Robert Zarzecki

Robert Zarzecki (fot. Gazeta.pl)

Robert gra w tenisa, chociaż prawie nic nie widzi. "Często słyszę: nie widzisz, przerąbane. A dla mnie to dar od losu" #ZWYKLINIEZWYKLI

Gdy ludzie mnie pytają "Jak niewidomi grają w tenisa?", zwykle odpowiadam: "Skutecznie" - mówi 38-letni Robert Zarzecki, tenisista, masażysta, tata i prezes Fundacji "Widzimy Inaczej".

Telefon Roberta Zarzeckiego dzwoni praktycznie non stop. A jeśli nie dzwoni - Robert pewnym głosem dyktuje urządzeniu sms-y. Ten odcinek mógłby się nazywać "Jeszcze dzisiaj nie usiadł", bo liczba spraw, jakie Zarzecki załatwia w ciągu jednego dnia, przyprawia o zawrót głowy.

Faktycznie, jak wracam do domu, to zwykle padam ze zmęczenia. Może to pozwala mi nie myśleć o tym, że kiedyś całkowicie stracę wzrok. Bo tak będzie, ale na razie jeszcze coś tam widzę.

"Coś", czyli 2,5 procent tego, co widzi człowiek niemający problemów ze wzrokiem. - Jak przez bardzo wąziutką słomkę. Czyli jeśli ty coś dojrzysz ze stu metrów, to ja dopiero z dwóch. Poza tym przed oczami lata mi mnóstwo plam. Jestem w tej chwili na granicy widzenia i niewidzenia - wyjaśnia Robert.  

Urodził się z barwnikowym zwyrodnieniem siatkówki. To choroba genetyczna, nieuleczalna, cierpią na nią też dwaj bracia Roberta. Duże problemy ze wzrokiem ma również jego żona i syn. - Ale moim największym problemem nie jest to, że nie widzę, tylko że prawie wszystko robimy w Warszawie, a dojeżdżamy spod Warki. Na te dojazdy tracimy dużo czasu, który można spożytkować inaczej. Najgorsze jest to, że od 10 lat nikt nie chce zrobić mi drogi. Do domu docieram, idąc po torach - denerwuje się. 

Swoimi obowiązkami, ale też pasjami mógłby obdzielić kilka osób. Gra w teatrze "Krzesiwo", żegluje, wychowuje syna, w wolnych chwilach podróżuje, a na warszawskim Muranowie prowadzi własną firmę - gabinet masażu "Cuda Niewidy". "Cuda", bo jako masażysta słyszy czasem od klientów, że zrobił cuda z ich plecami albo karkiem, a "Niewidy", bo specjalnością zakładu jest masaż w ciemności. - Myślałem, że to będzie oferta głównie dla ludzi 60+, tym bardziej, że mieszkańcy bloku, w którym działamy, mają wszystkie masaże za pół ceny. Ale okazało się, że wyciszenia i odcięcia od bodźców, które daje dopiero całkowita ciemność, najbardziej potrzebują dziś zabiegani pracownicy korporacji. Mamy coraz więcej klientów - cieszy się.  

Robert mówi, że nie wyobraża sobie, że mógłby nie pracować. Walczył zresztą o to z ZUS-em, który uznał, że jako słabowidzący 18-latek nie jest zdolny do pracy.

Poszedłem do sądu i wygrałem. Bo niby czemu miałbym nie pracować? Według mnie niewidzenie to najmniejsza z niepełnosprawności. Mogę wszędzie iść. Mogę zadzwonić do urzędu, załatwić sprawę. Nie mam problemu w komunikacji. Więc czymże jest niewidzenie?

Niewidzenie nie jest dla Roberta żadną przeszkodą również w uprawianiu sportu. - Mam patent żeglarski. I gram w blind tenisa, czyli tenisa dla niewidomych. Zetknąłem się z nim kilka lat temu. Gdy pierwszy raz stanąłem na korcie, pomyślałem: to niemożliwe. Ale grałem konsekwentnie i się nauczyłem. Na korcie jestem samodzielny, nie potrzebuję asystenta, żeby ze mną biegał. Nie potrzebuję laski. Przełamuję swoje bariery, lęk przestrzeni. Chciałbym, żeby każdy niewidomy i słabowidzący mógł grać w tenisa. Żeby takie zajęcia były w każdej szkole, bo to w dzieciach jest nadzieja. Dlatego w ramach Fundacji "Widzimy Inaczej", we współpracy z Warsaw Sports Group, zakładamy Akademię Tenisa dla Niewidomych i Słabowidzących. Bo ktoś to musi zrobić - przekonuje.

I dodaje: - Wiesz, ja jestem z terenów PGR-owskich. I mam poczucie, że gdybym jako dzieciak nie trafił do internatu, tylko został na wsi, to może źle bym skończył, a na pewno byłbym w całkiem innym miejscu. Teraz, właśnie dzięki swojemu niewidzeniu, spełniam marzenie za marzeniem. Dla mnie to dar od losu. 

***

Znasz kogoś, kto jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.