Karolina Pierzynowska może pomóc 44 milionom ludzi chorym na Alzheimera

Karolina Pierzynowska może pomóc 44 milionom ludzi chorym na Alzheimera (Fot. Magda M. Trebert)

młoda polska

Karolina brała udział w turniejach tanecznych, studiowała położnictwo. Teraz może pomóc 44 milionom ludzi chorych na alzheimera

Co cztery sekundy gdzieś na świecie diagnozowany jest nowy przypadek choroby Alzheimera. Już teraz cierpi na nią 44 miliony ludzi. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) prognozuje, że w 2030 roku będzie już 65 milionów chorych, a w 2050 - prawdopodobnie 115 milionów. W Polsce do 2050 roku - niemal milion. Nad rozwiązaniem problemu pracuje m.in. dr Karolina Pierzynowska z Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego, która poszukuje leku na choroby neurologiczne. Badania przyniosły jej wyróżnienie w konkursie L'Oréal-UNESCO dla Kobiet i Nauki.

IMIĘ: Karolina

NAZWISKO: Pierzynowska

WIEK: 28 lat

WYKSZTAŁCENIE: doktor nauk biologicznych

Osiągnięcia: Współautorka 20 publikacji naukowych o zasięgu międzynarodowym oraz czterech zgłoszeń patentowych, które dotyczą nowo odkrytych związków o możliwym działaniu terapeutycznym w chorobach neurologicznych. Od 2018 roku kieruje grantem "Preludium" przyznawanym przez Narodowe Centrum Nauki. Jest też laureatką trzech grantów "Młodych Naukowców", które finansuje Wydział Biologii Uniwersytetu Gdańskiego. Wyniki badań przedstawiła na ponad 60 konferencjach naukowych, m.in. w USA, Ukrainie, Holandii i Szwajcarii. Za wybitne wyniki i osiągnięcia naukowe otrzymała: dwukrotnie Nagrodę Rektora Uniwersytetu Gdańskiego, Stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Nagrodę im. prof. Mozołowskiego, która jest przyznawana przez Polskie Towarzystwo Biochemiczne, nagrodę Oddziału Gdańskiego Polskiej Akademii Nauk, stypendium L'Oréal-UNESCO dla Kobiet i Nauki i, ostatnio, Nagrodę Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców im. Jana Uphagena.

Dr Karolina Pierzynowska wyniki swoich badań przedstawiła na ponad 60 konferencjach naukowych, m.in. w USA, Ukrainie, Holandii i Szwajcarii
Dr Karolina Pierzynowska wyniki swoich badań przedstawiła na ponad 60 konferencjach naukowych, m.in. w USA, Ukrainie, Holandii i Szwajcarii / Fot. archiwum prywatne Karoliny Pierzynowskiej

- Odkąd pamiętam, zawsze chciałam pracować na uczelni i zajmować się badaniem "życia". Myślałam o biologii, biotechnologii, może medycynie. Mimo różnych kolei losu, różnych pasji, ten jeden temat nieustannie do mnie powracał - mówi Karolina Pierzynowska, stypendystka L'Oréal-UNESCO dla Kobiet i Nauki i od stycznia 2020 roku, doktor nauk biologicznych.

Wychowała się w Gdańsku, w hotelu asystenckim przeznaczonym dla pracowników Politechniki Gdańskiej, na której wykłada jej tata. Jest inżynierem budownictwa i choć zawód taty nie wydawał się Karolinie zbyt pociągający, to sama atmosfera pracy już tak. Wielkie uczelnie, wykładowcy toczący ciekawe rozmowy, studenci i konieczność ciągłego dokształcania się. Taki świat w pełni odpowiadał jej temperamentowi. Jednak wybór konkretnie biologii to raczej wpływ mamy.

- Jest fizjoterapeutką, świetnie zna anatomię i często zamiast bajek na dobranoc opowiadała mi i młodszej siostrze o różnych układach w ciele człowieka, funkcjach, jakie spełniają dane narządy. Dzięki niej naukę traktowałam jako coś lekkiego, przyjemnego. W końcu trudno jest inaczej traktować bajki na dobranoc - opowiada.

Wpływ rodziców musiał być silny, bo również młodsza siostra Karoliny zdecydowała się na studia biologiczne. Jest właśnie na pierwszym roku doktoratu. W dodatku u tego samego promotora, u którego była siostra, czyli u prof. dr. hab. Grzegorza Węgrzyna na Wydziale Biologii Uniwersytetu Gdańskiego. To jego badania nad zastosowaniem genisteiny, jednego z naturalnych flawonoidów pochodzenia roślinnego, legły u podstaw pracy badawczej dr Karoliny Pierzynowskiej.

Na modelu szczurzym działa

- Zajmowałam się chorobami genetycznymi. Głównie chorobą Huntingtona, która prowadzi do nieodwracalnych zmian w mózgu. Profesor Węgrzyn zauważył, że genisteina potrafi stymulować w komórkach procesy degradacji niepotrzebnych struktur. W toku badań dostrzegłam, że alzheimer ma podobny profil choroby. Nawiązałam współpracę z jednym z fizjologów, panią doktor, która posiadała model szczurzy choroby Alzheimera. Przetestowałyśmy moje pomysły na jej modelu. I okazało się, że to działa - opowiada badaczka.

Dr Karolina Pierzynowska z Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego poszukuje leku na choroby neurologiczne
Dr Karolina Pierzynowska z Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego poszukuje leku na choroby neurologiczne / Fot. archiwum prywatne Karoliny Pierzynowskiej

Badania wykazały, że genisteina wywołuje w komórkach nerwowych jeden z procesów degradacji patogennych białek, czyli proces autofagii. Charakteryzuje się on niezbyt dużą selektywnością, dzięki czemu ma szansę działać w więcej niż jednej chorobie. Oznacza to, że genisteina, która występuje w roślinach bobowatych i strączkowych (w najwyższym stężeniu w soi), ma unikatowe właściwości i może być wykorzystana do produkcji leku przeciw tym chorobom.

- Po nagłośnieniu sprawy - dzięki mojemu wyróżnieniu w programie L'Oréal-UNESCO dla Kobiet i Nauki - pojawia się coraz więcej firm, które chcą wykorzystać genisteinę. Chcą skomercjalizować badania i  tworzyć nowoczesne leki przeciwko chorobom neurodegeneracyjnym. Wierzę, że może być ona również prewencją. Zawsze łatwiej jest zapobiegać niż leczyć. Genisteina w odpowiednim stężeniu może być stosowana jako suplement diety, który wspiera procesy oczyszczania się komórek nerwowych - mówi Karolina Pierzynowska.

Uparta jak młoda mama

Młoda badaczka jest wciąż na początku swojej drogi. W styczniu 2020 roku obroniła doktorat, niedługo wybiera się na miesięczny staż w ukraińskim Instytucie Biologii Komórki. Wcześniej była m.in. w Laboratorium Neuropatologii Molekularnej w University of West Virginia w USA. Przyznaje, że wszelkie wyjazdy, każda międzynarodowa współpraca są bardzo przydatne, pomagają poszerzyć horyzonty i sprawiają, że młody naukowiec traktowany jest poważniej. Wybiera jednak krótkie staże, najlepiej miesięczne. Na dłużej nie zostawi kilkuletniej córki i męża.

- Zostałam mamą na pierwszym roku studiów magisterskich i z obecnej perspektywy wiem, że dobrze się stało. Trudno jest pogodzić doktorat z macierzyństwem. Co nie znaczy, że pogodzenie studiów magisterskich i rodzicielstwa było łatwe. Niejednokrotnie przebierałam córkę na stole laboratoryjnym - wspomina.

Na uczelnię wróciła cztery miesiące po urodzeniu dziecka. Jej życie nie było łatwe. O siódmej rano zostawiała dziecko w żłobku i biegła na uczelnię. Potem do pracy. Chciała być samodzielna i po prostu potrzebowali z mężem pieniędzy. Nieraz, gdy mąż wracał z pracy o 19, oddawała mu dziecko i wracała do badań. Nie chciała porzucać nauki i planów na przyszłość.

- Było ciężko, nie przeczę. Ale jeszcze trudniejsze jest urodzenie dziecka w trakcie wymagających studiów doktoranckich. To chwila, gdy wiele kobiet rezygnuje z kariery akademickiej, bo nie są w stanie pogodzić roli matek i badaczek - twierdzi i dodaje, że odkąd została stypendystką programu L'Oréal-UNESCO dla Kobiet i Nauki, często zdarza się jej brać udział w dyskusjach na temat kobiet w nauce. Twierdzi, że niektórzy rozmówcy, również kobiety, uważają, że programy doceniające osiągnięcia kobiet są nieco uwłaczające. Pokazują, że kobiety nie są w stanie stanąć do równej walki z mężczyznami. Ma na ten temat inne zdanie.

- Zostałam mamą na pierwszym roku studiów magisterskich. Niejednokrotnie przebierałam córkę na stole laboratoryjnym - wspomina Karolina
- Zostałam mamą na pierwszym roku studiów magisterskich. Niejednokrotnie przebierałam córkę na stole laboratoryjnym - wspomina Karolina / Fot. archiwum prywatne Karoliny Pierzynowskiej

- Przez bardzo wiele lat kobiety zajmujące się nauką były spychane na dalszy plan, niedoceniane, a ich osiągnięcia często przypisywano innym. Aby być postrzegane jako równe swoim kolegom, tak naprawdę musiały być od nich znacznie lepsze. Programy, które wspierają kobiety w nauce, nie są jałmużną, są wyrównywaniem szans - twierdzi.

Między sztuką a nauką

W tej chwili przed dr Pierzynowską rysują się naprawdę ciekawe perspektywy. Jednak kilka razy omal nie zrezygnowała z wpajanego od dzieciństwa zamiłowania do wszystkiego, co żywe.

Zarówno podstawówkę, gimnazjum, jak i liceum zmieniała kilkakrotnie. To musiało się odbić na wrażliwym dziecku. Tak bardzo, że były długie okresy, gdy po prostu nie miała ochoty przygotowywać się do sprawdzianów, czytać lektur. Wówczas mama ze spokojem w głosie mówiła do niej: nie musisz się uczyć.

- To zawsze działało. Ile razy to słyszałam, budził się we mnie bunt i wracałam do książek. Bez robienia mi awantur, dawania szlabanów czy jakichkolwiek innych restrykcji mamie udawało się nakłonić mnie do nauki i powrotu na upatrzoną ścieżkę - opowiada.

W liceum odkryła w sobie pasję do sztuki. Uczęszczała nawet na kursy rysunku do profesor gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Lubiła rysować węglem, pastelami. Przerobiła wszystkie techniki. Do dziś rysowanie ją odpręża. Rozważa nawet udział w konferencji Art&Science, której myśl przewodnia dość dobrze oddaje różnorodne zainteresowania Karoliny.

- Jeszcze tańczę. Naprawdę. Uwielbiam tańce towarzyskie, miłością do tańca zaraziłam się na przełomie szkoły średniej i studiów. Później, już jako doktorantce, udało mi się dostać na taneczny obóz treningowy. Zabrałam męża. Tańczyliśmy po dziewięć godzin dziennie! Brałam również udział w turniejach. W dodatku z całkiem niezłym skutkiem - opowiada.

Czy to znaczy, że nigdy nie miała chwili zwątpienia, że od początku realizowała raz obrany kurs?

- Pierwszy rok studiów był ciężki. Nie mogłam się odnaleźć. Wszystkie interesujące mnie przedmioty rozpoczynały się na drugim i trzecim roku. Czułam, że chcę zrezygnować. Wzięłam urlop dziekański i rozpoczęłam naukę na Wydziale Nauk o Zdrowiu Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, na kierunku położnictwo - wspomina.

Szybko zorientowała się, że to nie dla niej. Zawsze lubiła się uczyć, czytać, pogłębiać wiedzę. Na wydziale było dużo zajęć praktycznych, wyjaśniających wiele podstawowych czynności związanych z zawodem położnej, od tego jak ścielić łóżka po pielęgnację i ratowanie noworodków. Ale nie o to jej chodziło.

Na szczęście rok akademicki na Uniwersytecie Gdańskim zaczynał się później i obecnej pani doktor udało się odwiesić urlop dziekański i wrócić na Wydział Biologii na czas.

- To nie znaczy, że żałuję decyzji. W końcu gdy urodziła się córeczka, byłam naprawdę dobrze wyedukowaną mamą i ominęło mnie wiele trosk zaprzątających młode matki - dodaje.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku