.

. (Fot. Shutterstock)

styl życia

Tegoroczna pandemia jest jedynym kryzysem od lat, w którym trudno mówić o tzw. efekcie szminki

Malujemy się niby mniej i nawet dobrze się z tym czujemy, ale powodów do zmartwień wcale nam nie ubywa. Zresztą zerknijcie pod własne maseczki.

Powolny kurs na abnegację

Anna od połowy marca pracuje z domu. Nigdy się specjalnie nie malowała do biura: korektor na przebarwienia, tusz do rzęs, róż na policzki - dwie minuty i już. Czasami - kiedy miała szczególną ochotę - dodawała jeszcze czerwoną szminkę i cienie na powiekach. - Gdyby pandemię rozrysować u mnie w formie wykresu, gdzie na osiach znalazłyby się czas i dbałość o ciało, to pewnie końcówka kwietnia i początek listopada były momentami ogromnych spadków - mówi. - Dotyczyło to zarówno mnie, jak i mojego partnera oraz naszych dwóch nastoletnich córek. W duchu nazywałam nas nawet przez chwilę Krudami [jaskiniowcy z bajki animowanej "Krudowie" przyp. aut.] - śmieje się.

Anna w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że rodzinnie dryfują w kierunku abnegacji: - Ja przez tydzień chodziłam tak samo ubrana. Zmieniałam tylko bieliznę. Dzieci ciągle prosiły o "dzień brudasa", czyli zwolnienie z kąpieli, argumentując, że "gdzie miały się niby pobrudzić?". Córki zużyły mi zapas suchego szamponu, kosz z ubraniami do prania wolniej się zapełniał, bo obie snuły się między e-lekcjami w piżamach. Ich tata wracał po porannej rundce po sklepach i bieganiu, zakładał czystą bluzę i od razu - bez kąpieli - siadał do komputera. Mył się dopiero o 17 - wspomina Anna.

Małgorzata to typ kobiety, dla której makijaż był nieodłączną częścią porannej toalety, jej znakiem firmowym. - Moja mama mawia: Nawet idąc wyrzucić śmieci, możesz spotkać najgorszego wroga lub miłość swojego życia. I tym się Małgorzata kierowała jeszcze do niedawna. - Nowa rzeczywistość wpłynęła zarówno na mój codzienny strój, jak i na makijaż.  Jeszcze kiedy jeździłam dwa razy w tygodniu do pracy do biura, łatwiej mi się było zmobilizować i zachować rutynę: prysznic, poranna kawa, makijaż, ubiór, kluczyki, wyjście. Odkąd siedzę w domu, dresy zmieniam z mniej wyjściowych na bardziej eleganckie, a oko robię sporadycznie. To, co zostało bez zmian, to kolorowe usta - mówi Małgorzata.

Dlaczego akurat usta? - Moja córka lubi, kiedy noszę szminkę. A jak mam nastrój, a za oknem jest szaro, to w ogóle robię sobie pełen make-up, tak bez powodu, dla siebie, ale nie jest to moja codzienność - dodaje.

Maskne
Fot. Shutterstock

Natalii nakładanie makijażu sprawia przyjemność. - Wiem, że to kontrowersyjna postawa, której moja mama i ciocia w ogóle nie rozumieją. Przed pandemią codziennie rano poświęcałam na makijaż kwadrans. Mam ciemną oprawę oczu, więc bez makijażu też wyglądam dobrze, ale zwyczajnie lubiłam się malować. Przez wiele lat robiłam kreski na powiekach, ale jeszcze przed pandemią dałam sobie z nimi spokój, bo zakochałam się w bardziej naturalnym makijażu.

Efekt maski, a nie efekt szminki

Tegoroczna pandemia, co doskonale obrazują historie Anny, Małgorzaty i Natalii, jest kryzysem, podczas którego trudno mówić o tzw. efekcie szminki. Określenie to wymyślił w 2001 roku Leonard Lauder, szef giganta kosmetycznego, firmy Estée Lauder Companies. W 2000 roku zauważył, że pomimo kryzysu gospodarczego w USA poziom sprzedaży kosmetyków, w tym szminek, wzrósł. Lauder wywnioskował na podstawie danych z zapaści ekonomicznych z lat trzydziestych i dziewięćdziesiątych, że kobiety zmuszone ograniczeniami finansowymi zastępują dobra luksusowe większej wartości dobrami także luksusowymi, ale tańszymi.

W pandemii markowa szminka w pięknej złotej oprawie nie ma racji bytu, bo zasłania ją maska.

Koronawirus przeszedł przez branżę beauty jak tsunami. Jak wynika z danych Euromonitor International cytowanych przez "Rzeczpospolitą", w Polsce prognozowany był i tak niewielki, bo dwuprocentowy, wzrost sprzedaży kosmetyków. Dlaczego niewielki? Bo już przed pandemią kobiety - tak jak Natalia i Anna - nawet podświadomie wzmocnione medialnym przekazem o ciałopozytywności, zachęcane akcjami w stylu "Twarz to nie pisanka" odwróciły się od makijażu, wybierając "naturalne piękno" - brak makijażu lub makijaż delikatny, zdrową cerę, a nie zakrytą podkładem. Dodajcie do tego izolację i maski, a prognozowany przez Euromonitor International spadek sprzedaży rok do roku wyniesie 16 procent. Najbardziej zdaniem ekspertów oberwą szminki i błyszczyki - polecą o niemal jedną piątą.

Jak tłumaczy Agata Nowakowska, rzeczniczka sieci Rossmann: - Pandemia sprawiła, że się izolujemy, nie prowadzimy życia towarzyskiego, pracujemy w domach. To się odbija negatywnie na sprzedaży artykułów z kategorii "beauty": kosmetyków do makijażu, perfum. Skoro nie chodzimy do biur, restauracji czy kin, mniej się malujemy. Ale to minie, koronawirus nie spowoduje, że przestaniemy o siebie dbać - podkreśla. I dodaje: - W pandemii klienci dwukrotnie, w reakcji na zapowiedź lockdownu, robili zapasy. Kupowali więcej niż zwykle mydła, pasty do zębów, papieru toaletowego. Nie jest to jednak jakiś trwały trend, nikt nie zacznie zużywać pięć razy więcej chusteczek do nosa niż normalnie.

Tym bardziej że - jak pokazują badania przeprowadzone przez właścicieli aplikacji do tworzenia list zakupowych Listonic - w październiku, w porównaniu z pierwszymi tygodniami epidemii, Polacy kupują mydło o połowę rzadziej. Pół roku po ogłoszeniu pandemii o 75 procent zmalało również zainteresowanie środkami dezynfekującymi. - Może to wynikać z faktu, że Polacy zrobili wystarczające zapasy na początku pandemii - tłumaczy Emil Krzemiński z Listonic. Albo z tego, że wracamy do starych, złych nawyków higienicznych.

Maskne
Fot. Shutterstock

Robert You, dyrektor AliExpress ds. Rozwoju Strategicznego w Polsce, zapewnia, że w kategorii "beauty" jego firma nie zanotowała spadków. - Spowolnieniu uległa sprzedaż lakierów do paznokci i produktów do ich ozdabiania oraz kosmetyków do makijażu. Wzrosła za to sprzedaż urządzeń do pielęgnacji: masażerów do twarzy i ciała oraz elektroniki do dbania o higienę jamy ustnej. Dużą popularnością cieszą się także produkty do oczyszczania twarzy, a przed świętami Bożego Narodzenia - zestawy prezentowe z kosmetykami - tłumaczy You.

Anna Werstler, Dyrektor Marketingu CEE Avon, mówi, że pierwsza fala pandemii przyniosła w Avon Cosmetics Polska silny wzrost w kategoriach pierwszej potrzeby - higienicznych (szampony, żele, mydła itp.) i pielęgnacyjnych. - Bardzo dobrze sprzedawały się wszelkie produkty, które mogą zastąpić wizytę w salonie piękności, np. kremy do twarzy o zaawansowanych formułach, ale też lakiery do paznokci. Znacznie wzrosła sprzedaż produktów suplementujących zdrowie i urodę, np. nasz nowy produkt Liiv, ale też wspomagających ogólny dobrostan i relaks: świece zapachowe czy wygodne ubrania - tłumaczy Werstler.

Maskne - realny problem czy chwyt marketingowy?

Mniej makijażu to zdrowsza skóra? Otóż niekoniecznie! Teraz do stresu, obaw, lęku przed chorobą dorzucono nam jeszcze maskne, czyli odmaseczkowe kłopoty z cerą. W Google Scholar, wyszukiwarce znajdującej naukowe artykuły, hasło to ma 173 rekordy wielu chińskich badaczy, ale wyróżniają się także tureckie opracowania. Na Instagramie hashtag #maskne to prawie 87 tysięcy wzmianek. W tekście poświęconym temu zagadnieniu w "The New York Timesie" dr Candrice Heath, adiunkt na wydziale dermatologii w Lewis Katz School of Medicine na filadelfijskim Uniwersytecie Temple, mówi, że maseczki powinno się traktować jak majtki - zmieniać codziennie i prać. Dlaczego? "Bo nie chcemy przecież potu, sebum i brudu z maseczki przenosić na okrągło na twarz". Houston, mamy problem?

Punktem wyjścia do analizy cery pomaseczkowej w opracowaniach medycznych jest długotrwałe noszenie ochrony na twarzy. Anna znała chirurga, któremu rzeczywiście raz na jakiś czas wychodziły krosty-gule. - Ten sam problem mają jednak od zawsze jego dwaj synowie - nauczyciel i prawnik.

Trądzik kontaktowy - o czym przeczytać można w pracach naukowych - miewają również skrzypaczki na lewej części żuchwy czy osoby długo rozmawiające przez rozgrzany telefon komórkowy.

Małgorzata, która lubi mieć pomalowane usta, nie odczuwa skutków ubocznych noszenia maseczki, ale to pewnie dlatego, że rzadko wychodzi. W jej przypadku pandemia cerze nie zaszkodziła: - Częściej peelinguję twarz, regularnie też się kremuję, na noc stosuję serum. Skórę mam gładszą i bardziej nawilżoną - zapewnia.

Anna także jest zadowolona ze swojej cery. - Od kilku ładnych lat bazuję na sprawdzonych kosmetykach, mam supernawilżoną skórę w dobrej kondycji. Maskę noszę nie dłużej niż 30 minut dziennie, maksymalnie godzinę w weekendy. Jedyne krosty, które mi się robią, to efekt mojego majstrowania przy skórze - cera od razu daje mi wtedy po łapach - mówi Anna.

Maskne
Fot. Shutterstock

Natalia ma kilka bawełnianych maseczek, które regularnie pierze i prasuje. - Stosuję dwuetapowe oczyszczanie twarzy. Jakieś niedoskonałości tak jak kiedyś pojawiają się głównie przed okresem, czyli są zmianami hormonalnymi.

W przypadku Natalii brak makijażu wcale nie wpłynął rewolucyjnie na jej cerę. - Skóra na twarzy jest w bardzo podobnym stanie jak wówczas, gdy nosiłam pełen makijaż.

Jest, nie ma, to skomplikowane

Małgorzata Paduszyńska, właścicielka warszawskiego gabinetu Melissa, jest kosmetyczką z trzydziestoletnim doświadczeniem. Na podstawie tego, co obserwuje u siebie, swoich pracownic i klientek, nie ma wątpliwości, że długotrwałe noszenie maski ma wpływ na kondycję skóry. - W gabinecie nosimy maseczki non stop po sześć-osiem godzin. Robią się nam stany zapalne, a żadna z nas nie ma kłopotów ze skórą tłustą. Jedna z moich klientek, nastolatka, dorobiła się w strefie podmaseczkowej niewyobrażalnie intensywnych zanieczyszczeń. Miała grudkę przy grudce, zaskórniki. Zima to także czas opryszczek, które właśnie się uaktywniły, a leczenie ich w wilgoci pod maskami jest bardzo trudne, przesuszonych ust - jeszcze bardziej pękajacych - mówi kosmetyczka.

Lekarz Kamila Białek-Galas, specjalista dermatolog i lekarz medycyny estetycznej z krakowskiej kliniki Sublimed, potwierdza, że pod maseczką temperatura jest wyższa, wilgotność większa, przez co powstają idealne warunki do rozwoju różnego rodzaju schorzeń skóry. - Często zdarzają się zaostrzenia istniejących już wcześniej chorób  m.in. trądziku pospolitego w tej lokalizacji, czy łojotokowego zapalenia skóry w okolicach fałdu nosowo-wargowego. Uaktywnia się także trądzik różowaty, który jest chorobą związaną m.in. z nieprawidłowym krążeniem w obrębie powierzchownej sieci naczyń krwionośnych skóry twarzy. Objawy tej dolegliwości pojawiają się często na skutek ekspozycji skóry na działanie wysokiej temperatury i przy gwałtownych zmianach temperatury otoczenia - wyjaśnia. 

Jak tłumaczy dermatolożka, pod maską jest ciepło i wilgotno, co powoduje, że sieć naczyń się rozszerza, co często prowadzi do wystąpienia objawów tej dolegliwości. - Do dermatologów nagminnie zgłaszają się też pacjentki z uporczywymi zajadami, czyli zapaleniem kącików ust. Leczy się je o tyle trudno, że nie da się całkowicie wyeliminować czynnika je wywołującego - dodaje.  

Agnieszka Zielińska, skin expert, od 15 lat pracująca w branży kosmetycznej, a od 5 lat z indywidualnymi klientkami przy dobieraniu im sposobów pielęgnacji, uważa, że w okresie pandemii wychodzą na jaw wcześniejsze błędy pielęgnacyjne. A o odmaseczkowych kłopotach z cerą mówi: - Dla mnie nazwa "maskne" to chwyt marketingowy, sposób na podbicie sprzedaży, granie na emocjach, a nerwy mamy w strzępach. Jak się przyjrzymy zaleceniom ze strony firm kosmetycznych, to są one takie same jak w przypadku trądziku.

Zielińska potwierdza, że problemy skórne na brodzie chowanej pod maseczką są. Broda należy do strefy T, tej najbardziej skłonnej do przetłuszczania się. Obowiązkowe noszenie maseczek sprawiło, że ta strefa przetłuszcza się bardziej. - Maseczka robi okluzję, jest jak okład, odcina cyrkulację powietrza, jest pod nią bardziej tłusto, wilgotno, pod źle dobranym podkładem dochodzi do zablokowania ujść mieszków włosowych.

Jednak zdaniem ekspertki przy prawidłowej pielęgnacji cery, dobrze działającej barierze hydrolipidowej noszenie maseczki nie powinno mieć wpływu na funkcjonowanie skóry. A myśląc o maskach, ma skojarzenia z dodatkową warstwą ciężkiego, kryjącego podkładu. - Przez siedzenie w domu, w ogrzewanych pomieszczeniach, złą pielęgnację lub jej brak ("bo jesteśmy w domu"), cera może być przesuszona. A im bardziej przesuszona, tym mocniej produkuje sebum, żeby się natłuścić. Jeśli ją dodatkowo przesuszamy kosmetykami na trądzik, to kontynuujemy zaburzanie bariery hydrolipidowej. Pojawiają się zaskórniki, podskórne zmiany - głębokie, wynikające z przesuszenia i jednocześnie nadmiaru sebum - wyjaśnia Agnieszka Zielińska.

Maskne
Fot. Shutterstock

Specjalistka podkreśla, że przyczyn pojawienia się trądziku w pandemii może być dużo: hormony, stres - czyli też hormony - a także zła dieta, na przykład zwiększona produkcja insuliny ma wpływ na pobudzenie wytwarzania sebum. - Całkiem jak przed pandemią - podkreśla.

Cytowana w tekście z "The New York Timesa" dermatolożka dr Whitney Bowe mówi, że kiedy widzi na brodzie pacjenta bolesną torbiel naskórkową, to ma pewność, że nie pojawiła się ona z powodu maseczki, ale po kilku zarwanych nocach i umileniu sobie życia przetworzonym jedzeniem w weekend.

Połączmy zatem kropki. Jak wynika z danych twórców aplikacji zakupowej Listonic, w ciągu ostatnich czterech miesięcy aż o 80 procent częściej niż w analogicznym okresie w 2019 roku do list zakupowych dodawaliśmy artykuły wysokoprzetworzone, z długim terminem przydatności oraz instant (pocieszające, że także w otoczeniu warzyw). W naszych koszykach o połowę częściej niż w 2019 roku lądował alkohol. O 300 procent częściej wybieraliśmy także gazowane słodkie napoje i napoje owocowe.

Szach mat!

Maski nosić trzeba ze względu na zalecenia i ochronę przed COVID-19. Ta kwestia nie podlega dyskusji. Nie ma także w zderzeniu z ochroną zdrowia znaczenia, czy maseczki szkodzą cerze. - Im maska lepiej zabezpiecza, czyli im wyższy jest jej wskaźnik BFE (efektywności filtracji), tym gorzej wpływa to na kondycję skóry - wyjaśnia lek. Kamila Białek-Galas. - Maska FFP2 ma 94 procent nieprzepuszczalności, maska FFP3 - 99 procent. Im skuteczniejsza maska, tym bardziej prawdopodobne staje się wystąpienie różnych dolegliwości skórnych - dodaje dermatolożka.

Małgorzata Paduszyńska mówi, że nie ma też reguły, które maseczki są gorsze, a które lepsze dla skóry na twarzy. Klientki Paduszyńskiej noszące maseczki bawełniane, z dwóch warstw, mają bardziej zanieczyszczoną skórę na brodzie, ale osoby noszące maseczki bardziej specjalistyczne mają wyraźne odciski na skórze od gumek. - To z kolei może prowadzić do stałych uszkodzeń naczyniowych, które będzie widać na twarzy - mówi kosmetyczka. 

Agnieszka Zielińska nie do końca zgadza się z dr Candrice Heath, która chciałaby, żebyśmy - dla zdrowej cery - maseczki zmieniali tak często jak majtki. - Prać maseczki należy ze względu na COVID-19, a nie cerę. Higiena jest oczywiście ważna, ale nasza skóra ma swój mikrobiom. A jest on po to, żeby chronić nas przed bakteriami na maseczkach. Poza tym bakterie, które sprzyjają pojawieniu się trądziku, i tak żyją na naszej skórze. Maseczka daje im środowisko beztlenowe, które sprzyja ich namnażaniu się. Właściwa pielęgnacja poradzi sobie z maseczką.

Maskne
Fot. Shutterstock

Co zatem robić? Odstawić niezdrowe jedzenie z diety. Zadbać o sen, mniej się stresować. Wentylować twarz bez maseczki w parkach i lasach. Odstawienie makijażu nie jest złym pomysłem, chociaż dermatolożka Kamila Białek-Galas nie zalicza się do zwolenniczek teorii, że make-up wywołuje trądzik. - Ciężki, kryjący i nieprzepuszczalny makijaż może przyczyniać się do powstawania zaostrzeń trądziku poprzez zaczopowanie ujść mieszków włosowych, ale sam w sobie nie jest bezpośrednią przyczyną wywołującą tę chorobę - wyjaśnia. - W XXI wieku, trudno wymagać od młodej, aktywnej zawodowo kobiety chorującej na trądzik rezygnacji z makijażu. Grunt w tym, żeby zastosowane do niego kosmetyki nie miały właściwości komedogennych (czyli sprzyjających powstawaniu zaskórników) - dodaje

Jeśli kobiety mówią, że ich skóra jest szczęśliwsza i zdrowsza bez makijażu, to super! Jeśli odważacie się wyjść z domu bez tapety - a wiadomo, że są wśród nas i takie osoby - jeszcze lepiej!

A jeśli rzeczywiście pojawiają się krostki na brodzie? - Nie panikujmy, nie wykupujmy także środków na trądzik - żadnych peelingów mechanicznych, wysuszających preparatów, bo to tylko pogorszy jej stan - mówi Zielińska. - Dokładnie myjmy skórę delikatnymi preparatami żelowymi, olejowymi. Jeśli skóra nam się bardzo pod maską przetłuszcza, zróbmy sobie dwa-trzy razy w tygodniu po umyciu twarzy przerwę w nocnej pielęgnacji. Niech ona się przewietrzy w spokoju. Na same krostki na brodzie podziałajmy raz-dwa razy w tygodniu preparatami na bazie kwasu migdałowego czy szikimowego. One delikatnie oczyszczą skórę z nadmiaru sebum i odetkają ujścia mieszków włosowych. I nie stresujmy się! - uspokaja Agnieszka Zielińska.

Musimy to wszystko jakoś przetrwać. Z krostami na brodzie czy bez nich.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku