Klocki lego

Klocki lego (fot. Shutterstock)

reportaż

"Klocki działają jak środek uspokajający". Ich fanów jest w Polsce coraz więcej

Zdobyli zawody, założyli rodziny, osiągnęli życiową stabilność. Wtedy zatęsknili za najprzyjemniejszym momentem z dzieciństwa - kiedy stos klocków zamieniał się w zamek, czołg albo domek dla lalek.

Pola układa klocki razem z mężem. Tak spędzają po kilka godzin. Układają gdzie popadnie. Unikają tylko łóżka, bo zagubione klocki kłują w pośladki.

Damian pracuje i gra w kapeli na basie, ale odkrył klocki i mówi, że energetycznego kopa z układania nie można porównać z niczym innym.

Filip w klocki wkręcił się tak, że z modelu przedstawiającego stadion Manchesteru cieszył się jak małe dziecko.

"Klockowych wariatów", jak o sobie mówią, jest coraz więcej. Facebookowe grupy dyskusyjne poświęcone klockom różnych marek mają po kilka, kilkanaście tysięcy członków.

Klocki przeżywają renesans, a ich producenci mają tłuste lata. Zestawy składające się z setek małych elementów trafiają nie tylko do dzieci. Dla wielu dorosłych są pasją, a nawet sposobem na życie.

Ponadgodzinne filmy o składaniu samochodów, pociągów, traktorów i całych minigospodarstw na YouTube mają po 120, 190 milionów wyświetleń. Każdy odcinek programu "Lego Masters", w którym uczestnicy rywalizowali na najbardziej pomysłowe konstrukcje z klocków, oglądało średnio 1,37 miliona widzów. Stacja już uznała produkcję za duży sukces i planuje kolejne edycje.

Pierwszą wygrali Rafał i Jakub. Mogli zbudować, co chcieli. Postawili na. jedną z dzielnic Tokio. Odtworzyli nie tylko jej konstrukcję, ale także wystrój w trakcie japońskiego święta Sakury.

Zawsze dobrze ubrani, modnie uczesani, uśmiechnięci - zdobyli sympatię widzów. W nagrodę otrzymali puchar z klocków. Po zwycięstwie w wywiadzie na kanale "Maciek i klocki" powiedzieli: "Tyle gratulacji dostaje tylko rodzic, któremu rodzi się dziecko".

Ekspert zajawkowicz

Rafała i Jakuba w programie oceniało jury: projektantka Ola Mirecka i Paweł Duda vel Brodaty Geek, który na YouTube prowadzi kanał o budowaniu z klocków.

Mirecka zaprojektowała dla firmy Lego 15 zestawów klocków, m.in. stoisko z lemoniadą, fontannę czy budkę z hot dogami. Dlaczego takie? Tłumaczyła, że stara się czerpać z radości, jaką daje swobodna dziecinna zabawa: "Zabawa to improwizacja. To przestrzeń, w której dajesz sobie wolność kreatywną i w której wszystko staje się możliwe. Dzieci mają w sobie zgodę na to, by łączyć ze sobą różne rzeczy, nie zawsze do siebie pasujące. Interesuje mnie ten sposób myślenia" - mówiła.

Paweł Duda swój pierwszy zestaw dostał w wieku trzech lub czterech lat. Niewielki czerwony pojazd - holownik. - Klocki były w moim życiu przez kilka lat, w wieku nastoletnim pojawiły się inne zainteresowania. Wróciłem do klocków w wieku 20 lat - opowiada. - Wtedy zacząłem od kupowania pojedynczych zestawów. Dla frajdy i ozdoby półek. Potem wkręciłem się mocniej. Strach pomyśleć, co się wydarzy za parę lat.

Kanał na YouTube prowadzi od kilku lat, obserwuje go ponad 30 tysięcy użytkowników. Paweł recenzuje zestawy klocków, pokazuje najnowsze trendy, radzi, co kupić, a czego unikać. Robi tzw. haule, czyli prezentacje swoich nowych klockowych zakupów. - Cały czas traktuję to jako pasję, a nie biznes, i staram się poszerzać wiedzę na tematy związane z klockami. Chodzi mi o historię wydawanych serii, zmiany w kolorach, rodzajach elementów, orientowanie się w wartości poszczególnych minifigurek itp. Przebywam drogę od zajawkowicza do eksperta.

Klocki odciągają

O pracy w jury popularnego programu o klockach marzą tysiące anonimowych pasjonatów. Na razie jednak w domowych pieleszach, skupieni, odcięci od świata jak szachiści przy grze, dobierają jeden element do drugiego.

Niektórzy robią zdjęcia gotowych modeli i wrzucają je na fora i grupy dyskusyjne, do których codziennie logują się tysiące ludzi.

Na przykład Aleksander, uczeń technikum. Jego tata jest mechanikiem, więc Aleksandrowi od małego blisko było do samochodów, ciężarówek, koparek i tym podobnych. - Zawsze byłem kreatywny i, że tak powiem, nieznośny. W szkole zawsze sprawiałem problemy - mówi. Klocki go od nich odciągały. Dzięki nim potrafił się skupić.

Zaczął od zbudowania holownika w kolorze zielonym. Po paru tygodniach, jak to on, zaczął kombinować. Z kombinowania zrodziła się nowa jakość. - Połączyłem dwie pasje: klocki i tuning aut  - tłumaczy Aleksander. - Kiedy dostałem do złożenia model land rovera, zmieniłem w nim niemal wszystko.

Mówiąc "zmieniłem", Aleksander ma na myśli to, że nie łączył klocków tak, jak wskazywałaby instrukcja. Robił to po swojemu. Ulepszał model o kolejne części. Do modelu land rovera dodawał elementy z innego zestawu. Przez to jego samochód z klocków nie był już "książkowy", taki jak z instrukcji, ale inny, nowy.

- Kiedyś obejrzałem film o kierowcy F1 Ayrtonie Sennie. Od razu usiadłem do biurka i zacząłem działać - mówi. Po dwóch tygodniach model bolidu Brazylijczyka był gotowy. Model skonstruował sam, z dostępnych klocków. Największe osiągnięcie? Model bolidu Lewisa Hamiltona, również z klocków, które Aleksander sam dobierał. Budowa zajęła mu cztery tygodnie.

Pytany, co czuje, kiedy na całego wkręca się w budowę z klocków, Aleksander bez wahania odpowiada: zachwyt. 

Fragment wystawy Lego w Warszawie, 2020 r. (fot. Shutterstock)
Fragment wystawy Lego w Warszawie, 2020 r. (fot. Shutterstock)

Ucieczka w klocki

- Kto w dzieciństwie nie marzył o największych zestawach klocków? Ale wiadomo, rodziców nie zawsze było na nie stać - mówi basista Damian. Jego tata wyjeżdżał do pracy w Niemczech, nieźle tam zarabiał. Damian przebierał nogami, czekając na jego powrót również dlatego, że ojciec w drzwiach pojawiał się z pudłem Lego.

Potem, jak u wielu, zapał do układania opadł. Odrodził się, kiedy Damian zobaczył zestaw Hogwart, z którego może powstać całkiem imponująca budowla, oddająca szkołę czarodziejów z serii książek o Harrym Potterze, choć w dużo mniejszej skali (prawie 60 cm wysokości). Hogwart z Lego to niezwykle szczegółowa konstrukcja, składa się z sześciu tysięcy klocków i kilkudziesięciu figurek.

Wtedy był już dorosłym facetem. - Zacząłem zgłębiać temat i trafiłem na ludzi, którzy nagrywają o klockach filmiki. Stwierdziłem: czemu ja mam tego nie robić?

Na początek niewielkie zestawy, żeby "zobaczyć co i jak", sprawdzić, jak mu pójdzie. Szło dobrze. - Po 20-letniej przerwie poczułem, że klocki sprawiają mi tyle samo frajdy, co w dzieciństwie.

Poznawał coraz więcej podobnych pasjonatów, założył kanał na YouTube, a w tym roku postanowił otworzyć sklep z elementami i figurkami do zestawów - obecnie jest na etapie poszerzania asortymentu. Co dają mu klocki? Uczą kreatywności, cierpliwości, logicznego myślenia - to przyzna niemal każdy. Ale nie każdy powie, że klocki są też formą ucieczki. - To sposób na oderwanie się nawet na kilka godzin od życia codziennego - tłumaczy Damian. Ostatnio zauważa, że twórcy zestawów nawiązują do tego, czym żyje się na świecie. - Na przykład do konieczności dbania o naturę, wykorzystywania energii odnawialnej dla dobra ziemi czy nawet sytuacji osób niepełnosprawnych - tłumaczy. - W zestawach pojawiają się figurki osób na wózkach inwalidzkich, samochody napędzane prądem, a instrukcje pisane są również brajlem.

Zmieniają się też same klocki. Lego powstało prawie sto lat temu, w 1932 roku w Danii. Wymyślił je twórca zabawek Ole Kirk Christiansen. Zaczynał od małego warsztatu, w którym klocki powstawały głównie z drewna. Warsztat z czasem przerodził się w dużą rodzinną firmę, a potem w światową korporację.

Od lat dominującym materiałem, z którego powstają klocki (tak jest do dzisiaj), jest tani, lekki i w miarę odporny na uszkodzenia plastik. Ale firma deklaruje odejście od tworzywa, które w setkach ton zalega dziś na dnach oceanów. Lego jest partnerem organizacji WWF i w ramach kampanii "Plants from Plants" stworzyło klocki w kształcie liści czy drzew, wykonane z polietylenu pochodzącego. z trzciny cukrowej. Elementy, w przeciwieństwie do tych najbardziej rozpowszechnionych, są całkowicie biodegradowalne.

To, niestety, wyjątek na rynku klocków. Jeśli znajdziemy klocki "ekologiczne", to najczęściej wykonane z drewna. Są również małe marki, które proponują zestawy, z których powstać mogą np. rośliny lub zwierzęta. Choć tyle, jeśli chodzi o ekologiczną edukację.

Damian dodaje, że zabawa w klocki może nauczyć jeszcze jednego - oszczędzania. Bo zestawy nie są tanie: małe kosztują od kilkudziesięciu złotych, ale bardziej złożone - nawet cztery tysiące złotych. - W trudnych czasach trzeba wiedzieć, jak gospodarować kasą, żeby kupować kolejne.

Klocki to sposób na oderwanie się nawet na kilka godzin od życia codziennego - tłumaczy Damian (fot. Archiwum prywatne)
Klocki to sposób na oderwanie się nawet na kilka godzin od życia codziennego - tłumaczy Damian (fot. Archiwum prywatne)

Klocki małżeńskie

Pola w dzieciństwie bawiła się klockami z bratem. Chłopiec wymyślił "system walki" i bez przerwy najeżdżał swoimi rycerzami lodziarnie zbudowane przez Polę. - To się wkurzyłam i za uzbierane kieszonkowe kupiłam zamek wiedźmy ze smokiem. I mógł mi naskoczyć - uśmiecha się Pola.

W dorosłym życiu wróciła do Lego z mężem.

- Mamy teraz wspólną pasję, kupujemy zestawy i składamy razem - opowiada. - Połączyliśmy nasze kolekcje z dzieciństwa. Co nam to daje? Poza ogromem radości - to jest po prostu zaj****te.

Opracowali nawet własny system działania. Michał składa lewe strony instrukcji, Pola prawe. Nie mają ulubionych zestawów - składają to, co ich akurat zaciekawi.

Znajomych do składania już nie namawiają. - Jakoś zawsze się kończy piciem i gadaniem i z klocków nici - opowiada Pola. - Mamy znajomych, którzy nawet pojechali z nami do Legolandu. Czasem zaciągniemy kogoś na wystawę albo namówimy do oglądania filmów o Lego. Ale wspólne składanie nie wychodzi.

Pola z mężem (fot. Archiwum prywatne)
Pola z mężem (fot. Archiwum prywatne)

Wewnętrzna potrzeba

Ostatni zakup Filipa to model statku kosmicznego "za kupę kasy". - Trochę inwestuję. Mogłem te pieniądze przelać na konto maklerskie, kupić dolary po aktualnie dość korzystnym kursie albo zaczekać, aż będzie można polecieć w jakieś supermiejsce - mówi.

Dlaczego wybrał zestaw klocków? - Odczuwałem wewnętrzną potrzebę ułożenia tego zestawu - opowiada. - Jako nastolatek pasjonowałem się Lego Technic oraz Duplo. Młodszy kuzyn miał tego pełno, ja mieszałem zestawy i tworzyłem co wyobraźnia podsunęła.

Do dziś ma ponad 20 większych lub mniejszych zestawów Technic z lat 2007-2012. Później nastąpiła długa przerwa, aż do zeszłego roku, kiedy na 22. urodziny od znajomych dostał do złożenia stadion Old Trafford, który należy do jego ukochanego klubu - Manchesteru United. - Cieszyłem się jak kilkuletnie dziecko, któremu wujek przebrany za świętego Mikołaja wręcza prezent. Zestaw jest piękny i uważam, że każdy fan Manchesteru powinien go mieć.

Od razu wziął się też do zbierania informacji o nowych zestawach, zapisał się do grup tematycznych na Facebooku. - Drogie jest to wszystko, więc przyjemności trzeba sobie dawkować - przyznaje. - Ale jak zobaczyłem statek kosmiczny do wzięcia za dwa i pół tysiąca, to wziąłem. Po krótkim wahaniu.

Kiedy przyjechał kurier z zestawem, znowu cieszył się jak dziecko. - Radość jest z tego, że nie tylko to masz, ale czeka cię wspaniały czas - tylko ty i ponad siedem i pół tysiąca klocków.

Klocki kształtują

Krzysztof, rocznik 1986, pierwszymi klockami bawił się na początku lat 90. Dostawał je od dziadków na różne okazje. Mieszkali w Niemczech, w Polsce Lego było wtedy rarytasem.

- Miałem głównie zestawy chłopięce: piraci, rycerze i przede wszystkim miasto. To one ukształtowały mój sposób postrzegania typowej dla Lego estetyki - tłumaczy Krzysztof. - Klockami bawiłem się do końca lat 90., wtedy po prostu z nich wyrosłem.

Wrócił kilka miesięcy temu, jak mówi, przypadkiem. Po przeprowadzce znalazł w piwnicy spakowany karton z Lego. - Wszystkie wspomnienia związane z poszczególnymi zestawami natychmiast powróciły. Po szybkim researchu w Internecie odkryłem, jak obecnie wygląda podejście dorosłych do Lego, a także jak zmieniła się stylistyka.

Krzysztof, rocznik 1986, pierwszymi klockami bawił się na początku lat 90. (fot. Shutterstock)
Krzysztof, rocznik 1986, pierwszymi klockami bawił się na początku lat 90. (fot. Shutterstock)

Być może ewolucja wyglądu typowego klocka Lego mówi nam coś o. historii XX wieku? Od powstania aż do roku 1939, "kostka" lub "cegiełka" Lego stawała się coraz większa i większa, by w roku wybuchu drugiej wojny światowej osiągnąć rozmiary kilkukrotnie większe niż duński prototyp. Po wojnie, kiedy poziom zamożności przeciętnej europejskiej rodziny drastycznie zmalał, rozmiar "kostki" również zaczął się stopniowo kurczyć, by współcześnie powrócić do początkowej wielkości.

Także figurki odzwierciedlały aktualne trendy. Postacie sprzed wojny miały starannie przystrzyżone fryzury, w latach 40. nosiły wojskowe mundury, w latach 60. zaczesywały włosy na bok i przypominały członków kultowego The Beatles, a w latach 70. - postacie z popularnych wtedy westernów i sagi "Gwiezdne wojny". Współcześnie w zestawach można znaleźć figurki przedstawiające niemal wszystkie zawody - od lekarza w kitlu po robotnika w drelichu, ale też postaci popkultury, np. komiksowych i filmowych superbohaterów.

Dla Krzysztofa ważne jest nie tylko kolekcjonowanie zestawów czy figurek. Ale też możliwości kreatywne, jakie dają klocki. Teraz na przykład buduje makietę całego miasta.  - Lego jest niesamowicie praktyczne, bo budowa nie generuje pyłu ani zanieczyszczeń, jak np. stolarstwo. Konstrukcje zawsze można przebudować lub rozłożyć na czynniki pierwsze. Klocki to bardzo wygodne narzędzie do tworzenia, do tego wywołują emocje, budzą nostalgię.

Kamil, który również dorastał w latach 90., złotej erze klocków, twierdzi, że z pasją po prostu się urodził. - Klocki kupowała mi rodzina i miałem ich mnóstwo, jakieś 20 kilogramów - mówi. - Byłem w tym świetny, znałem katalogi na pamięć, z numerami zestawów i rocznikami wydania. Moja największa budowla to prawdziwych rozmiarów gitara elektryczna z klocków w skali 1:1. Niestety, zabawa Lego nie uchodziła w Polsce za normalną dla nastolatka i pod presją otoczenia oddałem całą swoją kolekcję młodszemu pokoleniu.

Co oznaczała presja otoczenia? Opinie znajomych i rodziny. - Ludzie, z którymi się zadawałem, nie mieli Lego i nigdy się nimi nie bawili. Mój tata uważał to za zabawkę dla dzieci i kiedy skończyłem 10 lat, kupował klocki niechętnie - opowiada Kamil.

Ale kilka lat temu Kamil postanowił przestać przejmować się opiniami innych. I wrócił do klocków. - Z narzeczoną uznaliśmy, że nie będziemy martwić się tym, co mówią ludzie, i kupimy sobie klocki, bo fajnie będzie poczuć się jak dziecko - przyznaje. - W tym samym miesiącu powstała grupa na Facebooku, dzięki której dowiedziałem się, że jest wiele takich osób jak my, a nawet starszych od nas, które z Lego spędziły całe swoje życie.

W ciągu kilku miesięcy nadrobił zaległości z 10 ostatnich lat. Został administratorem grupy i postanowił, że będzie propagował klocki jako hobby nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych. - Przez ostatnie trzy lata zbudowałem od nowa swoją kolekcję, wycenianą przez portal Brickset.com [z recenzjami zestawów Lego - przyp. aut.] na jakieś 20 tysięcy złotych. Pasja do budowania miast z Lego przerodziła się w zawód.

Zapewnia, że to właśnie dzięki klockom został architektem.

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Jest autorem podcastu "Człowiek z plecakiem".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku