Miłość i romans w pandemii

Miłość i romans w pandemii (Fot. Shutterstock.com)

społeczeństwo

Miłość i romans w pandemii. "Lockdown spędziliśmy razem, choć wcześniej spotkaliśmy się raz"

Marcin przyleciał do Agnieszki z założeniem, że przez dwa tygodnie będzie musiał żyć z praktycznie obcą kobietą na 38 m kw. Karolina weszła w romans "tylko na czas pandemii". Dziś mówią: "Było warto".

MARCIN (43 lata, ma firmę budowlaną we Francji): - Czasem myślę, że to wszystko wygląda jak w napisanym specjalnie dla nas scenariuszu.  

W lutym nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Zdecydowałem, że polecę na kilka dni do Krakowa. Bez specjalnych planów. Wiedziałem tylko, że chcę iść do teatru i na stand-up. Z dwóch różnych wybrałem - jak się okazało - ten, w którym występują znajomi Agnieszki. Dosiadłem się do ich stolika. Chwilę później wszyscy się rozeszli i zostałem z nią sam. 

AGNIESZKA (41 lat, dziennikarka z Krakowa): -Tego dnia rano dowiedziałam się, że mogę mieć pierwsze objawy depresji. Nie radziłam sobie z samotnością. Myślałam, żeby zakopać się pod kołdrę, najlepiej na zawsze. Wieczorem bardzo nie chciałam być sama. Kiedy znajomi się rozeszli, popatrzyłam na gościa, który się do nas dosiadł, i zapytałam: "Masz jakieś plany? Pójdziemy na piwo?". Bez żadnych podtekstów, naprawdę. Odpowiedział, że ma wakacje i możemy iść, gdzie mam ochotę. Przegadaliśmy prawie całą noc. Gdy zbierałam się do wyjścia, powiedział: "Czuję, że jak cię teraz wypuszczę, to już się nigdy nie spotkamy". 

AGNIESZKA: Przegadaliśmy prawie całą noc. Gdy zbierałam się do wyjścia, powiedział: 'Czuję, że jak cię teraz wypuszczę, to już się nigdy nie spotkamy' / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com
AGNIESZKA: Przegadaliśmy prawie całą noc. Gdy zbierałam się do wyjścia, powiedział: 'Czuję, że jak cię teraz wypuszczę, to już się nigdy nie spotkamy' / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com

MARCIN: - Zaprosiła mnie na drugi dzień do siebie. Postanowiłem jej ugotować genueńską zupę z owocami morza. 

AGNIESZKA: - Nie powiem - ujął mnie tą zupą. Otwieram drzwi, a tam Marcin z wielkim bukietem kwiatów i torbą jedzenia. Posadził mnie na kanapie z kieliszkiem wina i powiedział, że wszystkim się zajmie. Spędziliśmy razem dwa kolejne dni, później wyjechał do rodziny i musiał wrócić do Francji. Kupiłam bilet do Paryża na za dwa tygodnie. I wtedy wybuchła pandemia. Byłam uziemiona. 

Lockdown 

KAROLINA* (35 lat, pracuje w start-upie): - Nazwę go "koronaromansem". Sensownie zagadnął mnie na Tinderze. Po paru dniach uznaliśmy, że chcemy się spotkać. Ale jak to zrobić, gdy nawet nie można wyjść na ulicę, knajpy i kina są zamknięte, a spacer po parku czy lesie jest nielegalny? Zaproponowałam... zakupy w Lidlu o drugiej w nocy. Tam możesz zobaczyć, czy jest wam ze sobą po drodze: jaki ma stosunek do kasjerek i ochrony czy preferencje jedzeniowe. Uznał, że to głupie i zaproponował wielkanocny spacer po... grobach pańskich. Absurd! W dodatku również nielegalny. Stanęło na tym, że spotkamy się u niego. 

Gdzie iść na pierwszą randkę podczas lockdownu, gdy prawie wszystko jest nielegalne? Karolina: Zaproponowałam zakupy o drugiej w nocy / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com
Gdzie iść na pierwszą randkę podczas lockdownu, gdy prawie wszystko jest nielegalne? Karolina: Zaproponowałam zakupy o drugiej w nocy / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com

***

AGNIESZKA: - Marcin przyleciał do mnie w ramach akcji "Lot do domu", ostatnim samolotem z Paryża. Z założeniem, że przez dwa tygodnie będzie musiał żyć z praktycznie obcą kobietą na 38 m kw. Odważny, nie?  

Policjanci przychodzili co rano, musieliśmy się im pokazywać na balkonie. Raz wyszedł sam Marcin i usłyszał: "A żona jest?". Zajrzał więc do mieszkania, wołając: "Koronażono, panowie do ciebie!". I tak zostałam "koronażoną". 

MARCIN: - Po dwóch tygodniach Francja przedłużyła lockdown o miesiąc. I tak nie mogłem otworzyć firmy, zostałem więc u Agi. I chciałem, żeby to się nigdy nie skończyło.  

***

KAROLINA: - Na pierwszą randkę "Koronaromans" zrobił dla mnie bezy. Na drugą - tofu w mandarynkach. Okazało się, że była między nami fajna energia, dobrze się gadało, a jeszcze świetnie gotował. Pojechaliśmy na nielegalną randkę na Bagno Całowanie, była piękna pogoda, atmosfera iście romansowa. Tak się zaczęło. Po tygodniu praktycznie u siebie mieszkaliśmy.  

Dyskretny urok pandemicznej miłości 

Dla stałych związków pandemia to bardzo trudny czas. Jak na początku grudnia 2020 roku donosiło BBC, "w okresie od lipca do października tego roku brytyjska firma prawnicza Stewarts odnotowała 122-procentowy wzrost liczby zapytań o rozwody. W USA jedna z głównych witryn do zawierania umów prawnych ogłosiła 34-procentowy wzrost sprzedaży bazowej umowy rozwodowej", przy czym 20 procent klientów stanowili nowożeńcy z pięciomiesięcznym stażem. Wiele par rozważa rozwód i w Chinach, gdzie na początku pandemii obowiązywały najsurowsze blokady na świecie, i w Szwecji, gdzie obostrzenia były znacznie luźniejsze. A podobno szczyt rozwodów - również w Polsce - dopiero przed nami.

Ale w pandemii rodzą się też miłości i romanse. A może teraz jest o nie wręcz łatwiej? - To ciekawe pytanie - mówi dr Robert Kowalczyk, psychoterapeuta i seksuolog Instytutu Psychoterapii i Terapii Seksuologicznej SPLOT w Warszawie oraz wykładowca SWPS. Kowalczyk w gabinecie obserwuje dwie grupy.  

- Pierwsza to pacjenci w stałych związkach. Ich dotychczasowy porządek uległ dezintegracji, przechodzą kryzys. W psychologii rozumiemy go jako zmianę, do której trzeba się zaadaptować. Z początku cieszyli się, że w ich relacjach pojawiły się czas i miejsce na bliskość, ale teraz są już tym zmęczeni. Pary mówią na terapii, że siedzą obok siebie w piżamach, jedno chce się przytulić, a drugie je odpycha: "Przecież ja jestem w pracy!". Nagle tworzą się jakieś bańki i napięcia - mówi psychoterapeuta.

Dr Robert Kowalczyk: Nagle tworzą się jakieś bańki i napięcia. Nie znam par, na które pandemia by nie wpłynęła / Fot. Shutterstock.com
Dr Robert Kowalczyk: Nagle tworzą się jakieś bańki i napięcia. Nie znam par, na które pandemia by nie wpłynęła / Fot. Shutterstock.com

- Nie znam par, na które pandemia by nie wpłynęła. Problem mają ci, którzy przyjęli narrację: teraz widać, że jednak do siebie nie pasujemy. Nie rozumieją, że pandemia podkopała dotychczasowy porządek w relacji, trzeba pewne kwestie ułożyć na nowo, a nie uciekać - przekonuje Kowalczyk. 

A druga grupa? - To single. Oni dostrzegli, że gdy nie mają dnia wypełnionego bodźcami, czują pustkę. Przyjmuję pacjentów w tradycyjny sposób i często słyszę, że jestem jedyną osobą, z którą w tygodniu mają realny, a nie wirtualny kontakt, wskazując na potrzebę, wręcz głód takiego spotkania - mówi dr Kowalczyk. - Większość aktywności społecznej ulokowała się teraz w sieci. Romans również. Bardzo dużo osób korzysta z serwisów randkowych takich jak Tinder. Badania pokazują rzeczywisty wzrost ruchu na tego typu portalach. Ludzie flirtują, spotykają się, umawiają na seks. Wielu odkryło, że w Internecie znajdą dobrze zaopatrzony supermarket z seksem. 

Zdaniem psychoterapeuty "pandemiczna miłość" jest dla wielu pociągająca. - Nie bez przyczyny kultura fetyszyzuje miłość w czasach rewolucji, wojny czy zarazy - odwieczny taniec Erosa i Thanatosa. Uczucie wydaje się wtedy "prawdziwsze".  

Dr Robert Kolwaczyk: Wiele osób w pandemii odkryło, że w Internecie znajdzie dobrze zaopatrzony supermarket z seksem / Fot. Shutterstock.com
Dr Robert Kolwaczyk: Wiele osób w pandemii odkryło, że w Internecie znajdzie dobrze zaopatrzony supermarket z seksem / Fot. Shutterstock.com

Bezpieczeństwo 

MARCIN: - Ten przyjazd na dwa tygodnie to było ryzyko - i dla mnie, i dla Agnieszki. Plan awaryjny zakładał, że jeśli będzie między nami źle, zadzwonię na policję, żeby mnie stamtąd zabrali do hotelu dla kwarantannowców.  

AGNIESZKA: - Nie miałam specjalnych obaw co do spędzenia kwarantanny z nim - kimś, kogo praktycznie nie znam. Moi przyjaciele, wiedząc, jaka jestem, też nie bardzo się zdziwili taką decyzją. Ale miałam z koleżankami na wszelki wypadek ustalone słowo - rodzaj kodu, gdyby groziło mi niebezpieczeństwo. Na pewno najwięcej martwił się tata. Kiedy Marcin wylądował, to przez wzgląd na tatę zapytałam, jak ma właściwie na nazwisko (śmiech). Wcześniej nie było mi to do niczego potrzebne. 

*** 

KAROLINA: - Mój "Koronaromans" bał się zakażenia COVID-em. Sto razy się upewniał, że z mojej strony mu to nie grozi i że nie przeniesiemy wirusa dalej. Przeanalizowaliśmy dokładnie, jakie jest ryzyko - wtedy było co najwyżej 300 zakażeń dziennie w całej Polsce - i gdy ustaliliśmy, że do swojego życia wpuszczamy tylko siebie, spotkaliśmy się.  

Na samym początku zrobiliśmy sobie też testy na HIV. Każde z nas poszło na badanie osobno, ale w tym samym czasie. Zdrowie i bezpieczeństwo na pierwszym miejscu, ale dla mnie to było też całkiem romantyczne.  

Przed pierwszym spotkaniem znajomi pytali mnie: "Ty się nie boisz?". Ale czego? Pójścia do obcego człowieka do domu? Przecież ja też mogę być seryjną morderczynią albo przemocową nimfomanką. Pójścia do kogoś w okresie pandemii? Dziś przy kilkunastu tysiącach zakażeń dziennie ludzie robią imprezy i nikt się nie przejmuje.  

KAROLINA: Przed pierwszym spotkaniem znajomi pytali mnie: 'Ty się nie boisz?'. Ale czego? / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com
KAROLINA: Przed pierwszym spotkaniem znajomi pytali mnie: 'Ty się nie boisz?'. Ale czego? / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com

Potrzeby i marzenia 

AGNIESZKA: - Żadne z nas nie chciało już przygód. Gdyby to miało być na chwilę, pewnie byśmy w to nie weszli.  

MARCIN: - Od początku byliśmy bardzo szczerzy i otwarci. W ogóle Agnieszki nie znałem, a dużo opowiadałem jej o swoim życiu. Przeszliśmy przyspieszony kurs zaufania. Oboje mamy niełatwe charaktery, ale nie wydarzyło się nic, co by mnie do tego związku zniechęciło. 

*** 

KAROLINA: - Czas lockdownu to był czas karnawału. Takie święto. Budziliśmy się o szóstej rano w świetnych humorach, w łóżku gadaliśmy o polityce historycznej w Hiszpanii, potem wspólne śniadanie i praca, a o 13 przerwa na fajny seks. Praca zdalna umożliwiała wszystko. Miałam u niego swoją półkę na ubrania, naprawił mi rower, wpadał z kwiatami bez zapowiedzi, zabrał na sobotnie żagle. Pokazał podwórko, na którym bawił się, będąc małym chłopcem.  

I wspólne jedzenie. Ciągle jedliśmy pyszne rzeczy i dużo rozmawialiśmy. W krótkim czasie zaczęliśmy żyć prawie jak tradycyjna para, ale bez nudy, monotonii, codziennych stresów. Dla mnie czas koronaromansu był ekstra. 

KAROLINA: Czas lockdownu to był czas karnawału. Takie święto. Ciągle jedliśmy pyszne rzeczy i dużo rozmawialiśmy / Fot. Shutterstock.com
KAROLINA: Czas lockdownu to był czas karnawału. Takie święto. Ciągle jedliśmy pyszne rzeczy i dużo rozmawialiśmy / Fot. Shutterstock.com

*** 

AGNIESZKA: - Zawsze miałam długą listę marzeń, a Marcin po kolei je spełnia. Mimo pandemii zabrał mnie między innymi do Wenecji i Mont Saint-Michel. Udaje nam się wykorzystać luki w ograniczeniach, zachowując zdrowy rozsądek oczywiście.  

MARCIN: - W żadnym związku nie czułem się tak rozpieszczony. Obowiązki domowe dzielimy pół na pół, ale np. uwielbiam, jak Aga robi mi kanapkę do pracy. Opieram się: "Nie rób, nie rób", a potem jem ją w samochodzie i ach... 

AGNIESZKA: - Chyba ze trzy miesiące z nim walczyłam, żeby brał ze sobą te kanapki. 

MARCIN: - Jak się nudzimy, to gramy w karty, śpiewamy, robimy domowe dyskoteki, gotujemy... Wiesz, że na Spotify jest muzyka do sushi i do risotto? 

AGNIESZKA: Zawsze miałam długą listę marzeń, a Marcin po kolei je spełnia. Mimo pandemii zabrał mnie między innymi do Wenecji / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com
AGNIESZKA: Zawsze miałam długą listę marzeń, a Marcin po kolei je spełnia. Mimo pandemii zabrał mnie między innymi do Wenecji / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com

AGNIESZKA: - Dbamy o siebie. Myślę, że dajemy sobie wszystko to, czego bardzo nam brakowało.  

MARCIN: - W dobrym związku potrzeba miłości, opieki, stabilności. 

AGNIESZKA: ... i dobrego jedzenia (śmiech). 

MARCIN: - Paradoksalnie po raz pierwszy mam naprawdę normalne życie.

*** 

KAROLINA: - To nie był romans, w którym liczył się tylko seks. Liczył się czas spędzony z drugim, wartościowym człowiekiem.  

Czasem potrzebny jest impuls 

Dr Robert Kowalczyk: - Czy dziwi mnie wspólne mieszkanie po dwóch tygodniach? Nie, bo kiedyś właśnie tak ludzie robili. To dziś jesteśmy na okresie próbnym, testujemy się latami. "Co, jeśli źle ulokuję uczucia? Przecież nie mam na to czasu". Nie trzeba czekać sześciu lat, żeby wiedzieć, czy z kimś jest mi dobrze. A nikt nie wie, co będzie za 20 lat. Tym bardziej że ludzie przez ten czas się zmienią. Czasem musi być ten impuls. Bo ile można szukać? Znam osoby, które z szukania, dobierania, analizowania robią lejtmotyw swojego życia. Można tak żyć, ale niech pogodzą się z myślą, że to szukanie jest im bardziej potrzebne niż relacja. 

Dr Robert Kowalczyk: Czy dziwi mnie wspólne mieszkanie po dwóch tygodniach? Nie, bo kiedyś właśnie tak ludzie robili. To dziś jesteśmy na okresie próbnym, testujemy się latami / Fot. Shutterstock.com
Dr Robert Kowalczyk: Czy dziwi mnie wspólne mieszkanie po dwóch tygodniach? Nie, bo kiedyś właśnie tak ludzie robili. To dziś jesteśmy na okresie próbnym, testujemy się latami / Fot. Shutterstock.com

Decyzje 

MARCIN: - Po półtora miesiąca wiedziałem: ta albo żadna. Pierścionek z brylantem zrobił nasz przyjaciel. Oświadczyłem się w czerwcu. 

AGNIESZKA: - Zorganizował dla mnie koncert, na którym z profesjonalnymi muzykami zagrał i zaśpiewał piosenki, które wcześniej dla mnie napisał. Najpierw pojechał poprosić o moją rękę tatę, a potem uklęknął z pierścionkiem w pełnym ludzi ogródku na Kazimierzu, przed moją rodziną i znajomymi. Najpierw się chyba nie najlepiej zachowałam, bo lubię mieć nad wszystkim kontrolę, a ta niespodzianka trochę mnie przerosła, ale na drugi dzień byłam w niebie. 

MARCIN: - Po euforii zaręczyn chcieliśmy brać ślub za dwa miesiące. 

AGNIESZKA: - Żeby dać sobie pewność w tych dziwnych czasach i z pragmatyzmu. Na razie ślub odłożyliśmy, a najważniejszą decyzją było to, czy zabrać do Paryża mojego kota.  

MARCIN: Po półtora miesiąca wiedziałem: ta albo żadna. Pierścionek z brylantem zrobił nasz przyjaciel. Oświadczyłem się w czerwcu / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com
MARCIN: Po półtora miesiąca wiedziałem: ta albo żadna. Pierścionek z brylantem zrobił nasz przyjaciel. Oświadczyłem się w czerwcu / Fot. zdjęcie ilustracyjne Shutterstock.com

MARCIN: - Kota o imieniu Piekło, który nigdy z domu nie wychodzi, a nagle pojechał samochodem tysiąc pięćset kilometrów do Francji. 

U Agnieszki musiał mieć trzy kuwety i robił, co chciał. W Paryżu je ostrygi i croissanty, i jest wzorowym domownikiem. 

AGNIESZKA: - Dzielę czas między Paryż i Kraków. A kot już sygnalizuje, że woli Marcina. 

*** 

KAROLINA: - Nasz romans miał być tylko na czas pandemii. Na początku założyliśmy, że na dłużej to prawdopodobnie nie zadziała. Mimo że było nam razem naprawdę fajnie, to gdy obostrzenia zostały poluzowane i mieliśmy wrażenie, że pandemia się kończy, nadszedł czas, żeby skończyć również naszą znajomość. Wszystko trwało sześć tygodni.  

Niby byłam gotowa, ale z drugiej strony rzadko spotykasz człowieka, z którym jesteś trochę jak elementy mebla z Ikei - po prostu wszystko do siebie pasuje. Mogliśmy nad różnicami pracować, ale jego decyzja była inna.  

Operacja na otwartym sercu 

- Ludzie bardzo nie lubią pracować: nad relacją, nad seksem. Wciąż obserwuję to w gabinecie - mówi dr Kowalczyk. - Wolą myśleć: "Acha, mamy kryzys, różnimy się, to takie nietypowe, czyli źle się dobraliśmy. Przecież gdybyśmy dobrali się dobrze, to do końca życia byłoby łatwo, a potem na naszym grobie wyrosłyby lilie". Nie, proszę państwa, związek to praca. Początkowe zauroczenie i hormony to tylko bonus na start.  

Dr Kowalczyk jest zwolennikiem nieco przesadzonej tezy, że jak się bardzo chce, to każdy może być z każdym. Partner nie musi zaspokajać wszystkich naszych potrzeb. - Babcia znajomej dała jej taką radę: "Męża znajdź sobie dobrego w łóżku, a potrzeby intelektualne zaspokajaj w bibliotece". Podkreśliła to rozdzielenie potrzeb - mówi.  

Co zrobiłby, gdyby przyszedł do niego pacjent i powiedział: "Poznałem w aplikacji świetną dziewczynę, ale ona mówi, że to relacja na miesiąc"? - Zapytałbym go, jak się czuje z tą informacją. Czy ma już takie doświadczenia i czy bierze pod uwagę, że może pojawić się zaangażowanie. Ludzie zawsze wchodzili w krótkotrwałe związki. Jak się jedzie do sanatorium albo przeżywa wakacyjną miłość, to też człowiek sobie mówi: "To na jakiś czas". Miłość jest wtedy warunkowa, bo wiemy, że "wyjedziemy". Wyobrażam sobie, że może dzięki temu jesteśmy bardziej otwarci, naturalni. Ale nie można sobie powiedzieć: "Dzień dobry, ta miłość będzie trwała dwa tygodnie". Trzeba mieć świadomość, że może boleć bardziej, niż myślimy, że to operacja na otwartym sercu. Zwłaszcza jeśli człowiek wcześniej czuł się samotny. Wtedy doświadcza ogromnej straty. Bo dojmujące poczucie samotności zostało przykryte plastrem tylko na moment.  

Dr Kowalczyk wszedłby też w dyskusję: co takiego się dzieje, że ludziom jest cudownie, a nie mogą się porozumieć w jakimś obszarze? - Warunki, które stawiamy, często służą ochronie przed wejściem w relację. Albo ktoś ma nieprzepracowaną traumę. Traumę trzeba zaopiekować w gabinecie, to nie jest powód, żeby się nie wiązać. Ci, którzy teraz pracują nad związkiem, mimo pandemii mają ogromną szansę, że ich relacja przetrwa - mówi. 

Dr Robert Kowalczyk: Wiele związków się w pandemii rozpadło, ale myślę, że wiele się też zrodziło / Fot. Shutterstock.com
Dr Robert Kowalczyk: Wiele związków się w pandemii rozpadło, ale myślę, że wiele się też zrodziło / Fot. Shutterstock.com

Gdyby nie pandemia 

KAROLINA: - Gdyby nie pandemia, nie miałabym tego romansu. W dniu, w którym się poznaliśmy, miałam lecieć na wakacje do Brazylii.  

*** 

MARCIN: - Może nie spotkałbym kogoś, kogo chciałem spotkać przez całe życie.  

AGNIESZKA: - Pandemia sprawiła, że byliśmy dla siebie lepsi.  

MARCIN: - Myślę, że nasza historia dodaje ludziom otuchy. 

*** 

KAROLINA: - Przyjaciółka powiedziała mi w kwietniu: "Podziwiam, że ty sobie tak ciągle dajesz szansę". Mimo smutku, że skończyło się coś bardzo dla mnie dobrego, nie żałuję tego romansu. Dał mi dużo ciepła i bliskości drugiej osoby. Zainspirował do wielu rzeczy. W pandemii większość znajomych przytyła, a ja zrobiłam sobie z brzucha kaloryfer! Dziś też bardziej doceniam taki zwykły uścisk dłoni. 

*** 

AGNIESZKA: - Niektórzy mówią, że to był okropny rok, najgorszy. Znam, niestety, wiele tragedii związanych z COVID-em i pandemią, rozumiem, że ktoś tak czuje. Ale dla mnie ten rok był jednym z najpiękniejszych w całym moim życiu i mam nadzieję, że pierwszym z wielu. 

Pandemia kiedyś się skończy 

Dr Robert Kowalczyk: - Osobom, które czują się samotne, powiedziałbym: Pandemia kiedyś się skończy. A może teraz jest czas, żeby się zastanowić: czego szukam, czego chcę, o co mi w życiu chodzi? Wiele związków się w pandemii rozpadło, ale myślę, że wiele się też zrodziło. Bo część ludzi odpuściła oczekiwania i niemożliwe do spełnienia kryteria. Uważamy, że w PRL-u ludzie byli szczęśliwsi. Bo może nie mieli wielu rzeczy, ale mieli czas. No to właśnie mamy ten czas.  

Dr Robert Kowalczyk: Osobom, które czują się samotne, powiedziałbym: Pandemia kiedyś się skończy / Fot. Shutterstock.com
Dr Robert Kowalczyk: Osobom, które czują się samotne, powiedziałbym: Pandemia kiedyś się skończy / Fot. Shutterstock.com

*Dane zostały zmienione na prośbę bohaterki 

Dr Robert Kowalczyk. Seksuolog kliniczny, psychoterapeuta, biegły sądowy. Wykładowca na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, na Uniwersytecie SWPS oraz w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego. Przyjmuje pacjentów w gabinecie w Instytucie Psychoterapii i Terapii Seksuologicznej SPLOT. Współprowadzi w Radiu TOK FM "SEXAudycję" i "SEXPodcast". 

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Lubi chodzić, jeździć pociągami i urządzać mieszkania.