W mieszkaniach chronionych treningowych osoby chorujące psychicznie uczą się samodzielnego życia

W mieszkaniach chronionych treningowych osoby chorujące psychicznie uczą się samodzielnego życia (fot: Jakub Tercz)

reportaż

"Tu się staje na nogi i wraca do swojego życia"

Gdy pytam o cele, Marek wyciąga zeszyt i czyta: randkowanie, udział w wolontariacie, wykładach z filozofii. Marzena pragnie spłacić wszystkie długi i wyjechać za granicę, najlepiej do Wielkiej Brytanii lub Holandii. Agata - wrócić na studia. - Nie chodzimy za ludźmi i nie sprawdzamy, czy wzięli pigułkę, nie chcemy robić z tego miejsca kolejnego oddziału psychiatrycznego - mówi Iwona Jeziorska, terapeutka i koordynatorka mieszkania chronionego treningowego.

Mieszkanie ma 94 metry kwadratowe i wygląda jak nowe. Trzy pokoje, duży salon z kuchnią, dwie łazienki, schowek. W salonie stoi duża skórzana kanapa, stół, szafa z książkami, telewizor, wieża oraz rowerek treningowy. Na ścianie wiszą kolorowe obrazy, są rośliny w doniczkach.

Mieszkają tu cztery kobiety - Maria, Agata, Marzena i Ola. Wprowadziły się miesiąc temu. Przyzwyczajają się do tej przestrzeni powoli. Niektóre jeszcze trzymają większość rzeczy w walizkach. Zostaną tu, jeśli będą chciały, przez kolejnych pięć miesięcy. Do mieszkania mogą się jeszcze wprowadzić dwie osoby. Jedno miejsce musi pozostać wolne dla kogoś w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej.

Z czterema kobietami siadam przy dużym kuchennym stole.

Ta o długich, jasnych włosach, w średnim wieku, to Maria. Chwali się, że zrobiła blok czekoladowy. Jest najbardziej rozmowna. Przyznaje, że nie umie usiedzieć w miejscu. Raz wybucha śmiechem, ale po chwili się zamyśla. Uwielbia słodycze, kolorowanki relaksacyjne, "Ojca Mateusza" i listę przebojów w Radio VOX FM. Pali papierosy. Od trzech lat pracuje w tej samej firmie sprzątającej, co jest dla niej dużym powodem do dumy. Pracodawca docenia ją za punktualność i dokładność. W mieszkaniu chronionym była już dwa lata temu, ale opuściła je przed upływem sześciu miesięcy - tyle trwa maksymalny pobyt. Wtedy odeszła, bo musiała najpierw poukładać sobie życie osobiste. Mówi, że chciałaby się usamodzielnić, odseparować od rodziny, z którą cały czas mieszka.

Mieszkanie chronione treningowe przy ulicy Kłobuckiej (fot: EJ)
Mieszkanie chronione treningowe przy ulicy Kłobuckiej (fot: EJ)

Podobny cel ma Ola, która już złożyła wniosek o mieszkanie socjalne i czeka na jego rozpatrzenie. Drugi cel to znalezienie pracy. Ma numer do agencji ochrony, która chce zaoferować jej stanowisko. Jak przekonuje, wystarczy, że do nich zadzwoni. Wcześniej pracowała w sklepie jako kasjerka. Dowiem się od niej jeszcze tego, że codziennie rozmawia ze swoimi dziećmi i lubi jeździć z koleżanką z mieszkania, Marzeną, po Warszawie. Ostatnio pokazała jej swój ulubiony sklep z rajstopami.

Marzena mówi, że pracę już znalazła, również w ochronie - jednego z warszawskich salonów samochodowych. Jeden dyżur trwa 24 godziny, potem ma dwa dni wolne. Trudno jej czasem nie usnąć na zmianie, jest fizycznie wyczerpana. Po trzecim dyżurze ma powiedzieć Wojciechowi Lenardowi, który jest koordynatorem mieszkania, czy w tej pracy zostaje. Lenard ma duże wątpliwości, czy to odpowiednie miejsce dla Marzeny, decyzję jednak pozostawia jej. Marzena pragnie spłacić wszystkie swoje długi i wyjechać za granicę, najlepiej do Wielkiej Brytanii lub Holandii, bo tam można zarobić tyle, żeby coś odłożyć. W Polsce nie jest to możliwe. Gdy nie pracuje, spędza czas w domu i rozmawia ze swoimi córkami albo ogląda filmy w telewizji. Najbardziej lubi kostiumowe.

Agata odzywa się rzadko, ma spuszczoną głowę, jej noga przez cały czas drży. Mówi cicho, na pytanie o plany, odpowiada dopiero po dłuższej chwili. Chciałaby się usamodzielnić, nauczyć gotować, wrócić na studia - filologię polską. Zanim się tu wprowadziła, mieszkała z rodzicami. W pewnym momencie jej stan psychiczny był tak zły, że nie mogła wyjść z domu na uczelnię. Twierdzi, że to z powodu zmiany leków. Wzięła urlop dziekański, czego obecnie trochę żałuje, bo wszystkie zajęcia i tak odbywają się online. Co jeszcze o sobie powie? Że lubi pisać wiersze, udziela się w kółku literackim, niedawno została laureatką konkursu poetyckiego. Ale nie lubi czytać na głos swoich wierszy. Gdy na jednym z kursów musiała to zrobić, zrezygnowała z udziału.

***

Mieszkanie, w którym siedzimy przy tym wielkim stole, znajduje się w bloku na osiedlu komunalnym przy ulicy Kłobuckiej w Warszawie. Fachowo określa się je jako "chronione treningowe". Jest przeznaczone dla osób z chorobą psychiczną. Prowadzi je Bródnowskie Stowarzyszenie Przyjaciół i Rodzin Osób z Zaburzeniami Psychicznymi POMOST. Projekt jest dofinansowany z budżetu Urzędu m.st. Warszawy.

Do domu przy Kłobuckiej zaprosili mnie: terapeutka Kamila, jedna z sześciu osób prowadzących zajęcia dla uczestników projektu, oraz Wojciech Lenard - koordynator mieszkania.

Wojciech Lenard: - Z osobami chorującymi psychicznie pracuję od 30 lat. Mieszkanie chronione treningowe nasze stowarzyszenie prowadzi od 2015 roku. Początki łatwe nie były, ale z edycji na edycję coraz więcej się uczymy.

W zależności od edycji skład grupy jest inny. Teraz mamy same panie, ale bywały też grupy mieszane. Kryzysy, z którymi borykają się mieszkańcy, to przede wszystkim te wynikające z przebiegu choroby psychicznej - wahania nastroju, lęk, wycofanie społeczne, nasilenie objawów psychotycznych. Każde zaburzenie ma inny przebieg.

Kto bierze udział w programie? Jego uczestnicy nie mogą wymagać całodobowej opieki, mają obowiązek brać udział w popołudniowych zajęciach z grupą, które odbywają się codziennie, oprócz weekendów. To warsztaty z gotowania, zarządzania budżetem, relaksacyjne. Tu nie ma mamy ani taty, jest terapeuta, który nie wyręcza, tylko wspiera. Trzeba mieć motywację, chęć zmiany. Zdarzało się, że trafiały do nas osoby, które traktowały mieszkanie jak noclegownię. Nie takie jest jego przeznaczenie. To miejsce jest po to, żeby stanąć na nogi i wrócić do swojego życia. Przyjmujemy wyłącznie tych, którzy mają swoje mieszkania, rodzinę, którzy będą mieli dokąd wrócić po zakończeniu projektu. Warunkiem jest również bycie związanym z Warszawą - mieszkanie tu lub posiadanie rodziny, pracy.

Lokatorki w mieszkaniu chronionym treningowym przy Kłobuckiej w Warszawie (fot: materiały archiwalne)
Lokatorki w mieszkaniu chronionym treningowym przy Kłobuckiej w Warszawie (fot: materiały archiwalne)

Każdy tu ma swój klucz, musi umieć porozumieć się z innymi domownikami, angażować się w domowe obowiązki. Największe problemy są zazwyczaj ze sprzątaniem, to przede wszystkim pięta achillesowa panów. Zdarza się, że ktoś odstawi leki. Nie jest w stanie zaakceptować swojej choroby i konieczności systematycznego leczenia. Wtedy prowadzimy z nim rozmowy, zachęcamy do wizyty u lekarza. Dwa razy zdarzyło się, niestety, że stan zdrowia domownika pogorszył się na tyle, że trzeba go było zawieźć do szpitala. W pierwszym przypadku zrobiłem to osobiście, w drugim wezwaliśmy karetkę.

***

Kilka kilometrów od Kłobuckiej do mieszkania chronionego treningowego przy ulicy Racławickiej wprowadziło się dwóch lokatorów - Marek i Paweł. Przez kilka tygodni dzielili lokum z trzecim mężczyzną, który musiał jednak opuścić mieszkanie - przestał brać leki i stał się agresywny.

Racławicka to nowy projekt - prowadzi go Stowarzyszenie Integracja, pieniądze pochodzą z funduszy unijnych. Z powodu pandemii miejsce "zwiedzam" przez kamerkę internetową - "oprowadza" mnie po nim terapeutka oraz koordynatorka mieszkania - Iwona Jeziorska; spotykamy się na ZOOM-ie. Widzę, że mieszkanie jest wyremontowane, wyposażone w nowe meble i sprzęt AGD. Iwona mówi, że całość ma 124 metry kwadratowe. Na tej powierzchni mieszczą się trzy pokoje, kuchnia, łazienka i salon.

Paweł i Marek czekają na wprowadzenie się kolejnych lokatorów. Marek najchętniej zamieszkałby z jakimiś paniami. Może tu być najwyżej sześć osób. Jeden z pokoi powinien pozostać pusty - w razie jakby ktoś miał bezsenną noc, poczuł się gorzej, potrzebował się wyciszyć. Każdy z uczestników dostaje dziewięć miesięcy - przez ten czas mogą tu mieszkać i pracować nad osiągnięciem celów, które sami sobie wyznaczyli.

Marek, przystojny brunet, na wszystko odpowiada żartem. Śmieje się, że Iwona sprawdza czystość mieszkania za pomocą "testu białej rękawiczki". Dobrze mu się dzieli przestrzeń z Piotrem, śpią w jednym pokoju, bo jak mówi, jest tam dobra energia.

O tym miejscu dowiedział się podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym, gdzie trafił w ostrej fazie kryzysu psychicznego. Jak mówi, nie służyło mu mieszkanie w małej kawalerce z ciężko chorą mamą. Atmosfera z tygodnia na tydzień gęstniała, Marek stawał się coraz bardziej wulgarny, agresywny. Przestawał się kontrolować. Wie, że to wina choroby, że nie jest złym człowiekiem.

Marek chciałby zostać światowej sławy modelem lub nauczycielem, ale nie takim zwyczajnym, lecz na miarę Sokratesa. Gdy pytam o inne cele, wyciąga zeszyt i czyta: randkowanie, udział w wolontariacie, wykładach z filozofii. Marek chciałby kogoś poznać, ale podchodzi do tego na luzie, wcześniej za bardzo angażował się w relacje, jak mówi, był tą stroną, która zawsze kochała bardziej.

Wnętrze mieszkania chronionego treningowego przy ulicy Racławickiej w Warszawie (fot: Jakub Tercz)
Wnętrze mieszkania chronionego treningowego przy ulicy Racławickiej w Warszawie (fot: Jakub Tercz)

Marek uwielbia jeździć tramwajem po Warszawie, w ciągu dnia robi zakupy, gotuje i odpoczywa. Lubi oglądać w telewizji piłkę nożną i pisać.

Swoją autobiografię napisał w tydzień.

Od tygodnia nie znaleźli z Pawłem czasu, żeby złożyć pranie. Wciąż wisi na suszarce.

***

Iwona Jeziorska: - Zajmuję się psychiatrią od 23 lat. Towarzyszyłam tworzeniu i prowadzeniu jednego z pierwszych mieszkań chronionych treningowych w Polsce - przy ulicy Lwowskiej w Warszawie - które istnieje od 2011 roku. Kilka lat wcześniej, na własną rękę, zorganizowaliśmy podobne mieszkanie w hostelu dla osób chorujących psychicznie przy Oddziale Dziennym Instytutu Psychiatrii i Neurologii przy ulicy Grottgera. Dla nas to była próba, czy takie wsparcie przynosi korzyści, czy w ogóle jest pomocne. Doświadczenia, które zebraliśmy, były bezcenne przy późniejszej pracy w mieszkaniu przy Lwowskiej.

W trakcie projektu nie koncentrujemy się na chorobie, ale na zdrowieniu, nauce radzenia sobie z różnymi trudnościami, funkcjonowania na co dzień w ważnych dla każdego człowieka obszarach życia: pracy, czasie wolnym, w relacjach z innymi ludźmi. Osoby, które do nas trafiają, doświadczyły kryzysu psychicznego, ale już w nim nie są. O tym, że mieszkania chronione treningowe istnieją, dowiadują się najczęściej podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym czy w Poradni Zdrowia Psychicznego. Są wtedy w trakcie leczenia lub już je zakończyli. Kontaktują się z nami i umawiamy się na rozmowę.

Nie przyjmiemy do projektu osoby agresywnej lub z myślami samobójczymi, z tendencją do samookaleczania się, niebiorącej leków, niezmotywowanej do współpracy. Czyjś stan może się pogorszyć podczas pobytu, wtedy oczywiście mamy możliwości udzielenia szybkiego wsparcia psychiatrycznego - współpracujemy z Mokotowskim Centrum Zdrowia Psychicznego. Ale nie chodzimy też za ludźmi i nie sprawdzamy, czy wzięli dziś pigułkę, nie chcemy robić z naszego mieszkania kolejnego oddziału psychiatrycznego. Nasza rola polega na dyskretnym czuwaniu.

W Polsce jest obecnie 1106 mieszkań chronionych. Pod opieką specjalistów osoby tam przebywające przygotowują się do samodzielnego życia. Mieszkania przeznaczone są dla ludzi chorujących psychicznie, ale też z niepełnosprawnościami, w trudnej sytuacji życiowej, w podeszłym wieku, opuszczających pieczę zastępczą lub dla cudzoziemców, którzy uzyskali status uchodźcy.
Spośród mieszkań chronionych 520 to mieszkania treningowe - tu można nabrać umiejętności pozwalających prowadzić w przyszłości samodzielne życie, a więc zaspokajania codziennych życiowych potrzeb, zarządzania czasem, prowadzenia gospodarstwa domowego, utrzymywania więzi rodzinnych, budowania relacji z innymi ludźmi, szukania pracy.
Kolejnych 586 to mieszkania wspierane, czyli takie, w których zapewnia się danej osobie pomoc w wykonywaniu codziennych czynności w celu utrzymania jej samodzielności.
Prowadzenie mieszkań chronionych jest zadaniem gminy oraz powiatu.

Sukcesy

Iwona: - W ciągu pierwszych tygodni pobytu tworzymy z uczestnikami tzw. indywidualny plan pobytu oraz określamy potencjalne przeszkody w realizacji celów. Na początku cele mogą być proste: nie będę spóźniał się na zajęcia. Nam może się to wydawać oczywiste, ale dla wielu nie jest. Przed panem Markiem i panem Pawłem stoi przede wszystkim zadanie nauczenia się zarządzania swoim czasem wolnym tak, żeby wypełnić go jakimiś konstruktywnymi aktywnościami, a nie tylko leżakowaniem i przygotowywaniem posiłków, co rozciąga się niekiedy na całe godziny. Panowie nie pracują, więc jest to trudne. Ale musimy pamiętać, że nawet zdrowemu człowiekowi zdyscyplinowanie się, kiedy nie ma pracy, nie przychodzi łatwo.

Wojciech: - Część osób nigdy pracy nie podejmie. Sukcesem będzie dla nich to, że sami o siebie zadbają, zrobią zakupy, ugotują obiad, nie zapomną o braniu leków, będą korzystać z miejskiego transportu. Pamiętam doskonale uczestnika projektu, który zanim do nas trafił, przez dziewięć lat mieszkał w zakładzie opiekuńczo-leczniczym, pod opieką personelu medycznego. Mieliśmy wątpliwości, czy się w naszym mieszkaniu odnajdzie. Na początku był bardzo zaniepokojony, nie wychodził prawie z pokoju - wynikało to z jego choroby, ale też z kompletnego braku samodzielności, którą "wyniósł" z zakładu. Z czasem zaczął wychodzić z domu, uczestniczyć w przygotowywaniu posiłków, przypomniał sobie, jak korzystać z komunikacji miejskiej, pierwszy raz zetknął się z metrem! Zaczął samodzielnie dojeżdżać z mieszkania do ośrodka wsparcia i z powrotem. Zakończył pobyt u nas w dobrej formie, wrócił do swojego lokum, żyje z renty, korzysta z różnych programów wsparcia. Ale są też osoby, które nie chcą się bardziej zaktywizować, nawet jeśli mają takie możliwości. Tak zorganizowały sobie wsparcie bliskich, że mogą przez większość dnia leżeć w łóżku. W jednej edycji mieliśmy taką panią. Po zakończeniu projektu wróciła do swojego dawnego trybu życia - wstawania o 11, oglądania telewizji przez cały dzień.

Wnętrze mieszkania przy ulicy Racławickiej. Mieszkanie czeka na wprowadzenie się pierwszych lokatorów (fot: materiały prasowe)
Wnętrze mieszkania przy ulicy Racławickiej. Mieszkanie czeka na wprowadzenie się pierwszych lokatorów (fot: materiały prasowe)

Iwona: - Nigdy nie zapomnę dziewczyny, która była zupełnie zniewolona przez swoich rodziców - uzależniona od nich emocjonalnie i finansowo. Spędziła w mieszkaniu treningowym kilkanaście miesięcy, jej pobyt wymagał przedłużenia. Niesamowicie było obserwować, jak rośnie w oczach. Mieszkając tu, skończyła studia, zakochała się, znalazła pracę. Jej relacje z rodzicami również się poprawiły. Rodziny też czasem potrzebują "urlopu" od osoby chorującej.

Wojciech: - Praca z rodzinami układa się bardzo różnie. Jest tak "zimno-gorąco". Albo bliscy zajmują się kimś na sto procent, chcą we wszystkim osobę chorującą wyręczyć, uchronić przed społecznym odrzuceniem, albo wręcz przeciwnie - prezentują postawę "radź sobie sam", wesprę cię w momencie kryzysu psychicznego, ale gdy ten minie, oczekuję, że staniesz na nogi i pójdziesz do pracy. Nie dziwię się czasem, że rodzina ma takie podejście. Kompletne pozbawianie podmiotowości też jest jednak bardzo szkodliwe. Znam osoby po trzydziestce, które nie potrafią same zrobić zakupów, na oczy nie widziały biletu autobusowego, nie umieją posługiwać się pieniędzmi, mimo że są sprawne intelektualnie.

Iwona: - Rodziny są często w potwornie trudnej sytuacji. Niektórym bardzo trudno pogodzić się z tym, że członek rodziny jest chory. Inni zupełnie nie rozumieją, co się z ich bliskim dzieje. Te relacje bywają bardzo skomplikowane, a my terapii rodzinnej, niestety, nie prowadzimy.

Wojciech: - Rodzinom osób chorych często powtarzam, że każdy z nas odejdzie z tego świata, a nasze dzieci zostaną. Nie musi być tak, że każda osoba chorująca psychicznie po śmierci bliskich trafi do Domu Pomocy Społecznej lub będzie bezdomna. Jest duża grupa osób, która przy niewielkim wsparciu może żyć samodzielnie i bardzo dobrze sobie radzić.

Ciągłość

Iwona: - Hospitalizacja osoby chorującej psychicznie powinna trwać jak najkrócej. Dążymy do tego, aby człowiek, który wychodzi ze szpitala po kryzysie psychicznym, nie trafiał w próżnię. Lekarz kończy leczenie, psycholog - terapię, pacjent dostaje wypis i już nikt nie interesuje się tym, co dalej się z nim dzieje. Często ten człowiek wraca do środowiska, które przyczyniło się do zintensyfikowania objawów jego choroby i uniemożliwia mu wydobycie się z niej.

Iwona Jeziorska: Hospitalizacja osoby chorującej psychicznie powinna trwać jak najkrócej (fot: Jakub Tercz)
Iwona Jeziorska: Hospitalizacja osoby chorującej psychicznie powinna trwać jak najkrócej (fot: Jakub Tercz)

Wojciech: - Przyszłością jest psychiatria środowiskowa. W Polsce dopiero zaczynamy ją rozwijać. Każdy człowiek ma prawo żyć w swoim środowisku, tworzenie gett i umieszczanie ludzi w zamkniętych placówkach całodobowych nie jest rozwiązaniem. Ale wsparcie w budowaniu samodzielności nie powinno się też kończyć na mieszkaniu treningowym. Dla niektórych te kilka miesięcy to za mało, żeby stanąć na nogi, a nie zawsze udaje się przedłużyć pobyt. Dla innych taka forma jest zbyt intensywna - w dzień pracują, a popołudniami muszą jeszcze uczestniczyć w zajęciach. Rozumiemy to, bo ile można się "terapeutyzować"?

Iwona: - Jako stowarzyszenie już ruszyliśmy z nowym projektem - mieszkań wspieranych przejściowych. Właśnie prowadzimy rekrutację do dwóch lokali. Z tego, co wiem, nikt w Polsce jeszcze tego nie robi. To kolejny etap zdrowienia po mieszkaniu treningowym - miejsce, w którym dana osoba będzie mogła dalej się usamodzielniać, ale już we własnym rytmie, przy minimalnym wsparciu terapeutów. Może szukać pracy, swojego mieszkania albo skończyć studia.

Sens

Wojciech: - Bardzo mi zależy na tym, żeby zdjąć z choroby psychicznej odium zaburzenia, które uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Zawsze podkreślam: jeden choruje na cukrzycę, drugi kardiologicznie, trzeci psychicznie. Oczywiście, że są osoby, u których objawy choroby utrzymują się przez całe życie, ale w przypadku wielu te gorsze okresy trwają przez parę miesięcy albo tygodni. Reszta to normalne życie. Każdy ma prawo mieć gorszy okres.

Wojciech Lenard z Bródnowskiego Stowarzyszenia Przyjaciół i Rodzin Osób z Zaburzeniami Psychicznymi 'Pomost' (fot: materiały prasowe)
Wojciech Lenard z Bródnowskiego Stowarzyszenia Przyjaciół i Rodzin Osób z Zaburzeniami Psychicznymi 'Pomost' (fot: materiały prasowe)

Iwona: - Czy wierzę, że mieszkania chronione działają? Mam świadomość plusów i minusów takiej formy zdrowienia, zdaję sobie sprawę, że jest to tylko jedna z wielu metod. Ale wiem jedno: w pojedynkę nie da się zrobić nic, trzeba mieć ludzi, którzy potrafią myśleć i działać tu i teraz, są otwarci na szukanie rozwiązań.

Wojciech: - Bywa trudno, momentami frustracja jest ogromna. W psychiatrii na efekty często trzeba czekać miesiącami, a nawet latami. Mężczyzna chorujący na schizofrenię, z którym obecnie pracuję w ośrodku wsparcia, od ponad pół roku rozważa, czy podjąć pracę. Nieumiejętność decydowania to jeden z objawów choroby. A rodzina ma podejście: ma ręce, ma nogi, może iść do roboty.

Iwona: - Ulubiony moment w pracy? Kiedy przychodzę do mieszkania i od wejścia czuję się gościem. Zanim zdejmę płaszcz, już słyszę pytanie: Czego się pani napije? Albo te momenty, kiedy widzę, że mieszkańcy czują się dobrze, bezpiecznie, zapraszają do siebie znajomych, rodzinę, idą razem do kina. Wreszcie te, kiedy sami mówią, że czegoś się nauczyli, że lepiej sobie z czymś radzą, kiedy potrafią korzystać z tej wędki, którą im daliśmy.

Iwona Jeziorska ze Stowarzyszenia Integracja (fot: Jakub Tercz)
Iwona Jeziorska ze Stowarzyszenia Integracja (fot: Jakub Tercz)

Wojciech: - Najbardziej lubię, kiedy pacjent utrzymuje z nami kontakt, co jakiś czas dzwoni i mówi: znalazłem pracę, poznałem kogoś, założyłem rodzinę, od roku nie byłem w szpitalu psychiatrycznym, a wcześniej trafiałem do niego trzy razy w roku. Wtedy widzimy, że to ma sens.

*imiona uczestników programu mieszkań chronionych treningowych zostały zmienione

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (58)
Zaloguj się
  • dlugoleckaa

    Oceniono 32 razy 30

    Dobrze że są ludzie, którzy potrafią i chcą robić dobre rzeczy dla innych.

  • true_lysander

    Oceniono 31 razy 29

    Bardzo cenna inicjatywa. Lepiej wydać na trening takiej osoby przez rok większą sumę niż utrzymywać ją potem przez całe życie.

  • petrczech1

    Oceniono 27 razy 25

    Ogromna radość, że są ludzie, którzy chcą się tym zajmować i pomagać. Ogromna radość, ale też ogromny szacunek dla nich.

  • naturelovers

    Oceniono 26 razy 24

    Wzruszające. Wspaniale, że jest taka inicjatywa. I terapeutom i uczestnikom - wszystkiego dobrego!

  • betka36

    Oceniono 25 razy 23

    Ratujcie ludzi. Jesteście wspaniali.

  • mardaani.74

    Oceniono 20 razy 20

    Fantastycznie, że komuś udało się stworzyć takie miejsce. Życzę wszystkiego dobrego dziewczynom które tam mieszkają, żeby udało im się stanąć na nogi. Myślę że to wspólne mieszkanie będzie takim dobrym wspomnieniem z którym może trochę łatwiej będzie im się szło przez życie. Szacunek dla osób dzięki którym jest taka możliwość.
    Chciałabym kiedyś doczekać się czasów kiedy takie "leczenie" będzie możliwe dla ludzi z różnymi trudnościami, że nie będą wegetować na jakichś zasiłkach i tylko w czterech ścianach, kątem u rodziny.

  • mayta

    Oceniono 25 razy 19

    Rodziny nie "czasem" potrzebują urlopu od osoby chorującej, tylko przede wszystkim rodziny dramatycznie potrzebują urlopu. Rodziny takich osób powinny dostać natychmiast nie tylko medal, ale przede wszystkim stałą pomoc, sanatorium i dodatki finansowe za opiekę a poza tym psychoterapeutę dla siebie. To jest koszmar. W XXI w. na takie rzeczy powinny iść konkretne działania i pieniądze, a nie na telewizję pana Kurskiego.

  • kaska82

    Oceniono 7 razy 3

    Z czym do ludzi? Mam dziecko autystyczne, przeraża mnie co będzie za kilkanaście/kilkadziesiąt lat. W Polsce dowiesz się od ludzi, że z zasiłku na takie dziecko robisz sobie "pazurki" i żyjesz w luksusach, nie powinnaś mieszkać w bloku, w tramwaju/autobusie każda babcia czuje się w obowiązku pouczać cię i strofować dziecko mając w nosie, że jego stan to nie brak wychowania, a zaburzenie. W Polsce ludzie najchętniej wybudowaliby getta byle tylko nie psuć sobie swojej strefy komfortu, świadomość różnorodności chorób/zaburzeń psychicznych jest na poziomie dna i mułu, to z czym do ludzi? Większość wcale nie chce na co dzień stykać się z innością i jest zadowolona gdy taka osoba nie zawraca głowy w przestrzeni publicznej.

  • koma_5

    Oceniono 2 razy 2

    Macie błąd w kodowaniu tekstu, jak się wstawi komentarz i chce wrócić do wywiadu. Popatrz na środkowy wpis:

    "chronionego treningowego.
    Wr�� do artyku�u
    'Tu się staje na nogi i wraca do swojego życia'"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX