Łukasz Czepiela

Łukasz Czepiela (fot. Nuri Y?lmazer / Red Bull)

"W airbusie jestem bardziej operatorem maszyny, pilotem z krwi i kości staję się w kabinie Edka"

Łukasz Czepiela po maturze wyjechał do Anglii. W kieszeni miał 20 funtów, a głowę pełną marzeń o karierze pilota akrobacyjnego. Do Polski wrócił jako pilot liniowy pasażerskiego airbusa. Kilka lat później został mistrzem świata cyklu Red Bull Air Race. O takich jak on mówi się, że urodzili się po to, by latać.

IMIĘ: Łukasz

NAZWISKO: Czepiela

WIEK: 36 lat

ZAWÓD: Pilot airbusa w liniach WizzAir, pilot wyścigowy Red Bull Air Race

OSIĄGNIĘCIA: Mistrz świata klasy Challenger Red Bull Air Race, jedyny Polak w cyklu wyścigów Red Bull Air Race. Wicemistrz Polski w akrobacji samolotowej. Szefował znanej brytyjskiej lotniczej grupie akrobacyjnej Honda Dream Team.

18 listopada 2018 roku. Samo południe. Fort Worth w Teksasie. Wielkie święto lotnictwa, jakim jest światowy finał cyklu Red Bull Air Race. Małe, zgrabne i zwrotne, siedmiometrowe samoloty latają tuż nad ziemią z prędkością dochodzącą do 400 km/h między wąsko ustawionymi 25-metrowymi pylonami. Olbrzymie przeciążenia nie pozostawiają marginesu na błąd. Od kilkunastu minut Łukasz Czepiela podekscytowany wpatruje się w niebo i w zegar mierzący czas przelotu wyścigowych samolotów. Za ich sterami siedzą jego rywale. On lot ma już za sobą. Oni, jeden po drugim, dolatują do mety z gorszymi czasami. Ostatni to Niemiec Florian Berger. Jest gorszy od Polaka o 0,052 sekundy! Łukasz Czepiela skacze do góry i krzyczy ze szczęścia, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi wiwatuje na jego cześć. Właśnie został mistrzem świata klasy Challenger Red Bull Air Race, najbardziej prestiżowego i największego lotniczego show na świecie.

Łukasz Czepiela podczas Red Bull Air Race World Championship w Teksasie (fot. Mihai Stetcu / Red Bull)
Łukasz Czepiela podczas Red Bull Air Race World Championship w Teksasie (fot. Mihai Stetcu / Red Bull)

Jego droga od szczura hangarowego do mistrza to wzorcowa wręcz opowieść o pogoni za marzeniami zrodzonymi w głowie dziecka. O determinacji, harcie ducha i przypadkach, które sam Łukasz nazywa przeznaczeniem.

- Łukasz urodził się po to, żeby latać. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości - mówi Stanisław Czepiela, tata Łukasza. - Lotnictwo to była miłość od pierwszego wejrzenia. Pasja, która zdeterminowała całe jego życie. Poświęcił jej wiele, do wszystkiego doszedł sam. Jestem z niego bardzo dumny.

"Jak asystent chirurga"

Rok 1989. Jasionka, niewielka wieś oddalona o 14 kilometrów od Rzeszowa. To tutaj znajduje się najdalej wysunięte na południowy wschód lotnisko w Polsce. I właśnie tutaj sześcioletni Łukasz Czepiela wymarzył sobie przyszłość.

Na pokazy zabrał go tata. Chłopiec zobaczył na niebie wyczyny Janusza Kasperka, mistrza Polski w akrobacji samolotowej. Wryły się w jego umysł tak mocno, że przez kilka dni nie mógł spać.

- To było coś niesamowitego. Janusz Kasperek ustawił samolot do pionu, wydawało się, że wyłączył silnik, bo taka nastała cisza. Samolot zaczął opadać. Byłem przerażony, myślałem, że się rozbije. I nagle warkot silnika przeszywa niebo, samolot podrywa się do lotu - opowiada Łukasz Czepiela. - Dziś wiem, że oczywiście nie wyłącza się silnika, tylko ustawia się go na obroty jałowe, ale wtedy zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Dodatkowo tata wykupił nam lot antonowem i już zakochałem się w lotnictwie.

Łukasz w Jasionce (fot. Archiwum prywatne)
Łukasz w Jasionce (fot. Archiwum prywatne)

Łukasz zaczął budować latające modele samolotów. Wypuszczał je w powietrze i wyobrażał sobie, że siedzi za sterami. Coraz częściej też odwiedzał podrzeszowskie lotnisko. Po szkole wsiadał w autobus lub na rower, pedałował 10 kilometrów i meldował się w hangarze lotniczym. Mył samoloty, podawał mechanikom narzędzia, czasami ktoś pozwolił mu przykręcić śrubkę, z czasem dostawał coraz bardziej odpowiedzialne zadania.

- Gdy mechanik prosił mnie o podanie klucza nr 15, czułem się jak asystent chirurga podczas operacji. Byłem typowym szczurem hangarowym, ale bardzo ciekawskim i przydatnym. Równie chętnie zgłębiałem teoretyczne zagadnienia latania - wspomina Łukasz. - Moim ulubionym miejscem na lotnisku był jednak kwadrat szybowcowy. To tam piloci ruszają do startu. Doceniali, że im pomagam, i na koniec dnia często zabierali mnie do szybowca lub samolotu. Mogłem podziwiać świat z góry. Dla mnie to była najlepsza zapłata.

- Z jednej strony bardzo się cieszyliśmy, że nasz syn ma taką pasję, ale z drugiej bardzo się o niego baliśmy - dodaje Halina Czepiela, mama Łukasza. - Wiele razy czekałam na niego na przystanku i denerwowałam się, gdy nie przyjeżdżał jednym czy drugim autobusem. Nigdy jednak go nie ograniczaliśmy, nie hamowaliśmy tej jego pasji. Widzieliśmy, jak bardzo to kocha, a nie ma nic gorszego niż zabić w dziecku miłość.

Swój pierwszy lot za sterami szybowca Łukasz odbył, gdy miał ledwie 14 lat. Rok wcześniej niż pozwalały przepisy. Po prostu po całym dniu pracy na kwadracie instruktor zabrał go do maszyny i po kilku akrobacjach oddał mu stery.

Swój pierwszy lot Łukasz odbył, gdy miał 14 lat (fot. Archiwum prywatne)
Swój pierwszy lot Łukasz odbył, gdy miał 14 lat (fot. Archiwum prywatne)

- Ogarnęła mnie niesamowita euforia. Do dzisiaj pamiętam i nawet odczuwam te emocje związane z niskim przelotem nad pasem startowym, pierwszymi zakrętami - mówi Łukasz Czepiela. Gdy skończył 15 lat, zrobił licencję szybowcową i latał coraz więcej, w szkole średniej brał już udział w zawodach. Zapał go nie opuszczał. - Szybowce to wolność i możliwość poruszania się w trzech wymiarach. Można postawić samolot do pionu, lecieć w kierunku chmur, przebić je, zawrócić i lecieć w dół z prędkością 400 km/h. Muszę przyznać, że trochę na tych szybowcach eksperymentowałem - dodaje.

"Mogę nawet myć samoloty"

Wraz z wejściem w dorosłość skończyła się wolność, a zaczęła się proza życia. Koniec nauki w rzeszowskim technikum o profilu budowa silników lotniczych, matura i dylemat - co robić dalej? Jedno było pewne - latać. Naturalnym wyborem wydawała się Szkoła Orląt w Dęblinie, ale był akurat nadmiar pilotów i do szkoły nie przyjmowano nowych kandydatów. Druga opcja to cywilna szkoła lotnicza w Rzeszowie, ale żeby się tam kształcić, trzeba było mieć licencję pilota turystycznego. Łukasz takiej nie miał, a koszt kursu przekraczał jego możliwości finansowe. Postanowił wyjechać do Wielkiej Brytanii.

- Pamiętam, jak wyjeżdżał z 20 funtami w kieszeni w pogoni za marzeniami - wspomina Halina Czepiela. - Łukasz ma troje rodzeństwa, żyliśmy skromnie i nie było nas stać na sfinansowanie jego pasji. Byłam pod wrażeniem jego dojrzałości i odwagi. On zawsze potrafił walczyć o swoje marzenia i zawsze powtarzał, że z nieba samo nic nie spada.

By móc legalnie pracować - Polska nie była wtedy jeszcze w UE - zaaplikował do programu au pair. I los się do niego uśmiechnął. Zamieszkał nieopodal Biggin Hill - dziś to cywilne lotnisko, przed laty jedna ze strategicznych baz Royal Air Force, która odegrała niebagatelną rolę w obronie Londynu podczas Bitwy o Anglię.

Chodził od hangaru do hangaru, oferował pilotom i właścicielom samolotów swoje usługi jako pomocnik. Wszyscy odmawiali młodemu Polakowi, dopiero w ostatnim hangarze spotkał człowieka, który powiedział: pokaż, co potrafisz. Pokazał i dostał pracę. Za każde sześć godzin w hangarze miał jedną godzinę w samolocie. Dzięki temu zrobił licencję turystyczną.

Łukasz podczas zawodów Red Bull Air Race World Championship in Abu Zabi (fot. Joerg Mitter / Red Bull)
Łukasz podczas zawodów Red Bull Air Race World Championship in Abu Zabi (fot. Joerg Mitter / Red Bull)

- Któregoś dnia po pracy zobaczyłem dwa samoloty akrobacyjne podchodzące do lądowania. Nie wierzyłem własnym oczom, bo to były najlepsze maszyny na świecie. Okazało się, że należą do pilotów grupy akrobacyjnej Honda Dream Team - opowiada Łukasz. - Na Biggin Hill był typowy, brytyjski pub dla pilotów i pracowników lotniska. Tam poznałem szefa tej grupy. Powiedziałem mu, że chcę z nimi jeździć, pomagać, nawet myć te samoloty, byleby tylko zdobyć doświadczenie. I znowu się udało, pracowałem, a w zamian dostawałem lekcje akrobacji samolotowej. Zacząłem coraz częściej latać na drugim samolocie, by z czasem przejąć obowiązki szefa grupy Honda Dream Team. W międzyczasie też dostałem pracę w firmie handlującej częściami samolotowymi. Byłem sprzedawcą, potem zostałem kierownikiem handlowym odpowiedzialnym za sprzedaż na Europę Wschodnią, zacząłem zarabiać całkiem niezłe pieniądze, które inwestowałem w szkolenie.

Sąsiadka z samolotu

Przygoda z Honda Dream Team trwała dwa lata, do czasu, gdy właściciel dostał ofertę pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i sprzedał oba samoloty. Łukasz długo nie pozostawał bez treningu. Zaaplikował do tworzonej wówczas British Acrobatic Foundation, szkolącej pilotów akrobacyjnych, i dostał się do najlepszej trójki. Prezes fundacji pozwolił mu także korzystać ze swojego samolotu tylko za zwrot kosztów paliwa. Dzięki temu Łukasz zdobywał kolejne stopnie wtajemniczenia. Dostał się też do kadry Polski w akrobacji. I w końcu zdobył licencję zawodową uprawniającą do latania dużymi samolotami pasażerskimi.

- One nigdy nie były moim celem, ale skoro miałem już tyle godzin wylatanych, zrobiłem wszystkie kursy i zdobyłem licencję zawodową - opowiada Łukasz. - O kolejnym przełomowym momencie w moim życiu zadecydował przypadek. Byłem w Polsce na pępkowym u kolegi. W drodze powrotnej, w samolocie, czytałem książkę o lotnictwie. Zaintrygowało to kobietę siedzącą obok, zaczęła ze mną rozmawiać. Opowiedziałem jej historię mojego życia, a pod koniec lotu wręczyła mi wizytówkę i powiedziała, że chętnie by się ze mną jeszcze spotkała.

Łukasz Czepiela podczas lotów w Piotrkowie Trybunalskim (fot. Sławomir Krajniewski / Red Bull)
Łukasz Czepiela podczas lotów w Piotrkowie Trybunalskim (fot. Sławomir Krajniewski / Red Bull)

Kobieta okazała się dyrektor personalną linii WizzAir i poprosiła Łukasza o wysłanie CV. Pół roku później był już na szkoleniu. Wrócił do Polski, został pierwszym oficerem rejsowego airbusa A320, po kolejnych pięciu latach był już kapitanem. Praca w liniach lotniczych dała mu stabilizację i umożliwiła realizację kosztownego marzenia. Mowa o startach w cyklu Red Bull Air Race.

"Po udanym locie pogłaszczę go po tablicy"

Pierwszy raz popisy najlepszych pilotów Łukasz zobaczył na DVD. Był rok 2004. Gdy trzy lata później cykl zawitał do Anglii, zgłosił się do pracy jako wolontariusz, ale nie został przyjęty. W 2009 roku, gdy był już reprezentantem Polski w akrobacji samolotowej, zgłosił ponowny akces do Red Bull Air Race, ale już jako kandydat na pilota. Dostał odpowiedź: schemat rekrutacji, listę zawodów, w których musi wystartować, i wyniki, jakie musi w nich osiągnąć, oraz zaproszenie na testy. Po czym zawody Red Bull Air Race zostały zawieszone na trzy lata.

Łukasz trenował, startował w zawodach, zaczął latać ze słynną grupą akrobacyjną Żelazny, a w 2013 roku wystartował w mistrzostwach świata w akrobacji w najwyższej kategorii Unlimited. Zajął 32. miejsce na 64 startujących, co jak na debiutanta było bardzo dobrym osiągnięciem. Kilka miesięcy później był już na obozie przygotowawczym Red Bull Air Race, a wiosną 2014 roku otrzymał superlicencję wyścigową uprawniającą do rywalizacji z najlepszymi pilotami na świecie.

- O Red Bull Air Race mówi się, że to creme de la creme sportów samolotowych. Nie powiem jednak, że jesteśmy najlepszymi pilotami na świecie, bo takie wartościowanie nic nie daje. Na pewno jest to niesamowicie niebezpieczny sport, latamy z ogromnymi prędkościami 15 metrów nad ziemią lub wodą, przeciążenia się ekstremalne, liczy się szybkość i precyzja - twierdzi Łukasz Czepiela.

Samolot, na którym się ściga, to Edge 540. Ma znakomite osiągi i można nim wykonywać manewry nieosiągalne dla innych maszyn. Ten niepozorny maluch (pusty waży 540 kg) jest podniebnym potworem. Dość powiedzieć, że przeciążenia dochodzą tu do 12 g i są trzy razy większe niż w Formule 1. Gdy do tego dodamy prędkość samolotu sięgającą 400 km/h oraz to, jakie można nim wykonywać manewry, łatwo sobie wyobrazić, co musi przeżywać pilot.

- Wolność, adrenalina, endorfiny, uczucie, którego nie mogę porównać z żadnym innym. Z Edkiem, bo tak nazywam mój samolot, jestem związany emocjonalnie. Traktuję go jak własne dziecko. Mówię do niego, zawsze po udanym locie pogłaszczę go po tablicy, pochwalę, a z hangaru nie wyjdę, nie mówiąc mu "do zobaczenia". To wyjątkowa relacja, bez której myślę, że nie osiągałbym tak dobrych wyników - mówi Łukasz.

W debiutanckim sezonie Polak zajął ósme miejsce, ostatnie w klasyfikacji generalnej. Z roku na rok było jednak coraz lepiej. 2016 - czwarte miejsce. 2017 - trzecie miejsce. 2018 - mistrzostwo świata. Łukasz ściga się w klasie Challenger, wyżej jest tylko klasa Masters. Aby się tam znaleźć, nie wystarczy być dobrym pilotem, trzeba mieć jeszcze zaplecze w postaci teamu i hojnych sponsorów.

"Dzień dobry, kapitan Łukasz Czepiela wita"

Teraz cykl Red Bull Air Race ma kolejną przerwę, organizatorzy szukają nowego pomysłu na rywalizację. Łukasz Czepiela skupił się więc ponownie na akrobacji samolotowej.

Kilka miesięcy temu dokonał kolejnego spektakularnego wyczynu, o którym mówiły serwisy informacyjne na całym świecie - swoim drugim samolotem, Carbon Cub EX2, wylądował na sopockim molo. Rozpiętość skrzydeł maszyny liczy 10,5 metra - dokładnie tyle, ile wynosi szerokość mola mierzona pomiędzy jego barierkami. Wcześniej zasłynął też z przelotu w parze z Martinem Sonką, mistrzem świata klasy Masters Red Bull Air Race, pod warszawskimi mostami na Wiśle. Czasami Łukasza można też zobaczyć na pokazach lotniczych, gdzie wraz z trzema kolegami z zespołu Firebirds czaruje widzów efektownymi figurami. Częściej można go jednak spotkać za sterami pasażerskiego airbusa. "Dzień dobry, kapitan Łukasz Czepiela wita na pokładzie samolotu" - jeśli usłyszycie w głośnikach takie słowa, możecie się odprężyć, bo z pewnością jesteście w dobrych rękach.

- Umiejętności pilota akrobacyjnego są bardzo przydatne w lotnictwie cywilnym, szczególnie w sytuacjach kryzysowych - dodaje Łukasz Czepiela. - Na szczęście jeszcze nie miałem takich sytuacji, ale historia lotnictwa zna przypadki problemów, z których można było się uratować, gdyby piloci latali wcześniej na szybowcach. Generalnie latania samolotem akrobacyjnym czy wyścigowym nie ma co porównywać z lataniem samolotem rejsowym. Zupełnie inne emocje. W airbusie jestem bardziej operatorem maszyny, pilotem z krwi i kości staję się w kabinie Edka. Ale dzięki temu mam jakże potrzebną w życiu równowagę.

Lądowanie na molo (fot. Łukasz Nazdraczew / Red Bull)
Lądowanie na molo (fot. Łukasz Nazdraczew / Red Bull)

Łukasz nie byłby jednak sobą, gdyby nie szukał nowych wyzwań. Niedawno zaczął szkolenie śmigłowcowe. Jako że jest wielkim fanem samolotów historycznych, marzy też o możliwości latania z grupą The Flying Bulls. To najsłynniejsza grupa akrobacyjna na świecie, wykorzystująca do pokazów samoloty z różnych epok, wśród których nie brakuje prawdziwych perełek awiacji, tj. myśliwiec P-38 "Lighting" z 1944 roku - jedyny latający egzemplarz w Europie, bombowiec B-25J "Mitchell" czy też F4U-4, 75-letni myśliwiec wyposażony w składane skrzydła. Prywatnym marzeniem Łukasza jest budowa domu, przy którym stanie hangar i pas startowy.

- Wierzę, że gdy się bardzo czegoś chce i robi się wszystko, by to osiągnąć, życie samo stawia na naszej drodze odpowiednich ludzi, podpowiada właściwe rozwiązania i kieruje w dobrą stronę. Można to nazwać szczęściem, można - przeznaczeniem. Wyjeżdżając do Anglii, miałem w kieszeni 20 funtów, a wróciłem do Polski z doświadczeniem w akrobacji lotniczej i jako pilot samolotu liniowego. Nie odkładajmy marzeń na później i nie siedźmy z założonymi rękami w oczekiwaniu, aż się spełnią - kończy swoją opowieść Łukasz Czepiela. 

Jakub Jakubowski. Dziennikarz, w latach 2009-2019 twórca i redaktor naczelny miesięcznika "Prestiż - magazyn trójmiejski", uznanego przez magazyn "Press" za najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. Pracował również dla Radia Gdańsk, portalu trójmiasto.pl, był redaktorem naczelnym magazynu "Wiecznie Młodzi", publikował w "Dzienniku Bałtyckim", "Przeglądzie Sportowym", "Playboyu" i wielu innych. Zajmuje się także produkcją telewizyjną i filmową. Przez 12 lat wykładał dziennikarstwo prasowe i dziennikarstwo telewizyjne w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej. Fan zaangażowanego dziennikarstwa, dobrego reportażu i ciekawego wywiadu. Miłośnik żeglarstwa, roweru, muzyki, po godzinach DJ w legendarnym klubie Spatif w Sopocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku