(fot. Dariusz Glazer / materiały promocyjne)

wywiad gazeta.pl

Tomasz Schuchardt: Do Krakowa przyjechałem z kompleksem, że jestem wieśniakiem

Może jestem po prostu optymistą. Ostatnio znalazłem trafną definicję optymisty: to człowiek, który jest po uszy unurzany w gównie, ale nie traci hartu ducha i zadziornie bulgocze - mówi Tomasz Schuchardt, jeden z najciekawszych aktorów swojego pokolenia. Kojarzycie go pewnie z "Jesteś Bogiem" i "Misji Afganistan". Teraz możecie oglądać Schuchardta w "Murze" Dariusza Glazera, niebawem zobaczycie go w "Chemii" Bartosza Prokopowicza.

Mariusz, bohater "Muru" Dariusza Glazera, marzy o nowym mieszkaniu, które dla niego oznacza awans do lepszego świata. Takiego, gdzie przy wjeździe na osiedle stoi strażnik, żeby na zielone trawniki nie przedarł się nikt niepożądany. To grodzenie się, tak ostatnio modne, to niepokojący kierunek: podkreśla rozwarstwienie, kontrasty społeczne. Dobrze, że temat trafił wreszcie do kina. Mieszkasz na strzeżonym osiedlu?

- Jestem przeciwnikiem takich osiedli. To zresztą wynika z mojego "niestrzeżonego" dzieciństwa we wsi Sobowidz na Pomorzu. Ale rozumiem perspektywę rodzica, który wybiera strzeżone osiedle po to, żeby nie martwić się o wypuszczane na podwórko dziecko. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie dzieciństwa za kratkami: odkryłeś już wszystko na tym podwórku, po drugiej stronie coś się dzieje, a ty nie możesz wyjść.

Na wsi uciekaliśmy nielegalnie. Rodzice wyznaczali granice, gdzie można iść, ale my je wciąż poszerzaliśmy. I dziś uważam, że to najlepsze warunki rozwoju dla żądnego przygód młodego człowieka (śmiech).

Kadr z filmu Kadr z filmu "Mur" (fot. Dariusz Glazer / materiały promocyjne)

Pamiętasz, kiedy pierwszy raz przekroczyłeś granicę?

- Wychowywałem się w blokach, w popegeerowskiej wsi. Nasz blok był piąty, ostatni, i za nim koniec wsi. Zrobiliśmy tam boisko - uklepana ziemia, wyznaczone bramki. W pewnym okresie mieliśmy tam nawet siatkę do siatkówki, zrobioną ze sznurków do snopowiązałki. Za boiskiem były tory, już nieczynne, a za tymi torami pola, lasy i sad w następnej miejscowości. Chodziliśmy tam na pierwsze kradzieże jabłek. To było ryzyko - gdyby gospodarz nas przyhaczył, to od razu dowiedziałby się mój ojciec, bo wszyscy się znali. Byłem "tym od Schuchardtów". Pamiętam, że szliśmy zorganizowaną pięcioosobową szajką siedmiolatków i cały czas się oglądałem, czy gdzieś nie ma taty albo mamy, choć wiedziałem, że tata jest w pracy, a mama pewnie w domu gotuje obiad. Zastanawiałem się, czy ona nie zobaczy. I nawet kiedy bloku nie było już widać, bo został za górką, miałem wrażenie, że ona widzi przez to wzgórze. Czułem jednocześnie podekscytowanie wyprawą i przerażenie, że rodzice się o niej dowiedzą.

Tylko ty miałeś takie dziwne nazwisko?

- Wymienię ci chłopaków: Darek, Krzysiek, Sławek, ja, Artur, Czarek, Paweł, Kuba, Sebastian, Adrian...

Pamiętasz imiona wszystkich kolegów?!

- To nie koledzy, tylko kuzyni. Wszyscy Schuchardci! Było nas chyba w Sobowidzu dziesięciu. Mój kolega z klasy nazywał się Warmbier, czyli po niemiecku "ciepłe piwo". Była koleżanka Klinder, czyli Klinda, kolega Kleina. Wszystko spolszczaliśmy. Później dowiedziałem się, że rów biegnący za tymi torami, przez które przechodziliśmy, to była dawna granica Wolnego Miasta Gdańska.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Mur" (fot. Dariusz Glazer / materiały promocyjne)

Wielu twoich kolegów wciąż mieszka w Sobowidzu?

- Ludzie z okolicy rocznika 80 zaczęli wyjeżdżać. Właściwie to wyjechało pół wsi. Z czasem ona podupadła, opustoszała. Moi rodzice wyprowadzili się z bloku i wybudowali dom. Z tego jazgotu i hałasu, który pamiętam, wyłoniła się cisza. Myślę, że wszystkie dzieci, które tam mieszkają, mają komputery i już nikt nie chodzi grać w piłę. "Mur" kręciliśmy na Zielonym Żoliborzu i tam też panuje taka cisza.

Mówiłeś kiedyś, że wolałeś studiować w Krakowie, bo to był dobry przystanek między dzieciństwem w Sobowidzu, liceum w Gdańsku a Warszawą. Ale po tobie nigdy nie widać braku pewności siebie. Zero kompleksów na pierwszy rzut oka.

- Stres przykrywam cwaniactwem, dlatego nie widać. Warszawa wydała mi się za bardzo rozpędzona. Na egzaminach zorientowałem się, że ludzie zachowują się dwulicowo. Nie byłem na to gotowy.

To była dobra decyzja?

- Zdecydowanie. Są aktorzy, którzy mówią, że dla nich czasy szkoły teatralnej to jest mordęga, dla mnie to była znakomita zabawa. Nauczyłem się fachu, spotkałem świetnych ludzi. Od słabych pedagogów nauczyłem się, jak mam nie grać. To chyba kwestia nastawienia - może jestem po prostu optymistą. Ostatnio znalazłem trafną definicję optymisty: to człowiek, który jest po uszy unurzany w gównie, ale nie traci hartu ducha i zadziornie bulgocze.

Arkadiusz Jakubik opowiadał mi, że przez to, że był z prowincji, zawsze chciał wszystkim coś udowadniać. Na zasadzie: "Ja wam jeszcze pokażę!".

- Ja też przyjechałem do Krakowa z kompleksem, że jestem wieśniakiem. I to nie z jakiejś malowniczej bieszczadzkiej wsi, tylko z popegeerowskiej. Ale jak się w szkole zorientowałem, że jestem dobry, dostałem kilka pochwał od profesorów, które pogłaskały mi ego, poczułem się pewniej.

Jestem zadowolony z tego, kim jestem. Mam jeszcze dużo wad, ale nie mam już kompleksu urodzenia. Kiedy moi koledzy uczyli się rozbierać komputery, ja chodziłem na żniwa z ojcem. Jeździliśmy bizonem i pieliliśmy buraki. Dziś uważam to za atut - ja to wszystko zrobiłem, przeżyłem, nauczyłem się. Spotkałem ludzi, którzy wpoili mi proste i trafne zasady: Bądź dobry, to ci się będzie zwracać.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Mur" (fot. Dariusz Glazer / materiały promocyjne)

Lubisz pracować fizycznie?

- Od 12. czy 13. roku życia do końca czwartego roku szkoły teatralnej w każde wakacje pracowałem fizycznie. W hurtowni alkoholi sortowałem butelki, pracowałem na budowach, przy oknach PCV.

Podczas kręcenia "Muru" Darek [Glazer - przyp. MF] zaczął mi pokazywać, jak się kładzie gładź na ścianach. Patrzę na niego i mówię: - Spoko stary, ja robiłem całe mieszkanie. A on na to: - Taaa, jasne. Dał mi szpachlę, nałożyłem gładź i zrobiłem trzy smugi. - No i widzisz! - mówi. - Robisz smugi! To jest niedopuszczalne. - Stary, bo to jest gładź rekwizytorska, wyście mi ją źle przygotowali - odpowiadam. - Jakbym sobie sam rozmieszał, toby było dobrze. A Darek na to: - Ja ci pokażę. Nałożył, przejechał i zrobił pięć smug.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Mur" (fot. Dariusz Glazer / materiały promocyjne)

Podczas dyskusji po premierze "Muru", na festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie, kilka osób zwróciło uwagę na to, że twój bohater, choć wydaje się pochodzić z niskiej warstwy społecznej, mówi nienaganną polszczyzną. Ktoś postawił hipotezę, że może jego matka była nauczycielką, zanim popadła w chorobę. Ciekawi mnie, czy na potrzeby roli wymyśliłeś jakąś przeszłość Mariuszowi.

- Ja lubię mało wiedzieć - również jako widz. Kiedy do końca nie wiesz, o co chodzi, szukasz w bohaterze czegoś uniwersalnego. On może być każdym - może siedzieć obok ciebie. Ale w przypadku "Muru" rozmawialiśmy o tym, co wydarzyło się wcześniej w życiu bohaterów. Dostałem dużo informacji, może nawet za dużo.

Więc co z tym murem? Gdzie on według ciebie jest?

- Od początku nie widziałem w "Murze" historii o rozwarstwieniu społecznym, ale o nastawieniu głównego bohatera do świata. Mariusz odcina się od wszystkiego, zrzuca winę za swój los na innych. To dlatego nie jest w stanie wyrwać się z życia, które mu nie odpowiada. Jego postawa jest roszczeniowa - tak jak postawa bohaterki granej przez Martę Nieradkiewicz. Samotna matka, której wszystko sponsorują bogaci rodzice, nie chce angażować się w związek z niepewnym facetem. Chcesz kogoś, jeśli możesz coś od niego dostać. Lubię podkreślać właśnie ten trop w filmie - bo to ważny temat: ludzie, którzy nie chcą się wiązać. Wolą nic nie dostać, żeby nie musieć nic dawać. Żeby się nie zobowiązać. Żeby nie musieć oglądać się na nikogo. Przypominają mi się takie opowieści domorosłych filozofów, że najlepiej to nikogo nie mieć, bo wtedy możesz wziąć jedną walizkę i spieprzać.

Lekkość bytu...

- Ale ona naprawdę jest nieznośna. Kiedy zachorujesz, kiedy masz kłopoty, nagle odkrywasz, jak to boli. To tylko kwestia czasu.

Czujesz jego upływ?

- Pytasz mnie, czy czuję się dorosły? Chyba wciąż nie, choć niedawno się ożeniłem, myślimy o powiększeniu rodziny. Ale trochę się przed tą dorosłością bronię. O zawodzie aktora mówi się, że on konserwuje. Dobrze jest pozostać odrobinę młodszym, żeby nie zapomnieć o pewnych emocjach. Nie chciałbym mieć dziwnego problemu, który czasem widzę w teatrze, że ludzie przed pięćdziesiątką każą do siebie mówić "proszę pana", żeby podkreślić, że są starszymi aktorami, z dorobkiem.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Mur" (fot. Dariusz Glazer / materiały promocyjne)

A w co wierzy Tomek Schuchardt?

- W miłość! Bo miłość jest, bo ma niesamowitą moc, wynoszącą i destrukcyjną. Potrafi zniszczyć do dna, do samej śmierci. I potrafi z człowieka stworzyć takie zjawisko, że nic piękniejszego nie zobaczysz. Uwielbiam patrzeć na zakochane osoby, kiedy są - w chwili, w której na nie patrzę - same. To zakochanie widać z daleka. Po oczach, uśmiechu. Że ona idzie do niego, albo od niego wraca, albo właśnie skończyła z nim rozmawiać. Może jej powiedział, że jutro przyjedzie. Albo już za miesiąc. To tak pięknie człowieka pokazuje, obnaża. Lubię człowieka w ogóle. Piękno tej konstrukcji.

"Mur" Dariusza Glazera z Tomaszem Schuchardtem w roli głównej w kinach od 4 września.

 

Współpraca: Marta Jarosiewicz

Tomasz Schuchardt (ur. w 1986 roku). Aktor filmowy, teatralny i telewizyjny. Ukończył PWST w Krakowie. Dwukrotnie nagradzany na Festiwalu Filmowym w Gdyni za role w filmach "Chrzest" i "Jesteś Bogiem", a także za najlepszy debiut aktorski w spektaklu "Bramy raju", za który otrzymał nagrodę im. Andrzeja Nardellego. W życiu podejmował się różnych prac, ale na szczęście wybrał aktorstwo. Wierzy w miłość i prostotę. Gra główne role w dwóch jesiennych premierach: "Murze" Dariusza Glazera i "Chemii" Bartosza Prokopowicza.

Magdalena Felis. Dziennikarka, realizatorka i scenarzystka telewizyjna. Dziennikarstwa uczyła się w "Gazecie Wyborczej", telewizji - w redakcji filmowej Canal+. Współpracuje m.in. z "Urodą Życia", "Wysokimi Obcasami" czy Stopklatka.pl. Jest stałym gościem audycji filmowej Karoliny Głowackiej "Klasyki dla grzeszników" w TOK FM, kinofilem i altowiolistką.

Zobacz Tomasza Schuchardta w ''Chrzcie'' - za darmo w Kinoplex.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (48)
Zaloguj się
  • czemumojloginniedziala

    Oceniono 107 razy 97

    'Wieśniak' to stan umysłu, a nie miejsce pochodzenia.

  • anonim_ka

    Oceniono 75 razy 71

    Gość ma charakter we właściwych miejscach i kolorach.
    Lubię go :))

  • mer-llink

    Oceniono 47 razy 47

    BArdzo przyjemny człowiek.

    BArdzo nieżły tekst.

  • saviour

    Oceniono 37 razy 33

    Ta metafora optymizmu.... Gość powinien pisać scenariusze do polskich filmów - wie jak trafić do serca przeciętnego Polaka.

  • czytakczynie12

    Oceniono 30 razy 28

    Bardzo przystojny facet. Świetnie zagrał w "Mieście 44".

  • woophy

    Oceniono 20 razy 18

    Był świetny jako Kobra w "Mieście 44".

  • izarider

    Oceniono 13 razy 13

    Świetny facet, ma to coś.

  • paolobin

    Oceniono 9 razy 9

    Panie Tomaszu, gratuluję. Ale co do granicy między Polską a Wolnym Miastem Gdańsk, to rów za przejściem pod torami kolejowymi nie był nią. Granica ta przebiegała tuż przy torach kolejowych 2,5 kilometra dalej w kierunku na Gołębiewko. Pozdrawiam.

  • skarbonka14

    Oceniono 13 razy 7

    Przede wszystkim Chrzest !!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX