Cały system przyrodniczy ulega silnym zmianom

Cały system przyrodniczy ulega silnym zmianom (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Mamy krótkie okienko, żeby ograniczyć najgorsze skutki zmian, które nam grożą"

Cały system przyrodniczy ulega silnym zmianom i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Przejawów tych przemian jest wiele, a jednym z łatwiejszych do zaobserwowania dla każdego, nawet zupełnego laika, jest topnienie lodowców - opowiada dr Jakub Małecki w rozmowie z Julitą Mańczak w książce "Początek końca. Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu".

Julita: Długo zastanawiałam się, od jakiego pytania rozpocząć naszą pierwszą rozmowę. Mamy za sobą wyprawę na Svalbard, godziny dyskusji o postępującej zmianie klimatu. Do tego każdy mijający miesiąc przynosi nowe, bezprecedensowe zdarzenia, takie jak pożary w Amazonii czy Australii, zresztą nie trzeba daleko szukać - w Biebrzańskim Parku Narodowym w kwietniu 2020 roku. Czas ewidentnie nie działa na naszą korzyść. Zapytam więc wprost. Czy to już początek końca?*

Jakub: Na pewno jest to początek końca świata takiego, jaki do tej pory znaliśmy. Cały system przyrodniczy ulega silnym zmianom i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Przejawów tych przemian jest wiele, a jednym z łatwiejszych do zaobserwowania dla każdego, nawet zupełnego laika, jest topnienie lodowców.

Myślę, że dokładniejsza odpowiedź na twoje pytanie będzie wypadkową wszystkich tematów, które poruszymy, przyglądając się temu, jak funkcjonuje ekosystem naszej planety i co wpływa na jego zmiany.

Zanim zagłębimy się w szczegóły, chciałabym ustalić jeszcze kilka podstawowych faktów, żebyśmy razem z czytelnikami mogli odetchnąć (albo wręcz przeciwnie) i poczuć pewny grunt pod nogami. Czy z całą pewnością możemy stwierdzić, że obecnie klimat się ociepla? Jeśli tak, to czy na pewno głównym sprawcą jest człowiek?

To, że ocieplenie klimatu postępuje, i to szybko, nie podlega już od dawna naukowej dyskusji, ale postawy zaprzeczające zmianie klimatycznej nadal są dosyć powszechne w wielu kręgach. Sceptycy często powtarzają, że przecież klimat cyklicznie się ociepla i ochładza, bez ingerencji człowieka. To prawda, że klimat sam z siebie ulega zmianom, ale obecną zmianę od poprzednich już na pierwszy rzut oka różni jej bezprecedensowe tempo.

Svalbard, Norwegia, 11 lipca 2013: ludzie podróżujący między lodowcami Svalbardu (fot. Shutterstock)
Svalbard, Norwegia, 11 lipca 2013: ludzie podróżujący między lodowcami Svalbardu (fot. Shutterstock)

W czasie ostatniego stulecia globalny klimat ocieplił się mniej więcej o jeden stopień Celsjusza. W skali geologicznej to ekspres. Do tej pory taka zmiana raczej się nie zdarzała, przynajmniej w ciągu ostatnich wielu tysięcy lat. Co więcej, możemy obliczyć, jaka ich część powodowana jest działaniami człowieka, a jaka zachodzi za sprawą natury. Wynik nie jest dla nas korzystny - gdyby człowieka nie było na Ziemi, naturalny cykl sprawiałby, że teraz klimat raczej by się ochładzał. Zatem wkład człowieka w obecne ocieplenie jest bliski stu procentom lub nawet je przekracza.

Skoro wiemy, że powinniśmy się chłodzić, a nie ogrzewać, musi istnieć jakiś poziom zero, punkt odniesienia. Jak został wyznaczony?

W literaturze naukowej przyjmujemy różne okresy bazowe, w zależności od celu analizy. Dla naszych potrzeb punktem odniesienia niech będzie okres przedprzemysłowy, to jest druga połowa XIX wieku, zanim jeszcze emisje dwutlenku węgla do atmosfery stały się tak poważne. Pomiary temperatury od stu lat w zasadzie nie uległy większym zmianom. Stosujemy podobne metody - klasyczne rtęciowe termometry ubrane w klatkę meteorologiczną, przewiewne pudło dające termometrom cień.

Teraz mamy oczywiście satelity i inne bajery elektroniczne, które zrewolucjonizowały naszą wiedzę o klimacie. Stacje klimatologiczne nie zrezygnowały jednak z klasycznych termometrów, aby zachować porównywalność pomiarów. Na podstawie tych standaryzowanych danych możemy rekonstruować średnią globalną temperaturę już od połowy XIX wieku, bazując na istniejącej wówczas sieci pomiarowej. Dzięki temu widzimy, jak bardzo dzisiejszy klimat odstaje od dawnej, nieaktualnej już normy.

Mamy coraz łatwiejszy dostęp do naukowych analiz i artykułów, ale wrażenie szumu informacyjnego wokół zmiany klimatu nie maleje. Spróbujmy więc jak najprościej ująć przyczyny tego procesu. Proszę o ABC.

A, B... CO2. Głównym winowajcą jest po prostu dwutlenek węgla dostający się do atmosfery. Jest on na tyle powszechnym i agresywnym związkiem, że zaburza delikatną równowagę klimatyczną i zatrzymuje w powietrzu coraz więcej tego ciepła, które powinno uciec z nagrzanej Ziemi w kosmos. Lecz nie jest to jedyny gaz cieplarniany. Najważniejszym z nich jest para wodna, ale na jej obecności w powietrzu akurat nam zależy, jeżeli chcemy, aby nasze pola i rzeki zasilał deszcz. Nie martwi nas też jej nadmiar w atmosferze, bo jej krótki cykl życiowy sprawia, że szybko się skrapla, w odróżnieniu od dwutlenku węgla, który zostaje w powietrzu na długie lata.

Głównym winowajcą jest po prostu dwutlenek węgla dostający się do atmosfery (fot. Shutterstock)
Głównym winowajcą jest po prostu dwutlenek węgla dostający się do atmosfery (fot. Shutterstock)

Niestety działalność pośrednia i bezpośrednia człowieka emituje też pewne ilości innych silnych gazów cieplarnianych, takich jak podtlenek azotu czy metan - choć one mogą stać się poważnym problemem dopiero za jakiś czas.

Na razie przejmujemy się przede wszystkim dwutlenkiem węgla, który pozostaje w atmosferze przez setki lub tysiące lat. Dlatego też wiele z tego, co dotychczas wyemitowaliśmy, będzie towarzyszyć następnym generacjom. Co więcej, nawet gdybyśmy teraz ucięli wszystkie emisje CO2, klimat będzie się ocieplał jeszcze przez długi czas. Mamy krótkie okienko, żeby ograniczyć najgorsze skutki zmian, które nam grożą, a których część będzie związana z topniejącym lodem.

Właściwie zawarłeś w pigułce istotę problemu. Dlaczego mając taką, nawet podstawową wiedzę, rządzący nie reagują? Jak to się dzieje, że wciąż tak niewiele się dzieje?

Brakuje myślenia długofalowego. Nie odkryję Ameryki, mówiąc, że wszystko wydarza się w cyklu wyborczym. Dlatego poszerzanie świadomości i edukowanie opinii publicznej, która może wywierać nacisk na rządzących, na pewno jest istotne. Jeśli czegoś nie znamy, to tego nie pokochamy. Jeśli nie pokochamy, to nie ochronimy.

Sięgając głębiej, myślę, że pomożemy sobie najbardziej, edukując najmłodsze pokolenia, rozwijając ich umiejętność współpracy i zarażając dzieci pasją do nauki, która jest tworzeniem wiedzy. Poznanie praw rządzących przyrodą ożywioną i nieożywioną, prowadzenie własnych badań - to wszystko może pobudzić nowy początek. Być może okaże się, że nie czeka nas ogólnoświatowa katastrofa, tylko po prostu zmiana.

Nawet gdybyśmy teraz ucięli wszystkie emisje CO2, klimat będzie się ocieplał jeszcze przez długi czas (fot. Shutterstock)
Nawet gdybyśmy teraz ucięli wszystkie emisje CO2, klimat będzie się ocieplał jeszcze przez długi czas (fot. Shutterstock)

***

Jeszcze sto lat temu północne i południowe krańce Ziemi pozostawały białymi plamami na mapie. Legendarnym norweskim badaczem polarnym Fridtjofem Nansenem kierowały ciekawość i potrzeba poznania lodowego świata - nie sam wyczyn czy chęć pobicia rekordu. Dziś polarne obszary przyciągają uwagę nie tylko badaczy, ale i mediów, rządów państw, a nawet coraz większych grup turystów. Co gna nas w te lodowe krainy? Dlaczego nagle Arktyka i Antarktyka obchodzą tak wiele osób?

Od czasów heroicznych wypraw polarnych na przełomie XIX i XX wieku upadały mocarstwa, przetoczyły się dwie wojny światowe, zmieniły się styl i poziom naszego życia, technologia, gospodarka, geopolityka.

Zdawać by się mogło, że jałowe pustkowia Arktyki, regionu wokół bieguna północnego, i Antarktyka na dalekim południu pozostają na to wszystko obojętne, ale to nieprawda. Wręcz przeciwnie - rozwój światowej gospodarki i pogoń ekonomii za PKB sieją tu wielkie spustoszenie. Najważniejsza zmiana, która zaszła od czasu Nansena, dotknęła całą planetę i wszystkich jej mieszkańców.

Nasz nieposkromiony apetyt na wygodę zmienił rzecz fundamentalną: powietrze, jego skład chemiczny i cechy fizyczne. Dostosowuje się do niego cała przyroda, woda, ziemia i wszystko, co pod nimi i na nich zamieszkuje. Zaczęła się rewolucja, stare porządki się skończyły, a tak jak w przypadku niemal każdej rewolucji - jej ceną są ofiary. W Arktyce i Antarktyce w sposób najbardziej wyrazisty zmienia się oczywiście lód, który z pewnością będzie przegranym ocieplenia klimatu. Czego możemy się spodziewać: pogromu czy jedynie dotkliwej porażki? To pytanie wciąż pozostaje otwarte.

Arktyka (fot. materiały prasowe)
Arktyka (fot. materiały prasowe)

Na krainy polarne każdy z nas patrzy przez pryzmat własnych zainteresowań. Dla wielu ludzi są one obojętnymi, nieciekawymi pustyniami, ale w miarę postępującego odwrotu lodu rośnie liczba osób, które dostrzegają wartość Arktyki i Antarktyki. Dla tych ludzi są one wyzwaniem, przygodą i ostatnimi ostojami dzikiej przyrody, których chcą doświadczać i które chcą dokumentować, dopóki są. W oczach osób rozumiejących wielką rolę biegunów w systemie klimatycznym i ekologicznym stają się one ogromnym kasynem, w którym toczy się gra o stabilność planety. W tym kasynie są też stoły, gdzie gra się o wpływy i pieniądze czerpane z nietkniętych jeszcze surowców takich jak ropa czy gaz ziemny. Te wszystkie podejścia coraz częściej ścierają się pod biegunami na wszystkich możliwych szczeblach.

Mieliśmy okazję z bliska zobaczyć, jak działa to kasyno. Ja po raz pierwszy, i muszę przyznać, że wizyta za kołem podbiegunowym całkowicie mnie zaskoczyła. Połacie lodu, zaspy śniegu, białe pustkowie i hulający wicher - takie były moje wyobrażenia o Arktyce. Spitsbergen wywrócił jednak do góry nogami te filmowe wizje rodem z "Interstellar".

Przede wszystkim Arktyka zimą i Arktyka latem to są dwie różne planety. Ty poznałaś ją latem, ale gdybyśmy pojechali w te same miejsca w marcu lub w kwietniu, krajobraz pewnie byłby bardziej podobny do tego z filmów i twoich wyobrażeń. Wiosną na Spitsbergenie zaczyna się już dzień polarny, podczas którego słońce w ogóle nie zachodzi, nawet o północy, ale temperatury wciąż pozostają niskie i oscylują wokół minus dwudziestu stopni Celsjusza. Latem z kolei, w lipcu i w sierpniu, zdarza się, że temperatura przekracza plus dziesięć stopni. Najcieplejszy dzień w historii Svalbardu miał miejsce w lipcu 2020 roku, kiedy w miasteczku Longyearbyen słupki na termometrach sięgnęły 21,7 stopnia Celsjusza. Wizja surowego, białego pustkowia znacznie bliższa jest Antarktydzie.

*Fragmenty książki "Początek końca. Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu" Julity Mańczak i dr Jakuba Małeckiego

Początek końca. Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu (fot. materiały prasowe)
Początek końca. Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu (fot. materiały prasowe)



Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku