Iwona Woźniewska i jej 'bąble'

Iwona Woźniewska i jej 'bąble' (fot. Archiwum prywatne)

młoda polska

Iwona i bąble z "nowego Bronksu"

Kontrola zabija zaufanie i komunikację. A bierze się z lęku. Jeśli mamy go w sobie pełno, sięgniemy po kontrolę - mówi Iwona Woźniewska. Oprócz pracy działaczki i animatorki jest przede wszystkim terapeutką. A w tej roli boli ją jedno: kiedy słyszy, że młodzi za swoje emocje są karani.

IMIĘ: Iwona

NAZWISKO: Woźniewska

WIEK: 34 lata

ZAWÓD: pedagog

OSIĄGNIĘCIA: prowadzi Stowarzyszenie 180 Stopni, organizację non profit, w której grupa młodych, zdolnych ludzi pod okiem pedagogów zmienia gdański Nowy Port na lepsze

- Jak wygląda mój dzień? O matko! Totalna jazda! - mówi Iwona Woźniewska, prezeska Stowarzyszenia 180 Stopni.

Zwykle zaczyna o 8-9. Na początku ogarnia wszystkie formalności. Potrzebne, by spokojnie mogły działać dwa youth pointy - miejsca dla młodych ludzi, w których mogą tworzyć, ćwiczyć kompetencje społeczne i integrować się. Ale spokojnie nigdy nie jest. Jest "turbodynamicznie".

Więc najpierw robota papierkowa, maile i telefony. Potem wyprawa do youth pointów i kontrola czystości. - Przygotowuję youth point na błysk, żeby dzieciaki mogły w nim przebywać w dobrych warunkach. Bo często jest tak, że miejsca, z których pochodzą, nie są tak czyste i błyszczące. Co nie znaczy, że możemy im kupić najtańsze batoniki i będą się z nich cieszyć. Wszystko musi być u nas najwyższej jakości.

Praca Iwony polega na ciągłym rozbijaniu stereotypów i przełamywaniu schematów. Stowarzyszenie 180 Stopni i youth pointy, które prowadzi w Trójmieście, są skierowane do młodych ludzi z różnych środowisk. Zdarzają się zagubieni, życiowo poturbowani.

Youth point w Gdyni, który prowadzi Iwona (fot. Archiwum prywatne)
Youth point w Gdyni, który prowadzi Iwona (fot. Archiwum prywatne)

- Jako społeczeństwo nauczyliśmy się nie zauważać tych, których identyfikujemy z "niższymi" warstwami społecznymi. Od biedniejszych zwykle odwracamy oczy, odbieramy im podmiotowość - tłumaczy Iwona. - Dzieciaki, które do nas trafiają, są zdziwione, że zadajemy im pytania. Że mają na coś wpływ i mogą o czymś decydować. Że nikt ich nie wyrzuca i nie mówi: "Nie teraz!". Że bąble mają do nas dostęp. Sercem mojej pracy jest budowanie relacji. Myślę, że dlatego od jakiegoś czasu mamy więcej chętnych bąbli niż miejsc dla nich w youth pointach.

Zaraz, zaraz - jakich "bąbli"?!

- Bo nie da się z gniewem wypowiedzieć słowa "bąbelki" - uśmiecha się Iwona.

"Bąble" to młodzi, którzy trafiają pod jej opiekę. Z bycia "bąblem" - zapewnia Iwona - nigdy się nie wyrasta. Są w youth pointach kilkunastolatkowie, ale też ludzie po dwudziestce, niewiele młodsi od Iwony, którzy z czasem przyjęli funkcję mentorów, przekazując wiedzę i doświadczenie młodszym podopiecznym.

- A zresztą, fajnie jest być bąblem, prawda?

Zrozumieć dzielnicę

Nowy Port, nazywany też czasem "nowym Bronksem". Nie ma tu nowoczesnych biurowców i siedzib korporacji, dominują kamienice z czasów Wolnego Miasta Gdańska. Widać, że historia nie ominęła tej dzielnicy. PRL przyniósł marazm i powolne podupadanie. Nowe czasy, po roku 1989 - cały szereg społecznych dysfunkcji. Razem z morale upadała też architektura, piękna i historyczna, ale zapomniana i zaniedbana. W takim otoczeniu wychowywały się całe pokolenia, które z Nowego Portu wychodziły z mocnymi doświadczeniami i tak samo silnym charakterem.

W Nowym Porcie nie ma nowoczesnych biurowców i korporacji (fot. Archiwum prywatne)
W Nowym Porcie nie ma nowoczesnych biurowców i korporacji (fot. Archiwum prywatne)

W Nowym Porcie 34 lata temu urodziła się i wychowała Iwona Woźniewska. Nadal tam mieszka. Jak opisać jej dorastanie? Było wymykanie się z domu i spędzanie z kumplami czasu na ulicy. Było trochę używek, choć raczej w rozsądnej skali. Popalali i pili wszyscy, wszyscy przeklinali i szukali wrażeń. Młoda osobowość kształtowała się w praktyce. Szkoła? Była raczej opresją. Choć Iwona uczyła się dobrze. Skończyła szkołę średnią, a potem studia: pedagogikę. Dzisiaj przyznaje, że wiedza, którą posiada, to "w 80 procentach życie, w 20 teoria".

Od 2011 roku jest związana z Placówką Wsparcia Dziennego w Gdyni jako terapeutka. Organizuje wydarzenia promujące kulturę uliczną, której jest pasjonatką. Od 2014 roku jest ekspertem do spraw wychowania w Magazynie "Together" i felietonistką w "Magazynie Kobiet".

- W 2016 roku koleżanka poprosiła mnie o włączenie się w projekt "Zrozumieć Sierpień", którego celem było przywrócenie pamięci o wydarzeniach w Gdańsku i pokazanie ich młodym ludziom - opowiada Iwona. - Lata wcześniej obiecywałam sobie, że nie będę pracować w Nowym Porcie - za dużo tu moich osobistych zależności. Ale w końcu dałam się przekonać. Poprosiłam młodych ludzi z dzielnicy, żeby opowiedzieli mi o tym, jaki Nowy Port jest dla nich dzisiaj, w 2016 roku. Powstał z tego filmowy reportaż "Zrozumieć Młody Port". Od niego wszystko się zaczęło. To autentyczny obraz tego, jakie doświadczenia w dzielnicy miały osoby 15-, 16-, 17-letnie.

Młodzi ludzie opowiadali, jak Nowy Port zabiera im nadzieję. Że jest jak słoik z herbatą - odstawiony, zapomniany przez wszystkich, w którym samo rodzi się jakieś nowe życie. I rządzi się własnymi prawami. Mówili o nudzie. Pokazywali miejsca, w których się wychowywali. Mówili o marzeniach: "Chcę śpiewać", "Chcę tańczyć". Iwona też podzieliła się własnym: otworzyć miejsce dla młodych. Marzenie wkrótce się zrealizowało.

- Zaczynałam współpracę z ośmiorgiem młodych osób - mówi Iwona. - W następnym roku z ósemki zrobiła się dwudziestka. Dzisiaj w youth poincie w Nowym Porcie działa 65 osób. Wtedy, po nakręceniu reportażu i uroczystej premierze, na którą wszyscy ubrali się jak do Hollywood, poczułam, że ja tych młodych nie mogę zostawić. Że uruchomiłam jakiś proces. Dali mi taką wiedzę o swoim życiu i swoich uczuciach, że musiałabym mieć w sobie rys socjopatyczny, by powiedzieć: "Dobra, to ja stąd zawijam".

Wszystko zaczęło się od reportażu o Nowym Porcie. Potem powstało stowarzyszenie (fot. Archiwum prywatne)
Wszystko zaczęło się od reportażu o Nowym Porcie. Potem powstało stowarzyszenie (fot. Archiwum prywatne)

Po reportażu powstało stowarzyszenie. Potrzebowało własnego miejsca. Zdarzały się tymczasowe siedziby - jak Dom Sąsiedzki, Dom na Skraju czy Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia. Ale nie były to miejsca młodych. Szczęśliwie trwała akurat rewitalizacja Nowego Portu, stowarzyszenie zostało jej partnerem. Pierwszy youth point powstał z pomocą środków unijnych. Nie mogła wybrać innego miejsca - musiał być nim Nowy Port. Drugi otworzyła w Gdyni Dąbrowie. Obydwa powstały od początku do końca według projektu tych, którzy mają z nich przede wszystkim korzystać. - Podejmowanie decyzji nauczyło ich odpowiedzialności - mówi Woźniewska. Młodzi wymyślili więc wszystko ze szczegółami: jaki kolor będą miały ściany i wygłuszone pomieszczenia, jaki będzie wystrój i jakie meble.

Dziś działa tu m.in. studio nagraniowe. Wielu z podopiecznych stowarzyszenia interesuje się kulturą hip-hopu. Postanowili stworzyć miejsce, w którym młodzi twórcy - nie tylko raperzy - będą mogli nagrywać swoje kawałki. W studiu powstają też podkasty i nagrania lektorskie.

Nie teraz, nie dyskutuj

Youth pointy to także grupy socjoterapeutyczne. Dla dzieciaków, których kompetencje społeczne wymagają wzmocnienia. Jeśli pojawia się bunt, gniew, rozdrażnienie lub apatia - w grupach można je przepracować, przećwiczyć. Są też grupy, w których rozwija się talenty i unikatowe umiejętności. W youth pointach ważna jest zasada: "Czego się nauczysz, masz oddać innym". W ten sposób z grupy socjoterapeutycznej na świat wychodzą młodzi animatorzy lokalnych społeczności.

- Wszystkie ich działania przełamują stereotyp młodych, obojętnych na świat, z telefonami w rękach. Bo to absolutna nieprawda - tłumaczy Iwona. A jacy są młodzi naprawdę? Iwona opisuje ich tak: "Bardzo utalentowani i bardzo zaniedbani".

- Znajdują się dziś w bardzo trudnej sytuacji, jeśli chodzi o emocjonalny dobrostan. Przede wszystkim są bardzo zagubieni. Nie mają drogowskazów. To najczęściej refleksyjne, świadome siebie osoby, postawione przed trudnymi wyborami, jednocześnie niemające narzędzi, by z całego katalogu możliwości wybrać dla siebie najlepszą opcję. Jeśli miałabym stworzyć obraz jednego, typowego człowieka w okresie dorastania, to byłaby to głowa, w której są same znaki zapytania - mówi Iwona. - Oprócz tego młodzi są turbotwórczy i bardzo skuteczni w realizowaniu pomysłów. Potrafią swojego zdania bronić i dyskutować. Naprawdę wiedzą, czego chcą. Tyle że my, dorośli, bardzo rzadko o to pytamy.

Wiemy lepiej? Więcej przeżyliśmy? Nasze doświadczenia sprawiają, że możemy decydować, co jest dobre dla naszych dzieci? Na to przekonanie Iwona odpowiada: guzik prawda. - Świat dorosłych jest dla moich młodych totalnie archaiczny - mówi. - Nieprzystosowana do świata młodych jest przede wszystkim szkoła. To ona zabija twórcze myślenie. Nie rozumieją na przykład, dlaczego pewnych rzeczy muszą uczyć się na pamięć, skoro wszystko mogą błyskawicznie znaleźć w Internecie. Dzieciaki widzą, że system nie rozumie zmian, które już dawno się zadziały.

Według Iwony Woźniewskiej młodzi ludzie są bardzo twórczy i skuteczni w realizowaniu pomysłów (fot. Archiwum prywatne)
Według Iwony Woźniewskiej młodzi ludzie są bardzo twórczy i skuteczni w realizowaniu pomysłów (fot. Archiwum prywatne)

To tak, jakbyśmy żyli z kimś pod jednym dachem i nie wiedzieli, co u niego słychać. - Wolimy instalować w ich telefonach programy typu "szpieg", niż naprawdę wiedzieć, co robią. Kontrola zabija zaufanie i komunikację. A bierze się z lęku. Jeśli mamy go w sobie pełno, sięgniemy po kontrolę - mówi Iwona. Bo oprócz pracy działaczki i animatorki jest przede wszystkim terapeutką. A w tej roli boli ją jedno: kiedy słyszy, że młodzi za swoje emocje są karani. - Tak, jakby nie mogli czuć tego, co czują. "Przestań, nie jest tak źle, przesadzasz". I jeszcze: "Ja też byłam w twoim wieku i tak nie robiłam". Jakby dziecko było jakimś przedłużeniem nas samych. Dorośli postrzegają młodych w kategorii NIE TERAZ. Dopiero kiedy skończysz 18 lat - wtedy będziesz mógł czuć i zachowywać się tak, jak tego chcesz. Teraz jesteś na to niegotowy. Mówimy: "Nie dyskutuj". A to jest chyba najgorsza z opcji.

Dobro z buntu

Z buntu, niezgody, gniewu i niezrozumienia mogą wynikać bardzo cenne rzeczy. Iwona widzi to na co dzień, ale też dobrze pamięta. Bo sama, wychowując się w Nowym Porcie, przeszła te wszystkie burzliwe etapy.

To doświadczenie Iwona widzi dzisiaj w swoich "bąblach". Widzi też w ich rodzicach, do których youth pointy są także skierowane. Rodzice dzieci mogą przyjść i wszystko dokładnie z Iwoną omówić. Żeby relacje zostały odbudowane albo uzdrowione. Żeby rodzice i dzieci do dalszego życia poszli z mniejszym ciężarem wzajemnych pretensji.

W tak złożonym procesie łatwo czasem przekroczyć granicę. - Na początku bywało, że przejmowałam się każdą porażką, każdym odejściem dziecka z youth pointu - mówi Iwona. - Nauczyłam się akceptować te sytuacje. Wiem, że może przyjść czas na to, że ktoś powie: "Kończę". Teraz mam świadomość, że młodzi pewne rzeczy robili dla mnie. Po to, żeby mnie nie rozczarować. A powinni je robić przede wszystkim dla siebie. To w nich powinno być postanowienie zmiany.

Nie unikać. Konfrontować

- Ludzie są naszymi lustrami - uważa Iwona. Co widzi, patrząc na młodzież z youth pointów? - Przede wszystkim, że jestem totalnie niecierpliwa - przyznaje. - Podatna na zranienie i że kiedyś nie umiałam ponosić porażek. Nauczyłam się je znosić. To trudne sytuacje nas budują. Sukces możemy pocelebrować i lecieć dalej. Znaczenie mają dołki.

Właśnie skończyła interwencyjną konsultację. Z kim i o czym rozmawiała - nie może zdradzić, tajemnica zawodowa. Ale było - jak mawia często - turbodynamicznie.

W swoim biogramie na stronie internetowej projektu "Sieć kultury" umieściła motto: "Wiem, że nic nie wiem, ale każdego dnia wiem więcej".

Co nowego o świecie wie o godzinie 14.33 Iwona Woźniewska? - Na pewno po naszej rozmowie mam większą autorefleksję - odpowiada. - Przy kilku pytaniach musiałam się długo zastanowić. Każdy dzień, także ten, uczy mnie pokory. Pokazuje, że muszę poskramiać myślenie: "Iwona, możesz wszystko, lecimy do przodu". Uczę się akceptacji: "OK, tak też może być". Uczę się nie unikać. Uczę się konfrontować.

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Jest autorem podcastu "Człowiek z plecakiem".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (76)
Zaloguj się
  • metropolitanmuseum90

    Oceniono 16 razy 12

    "Nie rozumieją na przykład, dlaczego pewnych rzeczy muszą uczyć się na pamięć, skoro wszystko mogą błyskawicznie znaleźć w Internecie". Dlatego, że jak im zabrać internet, to samodzielnie do toalety nie trafią. Po co czytać książki, skoro istnieją biblioteki? Ktoś naprawdę się spodziewa, że jak półanalfabecie bez podstaw fizyki nagle dać podręcznik teorii sprężystości i plastyczności, to cokolwiek z niego zrozumie? Żeby sensownie korzystać z internetu trzeba MIEĆ wiedzę.

  • jael53

    Oceniono 14 razy 12

    "Nie dyskutuj" - to jest dogmat polskiego życia społecznego. Stosowany nie tylko wobec młodych. Ale trudno inaczej, skoro ten dogmat większość wynosi z domu i ze szkoły. I przekazuje dalej.

  • polsz

    Oceniono 15 razy 11

    "youth point", nowy Bronx... żyjemy w czasach, kiedy wszystko opakowuje się w obce słowa by to sprzedać. Kiedyś takie miejsca nazywały się świetlicami środowiskowymi. W Katowicach mamy z kolei Dom Aniołów Stróżów. Pani Iwona nie wymyśliła nic nowego, takich społeczników są tysiące. A jej motto? "Wiem, że nic nie wiem, ale każdego dnia wiem więcej". Dość zarozumiałe. Filozof powiedział: wiem, że nic nie wiem i każdego dnia zdaję sobie sprawę z ogromu swojej niewiedzy.

  • katja.asd

    Oceniono 10 razy 10

    "Nie rozumieją na przykład, dlaczego pewnych rzeczy muszą uczyć się na pamięć, skoro wszystko mogą błyskawicznie znaleźć w Internecie".
    No i znajdują, stąd mamy "oświeconych" antyszczepionkowców i innych miłośników teorii spiskowych. W szkołach nie uczy się selekcji źródeł, metod statystycznych, nauki opartej na dowodach. Dlatego mamy, co mamy.

  • menel13

    Oceniono 19 razy 9

    >>>Kontrola zabija zaufanie i komunikację.<<<
    Słusznie. Proponuję zacząć od likwidacji drogówki i nadzoru budowlanego.

  • n29a

    Oceniono 12 razy 8

    Wynurzenia kogoś, kto nie stał "po tej drugiej stronie" (ławek/tablicy) są - jak zwykle - warte niewiele; jak każde "nie znam się, to się wypowiem". Przestańcie "reformować" (dla samej reformy) w nieskończoność, przyjmijcie do wiadomości, że szkoła powinna być dziś m.in. hamulcem wpływu rozbuchanej technologii na społeczeństwo (czy jego resztki) - choćby w sensie czysto kulturowym. Tak, jeśli nauczyciel mówi, wypada przynajmniej udawać, że się słucha i nie przeszkadzać rzeczywiście słuchającym.

    Wydaje mi się, że to, co przede wszystkim należy się od dorosłych dzieciom (i "dzieciom" - w liceum chociażby) w szkole to naprawdę POWAŻNE TRAKTOWANIE. A państwo (czy jego resztki) i MEN zdają się trzymać je we w miarę stałym dzieciństwie (także intelektualnym, co jest wg mnie jawnym szkodnictwem). I cholernie oszczędzają na edukacji. Mam poczucie, że gdyby nie polityka wobec edukacji prowadzona konsekwentnie przez wszystkie ekipy rządzące od 1990., nie bylibyśmy w takiej mentalnej dupie jak dziś - a chociażby zachowanie się polityków wskazuje, że w onej dupie jesteśmy.

    Jedyną reformą powinna być selekcja materiału na przyszłych nauczycieli, wyższe płace i poważna weryfikacja programów nauczania. To, co bywa dziś - zdaje się być piekłem wobec tego, co pamiętam sprzed lat, a "metryka" sprawa, że z maturą "zdążyłem" jeszcze przed reformą niesławnego Handkego.

    Szkoła powinna - w efekcie - dyscyplinować intelektualnie. Wyrób szkoły - absolwent - powinien umieć myśleć. Nie tylko o tym, że Iksiński wielkim poetą był, ale także w obszarach, gdzie myśli się naprawdę - im bliżej matematyki i logiki, tym prawdziwiej. A po skończonych studiach i drobnych praktykach nauczycielskich umieć stwierdzić, że armia spychologów i paraterapeutów praktycznie wyłącznie bredzi i rozwadnia kryteria - bo chce się poczuć potrzebna... To samo tyczy "metodyków" i reszty urzędniczego tałatajstwa przy MEN czy kuratoriach.

    Czy jest na to rada, oprócz wewnętrznej emigracji albo założenia własnej szkoły i uzyskania akceptacji/akredytacji MEN - nie wiem. I nie mam przekonania, czy ktokolwiek oprócz rozsądnych rodziców i perspektywicznie myślących obywateli, myśli o tym, że potrzebujemy dobrej edukacji. Nie mam poczucia, żeby komukolwiek "przy żłobie" od 1990. na tym zależało. O Kościele nie wspomnę.

    Tyle pretensji wykształciucha - przy tablicy spędziłem 2 lata i przeżyłem. Wystarczy. Dzieci przepraszam za niejedno, ale część też za niejedno jest chyba wdzięczna. I to jest ważne.

    PS Zdanie "Oprócz pracy działaczki i animatorki jest przede wszystkim terapeutką." wygląda kuriozalnie.

  • mawik_net

    Oceniono 16 razy 8

    Ale czemu nazwa po angielsku? Cy jesteśmy w amerykanami , anglikami? Nie zruszczono nas przez 50 la, a zamerykanizowano przez 20. Brak poszanowania dla języka polskiego, to brak poszanowania dla Polski. I nie chodzi o to ze jesteśmy jakimś szczególnym narodem , ale szacunek dla języka ojczystego, to dla mnie podstawa kultury.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 12 razy 8

    Ta pani ględzi!
    Czy za "swoje emocje" dorośli są wynagradzani?
    Chyba tylko aktorzy.
    Trzeba młodych przygotowywać do PRAWDZIWEGO ŻYCIA, proszę Pani terapeutki.
    Nie można im czynić złudnych nadziei, że wszyscy wiecznie będą się nad nimi "pochylać".
    Tylko ci z odpowiednim pochodzeniem i zapleczem mogą liczyć na sukces.
    Reszta będzie wyrobnikami.
    A który będzie bardziej potulny, więcej zyska.
    Współczesny świat nie toleruje, a nawet nie lubi tych, którzy "fikają" jeśli nie należą to "towarzystwa".
    Durna rzeczywistość, ale twarda i prawdziwa.
    P/S A poważnie: nie chodzi o same emocje, a raczej o sposób ich wyrażania zapewne.
    Na pewne sposoby większość ludzi reaguje z dezaprobatą.
    Na przykład rzadko kto lubi, gdy go ordynarnie rugają.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX