Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz i jej MiG-29

Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz i jej MiG-29 (Fot. Agencja Gazeta)

Młoda Polska

Z Cessny szybko przesiadła się do MIG-29. Teraz Kasia chce latać F-16

- Cały czas jest potrzeba szkolenia nowych pilotów, a ja i moje koleżanki udowodniłyśmy, że kobiety mają siłę i moc. Nie oczekujemy specjalnego traktowania, nie po to przecież szłyśmy do armii, by nam się mężczyźni kłaniali i otwierali przed nami drzwi - opowiada kapitan Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz, pierwsza Polka, która została pilotem naddźwiękowego samolotu bojowego.

IMIĘ: Katarzyna

NAZWISKO: Tomiak-Siemieniewicz

WIEK: 33 lata

ZAWÓD: pilot w 22. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Malborku

OSIĄGNIĘCIA: pierwsza Polka, która została pilotem naddźwiękowego samolotu bojowego. Wyróżniona tytułem Pilota Roku 2018, laureatka konkursu "Dziesiątka wybitnych kobiet w Wojsku Polskim 2018"organizowanego przez Fundację Kobiety dla Obrony i Bezpieczeństwa MILWOMEN. Ambasadorka kampanii promocyjnej NATO "We are NATO".

Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)
Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)

Kapitan Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz nie miała jeszcze 10 lat, gdy mówiła, że chce być żołnierzem. Nikt wtedy na to nie zwracał uwagi. Ot, przejściowa fanaberia małej psotnicy, która wychowywała się ze starszymi braćmi. W szkole podstawowej po raz pierwszy zadeklarowała, że latanie to coś, co ją bardzo ekscytuje, ale złośliwi powtarzali, że co najwyżej może polatać na miotle. Nawet gdy uczyła się już w "Lotniku", znanym zielonogórskim liceum, nikt nie  wierzył, że będzie kontynuować naukę w wymarzonej Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych (dzisiaj Lotnicza Akademia Wojskowa), czyli słynnej Szkole Orląt w Dęblinie. W samej szkole też nie miała łatwo i mało kto wierzył, że kobieta zasiądzie za sterami wojskowego myśliwca. Jednak ona wszystko to zrobiła jakby na przekór niedowiarkom, ale przede wszystkim dla siebie. Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz jako pierwsza Polka została pilotem odrzutowego myśliwca MiG-29. I gdy dzisiaj mówi o kolejnym przełomowym marzeniu, czyli przesiadce na F-16, to już mało kto wątpi, że może nie dać rady.

Promocja oficerska Katarzyny Tomiak-Siemieniewicz (Fot. archwium prywatne)
Promocja oficerska Katarzyny Tomiak-Siemieniewicz (Fot. archwium prywatne)

Mała zadziora chce iść do lotnictwa

Wychowała się w Niedźwiedziu, niewielkiej wsi koło Świebodzina, niedaleko niemieckiej granicy. Katarzyna podkreśla, że dzieciństwo w rodzinnej wsi ją ukształtowało. - To były piękne, beztroskie czasy. Byłam małą zadziorą. Odkąd pamiętam, ganiałam ze starszymi braćmi po podwórku, bawiliśmy się w wojnę, biegaliśmy po lasach i budowaliśmy szałasy. Każdy się tu znał, każdy sobie pomagał. Gdy ludzie dowiedzieli się, że Tomiakówna chce iść do lotnictwa, to się za głowę łapali. Dzisiaj są ze mnie dumni - mówi kapitan Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz. 

Rodzice nie sprzeciwiali się wyborom córki, choć mama wolała, aby Kasia miała "normalny" zawód. Wpoili jej kult pracy nad sobą i utwierdzali w przekonaniu, że marzenia nic nie kosztują, a odwaga i życiowa śmiałość mogą być przepustką do tego, by wyrwać się z Niedźwiedzia i zobaczyć trochę świata. Zawsze czuła ich wsparcie. Gdy dostała z Wojskowej Komendy Uzupełnień skierowanie do Dęblina, tata, który był pilarzem w lesie, dał jej całą wypłatę i odprawił słowami: Jedź, dziecko i spełniaj swoje marzenia, bo mi nie było to dane.

- Na lotnictwo ukierunkowałam się w liceum. Dyrektor "Lotnika", emerytowany pułkownik, pilot Stefan Bulanda uprzedzał mnie, że będzie bardzo ciężko, ale nie próbował odwieść mnie od tej decyzji. Poza tym ja całe życie miałam tak, że im bardziej mi ktoś mówił, że nie dam rady, to tym bardziej chciałam udowodnić, że dam radę. Jeździłam na poligon do Biedruska, zapisałam się na karate, brazylijskie ju-jitsu, a także na kółko strzeleckie. Dbałam o kondycję, ciało i zdrowie. Mimo że byłam bardziej humanistką, wybrałam w liceum profil matematyczno-fizyczny. Wiedziałam, że muszę pisać rozszerzoną maturę z tych przedmiotów, bo to dawało dodatkowe punkty przy rekrutacji do Dęblina. Inwestowałam w siebie, ciężko i konsekwentnie pracowałam, bo kiedyś, jako mała dziewczynka, wymarzyłam sobie, że włożę mundur i będę służyła ojczyźnie - wspomina Katarzyna.

Przygotowanie do zawodu pilota (Fot. archiwum prywatne)
Przygotowanie do zawodu pilota (Fot. archiwum prywatne)

Od Cessny do MIG-29

Pierwszą noc w dęblińskiej Szkole Orląt pamięta, jakby to było wczoraj. Z przejęcia nie mogła zmrużyć oka. Wyszła z akademika i obserwowała, jak tuż za płotem lądują Iskry. Wszystko nagle stało się namacalne, na wyciągnięcie ręki dziewczyny, która jeszcze niedawno z wypiekami na twarzy chłonęła każdą scenę  kultowego filmu "Top Gun" i która do tej pory jeszcze nigdy nie leciała samolotem!

Do samolotu wsiadła bardzo szybko, już na pierwszym roku nauki w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych. Była to szkoleniowa Cessna. Pierwsze samodzielne latanie - start, krąg nad lotniskiem, lądowanie. Na drugim roku dużo więcej samodzielnych lotów, już na orlikach przygotowujących do szkolenia na odrzutowych Iskrach. Przejście na Iskry to dla studenta Szkoły Orląt krok milowy, ale nie każdy do tego etapu dochodzi. Kandydat na pilota ani przez chwilę nie może sobie pozwolić na spadek formy. Cały czas poddawany jest różnego rodzaju badaniom, testom, weryfikowana jest zdobyta wiedza teoretyczna i praktyczna, oceniane są postępy. Monitorowany jest jego stan psychofizyczny. Aby myśleć o lataniu na samolotach ponaddźwiękowych, cały czas musi utrzymywać najwyższą kategorię zdrowia. Sytuację oddają statystyki - badania lekarskie określające warunki zdrowotne i psychofizyczne do lotów na samolotach odrzutowych przechodzi pozytywnie co 10. kandydat.

MiG-29 w akcji (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)
MiG-29 w akcji (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)

Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz znalazła się wśród szczęśliwców, ale w jej przypadku to nie szczęście było czynnikiem decydującym, a po prostu ciężka praca i umiejętności. Trzeci i czwarty rok nauki to loty samolotem szkolno-bojowym TS-11 Iskra - loty z różnymi przeciążeniami, w trudnych warunkach atmosferycznych, bez widzialności ziemi według przyrządów pokładowych, manewry bojowe, taktyka walki, zajęcia na poligonie, strzelanie z działka lotniczego, zrzucanie bomb. Na koniec promocja oficerska i przydział do jednostki. Wybrała 22. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Malborku, jedną z dwóch w Polsce, gdzie lata się na samolotach MiG-29. To lekki myśliwiec frontowy, jeden z najbardziej niszczycielskich samolotów świata, który dzięki turboodrzutowym silnikom osiąga prędkość nawet 2,5 tysiąca kilometrów na godzinę. Wyposażony jest m.in. w działko jednolufowe kalibru 30 mm, kierowane pociski rakietowe, bomby.

- Gdy zaczynałam naukę w Dęblinie, cicho marzyłam o tym, że kiedyś usiądę za sterami naddźwiękowego samolotu bojowego. Wtedy nawet nie miałam świadomości, że mogę być pierwszą Polką, która tego dokona. Najważniejsze dla mnie było powołanie do służby ojczyźnie. To zawsze był dla mnie zaszczyt. Przydział do jednostki w Malborku nie oznaczał automatycznie tego, że będę latać MiG-iem. Znów czekało mnie mnóstwo szkoleń i udowadnianie swojej wartości. Na szczęście przyjęto mnie bardzo życzliwie, nikt nie zwracał uwagi na to, że jestem kobietą, a pułkownik Krzysztof Stobiecki jasno zadeklarował, że jeśli będę dobra, to będę latać, płeć nie ma żadnego znaczenia - opowiada pilotka.

MiG-29 startuje (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)
MiG-29 startuje (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)

Była dobra, nawet bardzo dobra. Dowódcy nie mieli żadnych wątpliwości. Po kilku miesiącach szkoleń technicznych z budowy i eksploatacji samolotu MiG-29 i szkoleń w powietrzu z instruktorem w samolocie treningowym, przyszedł dzień, o którym marzyła, odkąd spoglądała przez płot Szkoły Orląt na lądujące i wznoszące się w powietrze Iskry.

- Pierwszy samodzielny lot był wielkim przeżyciem. Podchodząc do samolotu, poklepałam go i w myślach mówiłam sobie: oby tylko nie spierniczyć startu! Pierwsze wrażenie po starcie to. cisza, dochodził do mnie tylko głos nawigatora. Aż się obróciłam do tyłu, by sprawdzić, czy nie ma ze mną instruktora. Zdałam sobie sprawę, że jestem sama i mam pod ręką prawdziwego potwora. Szybko jednak opanowałam emocje i skupiłam się na zadaniu, które miałam do wykonania. Emocje przyszły na ziemi, gdy wszyscy mi gratulowali, a ja chyba dopiero wtedy uwierzyłam, że wszystko jest możliwe i trzeba wierzyć w siebie. Zrobiłam to dla siebie, ale też dla innych kobiet, i udowodniłam, że płeć nie ma znaczenia - mówi Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz.

Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz za sterami MiG-a 29 (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)
Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz za sterami MiG-a 29 (Fot. Tomasz Gackowski/Moment Photo)

Przetarła szlak innym kobietom

Kobiety w lotnictwie zawsze mierzyły się z licznymi uprzedzeniami. Amelia Earhart, pilotka, która w 1932 roku samotnie przeleciała nad Atlantykiem, mawiała: - Znam wielu chłopców, którzy powinni piec ciasta, i wiele dziewcząt, które sprawdziłyby się o wiele lepiej przy zajęciach technicznych. Nie ma powodu, dla którego kobieta miałaby nie zajmować wysokiej pozycji w lotnictwie. Pod warunkiem że pokona uprzedzenia i wykaże się umiejętnościami.

Katarzyna Tomiak też musiała zmierzyć się ze stereotypami i zawalczyć o swoje, szczególnie w czasie nauki w Dęblinie. Hermetyczne męskie środowisko potrafiło okazać swoją wyższość, ale większość tych, którzy podważali jej zdolność do służby na samolotach odrzutowych, szybko odpadała w procesie selekcji. Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz przetarła szlaki innym kobietom. Dzisiaj na odrzutowych samolotach bojowych w polskim wojsku latają cztery kobiety - trzy z nich na MiG-ach, jedna na Su-22.

- Kasia była dla mnie wielką inspiracją. Gdy ona zaczynała swoją pracę w Malborku, ja zaczynałam naukę w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych. Lotnictwo zawsze mnie fascynowało, ale na początku myślałam raczej o lotnictwie cywilnym. Ucząc się jednak w dęblińskim liceum, zobaczyłam z bliska, jak wygląda wojsko, i postanowiłam pójść w tym kierunku. O Kasi sporo się mówiło, była naprawdę dobra i nie ukrywam - pomyślałam sobie wtedy, że skoro jej się udało, to nie mam się czego obawiać i też podejmę wyzwanie. Dzisiaj służymy w tej samej bazie w Malborku, przyjaźnimy się i obie latamy na MiG-ach - opowiada porucznik Katarzyna Rychter-Madowicz.

Katarzyna Rychter-Madowicz i Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz (Fot. Agencja Gazeta)
Katarzyna Rychter-Madowicz i Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz (Fot. Agencja Gazeta)

"W powietrzu każda z nas chce sprać tyłek koledze"

Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz przekonuje, że każdy lot jest inny, nie ma więc w tej pracy monotonii. Najbardziej lubi loty koszące, czyli te na małej wysokości, i walki powietrzne. Prawdziwym afrodyzjakiem jest dla niej zapach prochu w kabinie po strzelaniu na poligonie. Dla Katarzyny Rychter-Madowicz również najbardziej ekscytujące są walki w powietrzu.

- Każda walka jest inna, mamy jakieś założenia, ale w trakcie lotu dzieje się mnóstwo nieprzewidywalnych sytuacji, na które musimy reagować. Atak, obrona, taktyka - dwa samoloty spotykają się w powietrzu i jeden drugiego musi zestrzelić - mówi Katarzyna Rychter-Madowicz. A Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz z uśmiechem dodaje: - W jednostce mamy równouprawnienie i nie zawracamy sobie głowy konwenansami, ale w powietrzu każda z nas chce sprać tyłek koledze.

MiG-29 nie ma przed nimi żadnych tajemnic. Obie jednak marzą o czymś więcej. Więcej to w tym przypadku F-16 Fighting Falcon, czyli amerykański samolot wielozadaniowy. I choć MiG-29 to rosyjska odpowiedź na amerykańskiego F-16, oba samoloty znacznie się różnią. Ten pierwszy charakteryzuje się wręcz idealną aerodynamiką i dużą zdolnością manewrową, jednak ze względu na stosunkowo niewielki zasięg jest przeznaczony głównie do obrony lub wsparcia nad własnym terytorium. F-16 to samolot szturmowy dalekiego zasięgu, jest bardziej zautomatyzowany, lepiej sprawdza się w ataku i ma większe predyspozycje do działań na wrogim terytorium. Samoloty F-16 stanowią obecnie trzon polskiej floty powietrznej, a wysłużone MiG-i niedługo mają zostać wycofane z użytku. Nic zatem dziwnego, że Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz i Katarzyna Rychter-Madowicz czynią starania, by dostać się do elitarnego grona pilotów amerykańskich "Jastrzębi". Jak na razie jednak ten świat jest zdominowany przez mężczyzn.

Przegląd samolotu przed startem (Fot. Wojciech Mazurkiewicz)
Przegląd samolotu przed startem (Fot. Wojciech Mazurkiewicz)

- Cały czas jest potrzeba szkolenia nowych pilotów, a ja i moje koleżanki udowodniłyśmy, że kobiety mają siłę i moc. Nie oczekujemy specjalnego traktowania, nie po to przecież szłyśmy do armii, by nam się mężczyźni kłaniali i otwierali przed nami drzwi. Wiem jednak, że jeśli otrzymamy szansę, zrobimy to, co robiłyśmy do tej pory. Damy z siebie wszystko. Jeśli to nie wystarczy, z pokorą przyjmiemy to do wiadomości - mówi Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz.

- Pod koniec studiów w Dęblinie trzeba było określić, na jakich samolotach docelowo chce się latać. Ja zgłosiłam akces na F-16 i MiG-29, ponieważ moim marzeniem było latać na jednym z tych dwóch samolotów. Zostałam skierowana do 22. BLT w Malborku, gdzie lata się na MiG-ach, z czego bardzo się cieszę, natomiast moje marzenie o lataniu na F-16 nigdy nie umarło. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że samolot nie rozróżnia płci. W wielu armiach świata kobiety z powodzeniem pilotują F-16 i wierzę, że w Polsce też ten czas nadejdzie - dodaje Katarzyna Rychter-Madowicz.

Katarzyna Rychter-Madowicz (Fot. Wojciech Mazurkiewicz)
Katarzyna Rychter-Madowicz (Fot. Wojciech Mazurkiewicz)

W armii jest wciąż wiele do zrobienia

Po raz pierwszy kobieta usiadła za sterami samolotu F-16 w 1992 roku. Była to  Mette Grotteland, która służyła w Królewskich Norweskich Siłach Powietrznych. Co ciekawe, dopiero dwa lata później tego zaszczytu dostąpiła pierwsza Amerykanka, Jacquelyn Susan Parker. Na przestrzeni lat kobiety pilotowały niemal wszystkie najważniejsze bojowe samoloty odrzutowe, począwszy od MiG-29, F-15, F-16, przez F/A-18 Hornet, Mirage, Su-27, po Gripeny oraz słynne F-35.

Na myśliwcach, bombowcach i samolotach wielozadaniowych Polki latały już w czasie drugiej wojny światowej, m.in. Jadwiga Piłsudska, córka Józefa Piłsudskiego. Po wojnie służba kobiet w wojsku polskim była prawnie dozwolona, ale w praktyce nie było to możliwe. Dopiero po zmianie ustroju w 1989 roku drzwi do armii zaczęły się dla Polek otwierać, z każdym rokiem coraz szerzej.

Dziś  w Wojsku Polskim służy niespełna siedem tysięcy kobiet (ponad 800 w siłach powietrznych), co stanowi około siedmiu procent wszystkich żołnierzy zawodowych. Dla porównania: w słowackiej armii żołnierek jest 9,8 procent, w czeskiej - 13 procent, a w słoweńskiej - 16 procent. Chociaż postrzeganie i traktowanie kobiet służących w Wojsku Polskim mocno się zmieniło, to w zakresie emancypacji naszej armii wciąż mamy jeszcze sporo do zrobienia.

- Wojsko dało mi życie, o jakim marzyłam, ale ja nie lubię stagnacji, chcę się rozwijać. Pilotem F-16 jest mój mąż Leszek i wiem, jak ciężkie jest szkolenie oraz jak trudno się zakwalifikować do grona kandydatów. Wyszkolenie pilota tego samolotu kosztuje ponad 10 milionów złotych i dowództwo musi mieć absolutną pewność, że inwestuje w pilota, który podoła zadaniu. Wierzę w siebie, mąż mocno mnie motywuje, a w oczekiwaniu na swoją szansę cały czas się rozwijam. Niedawno w USA przeszłam kurs instruktorski na samolocie transportowym, w planie mam też szkolenie instruktorskie na MiG-u, bo chciałabym szkolić nowych pilotów i chciałabym też, aby w tym gronie były kobiety - opowiada o swoich planach Katarzyna Tomiak-Siemieniewicz.

- Jest wiele kobiet, które myślą o pilotowaniu samolotów wojskowych, ale nie podejmują rękawicy. Myślą, że sobie nie poradzą i są przekonane, że jest to typowo męski świat. Tymczasem pilot nie jest męskim zawodem, a jedynie zawodem przez mężczyzn zdominowanym. Nie rezygnujcie z marzeń, kobiety są silne i doskonale sobie w wojsku radzą - dodaje Katarzyna Rychter-Madowicz.

Jakub Jakubowski. Dziennikarz, w latach 2009-2019 twórca i redaktor naczelny miesięcznika "Prestiż - magazyn trójmiejski", uznanego przez magazyn "Press" za najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. Pracował również dla Radia Gdańsk, portalu trójmiasto.pl, był redaktorem naczelnym magazynu "Wiecznie Młodzi", publikował w "Dzienniku Bałtyckim", "Przeglądzie Sportowym", "Playboyu" i wielu innych. Zajmuje się także produkcją telewizyjną i filmową. Przez 12 lat wykładał dziennikarstwo prasowe i dziennikarstwo telewizyjne w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej. Fan zaangażowanego dziennikarstwa, dobrego reportażu i ciekawego wywiadu. Miłośnik żeglarstwa, roweru, muzyki, po godzinach DJ w legendarnym klubie Spatif w Sopocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (286)
Zaloguj się
  • hens

    Oceniono 24 razy 20

    To tak z przymrużeniem oka.
    A wiesz dziewczyno skąd wziął się zwyczaj przepuszczania kobiety w drzwiach ?
    Z czasów jaskiniowców.
    W ten sposób mężczyzna sprawdzał............ czy w jaskini nie ma niedźwiedzia

  • jared2002

    Oceniono 30 razy 14

    I prawidłowo. Brawa dla Tej Pani.
    W końcu mamy równouprawnienie. Niech Panie służą w wojsku, układają kostkę brukową, pracują na platformach wiertniczych, wydobywają węgiel, jeżdżą tirami, ciągną druty (elektryczne na słupach). A nam facetom w końcu przypadnie należny odpoczynek. Będziemy mogli pograć sobie w komputer. Ewentualnie możemy pracować jako przedszkolanek i bawić się przez 8 godzin z małymi dziećmi klockami lego.

  • mimamima

    Oceniono 16 razy 12

    Podziwiam i zazdroszczę, tak pozytywnie.

  • tztz3

    Oceniono 13 razy 11

    Tak naprawdę nie posiadamy F-16 ponieważ jesteśmy całkowicie uzależnieni od Amerykanów jeżeli chodzi o części zamienne. Co więcej - nie mamy dostępu do kodów źródłowych oprogramowania, czyli nie wiemy tak naprawdę jakie algorytmy sterują samolotem. Po trzecie, amerykanie mogą w każdej chwili z satelity uziemić nasze samoloty wysyłając sygnał, a żeby odpalić jakąkolwiek rakietę lub zrzucić bombę tak samo musimy mieć pozwolenie od amerykanów w postaci kodu autoryzującego. Zakup tych samolotów na takich warunkach to był sabotaż. Niepodległym krajem to byliśmy może 2 lata po obaleniu komuny, potem szybko na ukrócono, a przede wszystkim rozwój naszego przemysłu obronnego - różne dobre wujki z zagranicy tak doradziły ówczesnym władzom, a tam gdzie się nie dało, przeprowadziły operację specjalną - vide "afera" Szeremietiewa.

  • xpeter1

    Oceniono 20 razy 8

    Nie mam zwyczaju otwierania przed kobietami drzwi. Moje pracownice dygają worki z ziemniakami (takie po 50 kg), że aż miło popatrzeć!

  • czarek47

    Oceniono 13 razy 7

    fajne, brawo dziewczyny :))

  • padalec39

    Oceniono 10 razy 6

    Napiszę tak:pacholęciem będąc, zamarzył mi się zawód pilota. Startowałem w Dęblinie w czasach głębokiej komuny. Bez promotora nie było szans,najmniejszych. Na wstępnych badaniach było nas 25. Ja odpadłem jako 3 od końca. Powodem było schorzenie kręgosłupa , które nigdy później, ani wcześniej się nie odezwało.Tyle w temacie

  • an1005

    Oceniono 10 razy 6

    >> nie po to przecież szłyśmy do armii, by nam się mężczyźni kłaniali i otwierali przed nami drzwi <<
    Jestem kobieta, jestem feministka ale nie widzę nic ubliżającego w tym ze mężczyźni pielęgnują sympatyczne tradycje

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX