Dziś mamy nie są już autorytetami dla swoich córek

Dziś mamy nie są już autorytetami dla swoich córek (fot. Shutterstock)

wywiad.gazeta.pl

''Rodzina nie jest już źródłem wiedzy. Młode kobiety o to, jak zajmować się dzieckiem, pytają eksperta, koleżanki z pracy albo Google'a''

Młodzi, 20-, 30- czy nawet 40-latkowie, mają dziś problem z autorytetami, więc nie ma się co dziwić, że w rodzinie też ich nie widzą - mówi o nowych, niepublikowanych jeszcze badaniach na temat relacji matek i córek socjolożka Paula Pustułka.

Relacje młodych kobiet z matkami to wdzięczny temat do badań?

Przyznam pani, że niełatwo było znaleźć młodą kobietę, która szczerze opowie o relacjach z matką i jeszcze ją przekona, żeby też to zrobiła. Podczas badań "GEMTRA. Tranzycje do macierzyństwa w trzech pokoleniach Polek" przekonałyśmy się wspólnie z Martą Buler, również socjolożką z Uniwersytetu SWPS, że mama i dorosła córka mogą nie chcieć wziąć udziału w badaniu. Do tego starsze pokolenie czuje się niekomfortowo "przed mikrofonem", więc namówienie babć było kolejnym stopniem trudności.

Babcie? Same opowieści córek i mam nie wystarczyły?

Inspirowałyśmy się podobnymi badaniami między innymi z Wielkiej Brytanii, gdzie kobiety spodziewające się pierwszego dziecka pytano o oczekiwania, a gdy już zostały mamami, te oczekiwania weryfikowano. Ale dodatkowo weszłyśmy w kilkupokoleniowe relacje - wielopokoleniowość rodzin żyjących we wspólnych gospodarstwach zaczęła znikać u nas stosunkowo niedawno. Zebrałyśmy wypowiedzi dziewczyn w ciąży, ich mam, babć i teściowych. Stworzyłyśmy układanki z 25 rodzin. Po roku spotkałyśmy się z nimi ponownie. Dzieci miały po kilka miesięcy, a młode mamy - i często też babcie - zadebiutowały w swoich rolach.

Najmłodsze badane mają od 19 a 40 lat, ich mamy od 49 do 69 lat. Najstarsza uczestniczka, która w trakcie badania została prababcią, ma 95 lat. Pochodzą z Warszawy, Krakowa i Wrocławia, ale i z mniejszych miejscowości.

Co było dla pań najciekawszym odkryciem?

Nowa rodzinność. To relacje pozbawione świętości. Kobiety ze środkowego pokolenia opowiadają o swoich mamach z dużym szacunkiem, wręcz pietyzmem. Najmłodsze już nie mają tego nabożnego stosunku do rodzinnego domu. Są dużo bardziej ekspresyjne w krytyce mam, teściowych czy babć, choć tych ostatnich najmniej.

Na przykład co krytykują?

Negatywnie wypowiadają się o wartościach czy światopoglądzie matek. Mamy wyrwę, jeśli chodzi o podejście do seksualności, Kościoła, ale też wychowywania dzieci czy rodzinnych rytuałów i tradycji. To obszary, w których społeczeństwo polskie dynamicznie się zmieniło w ostatnich dziesięcioleciach.

Młode kobiety wprost zarzucają matkom, że zgadzały się na patriarchalne role w rodzinie, na niesprawiedliwe traktowanie przez partnerów w odniesieniu do chociażby finansowego uzależnienia. Mamy i teściowe różnie się do tej krytyki odnoszą, czasem są zszokowane, czasem traktują ją ze spokojem i zrozumieniem.


Matki często odnoszą się do krytyki ze strony córki ze zrozumieniem (fot. Shutterstock)

Najmłodsze badane odczuwają duży dystans do rodzinnych praktyk, którym hołdowali ich rodzice. Szczególnie widać to, gdy pytamy o pieniądze. Na pytanie, czy domowe budżety u młodych kobiet są tak samo zorganizowane jak te w ich domach rodzinnych, odpowiadają zwykle, że absolutnie nie. Dziś młode kobiety są dużo bardziej niezależne, mają własne finanse i oszczędności. 

W ich rodzinnych domach było inaczej.

Jedno wspólne konto i budżet były dla małżeństw ze średniego pokolenia standardem. Domy, w których przyszły na świat kobiety urodzone w latach 80. czy 90., jedną nogą stoją w tradycji, a drugą w nowej rodzinności. Z jednej strony mało w nich było równości - uczestnictwa mężczyzn w pracach domowych i opiece na dziećmi, z drugiej strony kobiety pracują, a ich pensje są kluczowe dla rodzinnych budżetów.

Młodym kobietom powtarzano: twórz własną wartość, ucz się języków, rozwijaj się, miej aspiracje. Trzeba było doganiać Zachód. O ile pozwoliło to młodemu pokoleniu rozszerzyć horyzonty - w tym edukacyjne i zawodowe - o tyle zdecydowanie oddaliło je od rodzinnych domów. Młodzi kontestują bezkrytyczność rodziców wobec autorytetów, szczególnie religijnych.

I chociaż nasz projekt dotyczył kobiet, jak bumerang wracał temat mężczyzn i zmiany oczekiwań wobec nich jako partnerów. Dobry ojciec kiedyś miał na rodzinę zarabiać, dziś ma uczestniczyć w życiu rodzinnym. To, że zięć zmienia pieluchy, jest dla starszego pokolenia pewnym novum.

A co nowego pojawiło się w relacji córka - matka?

Niezależne młode kobiety chcą być dla swoich mam partnerkami. Chcą inwestować we wspólne spędzanie czasu. Chcą się przyjaźnić, budować relacje matka - córka na swoich zasadach. Dużo mówią o wspólnych rytuałach, które łączą je i ich matki. To wyprawy na zakupy, wizyty u kosmetyczki, wakacyjne wyjazdy. Mamy często to wzrusza: "To piękne, że moja córka chce ze mną jeździć na urlop".

Nowa rodzinność kręci się też wokół jedzenia: "Zawsze w niedziele spotykamy się na wspólnym śniadaniu", "idziemy razem do restauracji", "razem gotujemy sobie w domu i wtedy rozmawiamy, rozmawiamy o wszystkim". Znika okazjonalność - "musimy się spotkać, bo są imieniny cioci", a pojawia się zmiana: "chcemy się spotkać, bo dawno się nie widziałyśmy".


Córki chcą nowych, partnerskich relacji ze swoimi mamami (fot. Shutterstock)

Jak ten aspekt się zmienił?

Kiedyś mama wymagała obecności na obiedzie, ale dzielenia się opowieściami z codziennego życia nie było. Dziś jest wspólne spędzanie czasu w knajpce, wyjście do kina czy na kawę. To pogłębia relacje.

Istnieje coś takiego jak socjologia jedzenia - badania pokazują, że rodzinność wiąże się z biesiadowaniem, pewne potrawy wywołują sentyment czy nostalgię. Przygotowywanie jedzenia jest wyrazem miłości i troski o bliskich.

Młode kobiety, które były najmniej zadowolone z relacji z mamami, przyznawały, że czuły przymus. "Mama wymaga, żebym przyjechała na obiad o konkretnej porze. Gotuje ciężkie dania dla ojca, a ja ich nie lubię. Ta wizyta to przykry obowiązek".

A czasem córka mówiła: "Zamówiłam sushi. Mama się początkowo trochę krzywiła, ale zgodziła się poeksperymentować". Tam, gdzie mamy podchodziły do posiłków przygotowanych czy zamówionych przez córkę z otwartością, relacje bardzo zyskiwały.

Córkom nie zawsze idzie gładko?

Różnie. Bo owszem, część mam akceptuje nowe zasady i zgadza się tworzyć relację partnerską. Ale część matek, zwłaszcza tych żyjących w mniejszych, bardziej tradycyjnych społecznościach, oponuje. Wolałyby tradycyjny układ matka - córka, w którym same wyrosły.

Powoduje to napięcia?

Te są zawsze. Nie trafiłyśmy na idealne relacje między mamą a córką, bo takie chyba nie istnieją. Powodów do napięć jest sporo. A to, że dziecko pojawiło się za późno, a to za wcześnie. "Po co ci trzy dyplomy?", albo "dlaczego nie skończyłaś studiów?".

Ważne, co z tymi napięciami się dzieje, zwłaszcza gdy pojawia się wnuk albo wnuczka. Bywa, że maluch rodzinę skleja, ale bywa, że konflikty się nasilają. Z naszych badań wynika, że to rozkłada się mniej więcej pół na pół.

Młoda mama jest wykończona, rozdrażniona. Gdy babcia zaczyna się angażować w pomoc i opiekę nad maleńkim człowiekiem, mogą złapać z córką wspólny język. Córka mówi wtedy - to jedno z moich ulubionych stwierdzeń  - "mama wreszcie przyznała, że jestem dorosła". I relacje się poprawiają.

Macierzyństwo służy też przemyśleniom córek. Stają się wobec mam o wiele bardziej wyrozumiałe. Mówią: "Ja się tak buntowałam, a teraz widzę, że zajmowanie się dzieckiem to taka ciężka praca".

No ale nie możemy zapominać o długu pokoleniowym.


Gotowanie to jeden ze wspólnych rytuałów (fot. Shutterstock)

Czyli?

To momenty, kiedy młoda mama spodziewa się pomocy. Że matka przyjedzie i odciąży ją na godzinę, dwie. A ona nie przyjeżdża. Czasem nie chce się wtrącać, czasem pracuje, czasem nie ma najlepszej relacji z partnerem córki albo z nią samą, a czasem pochłania ją opieka nad własnymi rodzicami. Bywa, że czuje nieadekwatność wobec modelu wychowania, jaki preferuje córka. Babcia tłumaczy: "Ja córce nie będę nic mówić". I dochodzi do rozluźnienia relacji. 

O czym młode kobiety i ich mamy rozmawiają?

Ich rozmowy kręcą się wokół dzieci i mężczyzn. Głównym tematem jest zazwyczaj ojciec. Że się nie dogadują. Pojawia się też wątek partnera córki. Że jest niewystarczająco dobry, że przeszkadza młodej kobiecie w realizacji planów. Czasem córka pośredniczy w konfliktach między rodzicami, nawiguje komunikację matki ze swoim partnerem. Jeśli matki i dorosłe córki rozmawiają, to konflikty można wyciszać.

Pewnie sporo czasu poświęcają wymianie doświadczeń w wychowaniu dziecka.

Oczywiście! I tu znów pojawiają się napięcia, bo rozbieżności w podejściu do wychowania malucha między matką a córką są nie do uniknięcia. Zarzewiem konfliktów jest cukier. Młode kobiety nie dają maluchom słodyczy, a babcie nie wyobrażają sobie, żeby wnuki ich nie próbowały. "Jak kiedyś się jechało do dzieci, to zawsze trzeba było wziąć czekoladę" - mówią. I kłótnia gotowa.

Czy w tych nowych relacjach mamy i córki poruszają tematy intymne? Otwarcie rozmawiają chociażby o seksie?

Szokujące było dla mnie odkrycie, że temat seksu wciąż jest dużym tabu. Na pytanie, czy w domu rozmawiało się o antykoncepcji i o seksie, większość młodych kobiet odpowiedziała, że absolutnie nie. Z wyjątkiem domów lekarskich - tam były wizyty u ginekologa po antykoncepcję.

Jednocześnie w wielu domach problemem byłaby nastoletnia ciąża. Mamy zapewniały co prawda: "Na pewno bym córkę wspierała", ale młode kobiety mówiły: "Ojciec by mnie z domu wyrzucił, gdybym była w ciąży".

Co ciekawe, młode kobiety chętniej rozmawiały o seksie z nami niż z matkami. Na dodatek często odpowiedzi udzielane przez obie strony były kompletnie rozbieżne. Córka zwierzała się, że mama była przeciwna jakiemuś chłopakowi, a mama twierdziła, że córka nie miała nastoletnich miłości. Nie doszukiwałabym się w tych rozbieżnościach świadomego kłamstwa. Po prostu po latach pewne sytuacje pamiętamy inaczej.

Dodatkowy wniosek jest taki, że nie odrobiliśmy jeszcze lekcji z otwarcia w sferze seksualnej. Wiąże się to z ciągle dużą rolą Kościoła katolickiego w naszym społeczeństwie. W mniejszych miejscowościach kobiety ze starszych pokoleń podkreślały, że one i ich córki "dobrze się prowadziły". Że nie było "jakiegoś tam randkowania" - wybierało się chłopaka, który stawał się mężem. Młode kobiety z kolei przyznawały, że korzystały z Tindera i eksperymentowały.


Mama i córka często inaczej pamiętają nastoletnie miłości (fot. Shutterstock)

Nie bez wpływu na relacje matek i córek są też nowe technologie?

Oczywiście, córki z nich korzystają i uczą mamy. Dzwonią do nich ze spaceru z dzieckiem - to zwykle rozmowa wideo. Ta popularna ostatnio forma kontaktu nie wymaga pojechania gdzieś, nie wymaga wysiłku. "Gotuję obiad, kładę w kuchni telefon i pokazuję mamie, jak kroję marchewkę. A mama opowiada, co u niej słychać".

A jak wyglądają nowoczesne relacje młodych kobiet z teściowymi?

Przymierzamy się do pogłębionej analizy tej kwestii. W naszych rozmowach pojawiły się bowiem teściowe doceniające synowe. Chwaliły je za opiekę nad dziećmi, za stworzenie udanego związku z synem. To spora zmiana - zanika terytorialność kobiet oraz zaborcza walka o mężczyznę, w tym przypadku syna i partnera. W pokoleniu starszym więcej było opowieści o teściowych, które traktowały wybranki synów z nieukrywaną wrogością. Młode kobiety mówiły np.: "Ja i teściowa mamy podobny charakter, a z mamą to jednak bardzo się różnimy". Znika stereotypowe myślenie: "Ja bym się z teściową nie mogła dogadać".

Chce pani powiedzieć, że stereotyp złej teściowej stanie się passé?

Jeszcze trochę. I nie w każdej rodzinie. Zdarzało się bowiem, że młoda kobieta i jej mama na dźwięk słowa "teściowa" aż się wzdrygały. I padało: "O teściowej to ja nie mam nic do powiedzenia, bo nie chcę się wypowiadać źle".

Ale i tak dostrzegamy mocne relacyjne zakotwiczenie więzi młodych kobiet z ich teściowymi. Jest mniej uprzedzeń, a więcej dobrych emocji.

Skąd ta zmiana?

W dużej mierze z tego, że nikt nas dziś nie zmusza, żebyśmy mieszkali z rodzicami i teściami. To się przekłada na relacje - rodzina nie jest zakleszczona na małej przestrzeni, nie ma walki o to, kto podejmuje ważne decyzje, kto mówi, jak wychowywać dzieci. Dużo łatwiej się układa relacje, gdy brak jest tej zależności ekonomiczno-przestrzennej.


Córka uczą mamy nowych technologii (fot. Shutterstock)

Czy matki są jeszcze dla młodych kobiet autorytetami? 

Już nie. To bardzo dobrze wybrzmiało w badaniach - rodzina nie jest już źródłem wiedzy. Młode kobiety o to, jak zajmować się dzieckiem, pytają eksperta, koleżanki z pracy albo Google'a. A nie mamę czy babcię, które same przyznają, że nie wiedzą, co doradzić. Młodzi, 20-, 30- czy nawet 40-latkowie, w ogóle mają dziś problem z autorytetami - więc nie ma się co dziwić, że w rodzinie też ich nie widzą. Inną przyczyną jest odczarowanie starszych pokoleń. Kiedyś mawiało się, że dzieci i ryby głosu nie mają. Przed najmłodszymi ukrywało się problemy i gdy działo się coś złego, padało najczęściej: "nie wtrącaj się", "co ty wiesz o życiu".

Do tego dochodzą międzypokoleniowe różnice w wykształceniu, w miejscu zamieszkania, w dostępie do kultury i stylach życia. I jeśli nałoży się jeszcze brak punktów stycznych między mamą a córką, konflikty gotowe.

Proszę powiedzieć - mamy bardzo się bały nowoczesnych relacji z córkami?

Tak, bo one przekładają się na wymiar opiekuńczy. Jeżeli córka kwestionuje nabożny stosunek do matki, to może za chwilę zakwestionować na przykład tradycyjne spotkania z wnukami. Albo to, że w rodzinie kobiety od zawsze opiekują się seniorami.

Z odczarowaniem relacji, z pozbawieniem ich nabożności i świętości wiąże się zatem duża doza strachu czy niepewności. Zwłaszcza że kobiety będące matkami naszych najmłodszych rozmówczyń zajmują się swoimi mamami, ojcami, mężami czy teściami z przekonaniem, że tak trzeba.

A zdarza się, że zarówno mama, jak i córka chcą wyzwolić się z tych stereotypów? Że obie pragną nowoczesnej rodzinności?

Ależ oczywiście! To są właśnie blaski i cienie feministycznej rewolucji. Z jednej strony kobiety z najmłodszego pokolenia wiedzą, że mogą sięgać po ambitne cele, że mogą, podobnie jak mężczyźni, aspirować do wysokich stanowisk. Mocno podkreślają równość, także w domowych obowiązkach. Czerpią z nowoczesności.

Na drugim biegunie są ich mamy. Pracowały na dwóch etatach: najpierw osiem godzin w pracy, a potem sprzątanie, gotowanie. Były matriarchalnymi menadżerkami z prawdziwego zdarzenia. Zatem gdy już poszły na emerytury, chcą odetchnąć. Nie chcą, by je na nowo wtłaczać w domowe obowiązki, tym razem u córek. I mają do tego pełne prawo.


Kto wie, może jeszcze zatęsknimy na plemiennością (fot. Shutterstock)

I tu sprawa się komplikuje.

Dlatego mówimy, że rewolucja jest niedokończona. Młode kobiety chcą niezależności i równości, ale zarazem mają oczekiwania wobec mam, jeśli chodzi np. o pomoc w opiece. Zresztą nigdy nie jest tak, że nagle kończy się tradycja i płynnie zaczyna się nowoczesność. Zmagania tych obu przypominają zawody w przeciąganiu liny.

Zmiana społeczna rzadko jest radykalna i z dnia na dzień, zachodzi powoli i nierówno w różnych klasach społecznych. A jej skutki ściśle wiążą się z sytuacją ekonomiczną. Czeka nas największa od stu lat recesja. Kto wie, czy nie wrócimy do plemienności? Teraz pragniemy partnerskich relacji, ale za parę lat może się okazać, że jednak potrzebujemy rodzinnej solidarności i autorytetu starszych, żeby przetrwać.

Paula Pustułka. Socjolożka z Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się interdyscyplinarnymi studiami nad młodymi ludźmi oraz nad pokoleniami, socjologią rodziny oraz badaniami migracyjnymi. Kierowniczka ośrodka badawczego Młodzi w Centrum Lab. Członkini Polskiego Towarzystwa Socjologicznego oraz Europejskiego Towarzystwa Socjologicznego.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka słoni, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i klasycznych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (45)
Zaloguj się
  • rafnowa

    Oceniono 21 razy 21

    i te zdjecia w kuchni z wałkiem i takim czystym ubrankiem ci... ci... idylla Czlowiek sie naoglada i mysli ze wszystko jest takie piekne, idealne i od linijki.

  • oleole111

    Oceniono 23 razy 19

    Bez sensu. A co jest złego w jednym koncie? Mnie zęby bolą jak widzę znajomych, gdzie jedno przed drugim ukrywa dochody. Albo jeszcze lepiej, jak żona oszczędza na granicy biedowania żeby mieć "równy" wkład w wakacje.... na Kubie, bo mąż zarabia 4 razy lepiej, a ona nie bierze dodatkowych fuch, żeby rodzina była rodzina. Albo się jest razem albo nie. Wspólne konto to podstawa. Trzeba tylko ustalić zdrowe zasady wydawania tych wspólnych pieniędzy, np. ile może być max. na "świrki:)". *mój świrek to buty i co tam, męża elektronika. No, rozmawiać trzeba:)

  • d.alexa

    Oceniono 5 razy 5

    Jak pamiętam, młodsze osoby w rodzinie podważały uwagi starszych. Wiedzę czerpały wtedy z czasopism, poradników i innych publikacji porządnych polskich wydawnictw naukowych, od rówieśników. Teraz jest tak samo, tylko mamy media społecznościowe i internet, gdzie trzeba przegrzebać śmieci i treści komercyjne, żeby znaleźć publikacje wartościowe.

  • warte

    Oceniono 11 razy 5

    Te starsze mamy-menedżerki , pracujące na 2 pełnych etatach / praca, a po-dom i dzieci/, są rozżalone, że ich córki "wyparły" postępowośc swoich mam / które pracowały zawodowo!/, a tylko zauważają, że "za mało zrobiły dla swojej kariery"...i lekceważą je za to.
    A ja córce powtarzam: jak masz dziecko, które kochasz , to nie da się go "odłożyc" na półkę, niech poczeka na powrót ojca, bo teraz mama ma przerwę czyli - czas "dla siebie".
    Najpierw się młode mamy przed tym bronią, ale potem , wraz z "dorastaniem" do matczynej miłości zauważają, że nie da się byc w obu tych dziedzinach /jednocześnie/ perfekcyjna "Dyrektor'ką zarządzającą" , bez stałej pomocy z zewnątrz, i... zwykle wygrywa dobro dziecka:).
    Najważniejsze, że zmienia się obecnie podejście ojców, partnerów - do wychowywania i opieki nad dzieckiem, to wielki postęp / wręcz rewolucyjny/ , i niech ta moda podkręcana przez internet trwa jak najdłużej, bo ... na szczescie nie tylko celebrytki od cicuhow się wypowiadają, a także przeciętne mamuśki, ale ocenę w/s wpływu wychowawczego należy zostawic - dzieciom, jak dorosną.
    Bo dzieci są najsurowszymi krytykami /sędziami własnych rodziców, i nie obchodzi ich zrozumienie uwarunkowań.
    Każde pokolenie ma swoją "wyjątkową" mądrośc i receptę na przyszłośc, a w praktyce jako dorośli - postępują albo odwrotnie albo naśladują .Rzadko kiedy jest pośrodku.

  • pinkus61

    Oceniono 3 razy 3

    "Tranzycje do macierzyństwa w trzech pokoleniach Polek".....

  • d.alexa

    Oceniono 4 razy 2

    Przestałam czytać po pierwszych zdaniach okraszonych nieuzasadnionymi hipotezami. "Dziś" młodzi ludzie coś tam- coś tam, bo coś- tam, coś- tam?
    Młodzi zawsze podważają znaczenie wiedzy starszych. Gdy już są starsi zaczynają doceniać poprzednie pokolenie, może i dlatego... że sami chcą być doceniani przez swoje dzieci. Tak było i będzie. Zmieniamy się w trakcie życia, inaczej postrzegamy młodszych i starszych. Ot, i tyle....

  • z_zk

    Oceniono 10 razy 2

    Nowa roślinność? Czy wnuk który przy aprobacie własnej mamy nawet nie złoży życzeń noworocznych dziadkom bo jest zajęty grą komputerową to jest wzór nowej roślinności?

  • kolombo7

    Oceniono 16 razy 2

    Nawet nie chce się tego komentować, "nowa rodzinność" itp. Pogubiła się pani psycholog, przepraszam, psycholożka

  • mniklasp

    0

    tesciowa ma sie usmiechac i udawac glupia i zawsze bedzie swietnie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX