Julia Damasiewicz

Julia Damasiewicz (fot. IKA Media / Alex Schwartz)

młoda polska

''Mówiłam sobie, że kiedyś dogonię najlepsze zawodniczki''. Wystarczyło kilka miesięcy

Gdy we wrześniu tego roku zdobyła brązowy medal mistrzostw Europy seniorek, żeglarski świat patrzył z niedowierzaniem. Gdy kilka dni później wywalczyła drugie miejsce w silnie obsadzonych regatach Pucharu Świata na Sardynii, do wielu dotarło, że nie jest to przypadek. Ale gdy w październiku stanęła na drugim stopniu podium Światowych Igrzysk Sportów Plażowych, dla wszystkich stało się jasne, że Julia Damasiewicz to nowa gwiazda światowego kitesurfingu - sportu, który dołączył do rodziny olimpijskiej.

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek.

IMIĘ: JULIA

NAZWISKO: DAMASIEWICZ

WIEK: 15 lat

ZAWÓD: kitesurferka

OSIĄGNIĘCIA: Brązowa medalistka Europy seniorek i mistrzyni Europy juniorek, złota medalistka mistrzostw świata juniorek, srebrna medalistka Pucharu Świata w kitesurfingu, srebrna medalistka Światowych Igrzysk Sportów Plażowych, reprezentantka Polski w kitesurfingu.

Przypadek Julii Damasiewicz jest wyjątkowy. Niezwykle rzadko zdarza się, że w tak technicznym sporcie z seniorami skutecznie rywalizuje 15-letnia dziewczyna. I nie mówimy o rywalizacji na lokalnym podwórku, ale na światowym poziomie mistrzowskim. O tym, jak wielkim jest talentem, świadczy też fakt, że Julia trenuje kitesurfing od niespełna czterech lat.

- Nauczyć się pływać dla frajdy na Półwyspie Helskim to jedno, ale osiągnąć w tak krótkim czasie taki poziom wtajemniczenia, to drugie - mówi Błażej Ożóg, trener Julii w Sopockim Klubie Żeglarskim i utytułowany polski kitesurfer. - Julia ma talent, ale przede wszystkim ciężko pracuje. Gdy do tego dołożymy niesamowity team, z którym trenuje, poświęcenie rodziny i jej ambicję, jej wyniki przestają być zaskakujące. Julia nie odpuszcza, jest w niej niesamowita wola walki, doskonale uczy się na błędach i zawsze równa do najlepszych.


Julia z medalem World Beach Games (fot.arch. prywatne)

Dziecko Półwyspu

Ze sportem do czynienia ma od dziecka. Gdy miała niespełna trzy lata, zjeżdżała na nartach z alpejskich stoków. W wieku czterech lat po raz pierwszy stanęła na desce windsurfingowej. Potem była jeszcze jazda konna, jazda na deskorolce, surfing, zapowiadała się też na świetną pływaczkę. Na sporty wodne ukierunkował ją tata, zapalony windsurfer i stały rezydent Półwyspu Helskiego, mekki miłośników wiatru i wody.

- Od początku widziałem w Julii materiał na sportowca - mówi Łukasz Damasiewicz, tata Julii. - Jej charakter, osobowość już od dziecka kształtowały się w tym kierunku. Nie ukrywam też, że ją mocno hartowaliśmy. Julia nie jest dzieckiem chowanym pod kloszem, zawsze miała dużo swobody, zawsze czuła nasze zaufanie, ale też troskę. Swoje zrobiło też wychowanie na Półwyspie. To jest pewien styl życia, który mocno wpływa na charakter.

Ten styl życia w rodzinie Damasiewiczów przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Już dziadkowie Julii jeździli z przyczepą kempingową po Europie. Dla rodziców Julii Półwysep stał się drugim domem, od lat spędzają tam prawie sześć miesięcy w roku. Nie było możliwości, by specyficznym klimatem, jaki tam panuje, nie przesiąkła Julia. 

- Jestem dzieckiem Półwyspu. Dzieckiem, które biegało w brudnych, podartych ubraniach, wyglądającym, jakby od tygodnia nie było w domu. Kemping był zawsze ogromnym placem zabaw, wyzwalał kreatywność. Odkąd pamiętam, życie na Półwyspie kojarzy mi się z wolnością. Znam tam każdy zakątek, mam tam wszystko, czego potrzebuję do życia - wspomina Julia Damasiewicz. - Wschód słońca o piątej rano na plaży, fale, szum morza, śpiew ptaków, sen pod gołym niebem. Lubię naturę, wodę, ale też las. Świetnie się czułam ze świadomością, że nie muszę być ulepiona na czyjeś wyobrażenie, że mogę bez skrępowania być sobą. Mam ochotę rano wyjść w piżamie na ulicę czy boso do sklepu, to idę. W takich warunkach się wychowałam.


Pierwsze próby na windsurfingu (fot.arch. prywatne)

Od dziecka ciągnęło ją też do wody. Urocza czterolatka na desce z malutkim żagielkiem wzbudzała sensację. Chyba nikt wtedy nie myślał, że ta mała dziewczynka 10 lat później będzie wymieniana w gronie nadziei polskiego sportu na olimpijski medal.

- Gdy byłam jeszcze dzieckiem, pływanie na windsurfingu było dla mnie zabawą, oswajaniem z wodą. W wieku dziewięciu lat się jednak zbuntowałam, wkurzałam się, że nie robię postępów. Nie chciałam pływać i koniec. Miałam przerwę, ale tata nie dał za wygraną. Uparł się, no bo jak? "Moje dziecko musi pływać". I pokazał mi kitesurfing - mówi ze śmiechem Julia.

Eksplozja talentu

Pierwszego kajta, mały czterometrowy latawiec, dostała za dobre oceny w czwartej klasie szkoły podstawowej. Spróbowała, ale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Sport okazał się trudny, a przecież wszystko, czego do tej pory próbowała, przychodziło niezwykle łatwo. Narty, snowboard, pływanie, deskorolka, jazda konna - postępy robiła w mig. Ale też szybko się nudziła i próbowała czegoś innego. Tymczasem kitesurfing wymagał cierpliwości. Wyzwolił też w Julii ambicję. Trudności ją mobilizowały.

- Julka ma wysoko rozwinięte cechy wolicjonalne. Jak sobie coś postanowi, to nie odpuszcza, dąży do celu i stara się robić to jak najlepiej. Jeżeli coś przypadnie jej do gustu, nie potrafi tego robić na pół gwizdka. Albo na sto procent i więcej, albo wcale - mówi Monika Damasiewicz, mama Julii.

Oswajanie deski z latawcem trwało dość długo. Zaczynała na desce typu twin-tip, najpopularniejszej wśród kitesurferów. Gdy już opanowała ją dobrze, na początku 2018 roku odkryła pływanie na foilu. Foil to wynalazek, który od kilku lat robi furorę w żeglarskim świecie. Do spodu deski przyczepiane jest specjalne skrzydło, dzięki czemu z żeglarzem unosi się ona nad wodą. Uczucie lewitacji to - jak mówią ci, którzy go doświadczyli - prawdziwa wolność. Julia połknęła bakcyla na tyle, że postanowiła spróbować swoich sił w zawodach. Dwa pierwsze starty były nieudane, nie ukończyła żadnego wyścigu. Odczuwała jednak olbrzymią radość.

- Widzieliśmy ten błysk w oku i wiedzieliśmy, że pływanie na foilu to jest to, co wyzwala w niej pozytywną energię. Chciałem usłyszeć od Julki, że ona to czuje, że chce to robić, że widzi w tym sens. Nie wywierałem presji, nie sugerowałem, chciałem, żeby to była jej suwerenna decyzja, a nie kolejny pomysł podsunięty przez rodziców, który nie do końca się sprawdzi, jak chociażby było z windsurfingiem. Julka powiedziała, że chce się ścigać, rywalizować z najlepszymi. Zainwestowaliśmy więc w sprzęt i się zaczęło - mówi Łukasz Damasiewicz.


Od dziecka miała do czynienia ze sportami wodnymi (fot. arch.prywatne)

Po kilku miesiącach treningów Julia zdobyła wicemistrzostwo Polski. To był przełomowy moment. Tym bardziej że Polski Związek Żeglarski tworzył akurat kadrę Polski z myślą o igrzyskach w Paryżu w 2024 roku, na których kitesurfing będzie po raz pierwszy w historii konkurencją olimpijską. Julia, podobnie jak jej koledzy i koleżanki z Kite Race Team, trafiła do kadry i zaczęło się poważne ściganie.

Talent eksplodował w tym roku. Najpierw regaty Abu Dhabi Kitesurfing Open 2019, w których była trzecia, i mistrzostwa świata we Włoszech, gdzie Julia zdobyła złoto wśród juniorek. Potem druga pozycja w regatach o mistrzostwo Azji, brąz mistrzostw Europy seniorek, złoto mistrzostw Europy juniorek, srebro w Pucharze Świata i srebro w Światowych Igrzyskach Sportów Plażowych (World Beach Games), które odbyły się pod auspicjami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

- Gdy na początku tego roku startowałam w mistrzostwach świata i na treningach pływałam obok najbardziej utytułowanych zawodniczek świata, czułam na plecach dreszcze i otwierałam buzię z wrażenia. Na zawodach szybko znikały mi na horyzoncie. Mówiłam sobie wtedy, że kiedyś je dogonię. A to się stało w ciągu kilku miesięcy - mówi Julia Damasiewicz. - Dzisiaj cały kitesurfingowy świat ścigający się w zawodach traktuje mnie jak swoją. Wcześniej byłam dla nich anonimową małą dziewczynką, taką maskotką, która gdzieś tam kręciła się między ich nogami i cieszyła się, jak ktoś przybił jej piątkę. Dzisiaj przybijam z nimi piątki na podium, rozmawiam, wymieniam się doświadczeniami, jestem ważną częścią tego świata.

Cel: igrzyska olimpijskie

Gdy pytamy trenerów, rodziców i koleżanki Julii o tajemnicę tych sukcesów, wszyscy zwracają uwagę na wyjątkowe w tak młodym wieku podejście Julii do tego, co robi. Chodzi przede wszystkim o świadomość celu, do którego dąży, a są nim igrzyska olimpijskie, i wewnętrzne przekonanie, że droga do niego nie będzie usłana różami.

- W tym całym szaleństwie zachowuję zdrowy rozsądek, nie grozi mi sodówka. Igrzyska to mój cel długoterminowy, ale nie wizualizuję sobie tego. Nie towarzyszy mi obsesja medalu, na to jeszcze za wcześnie. Wiem jedno: bardzo pragnę tam być. I wiem też, że za te kilka lat będę gotowa. Ale do tego czasu sporo może się wydarzyć. Mamy w Polsce świetnych kitesurferów, w moim teamie jest kilka nie mniej uzdolnionych ode mnie i równie młodych zawodniczek, których talent może eksplodować, tak jak to było w moim przypadku. Dlatego najważniejsze dla mnie jest zdobywanie doświadczenia i nauka - mówi Julia.


Życie na kempingu (fot. arch.prywatne)

Czynnikiem mającym istotny wpływ na sukcesy Julii, na który zwracają uwagę trenerzy, jest odwaga. W kitesurfingu bez tego ani rusz. Pływanie, czytanie wiatru, taktyka na wodzie - tego wszystkiego można się nauczyć, ale jeśli ktoś się boi wejść do wody, czuje strach przed silnym wiatrem, to nie jest sport dla niego. Woda i wiatr to przecież dwa potężne żywioły, które zostawiają niewiele miejsca na błędy. Stara prawda rozpowszechniana wśród amatorów tego sportu mówi, że poziom bezpieczeństwa w kitesurfingu jest wprost proporcjonalny do wyobraźni kitesurfera. Latem na Półwyspie Helskim karetki i helikoptery LPR kursują non stop. Zaczepieni do latawca ludzie rzucani są przez wiatr na brzeg, rozbijają się o przyczepy kempingowe, spadają na falochrony czy z dużej wysokości uderzają w wodę, łamiąc sobie kości. Zdarzają się też wypadki śmiertelne.

- Jest mnóstwo niedoświadczonych amatorów kitesurfingu, wielu z nich przecenia swoje umiejętności. Nie czują respektu przed wiatrem, dobierają wielkość latawca nieadekwatnie do warunków. W tym sporcie nigdy nie można być zbyt pewnym siebie - mówi Julia Damasiewicz. - Kitesurfing jest niebezpieczny, gdy uprawia się go w sposób nieodpowiedzialny. Proszę sobie wyobrazić, że na zawodach, gdy płyniemy na start, mamy nad sobą 200 naprężonych linek. Chwila nieuwagi i można stracić głowę. Może dojść do splątania, co z kolei prowadzi do ogromnego chaosu i niebezpiecznych sytuacji na wodzie. Trzeba myśleć szybko, metodycznie. Ale wbrew pozorom na regatach jest raczej bezpiecznie. Mimo tłoku na starcie wszyscy wiemy, co robimy, potrafimy przewidzieć, co się może wydarzyć, dobrze panujemy nad latawcem, nad emocjami.

- Na zawodach w Cagliari braliśmy udział w akcji rozplątywania 16 osób. Wiało 25 do 30 węzłów, a stan morza był na poziomie pięciu Beaufortów. W akcji brało udział siedem motorówek. Jeśli splątani zwodnicy nie byliby opanowani, nie wiedzieliby, co robić, to mogłoby dojść do tragedii - dodaje Łukasz Damasiewicz.

Słowo klucz: wolność

Rodzina Damasiewiczów jest najlepszym przykładem na to, jak wiele może poświęcić rodzic dla rozwoju własnego dziecka. I nie chodzi tutaj tylko o pieniądze, a o całkowite podporządkowanie życia prywatnego i zawodowego karierze sportowej córki. W tym roku, gdy Julia została powołana do reprezentacji Polski, cała rodzina przeprowadziła się z Koźmina Wielkopolskiego do Gdańska. Teraz na treningi w Sopockim Klubie Żeglarskim Julia dojeżdża w 15 minut. Na miejscu ma bazę, wodę i przede wszystkim swój team, bez którego nie wyobraża sobie życia.

- Kite Race Team to niesamowita grupa młodych zawodników, którzy do niedawna kitesurfingiem się bawili, a teraz uprawiają go zawodniczo i wszystko temu podporządkowali. Oni wzajemnie się mobilizują, wspierają na treningach i na regatach. Tworzą paczkę przyjaciół, lubią ze sobą trenować, spędzać czas, i to jest również jedna z tajemnic ich sukcesów - mówi Błażej Ożóg.


Na kempingu Julia ma wszystko, czego potrzebuje (fot. arch.prywatne)

W bieżącym sezonie Julia Damasiewicz spędziła na wodzie ponad 300 godzin. Treningi, regaty, wyjazdy na zgrupowania odbywają się kosztem szkoły. Na szczęście utalentowana żeglarka zawsze mogła liczyć na wsparcie nauczycieli, którzy rozumieli, że praca nad rozwijaniem pasji to jej życiowa szansa. Julia odwzajemniała się bardzo dobrymi wynikami w nauce, dzięki którym po przeprowadzce do Trójmiasta dostała się bez problemu do znakomitego II LO w Sopocie.

- Mimo że Julia ma dopiero 15 lat, jest bardzo świadoma i rozsądna. Mamy świetną relację ze swoim dzieckiem, ufamy sobie wzajemnie i się wspieramy. Nie trzeba jej gonić do nauki, nie trzeba jej mobilizować do treningów. To, że zawsze miała dużo swobody, nauczyło ją odpowiedzialności, obowiązkowości i uczciwości wobec siebie i innych - dodaje Monika Damasiewicz.

Gdzie ją to zaprowadzi? Julia ma nadzieję, że na podium igrzysk olimpijskich. W 2024 roku igrzyska organizuje Paryż, ale konkurencje żeglarskie rozegrane zostaną w Marsylii. W kitesurfingu rywalizacja będzie odbywać się w parach. Partnerem Julii jest jej rówieśnik i kolega z Kite Race Team, Kuba "Speedy" Jurkowski, aktualny mistrz Europy juniorów. Łączy ich przyjaźń, jedna pasja i wspólny cel. Do niego jednak jeszcze droga daleka, najważniejsze, że Julii nie towarzyszy presja i wciąż, mimo olbrzymich sukcesów i statusu jednej z najlepszych zawodniczek na świecie, potrafi odnaleźć to, co w tym sporcie jest najpiękniejsze.

- Przypomina mi się pobyt w Egipcie. Płynęłam po pięknej błękitnej wodzie, a na niebie był nieprawdopodobny zachód słońca. Cudowne warunki do żeglowania i to poczucie ogarniającej człowieka wolności. Świadomość, że liczy się tu i teraz, wszystko inne zostaje na brzegu, sprawy bieżące, problemy do rozwiązania. Trudno to opisać słowami, ale  uczucie jest wręcz metafizyczne - kończy Julia Damasiewicz.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na o Julii Damasiewicz i innych reprezentantach Polski z Kite Race Team, śledźcie ich facebookowe profile.

Jakub Jakubowski. Dziennikarz, w latach 2009-2019 twórca i redaktor naczelny miesięcznika "Prestiż - magazyn trójmiejski", uznanego przez magazyn "Press" za najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. Pracował również dla Radia Gdańsk, portalu trójmiasto.pl, był redaktorem naczelnym magazynu "Wiecznie Młodzi", publikował w "Dzienniku Bałtyckim", "Przeglądzie Sportowym", "Playboyu" i wielu innych. Zajmuje się także produkcją telewizyjną i filmową. Przez 12 lat wykładał dziennikarstwo prasowe i dziennikarstwo telewizyjne w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej. Fan zaangażowanego dziennikarstwa, dobrego reportażu i ciekawego wywiadu. Miłośnik żeglarstwa, roweru, muzyki, po godzinach DJ w legendarnym klubie Spatif w Sopocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku