Tamarę Łempicką maluje Consuelo Hernández

Tamarę Łempicką maluje Consuelo Hernández (fot. Consuelo Hernández / Wikipedia Commons / CC-BY-SA-4.0)

wywiad gazeta.pl

Tamara Łempicka. Dla niej prawda była zbyt nudna i za mało sexy

Czasami jest tak, że biografia artysty jest ciekawsza niż jego sztuka, albo odwrotnie. W przypadku Tamary Łempickiej mamy jedno i drugie. - Jej legenda cudownie skleja się z twórczością - mówi Małgorzata Czyńska, autorka książki "Łempicka. Triumf życia".

Ile wymyśliła?

Bardzo dużo. Wielu dociekliwych badaczy jej życia i twórczości próbowało wyjaśnić, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz i ja im zawierzyłam, bo nie wykonywałam przy okazji tej książki pracy badawczej, nie to było jej celem. Śledzenie tych wszystkich konfabulacji było bardzo ciekawe, jednak myślę, że nie do końca najważniejsze w odczytaniu jej osobowości.

A co jest najważniejsze?

Dla mnie najważniejsze było zrozumienie tej potrzeby konfabulacji i potrzeby kreowania siebie. Poczucia, że prawda jest zbyt nudna i za mało sexy, by się nią posługiwać na co dzień.

Brzmi to ironicznie w czasach postprawdy.

Ale jesteśmy sto lat temu, na początku XX wieku, kiedy nie było Internetu. Oczywiście bujało wielu, ale Łempicka robiła to z niesamowitą konsekwencją. Ona naprawdę nigdy nie ustawała w kreowaniu siebie, a konfabulacja była jednym z jej narzędzi.

Czy przypadkiem nie oczekujemy tego od artystów?

Oczekujemy i Łempicka jest na to świetnym przykładem. Łempicka i jej sztuka, bo w odczytywaniu tej sztuki do dzisiaj dominuje ciekawość nagości na jej obrazach i ich homoerotycznego charakteru, krótko mówiąc - ciekawość skandalu. Tymczasem ona nie czuła żadnej skandaliczności. To, co dzisiaj w jej sztuce i życiu wydaje się skandalizujące, wcale takie dla niej i dla ludzi z jej otoczenia nie było, co pokazuje zmianę obyczajowości. Zmianę, dodajmy, regresywną.

O Tamarze Łempickiej powstają nieustannie kolejne książki, sam mam ich kilka. Co powoduje, że tak chętnie się o niej pisze i tak chętnie czyta?

Też się nad tym zastanawiam, bo sama biorę ją na warsztat od 19 lat. Wtedy napisałam o niej pierwszy tekst do "Wysokich Obcasów", który wziął się z ogromnej ciekawości, kim jest ta kobieta w zielonym bugatti. Wtedy była o niej w Polsce jedna książka - cienki album Taschena, potem dopiero wyszła biografia Łempickiej pióra Laury Claridge, która do dzisiaj traktowana jest jak biblia.

Z czasem zaczęłam dostawać kolejne propozycje od wydawnictw, by o Łempickiej napisać, ale nie chciałam tego robić z różnych powodów. Pisałam więc o niej kolejny tekst, kolejny i kolejny - Łempicka nie dawała się zignorować, niezmiennie jest atrakcyjnym tematem. Powstają kolejne jej biografie, przewodniki śladami jej życia, albumy, powieści, dzieła Łempickiej są na kubkach, podstawkach, torbach, wszędzie. Postanowiłam więc ją nieco w końcu odczarować, bo strasznie mnie irytowało, że pokazywana jest ciągle jako skandalistka. Chciałam opowiedzieć ją po swojemu.

Popiersie Tamary Łempickiej w Kielcach (fot. Paweł Cieśla / CC BY-SA 3.0)
Popiersie Tamary Łempickiej w Kielcach (fot. Paweł Cieśla / CC BY-SA 3.0)

I znów się okazało, że ona jest nieprawdopodobnie współczesna, że Ryan Murphy powinien natychmiast stworzyć o niej serial.

Bardzo mi zależało, by to wybrzmiało w opowieści o niej, bo podejście Łempickiej do obyczajowości, seksualności, emancypacji, niezależności jest rzeczywiście bardzo współczesne. Tamara Łempicka powinna być dzisiaj brana na sztandary.

Strajku Kobiet.

I parad równości. I jeszcze paru innych ruchów.

Bardzo ciekawe jest, że Berlin, Paryż czy Sankt Petersburg były sto lat temu bardziej liberalne niż są teraz. To świat, w którym tworzy się i kwitnie Tamara Łempicka.

Czasami jest tak, że biografia artysty jest ciekawsza niż jego sztuka, albo odwrotnie. Tymczasem w przypadku Tamary Łempickiej mamy i to, i to.

Jej legenda cudownie skleja się z twórczością. Można powiedzieć, że to, co w życiu, to na obrazie. Znakomitym obrazie. Łempicka właściwie ilustrowała malarstwem swoje życie, przynajmniej na obrazach z 20-lecia międzywojennego, kiedy jej sztuka była najwyższych lotów i do dzisiaj nas podnieca.

W którym roku urodziła się Tamara Łempicka?

To jest pytanie, którego ona nie chciałaby na pewno usłyszeć. Biografowie mają problem z ustaleniem tej daty. Była to połowa lat 90. XIX wieku.

A gdzie się urodziła?

Znów kłopot. Łempicka przez całe życie powtarzała, że urodziła się w Warszawie i chyba sama w to uwierzyła. Ale to nieprawda, urodziła się w Moskwie.           

Przed naszą rozmową specjalnie zajrzałem do największego zbioru niesprawdzonych informacji, czyli Wikipedii, i tam jako miejsce urodzenia Łempickiej widnieje Warszawa.

Widzisz, Tamara była w swoich konfabulacjach tak przekonująca, że się jej udało.

Była skazana na sztukę?

Moim zdaniem, gdyby nie wojna i rewolucja bolszewicka, pewnie nie poznalibyśmy Tamary Łempickiej - malarki. Byłaby pewnie zdolną amatorką, którą w świat sztuki wprowadziła babka, Klementyna Dekler, zabierając małą Tamarę na wycieczki po włoskich miastach, kościołach, muzeach. Tamara się włoską sztuką zachwyciła i być może to właśnie było zasiane ziarno, to spowodowało, że zaczęła rysować i malować. Ale wówczas marzyła nadal o karierze pianistki i z wielką determinacją ćwiczyła grę na fortepianie.

To jednak było za mało.

Dlatego że większym jej marzeniem było zostanie kimś wyjątkowym. Samo granie Chopina przestało jej wystarczać, ona chciała być Chopinem. A że talentu muzycznego na to nie starczało, postanowiła zostać malarką.

Pomogła jej w tym wielka historia.

Tak, to ona powoduje, że w początku XX wieku Łempicka ląduje w Paryżu. Zostaje emigrantką w mieście, w którym każdy się może odrodzić, w mieście, jak żadne inne. Tam tak naprawdę rodzi się Tamara Łempicka.

W Paryż weszła jak w masło.

Stała się właściwie jedną z jego sztandarowych postaci i choć lubiła zawsze podkreślać swoje zasługi, nie można tu zapomnieć o jej siostrze, Adriannie Gurwik-Górskiej, która namówiła Tamarę, by zaczęła pracować. Skoro jesteśmy w Paryżu, majątek rodziny przepadł w bolszewickiej Rosji, mąż nie jest tym samym sprawczym mężczyzną, jakim był w ancien régime, trzeba wziąć się do pracy - doradzała siostrze Adrianna, która studiowała architekturę i była w 20-leciu bardzo znaną architektką. To ona przypomniała Łempickiej o jej talencie do rysunku i malarstwa.

Paryż, szampan i kokaina strzepywana ze wspaniałych kreacji to jedno, ale Łempicka była bardzo pracowita i systematyczna.

To prawda, i nie zmieniło się to przez wiele lat. Oczywiście, w sposób fantastyczny połączyła zabawę z pracą, to się w jej życiu stopiło. Ludzie, z którymi się bawiła, pozowali jej do portretów albo je kupowali, korzystała też w malarstwie z własnych erotycznych doświadczeń. Wiedziała jednak jedno: Paryż jest pełen uzdolnionych artystek, więc talent to za mało, by wejść na szczyt. Potrzebna jest do tego ciężka praca i determinacja oraz odpowiednia baza towarzyska. W tym towarzystwie należy też wiedzieć, gdzie i jak przekroczyć granicę, choć akurat w jej przypadku trudno mówić o przekraczaniu granic. Ona je po prostu sama wyznaczała.

"W sztuce geniusz polega na tym, żeby wiedzieć, jak daleko można się posunąć za daleko".

To słowa Jeana Cocteau, przyjaciela Tamary. Oni w tych swoich bon motach byli absolutnie cudowni i często wcielali je w życie. Łempicka była bez wątpienia hedonistką, ale też bardzo pragmatyczną kobietą.

Znakomicie się orientowała w mechanizmach życia.

Myślę, że miała niesamowite predyspozycje, dzisiaj wyposażona w nie osoba byłaby genialnym piarowcem. Łempicka nie byłaby w stanie znaleźć sobie lepszego menadżera niż ona sama.

Wszystko to było przyczyną rozpadu małżeństwa z Tadeuszem Łempickim? Bo chyba nie jej romanse?

On nie mógł udźwignąć kariery swojej żony. Mamy zresztą ten problem do dzisiaj. Wystarczy porozmawiać z kobietami, które odniosły znacznie większy sukces niż ich mężowie. Zależało mi na tym, by wybrzmiało w książce, że kobieta wyemancypowana, której kariera i zarobki są większe od kariery i zarobków mężczyzny, jest często skazana na samotność. Tadeuszowi trafiła się kobieta, która fenomenalnie odnalazła się w nowym świecie. On się w nim odnaleźć nie potrafił.  

A Kizette, ich córka? Powinna być, jak piszesz, dumna z matki?

Piszę to oczywiście, próbując patrzeć na sytuację oczami Tamary, bo ona nie widzi, że w relacji z córką coś szwankuje. Jest tak pewna siebie, że idzie po prostu po swoje, uważając, że inni, w tym córka, powinni się do tego dostosować. Trudno mówić o niej jak o czułej matce. Tamara okazuje miłość tak, jak potrafi, ale też tak, jak się to wówczas robi w jej klasie społecznej - to nie matki zajmowały się dziećmi, ale niańki i szkoły z internatem. Nie bardzo mogę się więc zgodzić z krytyczną i ahistoryczną oceną Tamary jako złej matki, wręcz potwora.

Ja potwora nigdy w niej nie widziałem, egotyczkę i owszem, ale czy to coś strasznego? Nie bardzo. Wręcz przeciwnie, jest w niej coś bardzo pociągającego.

A widzisz, ja się nią długo fascynowałam, ale trudno mi było ją polubić. A teraz jest mi bardzo bliska, godna podziwu. Dzisiaj lepiej widzę, jakie poniosła koszty emancypacji.

Wyciskając jednocześnie życie do ostatniej kropli.

Bo była maksymalistką i zlepkiem wszystkich umiejętności, jakie powinna mieć kobieta.

"Wystarczająco krągła - oceniała, ważąc w dłoni kobiecą pierś, i wsunąwszy palce między jej uda, stwierdzała: - Ale zbyt mokra, żeby skoncentrować się na malowaniu". Im więcej czytam o Łempickiej, tym bardziej określanie jej osobą biseksualną wydaje się nietrafione. Płynna seksualność wydaje mi się trafniejsza.

Fajnie, że o tym mówisz, bo zaczynam myśleć podobnie. Łempicka wiązała się z mężczyznami, ale przyjemność seksualną czerpała tam, gdzie była, tak jak miała na to ochotę, z tym, z kim akurat chciała. Była bardzo otwarta na doznania i przyjemności, płeć okazywała się tu drugorzędna.

"Czuje się Polką i często podkreśla swą polskość" - piszesz. Czy poza deklaracjami Polska była obecna w jej życiu?

Nie bardzo. Łempicka jako dziecko przyjeżdżała do bogatych krewnych w Warszawie i pod Warszawą, do Konstancina. Myślę, że był w tym jakiś romantyzm, babka słuchająca Chopina i rozkochana w Norwidzie, z którym skoligacony był Tadeusz Łempicki, Polak. Podczas drugiej wojny, będąc w Stanach, Tamara wspiera organizacje polonijne, ale to wszystko jest raczej patriotyzm na pokaz.

Druga wojna światowa wydaje się być w jej twórczości cezurą. Tamara Łempicka liczy na karierę za oceanem, ale życie w Nowym Jorku i Beverly Hills malarce nie pomaga.

Jako artystka poniosła w Stanach fiasko i długo nie mogła zrozumieć, dlaczego. Z Europy uciekła z drugim mężem, Żydem, przed nazistami. Przeżyła już bolszewików i wiedziała doskonale, co może ją czekać w ramach kolejnego totalitaryzmu. Była przekonana, że w Ameryce będzie jak w Paryżu. I było, ale pod względem towarzyskim. Łempicka świetnie zaistniała w socjecie artystycznej obu wybrzeży, ale nie artystycznie. Jako że nosiła po mężu tytuł baronowej, dorobiła się przydomka "baronowa z pędzlem" - to pokazuje, że coś poszło nie tak. Jej malarstwo było dla Amerykanów niezrozumiałe, było passé w zderzeniu z rodzącym się ekspresjonizmem abstrakcyjnym. Mimo to Łempicka nadal nie miała żadnych wątpliwości co do swojego talentu i do swojej pozycji jako artystki. Uważała, że po prostu świat jest głupi i jej nie rozumie. Jej wiara w siebie i własny talent jest naprawdę imponująca.

Po wojnie wraca do Europy. Po co?

Właśnie, po co? Powojenna rzeczywistość jest już zupełnie inna, ona też nie jest już młodą kobietą. Wydaje się, że wraca nie po to, by po raz kolejny się odrodzić, ale by dogorywać. A jednak, ku zaskoczeniu wielu, Paryż przynosi jej odrodzenie. Co prawda dopiero pod koniec lat 60., ale jednak. Zapomniana Tamara Łempicka zostaje odkryta przez młodych marszandów zachwyconych jej międzywojenną twórczością.

Krótką, ale - jak się okazuje - wystarczającą.

Wystarczającą do tego, by okrzyknąć Tamarę Łempicką królową art déco.

Małgorzata Czyńska, autorka książki 'Łempicka. Tryumf życia' (fot. Materiały prasowe)
Małgorzata Czyńska, autorka książki 'Łempicka. Tryumf życia' (fot. Materiały prasowe)


        

Małgorzata Czyńska. Ur. 1975. Pisarka i dziennikarka, historyczka sztuki, kuratorka wystaw. Autorka m.in. książek "Kobiety z obrazów", "Metafizyczny harem. Kobiety Witkacego" czy biografii Katarzyny Kobro i Mai Berezowskiej. Laureatka Górnośląskiej Nagrody Literackiej "Juliusz".

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku