyję.

Biegacze narciarscy szczególnie umiłowali sobie natomiast Las Bawarski. Pod nazwą tą kryją się zarówno pasmo górskie, jak i najstarszy niemiecki park narodowy. Dawniej był on częścią rozległego Lasu Hercyńskiego, górskiej pierwotnej puszczy, która dzieliła Europę na dwie części: północną i południową. Dziś pozostały tylko jej niedobitki. Jednak szerokie grzbiety górskie (sięgające niecałych 1400 metrów n.p.m.) i równocześnie strome stoki czynią ten region idealnym dla narciarzy, a najwyższa forma ochrony krajobrazowej zapewnia ciszę i spokój. Tu biegacz nie ma prawa spotkać na swojej trasie quada czy skutera śnieżnego. Niemcy lubią przyjeżdżać w te strony również dlatego, że jest bezpiecznie - lawiny w tym regionie schodzą sporadycznie, a śniegu w zimie jest niemal zawsze pod dostatkiem.

Dzięki lodowcowi Schneeferner w Bawarii można jeździć na nartach przez siedem miesięcy w roku (fot. Istockphoto.com)

Cztery tysiące piwnych marek

Bawarczycy dumni są ze swoich ośrodków narciarskich, ale jeszcze więcej dobrego powiedzą o lokalnym piwie. To nieodłączny element bawarskiej kultury i codzienności, wizytówka landu na tle innych regionów Niemiec. Warto podkreślić, że niemal połowa wszystkich niemieckich browarów znajduje się właśnie w Bawarii. I choć w wyniku przemian na rynku piwowarskim producentów ubywa - małe i średnie firmy konsolidują się w większe podmioty gospodarcze. Z tego powodu bawarskich browarów jest o 40 procent mniej niż jeszcze pół wieku temu. Według danych Niemieckiego Związku Browarników wciąż jednak cztery na pięć niemieckich piw pochodzi właśnie stąd. To razem ponad 4 tysiące marek tego trunku.

Większość z nich warzona jest zgodnie z Bawarskim Prawem Czystości (Reinheitsgebot). To pochodzące z 1516 roku przepisy określające jasno reguły piwowarskiej gry. W szczególności chcemy, by odtąd wszędzie w naszych miastach, wsiach i na targowiskach do żadnego piwa nie używano i nie dodawano nic innego niż jęczmień, chmiel i wodę. Kto by to zarządzenie świadomie naruszył i nie przestrzegał, ten przez odpowiedni sąd bezwzględnie ukarany zostanie każdorazowo konfiskatą piwa - napisali autorzy prawa na polecenie bawarskiego księcia Wilhelma IV.

Cztery na pięć niemieckich piw pochodzi z Bawarii (fot. materiały promocyjne)

I choć oficjalnie prawo czystości dziś już nie obowiązuje - uchylił je dopiero w 1987 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej - i tak większość szanujących się piwowarów wciąż go przestrzega.

Główne zagłębie bawarskiego browarnictwa znajduje się we Frankonii - na północy landu. Swoje siedziby ma tam ponad 300 producentów. Wokół miasta Bamberg jest ich sto, a w samym mieście do dziś funkcjonuje jedenaście historycznych browarów. To temat w sam raz na jednodniową wycieczkę.

Prawdziwie mętny Paulaner

Chmielowe trunki piją właściwie wszyscy i przy każdej okazji. Dlatego kiedy w kwietniu tego roku papież-emeryt Benedykt XVI świętował w Watykanie swoje 88. urodziny, wzniósł razem z przyjaciółmi toast właśnie piwem. Jeszcze w czasie pełnienia pontyfikatu wielokrotnie zresztą podkreślał swoje przywiązanie do ojczyzny - ale nie Niemiec, a właśnie Bawarii. Przed pielgrzymką do kraju wspomniał nawet o Państwie Wielka Bawaria. Chociaż Bawarczycy wolą raczej nazywać swój land Wolnym Państwem Bawarią (Freistaat Bayern).

Bawarczycy znają niemal 50 stylów piwa. Najwięcej jest wśród nich oczywiście lagerów, są też piwa okolicznościowe, np. Münchner Oktoberfestbier warzony co roku na Oktoberfest (o którym za moment); jest i weizen, zwany też Weizenbier - tradycyjne bawarskie piwo pszeniczne.

Jednym z najstarszych i najbardziej szanowanych browarów, który je produkuje, jest Paulaner. Warzony jest od 1634 roku właśnie w Monachium. Podaje się go w eleganckich, wysokich szklankach rozszerzających się ku górze. Historia Paulaner Hefe Weissbier (bo tak oficjalnie nazywa się weizen od Paulanera) sięga początków piwowarstwa, a wykorzystywana dziś metoda warzenia niewiele różni się od tej oryginalnej sprzed wieków. Piwo powstaje w procesie górnej fermentacji. Nie jest filtrowane, dzięki czemu staje się naturalnie mętne. Ma hipnotyzującą, słoneczną barwę, świeży smak z owocową nutą w tle. Pszenica czyni je z kolei lekkim i orzeźwiającym. Weissbier od Paulanera występuje w dwóch odmianach: jasnej i ciemnej.

Paulaner warzony jest od 1634 roku w Monachium (fot. Stefan Matzke / Sampics)

Oktoberfest - jedyne takie święto piwa

Żeby delektować się bawarskim piwem, najlepiej przyjechać do Monachium na Oktoberfest. Ten największy na świecie ludowy festyn wbrew nazwie organizowany jest jednak wcale nie w październiku, a we wrześniu. Nazwa to pozostałość po tradycji XIX-wiecznej, kiedy to piwosze faktycznie spotykali się w samym środku jesieni (impreza miała wówczas pewien sportowy charakter - towarzyszyły jej zawody, m.in. wyścigi konne). W 1872 roku start festiwalu przesunięto na jej początek - mając na uwadze głównie lepszą pogodę. Tak zostało do dziś. Podczas Oktoberfest piwo leje się strumieniami w kilkunastu namiotach ustawionych na błoniach Teresy (Theresienwiese). Jednorazowo pomieścić mogą około 10 tysięcy osób. Podczas ubiegłorocznego Oktoberfest przez dwa tygodnie w imprezie wzięło udział łącznie 6 milionów ludzi!

Oktoberfest to największy na świecie ludowy festyn. Co roku gromadzi około 6 milionów ludzi (fot. Stefan Matzke / Sampics)

Piwne święto zaczyna się co roku uroczystą paradą prowadzoną przez burmistrza Monachium. To on wbija też kranik w pierwszą, symboliczną beczkę, czym daje zgromadzonym znak do rozpoczęcia konsumpcji. Długie, ustawione jeden obok drugiego stoły z ławami są już wówczas szczelnie obsadzone przez piwoszy, którzy czekają na swoje Maß. Choć tak naprawdę słowo to oznacza jednostkę miary (trochę więcej niż litr), skrótowo nazywa się tak również wielkie kufle, charakterystyczne dla tej imprezy, tak samo jak ubrane tradycyjnie po bawarsku kelnerki, które serwują trunki. Im więcej przeniesionych Maß naraz, tym lepiej. Rekordzistką w tym względzie jest Anita Schwarz spod Monachium, kelnerka z 25-letnim stażem. Z wyglądu niepozorna, może się poszczycić przeniesieniem na dystansie 40 metrów piramidy z 19 kufli pełnych piwa ważących łącznie 45 kilogramów. Jej wyczyn trafił zresztą do Księgi rekordów Guinnessa, a ona sama stała się lokalną celebrytką.

Każdy z gości przybyłych na Oktoberfest wypija średnio litr piwa, co daje łącznie 6 milionów litrów złotego trunku. Niektórzy piją też wino. W namiocie z winami podawany jest również Paulaner -

jedyne z piw "wielkiej piątki" bawarskich browarów. Główne dlatego, że jako piwo pszeniczne doskonale zastępuje na stole właśnie białe wino. Świetnie komponuje się z tymi samymi daniami: rybami, chudymi mięsami czy deserami, równocześnie będąc od wina lżejszym. Stąd zresztą renesans pszeniczniaków w całej Europie, również w Polsce.

Goście w trakcie Oktoberfest wypiją około 6 milionów litrów piwa (fot. Istockphoto.com)

Nie byłoby jednak ani Oktoberfestu, ani Paulanera, ani nawet imponującego rekordu Anity Schwarz, gdyby nie swoisty land w landzie ograniczony miastami Ingolstadt, Kelheim, Landshut, Moosburg, Freising oraz Schrobenhause. Na rozciągającej się na 178 kilometrach kwadratowych przestrzeni mieści się Hallertau - największy na świecie obszar upraw chmielu. Podziwiać go można chociażby z autostrady prowadzącej od północy do Monachium. Ta gigantyczna przestrzeń, porośnięta pnączami pełnymi szyszek, zaspokaja potrzeby wszystkich bawarskich browarów.

Szacuje się, że Niemcy pokrywają jedną trzecią światowego zapotrzebowania na chmiel; 80 procent produkcji pochodzi właśnie z Hallertau. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby któregoś dnia Niemcy postanowili się nim nie dzielić. Na szczęście nie w głowach im takie pomysły, a niemiecki chmiel dostępny jest na całym świecie. Choć, prawdę mówiąc, widok alpejskich szczytów dodatkowo wzmacnia uwodzicielski smak zimnego pszeniczniaka. Mamy czego Bawarczykom zazdrościć, chociaż lepiej po prostu do nich dołączyć.