Jeśli martwimy się samotnością bliskiej osoby, warto zapytać, co się dzieje, ale jeśli przyjaciel, który nie może sobie ułożyć życia, nas zbywa, to odpuśćmy

Jeśli martwimy się samotnością bliskiej osoby, warto zapytać, co się dzieje, ale jeśli przyjaciel, który nie może sobie ułożyć życia, nas zbywa, to odpuśćmy (Shutterstock)

Społeczeństwo

"Bez własnych dzieci, ale nie starsza niż 35 lat, żeby jeszcze dzieci urodziła, ładna, z polotem". Lista wymagań rośnie, a on ciągle sam

Psychologowie tłumaczą, że żeby znaleźć w końcu szczęście w miłości, trzeba wyjść poza schemat. A czasami złapać się na tym, że być może to my sami sabotujemy nowe relacje.

Patryk ma 44 lata. Pieniądze, nawet dużo pieniędzy, imponujące wielkością mieszkanie, kochające siostry i rodziców, świetną pracę. Nie miał także (do czasu wybuchu pandemii) najmniejszych problemów z umawianiem się z kobietami. Najdłuższy w jego miłosnym dorobku związek przetrwał osiem miesięcy. Patryk z żadną wybranką nie mieszkał, i chyba dla żadnej nie stracił nawet głowy. I tak jak poszerza się krąg kobiet, z którymi był, proporcjonalnie dochodzą też kolejne punkty na liście jego oczekiwań.

"Docelowa" partnerka Patryka nie może mieć dzieci z poprzednich związków, bo Patryk chce mieć własne, a cudze komplikują życie. Nie może być starsza niż 35 lat, bo muszą mieć czas, żeby zajść w ciążę bez głośnego tykania zegara biologicznego nad głową. Powinna być finansowo niezależna, wykształcona, inteligentna, bywała, ponieważ rodzina Patryka to ludzie na poziomie i "słodkiej idiotki nie zaakceptują". Do tego atrakcyjna, wysportowana, z pasjami.

Single
Fot. Shutterstock

Kamila gra osobę, która jest samowystarczalną singielką. Po czterdziestce, z dobrą pracą, mieszkanie odziedziczyła po dziadkach. Bez kredytów, z niezłą pensją. Kamila ma wiele pasji, które wypełniają jej życie. Jest mentorką wspierającą kobiety na początku kariery, śpiewa w amatorskim chórze i bierze lekcje śpiewu, ma dwa koty i pokaźną kolekcję kwiatów doniczkowych. Oprócz tego dwie nastoletnie bratanice. W związku ostatni raz była po maturze. Ówczesnego chłopaka poznała na wyjeździe integracyjnym grupy studenckiej. Byli parą przez rok, zerwał z nią, wyjechał na studia za granicę i już do Polski nie wrócił.

Od tego czasu znajomi Kamili nie poznali żadnego absztyfikanta. A ona tematu nie porusza. Raz tylko, na sylwestrze, pod silnym wpływem alkoholu, rozkleiła się i w gronie najbliższych przyjaciółek wyznała, że nie wie, co z nią jest nie tak, nie może sobie ułożyć życia, że jest nieszczęśliwa i coraz bardziej ją ta sytuacja załamuje. Koleżanki sugerowały założenie stosownych aplikacji, wyjście do ludzi, mówiły, że "wszystko będzie dobrze". Na trzeźwo temat już więcej nie wrócił.

Wszyscy mamy dwa problemy - matkę i ojca

Słynny psycholog amerykański John Gottman w toku swoich wieloletnich badań wyodrębnił zachowania sprzyjające dobrej relacji i niszczące ją. Gottman uważa, że nie ma czegoś takiego, jak dwie połówki jabłka. Co to dla nas oznacza? Że większość układów można wypracować, nauczyć się bycia razem. Co więcej, osoby, które w domach rodzinnych widziały rodziców zgranych, darzących się szacunkiem, przyjaźniących się, mają dużo większe szanse na nawiązanie dobrej relacji.

I to rodzice, z czego możemy sobie nie zdawać sprawy, mają wpływ na nasze życie miłosne. W książce "Niekochalni. Lęk przed bliskością" autorstwa psycholożki Sylwii Sitkowskiej i seksuologa i psychoterapeuty Andrzeja Gryżewskiego można przeczytać, że: "ojciec i matka to podstawowe problemy w naszym życiu". - Większość ludzi dostaje sporo od rodziców, ale w tym "sporo" są i bardzo dobre rzeczy, i dobre, i te trochę gorsze - wyjaśnia Sitkowska. - Czasami wyniesione z domu rodzinnego schematy są zabójcze dla naszego życia.

Brytyjski psycholog i psychoanalityk John Bowlby, specjalizujący się  w analizie rozwoju dzieci, stworzył teorię przywiązania i opisał różne jego style. Zdaniem Bowlby'ego mają one źródło w dzieciństwie, a warunkują nasze życie miłosne. Relacje z rodzicami są kluczowe, ponieważ stanowią prototypy następnych relacji, a najwięcej uczymy się przez modelowanie.

mama z córką
Fot. Shutterstock

Pierwszy ze stylów przywiązania, reprezentowany przez 60 procent ludzi, to "styl bezpieczny". Bierze się stąd, że jako dzieci ufamy naszym opiekunom, wiemy, że są dla nas dostępni, gotowi do wsparcia i opieki. Dzięki temu wykształca się w nas poczucie, że jesteśmy warci troski i miłości - mamy odwagę poznawać otoczenie, jesteśmy pewni siebie, otwarci na nowe znajomości. Styl bezpieczny sprawia, że jako dorośli dobrze znosimy zależność od innych i zależność innych od siebie, nie obawiamy się nadmiernie ani porzucenia, ani zbytniego przywiązania.

Według badań około 20 procent z nas zostało wychowanych w "stylu unikającym" - przez rodziców, którzy nie poświęcali nam uwagi, karali za próby nawiązania kontaktu, sprawiali, że czuliśmy się przez nich odrzuceni. Jako dorośli osoby wychowane w ten sposób są nieufne, zaprzeczają potrzebie więzi, czują się skrępowane bliskością.

Kolejnych 20 procent społeczeństwa reprezentuje "styl lękowo-ambiwalentny". To dorośli, którzy zostali wychowywani w niepewności, czy rodzic przybędzie z pomocą, czy zostawi malucha w trudnej sytuacji, mają silną potrzebę bycia blisko opiekuna. Często czują się niewarci miłości, miewają chwiejne nastroje, zatracają się w namiętności i zakochują od pierwszego wejrzenia.

Czwarty styl bliskości - dodany później przez psycholożki amerykańskie Mary Main i Judith Solomon - określono mianem "zdezorganizowanego". Efekty takiego wychowania obserwuje się u niewielkiego procenta społeczeństwa - u osób, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy psychicznej lub fizycznej. Rodzice takich dzieci okazywali skrajne emocje - bez faz przejściowych: radość lub wrogość, nic pomiędzy. Dziecko chce w takim domu jednocześnie zbliżyć się do rodzica i go unikać. Jako dorośli osoby o zdezorganizowanym stylu przywiązania mają silną potrzebę kontroli otoczenia.

Jeszcze bardziej komplikuje sytuację i nasze życie uczuciowe fakt, że wykształcony w dzieciństwie styl przywiązania nie pozostaje niezmienny do końca życia. Mogą go zmienić silne doświadczenia, partner, życiowe wydarzenia (zdrada, bycie oszukanym).

Psychoterapeuta Andrzej Gryżewski obrazowo porównuje moment pojawienia się emocji zauroczenia, zakochania, pożądania u osób, które miały trudne relacje z rodzicami, a oni sami także nie tworzyli dobrego związku. - Wtedy wybija szambo złożone z naszych najgorszych doświadczeń. Jedna z moich pacjentek, jak tylko mężczyzna mówił, że się w niej zakochał, reagowała złością i z nim zrywała. Okazało się, że w jej domu mama stosowała przemoc fizyczną i psychiczną wobec swojego męża, a jej ojca. Kobieta związek rozumiała jako bycie katem lub ofiarą i za wszelką cenę chciała tego uniknąć. Zrywała, żeby podświadomie nie powielić relacji między rodzicami.

Pamiętajmy jednak, że rodzice to nie wszystko, nie tylko "inni są winni". Gryżewski przypomina istotną w psychoterapii zasadę "Nieważne, co nam zrobiono. Ważne, co my zrobiliśmy z tym, co nam zrobiono".

Przeznaczenie kontra plan

Koleżanki Mileny nie widziały jej nigdy w związku. Milena mówiła, że nie może trafić na nikogo ciekawego, że "wszyscy interesujący mężczyźni są już zajęci". W gronie znajomych Mileny była także inna singielka - Dominika, która po wyjściu z sześcioletniego związku bardzo chciała ponownie się z kimś związać.

Dominika do sprawy podeszła jednak zupełnie inaczej niż Milena - zamknięta na aplikacje randkowe, randki w ciemno, swatanie przez znajomych. Wizja miłości Mileny zakładała spotkanie w realu mężczyzny podsuniętego przez przeznaczenie, a nie komputerowe algorytmy. Dominika z kolei dała sobie dwa lata na spotkanie partnera i założenie z nim rodziny. Jej plan co prawda z rocznym opóźnieniem, ale wypalił.

Single
Fot. Shutterstock

Dominika z obecnym mężem poznała się podczas speed datingu. Związek umacniał się, a w kwietniu Dominika zostanie mamą pierwszego dziecka. A co z Mileną? Ciągle jest sama, choć jej koleżanki miały się okazję przekonać, że Milena - normalnie dość zamknięta - potrafi zamienić się w seksbombę wdającą się w namiętne, choć krótkotrwałe romanse, co zdarzyło się podczas trzytygodniowej wyprawy do Ameryki Północnej. Nikt jej tam nie znał, relacje raczej nie mogły mieć ciągu dalszego, Milena jakby swój cały emocjonalny bagaż zostawiła w Polsce.

Jak namierzyć problem i zmienić schemat działania

Trudno z boku ocenić, dlaczego Patryk, Milena i Kamila nie są w szczęśliwych i długotrwałych związkach. Powodów może być wiele. Kiedy Andrzej Gryżewski słyszy z ust pacjenta, że ten szczerze nienawidzi żony, ale jest z nią dla dobra dzieci, to zastanawia się, jakie schematy komunikacji te dzieci przeniosą na swój związek. - Bo najprawdopodobniej będą czuły przymus szukania do związku partnera, którego znienawidzą, albo który znienawidzi ich.

Andrzej Gryżewski mówi, że kiedy wchodzimy w ważną dla nas relację z nowo poznaną osobą, to aktywują się strefy, których nie chcieliśmy wcześniej dostrzec. Pojawia się lęk, że partner dostrzeże, jacy naprawdę jesteśmy. Kobietom wydaje się, że rano bez makijażu i push-upa przestaną być atrakcyjne.

- Nasz mózg jest zbudowany tak, że będzie uwypuklał zagrożenia. Chęć bycia w związku zdominują lęki przed zainicjowaniem kontaktu, przed randkami, związaniem się na stałe. Zamieszkanie z kimś na stałe może wiązać się z przerażeniem, smutkiem - wtedy relacja nie wyjdzie poza przelotną znajomość - tłumaczy psychoterapeuta. - Bywają atrakcyjne kobiety, które, owszem, mają powodzenie u mężczyzn, ale jak tylko partner wyzna im miłość, to one od razu uciekają. Takie klientki często mają tzw. kastrujące matki, które wciąż wkładają im do głowy, że sobie nie poradzą, mówią im, co i jak mają robić, instruują - dodaje Gryżewski. Po 40 latach takiego traktowania można mieć poczucie, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, żeby nas pokochać.

Bez kontaktu z uczuciami

Andrzej Gryżewski uważa, że ludzie nie mają wglądu w swoje wnętrze. - Słyszę od pacjentów o ich problemach, ale kiedy pytam, jak się im wydaje, dlaczego w wieku 50 lat nie byli w żadnym związku, nawet nie uprawiali nigdy seksu, to te osoby wzruszają ramionami, mówią, że nie wiedzą. Mężczyźni dodatkowo potrzebują czasu, żeby w ogóle zburzyć fasadę sukcesu i siły, którą prezentują światu, wyznać, że mają jakiś problem, że czują się bezbronni w kontaktach z kobietami. Podwyższanie poprzeczki względem partnera to także sposób na sabotowanie relacji, unikanie bliskości - dodaje seksuolog.

Z zaklętego kręgu da się jednak wyjść. Dojrzałość i rozwój polegają na tym, że chociaż się boimy, to przełamujemy lęki: idziemy na studia w dojrzałym wieku, robimy prawo jazdy jako trzydziestolatkowie, umawiamy się po raz pierwszy na randkę w ciemno. - Lęku przed nieznanym czy przed odrzuceniem nie pokonamy, jeśli się nie wyeksponujemy na daną sytuację. Chodzi o to, żeby przepracowywać strach w działaniu, by nauczyć się go tolerować - tłumaczy Andrzej Gryżewski.

Pozwolić sobie pomóc

Kiedy przyjaciele opowiadają nam o swoich problemach po alkoholu, a nie na trzeźwo, to dlatego, że procenty wyłączają obszary czołowe odpowiedzialne za kontrolę. Zdaniem Gryżewskiego takie rozmowy nie mają sensu, bo singiel na trzeźwo będzie wypierał to, co powiedział "pod wpływem". - Jeśli martwimy się samotnością bliskiej osoby, warto zapytać, co się dzieje, ale jeśli przyjaciel, który nie może sobie ułożyć życia, nas zbywa, to odpuśćmy - sugeruje terapeuta.

Presja społeczna jest już wystarczająco silna. Także, a może przede wszystkim, ta ze strony rodziców, a zwłaszcza matek, które bardzo angażują się w poszukiwania partnera. Uparcie umawiają córki z mężczyznami - z zaskoczenia, topornie aranżując spotkania. - Swatanie na siłę pogłębia lęk przed bliskością - podkreśla Gryżewski.

Singiel
Fot. Shutterstock

Single mimo woli nie są skazani na samotność. Co zrobić, żeby wyjść z zaklętego kręgu singielstwa? - Czytajmy książki psychologiczne, bierzmy udział w warsztatach, próbujmy, działajmy, wchodźmy w zdrowe relacje i sytuacje, które pozwolą nam pokonać obawy. Nic z relacji może nie wyjść, ale przynajmniej zdobędziemy doświadczenie. I przyglądajmy się sami sobie z ciepłymi uczuciami, zapiszmy się do grupy wsparcia - sugerują autorzy książki "Niekochalni".

Musimy zacząć od zmiany uczuć względem samych siebie. Bo można się próbować rozumieć, a nie tylko oceniać i krytykować, patrzeć na pozytywy, a nie niedociągnięcia, można się lubić, szanować, dać sobie samemu miłość. Bo miłości, której nie dostaliśmy w dzieciństwie, już nie odzyskamy.

Żeby nie być jak Patryk - zamiast zmieniać partnerki, zmieńmy siebie.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (345)
Zaloguj się
  • janbar22

    Oceniono 65 razy 39

    Wszystko to Patryki lat 44 z "bardzo dużym mieszkaniem", albo Patrycje 35 z korpo.
    To wszystko jest nie o ludziach, których znam.
    To jest jak "Magda M." - taki serial na TVN.

  • 2doxa

    Oceniono 65 razy 37

    Wypracowanie na poziomie liceum, wydumane postacie, do tego stockowe zdjecia. Ile placi naczelny za napisanie takiego gniota?

  • zenon.martyniuk

    Oceniono 51 razy 33

    Wszystkie postacie z artykułu są fikcyjne. Taka niestety jest nabiera współczesnego dziennikarstwa, by wymyślać osoby ilustrujące z góry założoną tezę.

  • menel13

    Oceniono 42 razy 32

    Proponuję kontakt z Katarzyną Simonienko, psychiatrą, certyfikowanym przewodnikiem kąpieli leśnych.

  • hejeczka

    Oceniono 49 razy 25

    Patryk ma rację. Po co mu zrzędzący glonojad, co nawet nie umie jajecznicy ugotować, skoro może codziennie bzykać innego pustaka?

  • byann

    Oceniono 24 razy 22

    Na łożu śmierci leży 80-latek - kochany mąż, ojciec i dziadek. Dookoła zebrała się cała rodzina. Żona, wszystkie dzieci, wnuki oraz kilkoro prawnucząt. Wszyscy w milczeniu wpatrują się w sufit tudzież w podłogę, czekając na zbliżającą się chwilę... Nagle ciszę przerywa dziadek i rzecze:
    - Zdradzę wam swój największy sekret... Ja naprawdę nie chciałem się żenić i zakładać rodziny. Miałem wszystko: szybkie samochody, piękne kobiety, sporo przyjaciół i kasę na koncie. Ale pewnego wieczoru znajomy rzekł do mnie:
    - "Ożeń się i załóż rodzinę bo nie będzie ci miał, kto podać szklanki wody, kiedy będzie ci się chciało pić na łożu śmierci."
    Od tego momentu słowa te nie dawały mi spokoju. Postanowiłem radykalnie zmienić swoje życie i ożenić się. Skończyły się wyskoki z kolegami na piwo. Teraz wyskakiwałem tylko do nocnego po gerberki dla was, dzieci moje. Wieczorne dyskoteki z dziewczynami, zamieniły się w wieczorne oglądanie seriali z żoną... Pieniądze z konta zostały roztrwonione na fundusze inwestycyjne dla was kochane dzieci. Swawolne dni sprzed małżeństwa odeszły jak wiatr... I teraz, kiedy leżę na łożu śmierci ...
    - Wiecie co?
    - Co? - wszyscy zdumieni wpatrują się w staruszka.
    - Nie chce mi się pić!

  • beristein

    Oceniono 22 razy 16

    Kazdy chce ksiezniczke z pochodzenia, profesor z wyksztalcenia, milionerke z pracy i k... w łóżku. Ja tez.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX