Kadr z programu 'Ciemna strona świata'

Kadr z programu 'Ciemna strona świata' (fot. National Geographic)

wywiad.gazeta.pl

"Nie można takim ludziom pokazać, że w gruncie rzeczy im nie ufasz"

Nie zapomnę spotkania z młodymi mochileros, nastoletnimi chłopakami przenoszącymi w plecakach narkotyki. Wielu ich kolegów zginęło z rąk konkurencyjnych karteli. Zapytałam jednego, dlaczego podejmuje tak ogromne ryzyko? A on odpowiedział, że chciałby zostać dentystą. Praca w przemycie była w jego przypadku jedynym sposobem na zaoszczędzenie pieniędzy - mówi Mariana van Zeller, dziennikarka prowadząca program "Ciemna strona świata"* o współczesnym czarnym rynku.

Spotyka się pani z przestępcami, handlarzami bronią, przemytnikami. Trudno mi było uwierzyć, że ci wszyscy ludzie chcieli z panią rozmawiać i dzielić się swoimi historiami, a czasami - z braku lepszego określenia - tajemnicami handlowymi.

Każdy zdobyty przez nas kontakt jest owocem wielu miesięcy, czasami lat, budowania zaufania z konkretnym źródłem. Na każde "tak" przypada kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset "nie". Nad serialem pracowaliśmy łącznie przez dwa lata, a bohaterów szukało kilkunastu dokumentalistów. Sama jako dziennikarka zajmuję się tematem czarnego rynku i handlu od 15 lat. Mam znajomości, źródła porozrzucane po całym świecie. Ludzie, z którymi spotkałam się dawno temu, czasami pomagają mi dotrzeć do interesujących rozmówców podczas pracy nad zupełnie innym reportażem, wiele lat później. Przy każdym projekcie polegamy także na współpracy z lokalnymi dziennikarzami, aktywistami, którzy zgłębiają podobne tematy na własną rękę i dysponują bezcennymi informacjami. Bez wsparcia mojej ekipy i bez mojego doświadczenia zrobienie takiego programu jak "Ciemna strona świata" nie byłoby możliwe.

Dokumentując półświatek, docieramy do najlepszych w swojej branży. Niezależnie czy mówimy tu o drukarzach fałszywych pieniędzy, chemikach pracujących dla kartelu Sinaloa, handlarzach dzikich zwierząt czy broni - wielu z nich jest po prostu dumnych ze swoich osiągnięć. Chcą się nimi pochwalić, a w wielu przypadkach nie mają takiej możliwości, bo wykonują pracę, która jest nielegalna.

Przestępcy są próżni?

Zapewniamy naszym bohaterom możliwość opowiadania o ich fachu incognito. Za rozmowę nie grożą im żadne konsekwencje ze strony stróżów prawa. Mają za to rzadką możliwość podzielenia się swoją... pasją. Czasami nawet najbliżsi członkowie ich rodzin nie wiedzą, czym zajmują się ich ojcowie, bracia, mężowie.

Mimo to mam wrażenie, że wiele osób funkcjonujących na granicy albo wręcz poza prawem nie chciałoby rozmawiać z dziennikarzami. Tymczasem oglądając pani program, wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że mężczyźni, z którymi się pani spotyka, chcą po prostu zaimponować kobiecie.

Na dzień dobry precyzyjnie komunikuję, czego oczekuję od moich rozmówców. Co ważne - nigdy ich nie oceniam i staram się po prostu wysłuchać ich historii. Moja płeć jest ogromnym atutem w tej pracy.

Lima, Peru - Mariana van Zeller (trzecia od lewej) z częścią zespołu (fot. National Geographic)
Lima, Peru - Mariana van Zeller (trzecia od lewej) z częścią zespołu (fot. National Geographic)

Naprawdę? Wydawało mi się, że nie jest to bezpieczne zajęcie dla kobiety.

Przede wszystkim w oczach moich rozmówców jestem mniej groźna, nie tak niebezpieczna jak mężczyźni. Szybciej się przede mną otwierają, bo myślą stereotypowo. Kobiety wydają się im bardziej empatyczne i sympatyczne. Dlatego chętniej wygadają się w moim towarzystwie niż przed kamerami moich kolegów.

Wyobrażam sobie jednak, że musiały być sytuacje, kiedy się pani po prostu bała. W programie wielokrotnie kontaktuje się z panią ktoś nieznajomy, kto zabiera panią w kompletnie odludne miejsce. Nie wiadomo, co może się wydarzyć.

W wielu momentach czułam się niekomfortowo. Nigdy nie byłam jednak w sytuacji, w której bałabym się o moje życie. Gdyby tak było, nie pracowałabym nadal jako dziennikarka. Żadna, nieważne, jak ciekawa, historia nie jest warta narażania ludzkiego życia.

Podróżuję z małą ekipą, zwykle towarzyszy mi maksymalnie pięć-sześć osób. Proces docierania do naszych bohaterów, budowania sieci kontaktów, zdobywania namiarów i wreszcie umawiania się na rozmowę jest tak żmudny i czasochłonny, że kiedy w końcu udaje nam się namówić te osoby na spotkanie, pozostajemy niejako pod ich ochroną. Ostatnią rzeczą, jaką powinien w takiej sytuacji zrobić dziennikarz, jest zdradzanie się ze swoim lękiem i niepewnością. Nie można takim ludziom pokazać, że w gruncie rzeczy im nie ufasz. Trzeba przede wszystkim zachować spokój, traktować ich z szacunkiem, zachowywać się, jakby to był wywiad jak każdy inny. Wtedy odwzajemnią się tym samym. Koniec końców okazuje się, że przestępcy i wyjęci spod prawa niewiele różnią się od nas. Nie zawsze chcą rozmawiać z dziennikarzami o swoim życiu, bo spodziewają się, że zostaną przedstawieni jednoznacznie. Wydaje mi się, że świadomość, że zostaną przeze mnie wysłuchani, pomaga im otworzyć się przed kamerą i przedstawić swoją wersję historii.

Załoga filmuje pracowników zewnętrznego laboratorium fentanylu (fot. National Geographic)
Załoga filmuje pracowników zewnętrznego laboratorium fentanylu (fot. National Geographic)

Jaka to wersja?

My, mieszkańcy Zachodu, mamy tendencję do postrzegania świata w czarno-białych barwach. Bardzo często wydaje nam się, że mamy gotową odpowiedź na wszystko i łatwo oceniamy innych. Kiedy mówimy z pełnym przekonaniem, że "ja bym czegoś takiego nie zrobił/zrobiła", wykazujemy się ogromną ignorancją.

Najczęściej okazuje się, że - zwłaszcza w biedniejszych krajach - w stronę czarnego rynku popycha ludzi brak możliwości utrzymania siebie i swojej rodziny z legalnej pracy. Ci, których uważamy stereotypowo za najbardziej nikczemnych członków społeczeństwa, zazwyczaj mieli po prostu odrobinę mniej szczęścia, urodzili się w miejscu, w którym nie dostali szansy na zdobycie rzetelnej edukacji, pokierowania swoim życiem. Chciałabym, aby nasz program stał się dla naszego społeczeństwa punktem wyjścia do rozmowy na temat naszych przywilejów, z których często nie zdajemy sobie czasami sprawy i bierzemy je za pewnik.

Która historia panią poruszyła najmocniej?

Nie zapomnę spotkania z młodymi mochileros, nastoletnimi chłopakami, którzy w Peru przenoszą w plecakach narkotyki pieszo przemierzając Andy, lasy deszczowe. To szalenie niebezpieczna i wyczerpująca praca, ci młodzi ludzie doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wielu ich kolegów zginęło z rąk konkurencyjnych karteli. Z pięciu poznanych przez nas chłopaków tylko dwóm udało się pokonać całą trasę - jeden zachorował, dwóch zrezygnowało albo nie dało rady. Zapytałam jednego, dlaczego podejmuje tak ogromne ryzyko? Po co to robi? A on odpowiedział mi, że chciałby zostać dentystą. Praca w przemycie była w jego przypadku jedynym sposobem na zaoszczędzenie pieniędzy. "Dlaczego chcesz zostać dentystą"?, dopytałam. "Bo chciałbym sprawiać, żeby ludzie się uśmiechali". Kompletnie mnie zatkało. W tej wymianie zdań zawiera się esencja "Ciemnej strony świata".

Pakiety kokainy w Peru (fot. National Geographic)
Pakiety kokainy w Peru (fot. National Geographic)

Zaimponowała mi pani empatia i wyczucie podczas rozmów z seksworkerkami. Przed zadaniem jednej z bohaterek bardzo osobistego pytania podkreśla pani, że jeśli dziewczyna nie chce o tym rozmawiać, wytniecie cały fragment z materiału. Mam wrażenie, że w telewizji często w sytuacji, kiedy pojawia się szansa na łzawą historię, rozmówca naciska i nie myśli o dobrostanie drugiej osoby.

Niezależnie od tego, czy popieram życiowe wybory bohaterów, uważam, że należy każdego rozmówcę szanować za to, że zgodził się poświęcić swój czas i podzielić ze mną swoją historią.

Choć kiedy rozmawiałam z alfonsem, który opowiadał mi o przemocy, jaką stosuje wobec kobiet, trudno było mi zachować spokój.

Rozmawiała pani też z ludźmi handlującymi tygrysami. Zrobiło się o nich głośno w ubiegłym roku za sprawą serialu "Król tygrysów".

Doc Antle, jeden z hodowców, znany także z tego serialu, zaczął naszą rozmowę od porównania dziennikarzy ekologicznych do Al-Kaidy. W takiej sytuacji od razu wiesz, że człowiek ma coś do ukrycia. Wcześniej bardzo długo próbowaliśmy się z nim umówić na wywiad, żądał od nas przesłania listy pytań, czego ostatecznie nie zrobiliśmy. W końcu udało nam się przeprowadzić z nim krótką rozmowę, podczas której niemal od razu zapytałam go o ciążące na nim zarzuty. Jego postawa momentalnie się zmieniła, zaczął nas atakować i zawołał jednego ze swoich asystentów, aby zaczął filmować naszą rozmowę - tak jakby to miało cokolwiek zmienić. Nie było to przyjemne. W październiku 2020 roku Antle został oskarżony o handel dzikimi zwierzętami i okrucieństwo wobec nich.

Mariana van Zeller odwiedza tygrysie zoo na obrzeżach Bangkoku w Tajlandii (fot. National Geographic)
Mariana van Zeller odwiedza tygrysie zoo na obrzeżach Bangkoku w Tajlandii (fot. National Geographic)

Udało się pani dotrzeć także do tytułowego "Króla tygrysów", obecnie osadzonego w więzieniu Joe Exotica, który za kratkami doświadczył zaskakującej przemiany: powiedział pani, że w izolacji zrozumiał, że żadne zwierzę nie powinno żyć w niewoli. Wierzy pani w szczerość jego intencji?

Tak. Wydaje mi się, że więzienie potrafi skutecznie zmienić perspektywę i spojrzenie na wiele spraw. Nie jestem pewna, czy Exoticowi uda się wytrwać w swoich postanowieniach, jeśli wyjdzie na wolność. Odniosłam jednak wrażenie, że jego intencje są szczere i naprawdę pewne rzeczy udało mu się za kratkami przepracować.

Podczas pracy nad serialem odwiedziła pani m.in. Peru, Kolumbię, Meksyk, Tajlandię, Izrael, Jamajkę. Tymczasem okazuje się, że równie wiele tematów poświęconych czarnemu rynkowi dotyczy Stanów Zjednoczonych.

Zajmuję się tematyką związaną z czarnym rynkiem od wielu lat, ale nawet ja byłam w szoku, kiedy odkryłam, jak wiele nielegalnych działalności funkcjonuje niemalże pod moim nosem. Odcinek poświęcony przemytowi broni z Meksyku kręciłam w miejscach oddalonych raptem kwadrans od mojego domu! Podobnie epizod o seksworkerkach i nadużyciach, jakich padają ofiarami. Szokująca była nie tyle sama informacja, że takie rzeczy mają miejsce w Los Angeles, ale świadomość, że to wszystko rozgrywa się na widoku, tuż obok nas, w hotelach, które mijamy w drodze do pracy, na autostradzie przy dużym lotnisku. Wydaje nam się, że czarny rynek i związane z nim przemoc i wyzysk są głównie odległym problemem ludzi mieszkających na drugim końcu świata. Tymczasem wiele z tych historii dzieje się w naszym sąsiedztwie.

Czego się pani nauczyła podczas tych wszystkich spotkań i podróży?

To była cenna lekcja pokory. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo nasze z pozoru odległe światy są ze sobą połączone i jak bardzo nasze konsumenckie wybory napędzają przemoc i nędzę gdzieś na drugim końcu świata.

Żyjemy w świecie zdominowanym przez social media, które wyzwalają w nas najgorsze odruchy. Działamy impulsywnie, osądzamy bez zagłębienia się w temat, pozwalamy naszym emocjom przejmować władzę nad zdrowym rozsądkiem. Świat jest dużo bardziej zniuansowany niż jego odbicie na portalach społecznościowych.

Mariana van Zeller (fot. National Geographic)
Mariana van Zeller (fot. National Geographic)

Już wiadomo, że powstanie kontynuacja serialu. Wyobrażam sobie, że praca nad nią w obecnych warunkach jest niebywale wymagająca.

Przerwę w produkcji mieliśmy od marca do czerwca 2020 roku. Idealnie wstrzeliliśmy się w covidowe obostrzenia dotyczące podróżowania. W lipcu zaczęliśmy zdjęcia do drugiej serii, więc jestem nieustannie w podróży. Z naszej perspektywy praca nad już i tak bardzo wymagającą produkcją stała się jeszcze trudniejsza. Ze względów bezpieczeństwa cała nasza ekipa jest co tydzień testowana na koronawirusa, dołóżmy do tego problemy z podróżowaniem, kwarantanny. Na szczęście póki co nikt z naszej ekipy nie zachorował. Trzymam kciuki, aby udało nam się skończyć zdjęcia bez większych problemów.

Jak pandemia wpłynęła na czarny rynek?

Koronawirus doprowadził, niestety, do prawdziwego rozkwitu branży. Wzmożono handel bronią, narkotykami, zwiększył się przemyt ludzi. Za każdym razem, kiedy dochodzi do kryzysu i ludzie nie mogą się utrzymać dzięki legalnej pracy, próbują zrobić to poprzez nielegalną działalność. Im większa desperacja, tym większe pole do nadużyć. To zasada stara jak świat.

*Premiera w sobotę 30 stycznia o godz. 21.00 na kanale National Geographic

Mariana van Zeller. Wielokrotnie nagradzana korespondentka i dziennikarka śledcza. Jej dochodzenie dla telewizji Fusion w 2016 roku, "Death by Fentanyl", dotyczące utajnionego źródła pochodzenia śmiercionośnego opioidu, zostało niedawno uhonorowane nagrodą DuPont. Za swój raport "Rape on the Reservation", który opowiadał o zwiększonej liczbie gwałtów i pokazywał skalę przemocy seksualnej w rezerwatach amerykańskich Indian, otrzymała prestiżową nagrodę Livingston Award for Young Journalists. Jej dokument o nadużywaniu leków na receptę i handlu pigułkami "The OxyContin Express" został uhonorowany nagrodą Peabody, wyróżnieniem Akademii Telewizyjnej i nominacją do nagrody Emmy.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Wysokich Obcasach Extra", "Polityce", na portalu Filmweb.pl. Wcześniej była redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl. Stała współpracowniczka Weekend.gazeta.pl, Vogue.pl. Prowadzi edukacyjne zajęcia filmowe dla młodzieży w ramach programu Filmoteka Szkolna. Kiedy nie pisze o kinie, zajmuje się technologią VR i AR w firmie CinematicVR.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku