Dekorowanie choinki to jedna z tradycji

Dekorowanie choinki to jedna z tradycji (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

"Każdy ma prawo obchodzić Boże Narodzenie i nie musi się z tego tłumaczyć"

Potrzeba celebrowania czasu świątecznego w sensie czasu nie tyle sakralnego, co niecodziennego, wyjątkowego jest ogólnoludzka - mówi dr Radosław Tyrała, socjolog z Wydziału Humanistycznego Akademii Górniczo-Hutniczej, autor badań nad osobami niewierzącymi oraz kilku książek, np. "Bez Boga na co dzień. Socjologia ateizmu i niewiary".

Wszyscy ateiści, których znam, obchodzą Boże Narodzenie. Stanowią wyjątek, czy też sądzi pan, że generalnie niewierzący siadają do wigilii? 

Siadają! Mogę zapewnić, że tak jest. Ateiści w Polsce stanowią całkiem sporą grupę społeczną: w badaniach CBOS-u 8 procent respondentów zadeklarowało, że są osobami niewierzącymi. To nam daje grubo ponad 3 miliony osób.

Jednocześnie w badaniach, które przeprowadziła ta sama sondażownia w 2019 roku, aż 99 procent Polaków zadeklarowało, że obchodzi Boże Narodzenie. A więc w zdecydowanej większości ateiści również. 

W arcyciekawej książce "Prywatne życie Alberta Einsteina" przeczytałam, że ten genialny fizyk obchodził Boże Narodzenie nie tylko wówczas, gdy pozostawał w małżeństwie z Milevą Marić, która była wyznania grekokatolickiego, ale również gdy był już w drugim związku, ze swoją kuzynką Elsą, która - podobnie jak on - była Żydówką. Coś wyjątkowo kuszącego musi być w Bożym Narodzeniu, skoro generalnie wszyscy pragniemy celebrować ten czas.

Boże Narodzenie jest fascynującym kulturowym konglomeratem praktyk, obyczajów i zwyczajów, z ogromną siłą oddziałującym na nasze potrzeby i emocje. To dlatego przemawia do różnych grup społecznych, również tych, do których w sensie religijnym bezpośrednio nie jest adresowane. Pojawił się tutaj bardzo ważny wątek emocjonalny - sprawia on, że tak wiele osób obchodzi święta. Powodów jest znacznie więcej, jednak zanim do nich dojdziemy, chciałbym jeszcze wrócić do polskich ateistów.

Ponad 80 procent moich respondentów deklarowało, że wcześniej w jakiś sposób byli osobami wierzącymi. Okres religijności w ich życiu trwał kilka, kilkanaście albo i więcej lat, ale generalnie można stwierdzić, że zdecydowana większość polskich ateistów to konwertyci: 98 procent zostało ochrzczonych, prawie tyle samo przystąpiło do pierwszej komunii, a 70 procent - do bierzmowania. Kluczowe jest, że nie tyle do samej religii katolickiej, ale też do jej obrzędowości, tradycji, polscy ateiści byli socjalizowani.

Bardzo mi się spodobało u pana takie określenie, że polscy ateiści to katoliccy ateiści.

Bez żadnej przesady tak można powiedzieć. Tradycja katolicka jest dla nich czymś od dziecka oczywistym i po ludzku im bliskim. Oni wyszli ze skóry ideologicznej, ze skóry wiary, religijności, jednak obrzędowo-rytualną otoczkę sobie zostawili. To zjawisko samo w sobie jest bardzo ciekawe.

Dr Radosław Tyrała, socjolog z Wydziału Humanistycznego Akademii Górniczo-Hutniczej, autor badań nad osobami niewierzącymi oraz kilku książek, np. 'Bez Boga na co dzień. Socjologia ateizmu i niewiary' (fot. Archiwum prywatne)
Dr Radosław Tyrała, socjolog z Wydziału Humanistycznego Akademii Górniczo-Hutniczej, autor badań nad osobami niewierzącymi oraz kilku książek, np. 'Bez Boga na co dzień. Socjologia ateizmu i niewiary' (fot. Archiwum prywatne)

Bardzo. Wspomniał pan o rytualności, i to jest coś, co mi się wydaje kluczowe. Wszyscy potrzebujemy rytuałów do życia, prawda?

Prawda. Idea podziału czasu na czas codzienności i czas świętowania jest absolutnie uniwersalna. Gdy studiuję różnego rodzaju fora internetowe, na których ateiści deklarują, że obchodzą święta, widzę, że czasem to jest krytykowane przez osoby wierzące.

"Ateista, a Boże Narodzenie obchodzi?". Pojawiają się zarzuty o hipokryzję.

Tak, i jedną z linii obrony jest wówczas atak: że to nie są wcale wasze, czyli chrześcijan, święta, tylko zostały przejęte od innych religii i w związku z tym każdy ma pełne prawo kontynuować tradycje, które ludzkość znała jeszcze przed powstaniem chrześcijaństwa. 

Trudno z tym polemizować. 

Z antropologicznego punktu widzenia niezaprzeczalnym faktem jest, że wszystkie kultury wykazywały skłonności do wierzeń religijnych, praktyk i obrzędowości. Sięgają one tysiące lat wstecz, zanim zaczęła się historia chrześcijaństwa. Potrzeba celebrowania czasu świątecznego w sensie czasu nie tyle sakralnego, co niecodziennego, wyjątkowego, jest ogólnoludzka.

Wczesny katolicyzm wcale kulturowo i tradycyjnie nie odkrył świętowania w grudniu, w okresie przesilenia, kiedy po okresie, gdy nad światem rozpościerała się noc, znowu powraca światłość. Ten czas w roku zawsze łączył się z kultami solarnymi, symboliką słońca, światła. Z wielkim, uniwersalnym symbolem nadziei. Biblia wcale przecież nie wskazuje na to, że Jezus Chrystus urodził się w grudniu.

Wciąż toczą się dyskusje, który to tak naprawdę mógł być miesiąc.

A święto ustanowiono pod koniec grudnia, na przełomie roku, między innymi ze względu na potrzebę zagospodarowania niszy po mitraizmie, kulcie solarnego boga Mitry w starożytnym Rzymie. Wczesny katolicyzm przejął to święto i w efektywny sposób zagospodarowywał również inne tradycje. Taki jest zatem jeden z argumentów, którym się posługują ateiści, jeśli chcą wytłumaczyć, dlaczego obchodzą święta. Ja natomiast staję na stanowisku, że każdy ma prawo obchodzić Boże Narodzenie i nie musi się z tego tłumaczyć. 

Jestem tego samego zdania. Wspomniał pan o zapożyczeniach z innych religii. W świętach jest wiele pogańskich, magicznych symboli: jemioła, pod którą dziś można się do woli całować, pierwotnie odpędzała złe duchy, światełka na choince - złe spojrzenia, uroki. A łuska karpia ma gwarantować dobrobyt.

Kiedyś nawet miałem jedną w portfelu (śmiech). Przez setki lat nagromadziło się wiele symboliki, znaczeń i tradycji przejętych po różnych wierzeniach i kulturach. Zadziałało to na zasadzie kuli śnieżnej, która dziś składa się z różnorodnych elementów. Ze świętami bożonarodzeniowymi jest o tyle łatwo, że można swobodnie wykonać slalom i ominąć bardziej sakralne pachołki, jednocześnie szusując do woli po miejscach o znaczeniu profanicznym.

Boże Narodzenie jest fascynującym kulturowym konglomeratem praktyk, obyczajów i zwyczajów, z ogromną siłą oddziałującym na nasze potrzeby i emocje (fot. Shutterstock)
Boże Narodzenie jest fascynującym kulturowym konglomeratem praktyk, obyczajów i zwyczajów, z ogromną siłą oddziałującym na nasze potrzeby i emocje (fot. Shutterstock)

Stąd kolejne pana sformułowanie, które mi się bardzo podoba: "niewierzący, ale praktykujący". Co zatem ateiści akceptują, a z czego rezygnują? Na pasterkę na pewno nie chodzą? 

Można powiedzieć, że ateiści są praktykujący selektywnie, i to jest bardzo ważna kwestia. Z jednej strony mówimy, że obchodzą Boże Narodzenie, ale z drugiej strony trzeba sobie postawić pytanie: w jaki sposób? Robią to po swojemu.

Co do pasterki, na którą nie pójdą - wielu wierzących też tego nie zrobi! Ze statystyk CBOS wynika, że tylko 66 procent osób obchodzących Boże Narodzenie uczestniczy w pasterce. Ubytek katolików biorących udział w praktykach religijnych jest na pewno ciekawym zagadnieniem. Proszę zauważyć, że w tym nagromadzeniu różnego rodzaju praktyk okołoświątecznych elementy sakralne stają się dziś wręcz mniejszością, dlatego ateistom naprawdę łatwo w świętach uczestniczyć. 

Na pasterkę ateiści nie pójdą, a co z opłatkiem?

Opłatek zdecydowanie tak! 98 procent Polaków dzieli się opłatkiem, a 99 procent składa życzenia, według badań CBOS wspomnianych wcześniej. Ale przy opłatku znowu mamy mnóstwo ogólnoludzkiej symboliki: chleb, wymiana serdeczności. Na pierwszy rzut oka widać, że łamanie się opłatkiem wynika z antropologicznej potrzeby dzielenia się. 

Tak jak dawanie prezentów?

O! Kultura daru jest znana człowiekowi od dawien dawna! Z prezentami z naukowego punktu widzenia jest bardzo ciekawa rzecz, bo proszę zobaczyć: z jednej strony mamy przyjemność z obdarowywania innych, ale z drugiej strony - w dawaniu jest zawarte oczekiwanie wzajemności, wymiany.

W skrajnych przypadkach, jak spojrzymy na wodzów niektórych rdzennych plemion północnoamerykańskich, było też tak, że obdarowywano się w sposób niewspółmierny po to, by tym darem zaznaczyć swoją dominującą pozycję, wysoki status społeczny. Ale zakładamy, że przy okazji Bożego Narodzenia takie rzeczy się raczej nie dzieją. 

Generalnie kluczyków do mercedesa sobie nie wręczamy.

Tak w ogóle w Polsce prezenty dajemy sobie stosunkowo od niedawna, zwyczaj w XIX wieku przywędrował z Niemiec i dziś upominki przynosi Mikołaj z piękną białą brodą. Jego wizerunek upowszechniła w XX wieku Coca-Cola i nie ma on nic wspólnego z tym, jak w rzeczywistości wyglądał święty noszący imię Mikołaj. 

Kultura daru jest znana człowiekowi od dawien dawna (fot. Shutterstock)
Kultura daru jest znana człowiekowi od dawien dawna (fot. Shutterstock)

Cóż to by było za rozczarowanie, gdyby dzieci musiały się przestawić na pierwowzór! 

Z pewnością. Współczesny Mikołaj jest atrakcyjniejszy, więc prawdziwego Mikołaja wyparliśmy. Teraz się skupiamy tylko na dzieciach, ale przecież dorośli też bardzo lubią dawać i dostawać prezenty. Jest w tym przyjemność, jest oczekiwanie, jest zacieśnianie więzów międzyludzkich. Ponieważ to oczywiste, że nie obdarowujemy wszystkich, ale osoby, które są dla nas znaczące - wręczenie prezentu pozwala zaznaczyć i zidentyfikować bliską relację.

Nie chciałbym tutaj jakiegoś wielkiego kwantyfikatora stawiać, jednak stwierdzenie, że ateiści siadają do wigilii, dzielą się opłatkiem, składają życzenia, a pod choinkę wkładają prezenty, nie będzie nadużyciem. 

Kolędy jedni śpiewają, inni nie, ponieważ te polskie są stricte religijne. Ale już amerykańskie piosenki świąteczne? One są dla wszystkich! Jak się dobrze wsłuchać, to tam praktycznie nie ma Boga, za to jest mnóstwo śniegu, bałwanków, reniferów. I miłości. "All I Want For Christmas is You" z narodzinami Chrystusa doprawdy niewiele ma wspólnego. 

Landrynkowe są bardzo te święta, jeśli popatrzeć, co z nimi zrobiła kultura konsumpcjonizmu, prawda? Mnóstwo jest produktów, które przy tej okazji można sprzedać, tylko żeby się to udało, trzeba je sprytnie opakować w emocje. Na przykład, jak pani zauważyła, w miłość. Korporacje uczyniły z Bożego Narodzenia święta absolutnie inkluzywne. Takie "bierzcie z tego wszyscy" wypowiedziane do każdej z grup społecznych bez wyjątku.

Inna sprawa, że amerykańskie przekazy świąteczne są od bardzo dawna neutralne. Wynika to z faktu, że Stany Zjednoczone to przecież swoisty tygiel kulturowy. Tam na kartkach pocztowych zamiast "Merry Christmas" od dawna można przeczytać "Season greetings". 

A kiedy ostatnio to samo próbował zrobić warszawski ratusz i zaprezentował kartki świąteczne bez symboli stricte katolickich, na prezydenta Rafała Trzaskowskiego posypały się gromy. Padały stwierdzenia, że "odarcie Bożego Narodzenia z symboliki chrześcijańskiej jest w polskich warunkach kulturowych szaleństwem". 

No właśnie, a przecież idea była identyczna jak ta, która od lat przyświeca chociażby wspomnianym Amerykanom. By ten czas, który w różny sposób jest wyjątkowy dla wszystkich ludzi, świętować tak, aby nie wykluczać żadnej z grup społecznych.

"Można obchodzić święta, ale przykładać do nich prywatne znaczenia i sensy" - znowu cytat z pana. Dla chrześcijan, nawet jeśli na pasterkę dziś nie pójdą, te znaczenia i sensy mają podstawę religijną, duchową. A dla ateistów?  

Rodzinną. Ale zaskoczę panią: okazuje się, że dla osób wierzących również to ten czynnik jest decydujący podczas świąt Bożego Narodzenia. Nawet ważniejszy od religijnego! Religijne i rodzinne rytualne obrządki świąt bardzo mocno się splatają. Już kiedy w 2007 roku CBOS zapytał Polaków, jakimi świętami jest Boże Narodzenie, 31 procent odpowiedziało, że religijnymi, a 48 - że rodzinnymi. Przed rokiem proporcje się zmieniły na 23 do 56 procent!

W Polsce widzimy bardzo silny trend "urodzinnienia" świąt. Boże Narodzenie pełni funkcję więziotwórczą, spełnia potrzebę bliskości, miłości. Do tego dochodzi tak ważna dla wszystkich ludzi symbolika nadziei. Dzień wygrywa z nocą, czyli nastaje jasność, odradza się życie. Symbolicznie domykamy też rok, zaczynamy nowy i zawsze część osób próbuje wtedy dokonać nowego otwarcia w życiu. To jest bardzo gęsty rytualnie czas. 

W Polsce widzimy bardzo silny trend 'urodzinnienia' świąt (fot. Shutterstock)
W Polsce widzimy bardzo silny trend 'urodzinnienia' świąt (fot. Shutterstock)

Ile by człowiek stracił, rezygnując z obchodzenia świąt! 

Byłoby pusto, prawda? Różni ludzie przypisują im oczywiście różne znaczenia, ale ja uważam, że nie ma sensu dzielić tych znaczeń na płytsze i głębsze. Dla wielu osób to jest przede wszystkim wyczekiwany czas wolny, który mogą po prostu spędzić z bliskimi. Często nie spotykają się z nimi na co dzień, mogą więc się sobą nacieszyć, czerpać korzyści z dawania i brania wspomnianych prezentów, przeżywać bardzo pozytywne emocje wynikające ze świątecznej atmosfery, która się udziela ewidentnie wszystkim. Świętować na luzie, bez presji.

Ale presja jest! Jak spojrzeć na świąteczne reklamy, które kreują tyle oczekiwań i wyobrażeń wobec tego czasu - choćby poprzez wyświechtane określenie "magiczne święta" - to naprawdę trudno by było im sprostać.  

Dlatego warto odpuścić, spuścić powietrze napompowane w tę bańkę przez wszechwładny rynek. Reklamy, o których pani wspomniała, ale też bardzo popularne świąteczne filmy, podpowiadają idealne modele spędzania świątecznego czasu. I na ogół odstają od rzeczywistości.

Ile osób spędza święta w sukniach balowych i szpilkach, jak w najbardziej w tym roku popularnej reklamie biżuterii?

Nawet jeśli ktoś je wkłada, to pewnie szybko zdejmuje (śmiech). Rola rynku w tym wszystkim, o czym rozmawiamy, wydaje się być ogromnie istotna. Proszę spojrzeć na to symboliczne przeciąganie świątecznego czasu: miasta są dekorowane już miesiąc przed świętami i dekoracje zostają na kolejny miesiąc! Coraz więcej osób czuje się w tym nieznośnie, ponieważ tak się po prostu nie da. Nie sposób emocjonalnie odczuwać okresu świątecznego przez dwa miesiące. Żaden człowiek by nie wytrzymał tak intensywnego napięcia uwagi i fiksacji na święta. 

W Wigilię się jednak fiksujemy. Wszyscy, jak ustaliliśmy. 

Tak, i jest jeszcze jeden prozaiczny powód, dla którego niewierzący również zasiadają do wigilii. Część z nich - choć myślę, że niewielka - być może zrezygnowałaby z obchodzenia świąt w tradycyjny sposób, ale byłaby to prosta droga do generowania konfliktów rodzinnych. Dla wielu rodziców fakt, że dziecko w którymś momencie zadeklarowało się jako ateista, jest swego rodzaju.

...porażką wychowawczą?

Tak. Trzeba pamiętać, że niewiara w Polsce jest cały czas przedmiotem pewnych sporów, zwłaszcza na linii rodzice - dzieci, rzadziej partnerskich. To rodzice, którzy wychowywali dzieci w duchu religijnym, często mają z tym pewien problem. Kiedy więc przychodzi Boże Narodzenie, ci rodzice się bardzo cieszą, że chociaż tę część religijnej obrzędowości ich dzieci zachowały. W dobrze pojętym ogólnym interesie jest się więc spotkać w gronie rodzinnym i podzielić opłatkiem. Koniec końców to jest przecież dla wszystkich przyjemne. W tej grze nie ma przegranych.

Pamiętajmy też, że te niewierzące dorosłe już dzieci wierzących rodziców mają również swoje dzieci, i to jest kolejny powód, dla którego warto święta obchodzić: żeby ich nie pozbawiać czegoś ważnego. Czasem więc święta są religijne, czasem nie, czasem są niedookreślone, ale nie pozbawiam swojego dziecka czegoś, do czego jednak ma prawo. Racjonalna kalkulacja.

Pozbawić się tych wszystkich rytuałów, poczucia, że coś w życiu jest jednak pewne, stałe i niezmienne - w 2020 roku to by było szczególnie bolesne! Psychologowie twierdzą, że wyjątkowo ich teraz potrzebujemy. Wszyscy. 

To prawda. Potrzebujemy pozytywnego akcentu, żeby symbolicznie zakończyć ten arcytrudny rok. A ile oczekiwań pokładamy w 2021 roku?! Czekamy na zakończenie pandemii, na szczepionkę, na nową normalność. Bardzo dużo pragnień wszyscy w sobie dziś mamy. 

Oby się szybko spełniły. Jako ateistka życzę panu wesołych świąt. 

Odżyczam (śmiech). Wesołych! 

Dr Radosław Tyrała. Adiunkt w Katedrze Studiów nad Społeczeństwem i Technologią na Wydziale Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Autor artykułów naukowych oraz trzech książek autorskich. Laureat Nagrody im. Stanisława Ossowskiego za książkę Bez Boga na co dzień. Socjologia ateizmu i niewiary (Zakład Wydawniczy NOMOS, Kraków, 2014). Od 2016 roku pełni funkcję przewodniczącego, zaś od 2019 zastępcy przewodniczącego zarządu Oddziału Krakowskiego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. 

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku