(fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Poprawność polityczna znienawidzona jak gender. Dlaczego to pojęcie dla wielu stało się obelgą

Jeżeli polityk mówi, że nie może patrzeć na dwóch pedałów, jak się całują, ale dwie lesbijki chętnie by zaakceptował - to rechocząca tłuszcza przed telewizorami myśli: ?Jak on tak mówi, to znaczy, że tak wolno. Nareszcie jesteśmy normalni? - mówi prof. Włodzimierz Gruszczyński, językoznawca z Uniwersytetu SWPS.

Dlaczego Szwedzi chętnie stosują się do zasad poprawności politycznej, a my nie?

- Bo są dobrze wyedukowani w tej dziedzinie, w przeciwieństwie do nas. Chociaż historycznie sprawę ujmując, to nasze społeczeństwo powinno być o wiele bardziej otwarte niż Szwedzi. Mieliśmy Rzeczpospolitą Obojga Narodów, jeszcze przed II wojną światową na ulicach Warszawy było słychać kilka języków, że nie wspomnę o Wilnie czy Lwowie.

Natomiast Szwedzi do lat sześćdziesiątych XX wieku byli zupełnie zamkniętą społecznością, z wyjątkiem garstki Finów i Lapończyków. To był niewielki naród, mówili tym samym językiem i reprezentowali tę samą kulturę. Nie mieli żadnych doświadczeń z innością.

Włodzimierz Gruszczyński (fot. materiały prasowe SWPS)Włodzimierz Gruszczyński (fot. materiały prasowe SWPS)

Ta poprawność nie powinna być dla nas takim trudnym do zaakceptowania konceptem, ale uwiera.

- Niestety. Moim zdaniem poprawność polityczna w przestrzeni publicznej nie jest niczym nagannym. Wręcz przeciwnie. A problemy biorą się stąd, że do tego terminu została przyczepiona jakaś łatka, trochę podobnie, jak wcześniej stało się ze słowem "gender". Ludzie po prawej stronie nie wiedzą, co to jest gender i nie próbują się nawet tego dowiedzieć. Stworzyli alternatywną definicję tego pojęcia. I alternatywną definicję poprawności politycznej.

Wytłumaczmy więc, o co chodzi.

- Generalnie mówimy o takim typie postawy: mów poprawnie politycznie, czyli tak, żeby nie zrobić drugiemu krzywdy moralnej czy emocjonalnej swoimi słowami. To jedna z zasad komunikacji Grice'a: mów tak, żeby drugiej stronie było w miarę możliwości przyjemnie.

Termin "poprawność polityczna" przywołują w Polsce najczęściej prawicowe portale i prasa. Głównie w charakterze obelgi.

- To pewnie dlatego, że dla ludzi, którzy stosują się do zasad poprawności politycznej, jest to tak naturalne, że nie przychodzi im do głowy, żeby pisać artykuły o tym, że to wspaniała sprawa. Ewentualnie mogliby napisać coś o politycznej niepoprawności, ale wtedy użyliby raczej słowa "chamstwo". Oczywiście tu otwiera się pole do wielkiej dyskusji - co jeszcze jest, a co już nie jest politycznie poprawne. Możemy się spierać.

O te szczegóły, mam wrażenie, sprawa się rozbija. Często słyszę argumenty w stylu: Znajomy Cygan nie obraża się, że tak go nazywam, więc nie będę używał określenia "Rom".

- Oczywiście, są tacy, którym słowo "Cygan" nie przeszkadza, ale są i tacy, którym przeszkadza. O niektórych mówi się "Cyganie" i nie mają z tym problemu, ale są też tacy, którym - szczególnie jeśli odwołamy się do tego stereotypu, że Cygan to ten, który cygani, oszukuje - sprawimy przykrość, upierając się przy tym określeniu. Jerzy Ficowski, wielki przyjaciel Romów, znawca romskiej poezji pisał tylko i wyłącznie o Cyganach, nie pisał o Romach.

Limanowa, ul. Wąska (fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta)Limanowa, ul. Wąska (fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta)

Może w jego czasach jeszcze nie funkcjonował termin "Rom".

- Pod koniec jego twórczości już funkcjonował. Pamiętam też wywiad w "Gazecie Wyborczej" z nauczycielem w szkole dla dzieci - właśnie, jakich? Romskich? Cygańskich? To nie był Rom i podkreślał, że on terminu "Rom" w ogóle nie używa, bo jest on dla niego sztuczny. Mówił wyłącznie: "Cyganie". Ale mógł sobie na to pozwolić również dlatego, że jego o złe intencje, brak wiedzy czy świadomości nikt nie mógł posądzić, a do tego w słowie "Cygan" nie ma immanentnie nic złego. Ma kilkusetletnią tradycję, jest międzynarodowe. Ale są takie słowa, na przykład na określenie mniejszości seksualnych, które powstały specjalnie po to, żeby obrażać, i tu już raczej nie ma dyskusji.

Pedał, ciota, cwel.

- Właśnie. Kluczowa jest intencja, z jaką używamy konkretnego słowa. Tu nie chodzi o ortodoksyjną politykę nakazów i zakazów, i o listę terminów, którymi można się posługiwać, i tych, którymi nie wolno.

Bardziej o kontekst?

- Oczywiście. Ale trzeba pamiętać, że dużo ewidentnie obraźliwych wyrazów wywodzi się ze slangu, z grypserki więziennej, z kminy złodziejskiej. Jeżeli zaczynamy przejmować język złodziejski, to przejmujemy intencje, z jakimi te słowa zostały stworzone.

W tej sprawie sporo złego zrobili niestety dziennikarze, którzy w latach 90. pisali dużo o mafii w Polsce, opisując mafijną rzeczywistość słowami mafiosów. Na pierwszych stronach gazet pojawiały się te terminy, "żołnierze mafii" na przykład. Przyjęły się w powszechnym języku i są bezwiednie używane.

To podobny casus jak w przypadku określenia "państwo islamskie". Powtarzając je, legitymizujemy aspiracje terrorystów do stworzenia państwa.

- Ulegamy propagandzie.

Ale to właśnie z powodu zasad poprawności politycznej dziennikarze między innymi w Wielkiej Brytanii i innych krajach są szkoleni, żeby określenia "państwo islamskie" nie używać.

- I bardzo dobrze. Szkoda, że nie uczą się jednocześnie tego, żeby nie używać określania "polskie obozy koncentracyjne".

Wiele obraźliwych wyrazów wywodzi się grypserki więziennej. Tu Projekt Wiele obraźliwych wyrazów wywodzi się grypserki więziennej. Tu Projekt "Druga Przestrzeń" zrealizowany przy współpracy aresztu śledczego i Akademii Sztuk Pięknych (fot . Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Czy Szwecja jest rzeczywiście takim poprawnościowym rajem, jakim czasami wydaje się nam z perspektywy Polski?

- Nie jest to takie jednoznaczne. Przez kilka lat mieszkałem razem ze swoją rodziną w Uppsali. To była połowa lat dziewięćdziesiątych i już wtedy istotną kartą rozgrywaną podczas wyborów parlamentarnych była kwestia uchodźców - wówczas przyjeżdżali do Szwecji masowo uciekinierzy przed wojną w byłej Jugosławii. Część społeczeństwa wysyłała sygnały, że polityka proimigracyjna jest zbyt łaskawa, zbyt łatwo zostać imigrantem, zbyt łatwo sprowadzić kolejne osoby na zasadzie prawa łączenia rodzin. Ograniczało się to w przestrzeni publicznej do tego, że na niektórych prywatnych samochodach instalowano naklejki z napisami "Indianie też byli gościnni".

Zakwalifikowałby to pan jako złamanie zasad poprawności politycznej?

- To było jeszcze względnie poprawne politycznie, szczególnie w porównaniu z tym, jak otwarcie niepoprawne teksty pojawiają się w Szwecji dzisiaj.

Również w parlamencie.

- W latach dziewięćdziesiątych do szwedzkiego parlamentu również weszła partia demagogiczna, antyimigracja, ale - w przeciwieństwie do sytuacji dzisiejszej i Szwedzkich Demokratów - nie był ona nacjonalistyczna. Ale to nie było najistotniejsze. Najważniejsze było, że spora część Szwedów ma i miała duży problem z tak wielką grupą imigrantów, jaka mieszka w tym kraju, ale tej swojej niezgody nie potrafią wyartykułować, bo od lat są edukowani, że takich głosów w przestrzeni publicznej nie należy prezentować. Zatem deklaracje niezadowolenia są bardzo dokładnie owijane w bawełnę w postaci zawoalowanych komunikatów. Natomiast te negatywne emocje znajdują ujście w faktycznych kontaktach z ludźmi, którzy nie są rdzennymi Szwedami. Kiedy mieszkałem w Szwecji, do parlamentu dostał się pierwszy poseł, który był imigrantem w pierwszym pokoleniu, i nie był to Fin ani Norweg, tylko Chilijczyk, mówił świetnie po szwedzku, był przewodniczącym komisji parlamentarnej, która zajmowała się kwestiami imigracji i adaptacji. Na każdym kroku podkreślał, że imigrantom wcale nie jest w Szwecji tak różowo, jak się to prezentuje mediach, w parlamencie, w komisjach.

A nie było?

- Żeby to udowodnić, przygotował prowokację. Poprosił dziennikarzy pierwszego programu szwedzkiej publicznej telewizji, żeby towarzyszyli jemu i jego koledze w wyprawie do restauracji z ukrytą kamerą. W słoneczną niedzielę na głównej ulicy Sztokholmu w tradycyjnej obiadowej porze chcieli zjeść posiłek. W żadnej restauracji nie było dla nich wolnego stolika. 200 metrów za nimi szli biali Szwedzi w takim samym wieku i tak samo ubrani, dla których miejsce znajdowało się we wszystkich restauracjach.

Wolontariusze rozdają jedzenie i picie imigrantom, który właśnie przybyli do Szwecji (fot. TT News Agency / Reuters)Wolontariusze rozdają jedzenie i picie imigrantom, który właśnie przybyli do Szwecji (fot. TT News Agency / Reuters)

Chce pan powiedzieć, że ta flagowa szwedzka poprawność polityczna jest tylko oficjalnym językiem, a nie odruchem serca?

- To jest służbowy uśmiech, z którym spotykamy się w banku czy w sklepie. Do pewnego stopnia ten służbowy uśmiech się przydaje, bo oczywiście lepiej, żeby ktoś był dla nas uprzejmy w takich publicznych miejscach, ale wiadomo, że przez osiem godzin dzień w dzień nie można się szczerze uśmiechać do każdego klienta.

Kiedy rozmawiałem po angielsku - nie miałem problemów, ale gdy podejmowałem próby mówienia po szwedzku, zdarzało się, że byłem traktowany bardzo nieprzyjemnie. Młoda pracownica banku, która mogłaby być moją studentką, mówiła celowo tak szybko, żebym nie mógł zrozumieć. Na moją prośbę, żeby powtórzyła jeszcze raz wolniej, bo nie zrozumiałem, co powinienem zrobić, z urzędowym uśmiechem mówiła to samo w takim samym jak poprzednio tempie. Takich sytuacji doświadczyłem sporo, uchodziłem za imigranta i czasami naprawdę byłem traktowany nie najlepiej. W momentach, kiedy ludzie mogą sobie pozwolić na posłużenie się odrobiną władzy, żadna poprawność polityczna nie powstrzymuje niektórych przed okazaniem niechęci innym. Nawet w Szwecji.

Czy język, którego używamy, wpływa na sposób, w jaki myślimy? Jeżeli ktoś przestanie używać słowa "pedał", a zacznie używać słowa "gej", to zmieni się jego wyobrażenie homoseksualnego mężczyzny?

- Tu wchodzimy na teren bardzo poważnej dyskusji lingwistyczno-kulturowej - na ile myślimy językiem i na ile istnieje przełożenie pomiędzy używanym językiem a wyobrażeniem świata. Generalnie raczej w dyskursie naukowym przeważają zwolennicy tezy, że język istotnie wpływa na nasz sposób myślenia i postrzegania świata, choć może nie determinuje ich w 100 procentach. Ja też przychylam się do tej tezy. Jeśli dziecko na spacerze wskazuje na coś, co rośnie, ma listki i pyta mamę: "co to jest?". "A to będzie kwiatek, tylko musimy trochę jeszcze poczekać" - powie jedna mama. A druga: "A wiesz, to jest jakiś chwast do niczego niepotrzebny, a jeśli dotkniesz, to on cię będzie parzył". Ten pierwszy raz usłyszany komunikat będzie miał wpływ na to, w jaki sposób dziecko widzi ten wycinek świata.

A w przypadku wyrażeń "pedał" i "gej"?

- Jeśli ktoś już ma utrwalone słowo i przez to jakiś sposób widzenia innej osoby i próbuje mu się to w sztuczny sposób zmieniać, to może odnieść jakiś skutek, ale w jego świadomości wszystkiego nie zmieni. W Szczecinie kilka lat temu sąd zakazał oskarżonemu zbliżania się do sąsiada i używania w obecności tego sąsiada słowa "pedał". To pewnie nie sprawiło, że on zmienił sposób myślenia o tym sąsiedzie, którego wcześniej obrażał.

Ale pewnie sąsiadowi było łatwiej, kiedy nie musiał wysłuchiwać obelg pod swoim adresem?

- Tak. Poprawność polityczna może doprowadzić do tego, że tym, którzy reprezentują grupy negatywnie oceniane przez część społeczeństwa, będzie trochę mniej niewygodnie. Będą się rzadziej spotykali z agresją słowną.

Kontrmanifestanci na Marszu Równości w Gdańsku (fot . Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)Kontrmanifestanci na Marszu Równości w Gdańsku (fot . Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Kto zatem powinien przestrzegać bezwzględnie poprawności politycznej?

- Obraźliwych określeń nie powinno się w ogóle używać w przestrzeni publicznej, w parlamencie, w telewizji. Nie powinni ich używać ci, od których zależy akceptacja pewnych postaw. Jeżeli polityk mówi, że on nie może patrzeć na dwóch pedałów, jak się całują, ale dwie lesbijki chętnie by zaakceptował - to rechocząca tłuszcza przed telewizorami myśli: "Jak on tak mówi, to znaczy, że tak wolno. Nareszcie jesteśmy normalni". O tym jest serial "Kiepscy". Wiele scen w tym serialu to jest świetna socjolingwistyczna analiza. Kiepski mówi: "Oni nie mogą mówić pedał, bo oni chodzą w garniturach, ale ja mogę, bo ja garnituru nie noszę". A jeśli nawet ci w garniturach mówią "pedał" czy "asfalt", to znaczy, że to jest całkowicie dozwolone.

Często pada argument, że używanie politycznie poprawnych słów jest sztuczne. Słyszałam niedawno 6-letniego chłopczyka, który opowiadał, że jego kolega jest "ciemnoskóry". Brzmiało zupełnie naturalnie.

- Moje dzieci chodziły do szkoły w  Szwecji, mieszkaliśmy w dzielnicy, w której połowę mieszkańców stanowili imigranci. Dla nich kolor skóry był zupełnie nieistotny. Większość kolegów mojego syna była mniej lub bardziej ciemna - Ormianie, przyjezdni z  Kaukazu, Grecy, Arabowie z krajów Maghrebu, Bośniacy. Nie widział tego. Po szkole szli do jednego z kolegów i to, że w tamtym domu mówiło się po turecku, grecku, arabsku czy w jeszcze innym języku - zupełnie nie miało znaczenia.

Najłatwiej uczyć się tolerancji - również tej językowej - przez kontakt z innością.

- Tak. Tylko ci "inni" muszą u nas zaistnieć. A jeśli na ulicy będą bici za to, że są tacy, jacy są, to nie przyjadą. Niestety, na razie nawet papież Franciszek musi przypominać polskim wiernym i biskupom, że imigranci to konkretni ludzie z imionami i nazwiskami, a nie hałastra, której trzeba się bać.

Ludzie sobie wyobrażają, że reguły poprawności ustala jakaś komisja, która decyduje: nie mówimy "poszłem", tylko "poszedłem" oraz nie mówimy "pedał", tylko "gej".

- Oczywiście nie jest tak. To zjawisko nie jest w żaden sposób zinstytucjonalizowane. To kwestie indywidualnych i środowiskowych wyborów oraz pewnych wzorów - z jednej strony wynoszonych z domu, z drugiej - w jakimś stopniu może tutaj działać edukacja. Tylko uwaga, szkoła może łatwo wylać dziecko z kąpielą. Bo jeśli nauczyciele zaczną przesadnie naciskać, to nic z tego nie będzie - tak jak w przypadku lektur obowiązkowych, których nikt czytać nie chce, niezależnie od tego, czy to książki ciekawe, czy nie. Dzieciaki zaczną śmiać się z poprawnościowych zwrotów, szczególnie te, które w domach nie mają wsparcia, rodzice są niepoprawni politycznie i nie zamierzają tego zmieniać.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Świat według Kiepskich" (fot. materiały prasowe)

W jaki sposób szkoła może kreować poprawność polityczną?

- Z delikatnością, kulturą osobistą, wyobraźnią społeczną, psychologiczną, socjologiczną. Oczywiście to jest jednocześnie program wychowawczy, który powinien działać w ramach szeroko pojętej polityki językowej państwa. Nie powinno się jednak zaczynać od zakazów: nie mów "pedał", nie mów "czarnuch", nie mów "asfalt" na drugiego człowieka, bo robisz mu przykrość.

Od czego zacząć w takim razie?

- Od postawienia pytania: kim jest ten czarnoskóry człowiek? Znasz go? Rozmawiałeś kiedyś z czarnoskórym? Wiesz, jak on ciekawie opowiada? Wiesz, jak gra w piłkę? Jak gotuje? Spróbujmy się z nim poznać, porozmawiać z nim. On wie o wielu rzeczach o wiele więcej niż my.

Jeśli pojawi się ślad szacunku, albo przynajmniej chęć poznania drugiej osoby, wtedy ktoś, kto używał wulgarnych czy obelżywych słów, sam się zastanowi nad tym, co mówi. Metodą zakazów nic się tutaj nie wskóra, trzeba wychowywać. Niestety, problem polega na tym, że nie ma kto tego robić. Jeśli na taką narrację decydują się media "lewackie", to media prawicowe biją na alarm. Kiedy szkoła w czasie rządów nieco bardziej liberalnych próbuje to robić, to po zmianie rządów na konserwatywne ta sama szkoła do spółki z Kościołem robi coś dokładnie odwrotnego.

Trudna sprawa.

- Podział społeczeństwa, który widzimy w wielu dziedzinach życia, objawia się również w języku. Na przykład słowo "Europejczyk" ma dwa zupełnie inne znaczenia i odwrotne wartościowanie. Ja jestem dumny z tego, że jestem Europejczykiem, ale łatwo mogę sobie wyobrazić, że ktoś mógłby mi tym słowem nawymyślać: "ty Europejczyku jeden".

Jeszcze gorzej, jeśli Europejczyk jeździ na rowerze.

- O tak. Ciekawe, swoją drogą, że cykliści byli wrogami narodu już w 1968 roku. Razem z esperantystami.

Cykliści podczas akcji edukacyjnej Fundacji Ekologicznej ARKA pod hasłem Cykliści podczas akcji edukacyjnej Fundacji Ekologicznej ARKA pod hasłem "Rower Pomaga". fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Media rzeczywiście mają wielką moc. Działacze gejowscy często podkreślają, że nikt nie zrobił dla tolerancji wobec mniejszości seksualnych tyle, co Steven, gej z "Dynastii".

- Seriale są w stanie nawet przekonać kobiety do tego, żeby masowo zgłaszały się na mammografię. Niestety, język, którym operują te polskie, jest często nienaturalny.

Słyszała pani kiedyś w polskim serialu jedno przekleństwo?

Nie. Papierowe są te dialogi, rzeczywiście.

- Oni się kłócą okrągłymi zdaniami. Na poziomie językowym są sztuczne, przez co cierpią te równościowe wątki. Wprowadzenie bohaterów gejowskich czy imigrantów nie ma takiej siły rażenia, jaką mogłyby mieć, bo ludzie podświadomie czują, że coś nie gra.

Wczoraj na placu zabaw w centrum Warszawy słyszałam 10-latków przezywających się obelgami: "ty imigrancie" oraz "ty geju".

- Przerażające. Rozumiem, że kwestia uchodźców z Syrii i Afryki Północnej to jest trudny problem, ciężko znaleźć tu jakieś słuszne i dobre dla wszystkich rozwiązanie, ale jeżeli będziemy nadal zamykali się całkowicie na imigrantów, jeżeli będziemy dzielili ich na tych dobrych - chrześcijan i tych złych - muzułmanów, to takie przezwiska będziemy słyszeli coraz częściej.

Prof. Włodzimierz Gruszczyński. Językoznawca z Uniwersytetu SWPS. Jego naukowe zainteresowania to badanie współczesnego języka polskiego, formalnym opisem języka, leksykografią oraz historią języka polskiego. Wykładał na uniwersytetach w Bukareszcie, Uppsali i Sztokholmie.

Dominika Buczak. Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (85)
Zaloguj się
  • n29a

    Oceniono 71 razy 53

    Rechocząca tłuszcza to trafne sformułowanie, choć niekoniecznie politycznie poprawne :)

  • KAS 3Druk

    Oceniono 69 razy 33

    kim jest ten czarnoskóry człowiek? Znasz go? Rozmawiałeś kiedyś z czarnoskórym? Wiesz, jak on ciekawie opowiada? Wiesz, jak gra w piłkę? Jak gotuje? Spróbujmy się z nim poznać, porozmawiać z nim. On wie o wielu rzeczach o wiele więcej niż my.
    No własnie a pytałes co mysli o prawacht kobiet? przymusowych małżeństwach nieletnich? obrzezaniu dziewczynek ? żydach ?wyznawcach innych religii ? homoseksualistach? to lepiej nie pytaj. pogadajcie sobie o pilce nożnej

  • white_lake

    Oceniono 29 razy 19

    poprawność polityczna to niezły wynalazek, kiedy ma zapobiegać obrażaniu i dyskryminowaniu ludzi, ale wykorzystywana jako knebel, jako środek nacisku czy szantażu niszczy klimat społeczny i swobodę debaty,
    chora jest próba udawania, że wszyscy jesteśmy tacy sami, bo nie jesteśmy, i nie zawsze wypowiedzenie tego faktu na głos od razu znaczy wartościowanie i pogardę dla inności
    najlepszym przykładem jest afera z biegaczkami ostatnio, wygrały trzy czarnoskóre osoby, a kiedy nasza biegaczka powiedziała, że wśród białych była druga, wylał się na nią hejt, że rasistka
    a przecież w lekkiej atletyce to czarni ustanawiają standardy, więc to normalne, że się z nimi inni sportowcy porównują, nikomu do głowy nie przyjdzie łączyć tutaj koloru skóry z pogardą, wręcz odwrotnie
    poza tym, gdyby tamten bieg wygrał biały babochłop (tak, wiem, że to też niepoprawne politycznie słowo ;), afera byłaby o wiele większa, ale że osobą naszprycowaną testosteronem była Murzynka, to niektórzy wolą udawać, że nie ma problemu, no bo Czarnych z definicji nie można się czepiać za nic
    właśnie dlatego, jako osoba o lewicowych poglądach, nie znoszę poprawności politycznej, bo to jest kontrproduktywne, uniemożliwia otwartą dyskusję i rozwiązanie problemu, bo w tym konkretnym przypadku to jest problem, który należy rozwiązać, żeby współzawodnictwo było fair
    przypomniał mi się jeszcze inny przypadek, o jakim słyszałam, firma szuka pracowników, ale że państwowa, to musi być poprawna i ogłasza, że niepełnosprawni będą mieli pierwszeństwo, ale równocześnie, żeby zapobiec dyskryminacji, ludzie ci nie muszą podawać informacji o niepełnosprawności w swojej aplikacji,
    i potem dochodzi do sytuacji, że przyjeżdża kandydat na wózku, ale nie można odbyć z nim rozmowy kwalifikacyjnej, bo przy takiej rozmowie musi być obecny jakiś pełnomocnik do spraw niepełnosprawnych, a że nikt nie wiedział, że się zgłosi inwalida, pełnomocnika nie było, a więc stres, telefony, poszukiwania, czekanie, w rezultacie wszystkie rozmowy opóźniły się półtorej godziny, nikomu się to nie przysłużyło, niepełnosprawnemu też raczej nie,
    obrażać nikogo nie wolno, pogardzać i dyskryminować też nie należy, ale to powinny być naturalne odruchy opierające się na empatii i dobrym wychowaniu, a nie jakieś odgórne przepisy bezdusznie stosowane przez ludzi bez wyobraźni,
    w Szwecji cenzuruje się przecież nawet stare książki dla dzieci, czego nie potrafię zrozumieć, bo jest tyle nowych książeczek, gdzie nie ma żadnych kolizji światopoglądowych, gdzie chłopcy bawią się lalkami, dziewczynki są rycerzami, a każde dziecko ma inny kolor skóry, że te poczciwe klasyki mogliby zostawić w spokoju albo czytać je dzieciom z komentarzem: popatrz, tak kiedyś było, tak kiedyś ludzie myśleli
    tak jak u nas można czytać Murzynka Bambo
    niedawno powtarzałam sobie stare komedie z de Funesem, to było takie odświeżające, humor ponad wszystko, również niepoprawny politycznie, np, żarty z Zydów w Przygodach rabina Jakuba, pomyślałam, że teraz by to nie przeszło, jednak teraz poprawny politycznie świat jest bardziej ponurym miejscem

  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 72 razy 16

    "Dlaczego Szwedzi chętnie stosują się do zasad poprawności politycznej, a my nie?

    - Bo są dobrze wyedukowani w tej dziedzinie, w przeciwieństwie do nas."

    W żadnym wypadku. Ich edukacja to wymuszanie postaw, zakaz wolności myślenia, nakazy i zakazy. Ich edukacja to "miękka" wersja jezuitów tylko w drugą stronę.
    Jednocześnie nacisk społeczny i ze strony instytucji wymusza zginanie karku.

    "Moim zdaniem poprawność polityczna w przestrzeni publicznej nie jest niczym nagannym. Wręcz przeciwnie"

    Proszę mnie profesorze nazywać od dziś Najwyższą i Najwspanialszą Wysokością albowiem jako nadrzędny cenzor w przeciwnym razie uznam Pana za rasistę, homofoba, nienawistnika wobec niepełnosprawnych oraz oczywiście antysemitę oraz wyrzucę Pana z pracy.
    Nieźle mieć poprawność polityczną oczywiście jak się jest w kaście "cenzorów", co innego gdy się jest po drugiej stronie barykady.
    Z tego powodu wolę Wolność Słowa ze wszystkimi jej plusami i minusami.

    "problemy biorą się stąd, że do tego terminu została przyczepiona jakaś łatka, trochę podobnie, jak wcześniej stało się ze słowem „gender”."

    To koncepcja płci kulturowej lub społecznej. LGBTQ w USA wyznaje już istnienie ponad 250 płci kulturowych.
    Na przykład "aromantyczność: brak pociągu romantycznego".
    Mamy, więc do czynienia z poważnymi, zbiorowymi problemami psychicznymi.

    "Generalnie mówimy o takim typie postawy: mów poprawnie politycznie, czyli tak, żeby nie zrobić drugiemu krzywdy moralnej czy emocjonalnej swoimi słowami."

    Mów zatem dokładnie i li tylko to, co inna osoba - posiadająca władzę do ukarania cię - CHCE usłyszeć. Na tym kończą się, bowiem takie zabawy.
    Przypomina mi się skecz Monthy Pythona z odgryzioną nogą i komarem, co by nie używać "przerażającej" nazwy tygrys ;)

    "Najłatwiej uczyć się tolerancji - również tej językowej - przez kontakt z innością."

    Zapraszam oboje rozmówców na wycieczki po krainach inności - pewne dzielnice Marsylii, Paryża, Brighton, itd. Ja płacę. Nie zapewniam jednak ochrony, co by można było dokładnie i tolerancyjnie poznać INNOŚĆ. ;)

  • janptak

    Oceniono 29 razy 13

    Piewcy politpoprawnej nowomowy zapominają o tym, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Dlaczego słowo Cygan jest obraźliwe? Ano dlatego, że Cyganie innych ludzi traktują jako gorszych. Oszukanie białego, czyli "gadzia" to powód do dumy i radości. Żyjąc w kraju w którym stosunki małżeńskie można zawierać w pewnym wieku, oni uzurpują sobie bycie ponad prawem i wydają małe dziewczynki za mąż a jednocześnie często odbierają im prawo do edukacji. Jeśli za 30 lat uda się wyrugować z języka słowo "Cygan" jako pejoratywne, jego miejsce zajmie słowo "Rom". Nie dlatego, że inni nienawidzą Romów za romskość, tylko dlatego, że bardzo często ludzie są przez tych Romów okradani, oszukiwani, dlatego, że Romowie żyją na koszt innych, niszczą to co dostają od państwa itd itp. Nie mówię o wszystkich, ale niestety o znaczącej większości. Oczywiście można mi zarzucić operowanie stereotypami, to prawda, ale znikąd te stereotypy się nie wzięły. Moją Mamę Cyganka Babci dosłownie ukradła z kołyski, poprosiła Babcię o trochę zboża, gdy ta wyszła do stodoły ona zabrała dziecko i uciekła, na szczęście szybko udało się ją dopaść. Sam miałem sąsiadów Cyganów. Rezultat? Wybita szyba w aucie, skradzione radio, nieustanne molestowanie partnerki pod blokiem przez kilkunastoletnich Cyganów, zaczepki, okradzione kilka mieszkań w okolicy, na szczęście wyniosłem się do własnego mieszkania na innej ulicy.Jeśli Cyganie się w swojej masie nie zmienią, to za te 30 lat będzie się słyszało dzieci mówiące, że ktoś kogoś "oromił" albo ty "Romie" do nielubianego kolegi.

  • endgame222

    Oceniono 49 razy 13

    " Dlaczego Szwedzi chętnie stosują się do zasad poprawności politycznej, a my nie?
    - Bo są dobrze wyedukowani w tej dziedzinie, w przeciwieństwie do nas."

    Oni nie są wyedukowani tylko przeszli pranie mózgu. My jesteśmy odporni na pranie mózgu, bo nadal pamiętamy czasy PRLu z jego nowomową. Dlatego też większość Polaków wychwytuje absurdy poprawności politycznej i ją odrzuca. A ci bardziej świadomi zdają sobie sprawę z tego, że poprawność polityczna to jeden z elementów programu lewaków stworzenia nowego człowieka - zastraszonego, wykorzenionego, zniewolonego.

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 42 razy 10

    Wymienia się w tym wywiadzie, że wymieszanie etniczne, kulturowe to jakaś wielka cnota i wartość sama w sobie.. Czy mało mamy przykładów, że to prowadzi konfliktów. Prawie wszystkie wojny w ostatnim stuleciu miały w sobie przyczynę zamieszkania w jednym kraju , w jednym miejscu ludzi o różnym pochodzeniu etnicznym. Czy mało było Wołyniów, Jedwabnych, Palestyn zasiedlonych Zydami, pierwszej i drugiej wojny światowej, Jugosławi itd. Ludzie to podskórnie czują i żadna propaganda nie pomoże.

  • korgan123

    Oceniono 45 razy 9

    Problem z tymi wszystkimi, którzy chcą poprawności politycznej polega na tym, że próbują NAKAZAĆ WSZYSTKIM CO MAJĄ MYŚLEĆ.
    Dobrze pokazuje to sprawa Carrie Prejean miss Kalifornii. Kiedy na konkursie zapytano ją o małżeństwa homoseksualne, powiedziała " Wierzę, że małżeństwo to związek między mężczyzną a kobietą". Za te słowa spotkała ją niesamowita nagonka i hejt ze strony tęczowych organizacji. Straciła koronę miss, a w internecie, ci tak tolerancyjni działacze gejowscy obrzucali ją wyzwiskami.
    Podobnie jest na zachodzie z krytykami islamizacji. W miejscowości Rotherham gang pakistańskich pedofilów przez lata dokonał gwałtów na 1400 (tysiącu czterystu) dzieciach. Policja i inna służby nie robiły nic bojąc się oskarżeń o rasizm i islamofobię.

    Podobne przykłady można mnożyć. Trudno więc się dziwić ludziom, którzy traktują polityczną poprawność jako patologię.

  • wlodzimierz.ill

    Oceniono 40 razy 8

    >Poprawność polityczna znienawidzona jak gender. Dlaczego to pojęcie dla wielu stało się obelgą

    Bo to narzucany ludziom nowy rodzaj cenzury.
    My Polacy wiemy co to cenzura i jakie są skutki kneblowania ust.
    Szwedzi dopiero się dowiedzą.
    A może już wiedzą ale nie wolno im o tym mówić - cenzura.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX