Susze są coraz większym problemem
Polska jest krajem, który dysponuje niewielkimi zasobami wody. Najbardziej narażonymi na nią obszarami są tereny nizinne. Ale występują one także na południu Polski w miejscach mocno zurbanizowanych i związanych z przemysłem. Czym właściwie są? Zgodnie z definicją w polskim prawodawstwie (art. 3 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 18 kwietnia 2002 r. o stanie klęski żywiołowej, Dz. U. 2017 poz. 1897) susza to katastrofa naturalna rozumiana jako zdarzenie związane z działaniem sił natury. Wyróżniamy cztery rodzaje suszy: atmosferyczną, rolniczą, hydrologiczną oraz hydrogeologiczną.
Najprościej rzecz ujmując, susza atmosferyczna jest związana z deficytem opadów. To pierwszy etap rozwoju tego zjawiska. O suszy rolniczej mówimy, gdy wilgotność gleby jest zbyt niska, aby zaspokoić potrzeby roślin i prowadzić normalną gospodarkę w rolnictwie. Susza hydrologiczna występuje wraz z długotrwałym obniżeniem ilości wody w rzekach i jeziorach. Dotyczy wód powierzchniowych i jest kolejnym etapem pogłębiającej się suszy atmosferycznej i rolniczej. Ostatni typ – susza hydrogeologiczna – to długotrwałe obniżenie zasobów wód podziemnych. Zazwyczaj występuje jako konsekwencja pierwszych trzech typów zjawiska. „Gołym okiem" można ją dostrzec na przykład wtedy, gdy wysychają studnie.
Susze towarzyszyły nam od zawsze, ale dziś stają się poważnym problemem. Powodem są nie tylko zmiany klimatu i brak deszczu. Do ich rozwoju przyczynia się w dużej mierze działalność ludzi – przemysł wydobywczy, wycinanie kolejnych lasów, wykorzystywanie nieprzepuszczalnych dla wody materiałów do pokrycia podłoża, nadmiar betonu w miastach czy osuszanie terenów podmokłych, aby postawić na nich kolejne budynki, niewłaściwe (i przede wszystkim nadmierne) regulowanie rzek i strumieni.
Ocieplenie klimatu i częstsze występowanie susz na niektórych terenach dobitnie uzmysławia nam jak cennym zasobem naturalnym jest woda. Skutki braku wody mogą być katastrofalne w różnych dziedzinach naszego życia. Wspomnijmy choćby o rolnictwie. Wyschnięta gleba to olbrzymie starty w tej gałęzi gospodarki. To zniszczone uprawy, wzrost cen żywności, a nawet pożary dużych połaci ziem. Przypomnijmy sobie klęskę, która nawiedziła w 2024 roku Grecję. W kraju było wyjątkowo sucho, zima była najcieplejsza w historii. Niestety im klimat bardziej się ociepla, tym silniejsze stają się fale upałów, które mogą doprowadzić właśnie do suszy i pożarów. Grecja zmagała się wówczas z rekordową liczbą 9500 pożarów lasów.
Woda to nasze dobro wspólne. Co możemy zrobić?
- Susze i powodzie to niestety nasza nowa rzeczywistość klimatyczna. Zjawiska te powtarzają się cyklicznie w coraz większej liczbie regionów Polski. Nie jest jednak prawdą, że jesteśmy całkowicie bezradni wobec żywiołów – na część wydarzeń możemy się przygotować, a ich konsekwencje zminimalizować - mówi dr Kamil Jawgiel, hydrolog z Fundacji Hydroni.
Na początek zadbajmy o wody gruntowe. Choć są na co dzień niewidoczne, ich wpływ widzimy wszędzie. Dzięki nim mamy co pić, funkcjonują systemy sanitarne, rozwija się rolnictwo i przemysł. Pamiętajmy, że zaledwie 1 proc. światowych zasobów wody nadaje się do picia, a jej największy zbiornik znajduje się właśnie pod ziemią. Te zasoby stanowią ponad 97 proc. całej słodkiej wody dostępnej ludzkości. Ochrona wód gruntowych jest zapisana w ustawie Prawo wodne. Korzystanie z wód jest ściśle regulowane, nie można choćby naruszać planu gospodarowania nimi na obszarze dorzecza, powodować marnotrawstwa wody lub pochodzącej z niej energii.
A na co dzień? O czym powinniśmy pamiętać? Wykorzystujmy wody opadowe. - Wbrew pozorom mamy całkiem spore pole do działań, a większość z nich może odbyć się małym albo nawet żadnym kosztem. Warto chociażby zacząć od odłączenia rynny od kanalizacji i skierowania wody opadowej na pobliski teren zielony, np. trawnik. Wysiłek niewielki, a efekt znaczący. Świetnym i efektywnym rozwiązaniem jest również ustawienie beczki na deszczówkę i wykorzystywanie zebranej w niej wody do podlewania ogródka. Kolejna opcja to ogród deszczowy, który można zorganizować na podwórku. Podobny, ale na większą skalę, będziemy niedługo nasadzać razem z Nałęczowianką w Nałęczowie - mówi dr Kamil Jawgiel.
Jak wygląda i działa taki ogród deszczowy? - Chodzi o skierowanie wód opadowych z rynny czy dachu do niewielkiej niecki w ziemi, w której sadzimy odpowiednio dobrane gatunki roślin, np. rozchodniki czy kalinę, znane z tego, że potrafią pochłaniać nadmiar wody. W okresach deszczowych ogród taki gromadzi spływającą do niego wodę zmniejszając problem skutków intensywnych opadów deszczu, natomiast w okresach suchych i gorących nasz ogród deszczowy będzie powoli oddawał nadmiar tej wody na potrzeby środowiska i w głąb podłoża lokalnie redukując efekt suszy – tłumaczy ekspert.
- Zasada jest taka, że im większa jest połać dachowa, z której ściągniemy wodę do ogrodu deszczowego, tym lepszy uzyskamy efekt. Dlatego to rozwiązanie sprawdza się świetnie nie tylko przy domach jednorodzinnych, ale także na blokowiskach. Tam, gdzie nie można wykopać niecki, można ustawić dużą donicę z odpływem na nadmiar deszczówki. To rozwiązanie stosuje się głównie w zwartych obszarach miejskich i sprzyja minimalizacji odpływu wody, nie minimalizuje jednak suszy – wyjaśnia dr Kamil Jawgiel i dodaje: - Jako Fundacja Hydroni współpracujemy zarówno z biznesem, jak i samorządami lokalnymi nad modelami hydraulicznymi, rozpoznawaniem i zaspokajaniem potrzeb wodnych danego regionu czy bilansami wodnymi, które pozwalają oszacować zużycie wody np. w fabryce i zidentyfikować te obszary, które wymagają poprawy.
Odpowiedzialne gospodarowanie wodą
Co jeszcze możemy zrobić? Postawmy też na odpowiedzialne biznesy, które pomagają miejscowym lokalnym społecznościom i poprawiają dostępność wody. Zespół systemowych działań społecznych i środowiskowych może pozytywnie wpłynąć na stan wód zarówno w krótkim, średnim, jak i w długim okresie czasu. To od firm – małych i dużych – zależy hydrologiczna przyszłość naszego kraju. Takim przykładem jest rozlewnia Nałęczowianki. - Dla nas woda to nie tylko produkt w butelce, który zawsze mamy pod ręką. To kurczące się przez zmiany klimatyczne, ale też naturalne uwarunkowania Polski, dobro i zasób niezbędny do życia, o który trzeba dbać – mówi Rafał Wróblewski, Business Executive Officer w Nestlé Waters Polska.
Odpowiedzialne gospodarowanie wodą powinno zacząć się tu i teraz. Dlatego – jak wyjaśnia Rafał Wróblewski - firma przyjęła globalne zobowiązanie, że do końca 2025 roku będzie odtwarzać co najmniej tyle zasobów wody, ile wykorzystuje w swojej działalności. - Takie same założenia przyjęliśmy w Polsce dla naszego zakładu produkcyjnego w Nałęczowie i dzięki pracy, którą włożyliśmy w poprzednich latach w ich realizację, już na początku tego roku wiedzieliśmy, że uda nam się zrealizować ten cel z nawiązką. I że chcemy, możemy i potrzebujemy robić więcej dla mieszkańców Nałęczowa i okolicznych miejscowości – mówi Rafał Wróblewski.
Przykładów działań społecznie zaangażowanego biznesu jest wiele. - Kiedy startował nasz projekt Water Regeneration, czyli rekompensacji poboru wody, postawiliśmy na identyfikację lokalnych potrzeb wodnych i inwestycje, które sprawią, że mieszkańcy Nałęczowa będą mieli ciągły dostęp do czystej i przebadanej wody w swoich domach. Zaczęliśmy od badania wody w lokalnej rzece Bystrej, a gdy wykryliśmy zanieczyszczenia, zamontowaliśmy lampę UV, która eliminuje niemal 100 proc. skażenia bakteryjnego w wodzie. Wspólnie z gminą Nałęczów zbudowaliśmy też kanalizację sanitarną we wsi Cynków i wymieniliśmy stare, azbestowe, a więc groźne dla zdrowia i życia, rury kanalizacyjne w Wąwolnicy. Dzięki tym inwestycjom udało nam się zregenerować ponad 570 tys. metrów sześciennych wody. Teraz, wspólnie z samorządem lokalnym i naszym partnerem merytorycznym, Fundacją Hydroni, pracujemy nad zaspokojeniem potrzeb wodnych Nałęczowa - mówi Rafał Wróblewski.
Rozlewnię Nałęczowianki wyróżnia podejście oparte na pięciu krokach. To oszczędzanie wody, ochrona jakości naturalnych źródeł wody i zlewni, dzielenie się wiedzą, wkład w rozwój społeczności i certyfikacja zgodna ze standardem Alliance for Water Stewardship. Zakład w Nałęczowie jako pierwszy w Polsce dostał Certyfikację Alliance for Water Stewardship. - Nieprzerwanie utrzymujemy certyfikat. Jest to dla nas bardzo ważne, bo potwierdza, że w naszym zakładzie stosowane są wysokie standardy zarządzania wodą - mówi Rafał Wróblewski, Business Executive Officer w Nestlé Water Polska.
Materiał promocyjny marki Nałęczowianka.