Marcin Jankowski podczas finałów LEC w 2019r. w Atenach

Marcin Jankowski podczas finałów LEC w 2019r. w Atenach (fot. Michał Konkol / Riot Games)

młoda polska

Jeden z najlepszych e-sportowców świata jest Polakiem. "Nie interesuje mnie życie prywatne, chcę wygrywać"

- Powiedziałem bliskim o swoich planach: chcę przeprowadzić się do Niemiec i zarabiać jako gracz. Tato i siostra uznali, że skoro i tak spędzam tyle czasu przed komputerem, to dobrze byłoby zająć się tym na poważnie. Mama uznała, że jestem szalony - mówi Marcin "Jankos" Jankowski, jeden z najlepszych e-sportowców na świecie.

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. 


IMIĘ: Marcin 
NAZWISKO: Jankowski 
WIEK: 24 lata 
ZAWÓD: e-sportowiec 
OSIĄGNIĘCIA: zwycięstwo w turnieju MSI 2019 Main Event, mistrzostwo Europy, tytuł najlepszego gracza podczas zawodów LEC 2019 Summer Playoffs 
 
 
Nastoletni Marcin raczej nie wpisuje się w stereotyp gracza komputerowego. Równie chętnie spędza czas na podwórku, jak i przed monitorem. Niewiele wspólnego ze stereotypami mają też jego rodzice, bo nie odciągają go od komputera. Jak mówi sam Marcin: 
 
- Miałem to szczęście, że gry komputerowe były wielkim hobby mojego taty. To on wciągnął mnie w ten świat. 

Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)
Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)

Poznaniak zaczął grać w "Warcraft 3", gdy miał dwanaście lat. Następnie przerzucił się na "League of Legends". 
 
- To gra sieciowa nastawiona na konfrontację. Musisz wraz z drużyną zdobyć bazę przeciwnika. Plansza jest podzielona trzema liniami, pomiędzy którymi znajduje się las. Moją rolą jako "junglera"/"leśnika" jest przemierzanie go i zabijanie znajdujących się tam potworów - tłumaczy Jankowski.
 
Marcin traktował te potyczki wyłącznie jako rozrywkę. Nie miał pojęcia, że "LOL", jak w skrócie nazywana jest gra, stanie się jego sposobem na życie i że z e-sportem wiążą się naprawdę duże pieniądze. Wszystko zmieniło się za sprawą wiadomości od pewnego Amerykanina. 
 
Ryby i klawiatury 
 
Osobą, która skontaktowała się z nastolatkiem, był Christian "IWillDominate" Riviera, grający zawodowo w "LOL"-a. Był pod wrażeniem umiejętności Marcina i nie mógł uwierzyć, że ma do czynienia z amatorem. Polak wspomina: 
 
- Wziąłem sobie do serca jego słowa i zabrałem się do treningów. Akurat zaczęły się wakacje, więc miałem więcej czasu. Graliśmy wraz z kolegami do czwartej-piątej nad ranem, następnie szliśmy na ryby, potem znów wracaliśmy przed komputery i tak w kółko
 
Marcin zaczął brać udział w amatorskich zawodach rozgrywanych w Internecie. Po kilku turniejach otrzymywał coraz więcej zaproszeń na wydarzenia o większym prestiżu, w których można było zdobyć nagrody pieniężne. Niedługo później "kieszonkowe" Marcina znacznie wzrosło. 
 
- W niektórych turniejach można było wygrać nawet dwa tysiące złotych, oczywiście dzielone na drużynę składającą się z pięciu graczy. Ale z perspektywy dzieciaka ze szkoły średniej wydawało się to naprawdę sporą kwotą - mówi. 

TAIPEI, Chinese Taipei - May 19: --- during the 2019 League of Legends Mid-Season Invitational Semifinals Stage at the Taipei Heping Basketball Gymnasium on May 19, 2019 in Taipei, Chinese Taipei. (Photo by Yicun/Riot Games)
Marcin Jankowski (w środku) podczas finałów MSI w Taipei w maju 2019 r. (fot. David Lee/Riot Games)

Kariera nastolatka zaczęła nabierać tempa. Na krótki czas dołączył do francuskiego Team Mistral, gdzie mógł liczyć na opiekę trenera i sztabu zajmującego się drużyną. W marcu 2013 roku po raz pierwszy wziął udział w dużych zawodach w Lille. Graczom towarzyszyła publiczność, która śledziła ich poczynania na telebimach. Stawką był awans do LCS, czyli oficjalnej ligi zorganizowanej przez twórców "LOL"-a.

O mały włos, a na rozgrywki w ogóle by nie dojechał. 
 
- Zaczęło się od tego, że odebrałem swój paszport dopiero dzień przed zawodami. Koledzy dotarli już wcześniej do Francji samolotem, a ja musiałem dojechać autokarem, podróż zajęła całą noc. Na miejscu okazało się, że gracze powinni przyjeżdżać z własnym sprzętem, musiałem więc pożyczyć go od innych zawodników - opowiada Jankowski.
 
Drużynie nie udało się wywalczyć upragnionego awansu. Pierwsze wielkie marzenie Marcina spełniło się jednak już kilka miesięcy później. 
 
Skazani na porażkę 
 
Po krótkiej przygodzie z Mistral Team "Jankos", jak nazywają go w świecie gier, trafił do kolejnych klubów. W barwach polskiego GF-Gaming udało mu się zwyciężyć w ośmiu turniejach.  
 
Następnie dołączył do brytyjskiego H2k, w skład którego wchodzili wyłącznie Polacy. Ci sami zawodnicy zdecydują się niebawem na zmianę barw i zakończą rok w drużynie KMT (skrót od "Kiedyś Miałem Team"). W grudniu 2013 roku Marcin i jego koledzy po raz kolejny wezmą udział w kwalifikacjach do LCS. Tym razem odniosą sukces. 

Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)
Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)

- Skazywano nas na porażkę, niektórzy sugerowali, że skończy się na wyniku 0:3. Mało kto traktował nas poważnie. A jednak to my wygraliśmy 3:0 i awansowaliśmy do ligi - wspomina. 
 
Marcin zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że zawodowa kariera stoi przed nim otworem. Postanowił wykorzystać sprzyjającą sytuację. Pozostało mu jedynie przekonać do swojej decyzji najbliższych. 
 
- Zebrałem rodzinę, a następnie opowiedziałem o swoich planach - mówi. - Chciałem rzucić technikum gastronomiczne, z którym i tak nie wiązałem swojej przyszłości, i przeprowadzić się do Niemiec, by zarabiać jako gracz. Tato i siostra zareagowali pozytywnie: uznali, że skoro i tak spędzam tyle czasu przed komputerem, to najlepiej byłoby zamienić to w zawód. Mama uznała, że jestem szalony, ale wspólnymi siłami udało się nam ją jakoś przekonać
 
Klamka zapadła. W 2014 roku "Jankos" przeprowadził się do Kolonii, by reprezentować barwy profesjonalnej drużyny Team ROCCAT. 
 
Tryb autopilota 
 
Marcin szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu. Odległość od domu oraz nowe obowiązki nie stanowiły dla niego problemu. 
 
- Jako amatorzy też mieliśmy treningi, teraz było ich po prostu więcej. Poza tym chciałem być najlepszy, więc było mi to na rękę. Co do tęsknoty za rodziną i znajomymi - po miesiącu jakoś się z tym pogodziłem, w końcu mamy Internet, telefony - mówi. 

TAIPEI, Chinese Taipei - May 19: --- during the 2019 League of Legends Mid-Season Invitational Semifinals Stage at the Taipei Heping Basketball Gymnasium on May 19, 2019 in Taipei, Chinese Taipei. (Photo by )
Marcin Jankowski podczas finałów MSI w Taipei w maju 2019 r. (fot. David Lee/Riot Games)

W Niemczech Marcin zbierał kolejne zawodowe szlify. Zaczęły się pojawiać również pierwsze poważne rozczarowania. Team ROCCAT początkowo prowadził w lidze, ostatecznie jednak skończył sezon poza podium. Oznaczało to, że drużyna nie zakwalifikowała się na Worlds 2014, czyli mistrzostwa świata w "LOL"-a organizowane w Korei Południowej. To jednak nie wszystko. 
 
Rok 2015 był już naprawdę fatalny. Nie udało się nam niczego wygrać, zajęliśmy też niskie miejsce w lidze i walczyliśmy o utrzymanie się w niej. Dużo się jednak wtedy nauczyłem: zrozumiałem, że czasem trzeba odbić się od dna, żeby potem wejść na wyżyny - przyznaje. 
 
Straty udało mu się nadrobić w roku 2016. Marcin, reprezentując ponownie barwy brytyjskiego H2k, dostał się w końcu na "Worldsy", jak sam nazywa turniej. W trakcie występów przed dużą publicznością czuł się jak ryba w wodzie. Jak sam mówi: 
 
- Podczas zawodów towarzyszy mi raczej ekscytacja niż stres - cieszę się, że mogę prezentować widzom swoje umiejętności. Gdy tylko rozpocznę grę, mój mózg przechodzi w tryb autopilota, jestem kompletnie wyłączony. Ktoś obok mnie mógłby walić w bębny, a ja i tak bym tego nie zauważył.
 
H2k z "Jankosem" w składzie zajęło ostatecznie miejsce 3. - 4. (podczas zawodów nie rozgrywa się meczu o brązowy medal). Ten wynik tylko pobudził jego apetyt na kolejne sukcesy. Marcin postanowił wtedy, że zrobi wszystko, aby zostać najlepszym zawodnikiem w Europie. 

Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)
Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)

Żądza wygrywania 
 
W roku 2018 "Jankos" po raz kolejny zmienił barwy klubowe i dołączył do drużyny G2 Esports, która ma swoją siedzibę w Berlinie. Wraz z resztą zawodników wprowadził się do kilkupokojowego apartamentu dostosowanego do potrzeb graczy. 
 
Ich dzień ma zazwyczaj podobny przebieg: pobudka około 10, posiłek, trening w godzinach 14-19, kolacja i czas wolny. Marcin spędza go, prowadząc swój kanał na YouTube. Zdarza się też, że koledzy z drużyny wychodzą wspólnie do restauracji lub grają w gry planszowe. Jak mówi "Jankos": 
 
- Wygląda to podobnie, jak w wypadku piłkarzy czy ludzi uprawiających jakąkolwiek inną dyscyplinę - sam trening nie ma tylko aż tak fizycznego charakteru. Podejście do e-sportu będzie się zmieniać i niebawem nazywanie nas sportowcami stanie się szeroko akceptowane. 
 
Polak przyznaje również, że obecny tryb życia bardzo mu odpowiada: 
 
- Gdybym chciał wynająć mieszkanie i żyć osobno, wszyscy by się na to zgodzili. Niespecjalnie interesuje mnie jednak życie prywatne, na to będzie czas po sezonie. Teraz chodzi nam o to, żeby wygrywać. 
 
A to w ostatnim czasie stało się domeną G2 Esports. Marcin nie ma wątpliwości, że trwający rok jest najlepszym w jego karierze. W kwietniu zdobył wraz z kolegami tytuł mistrza Europy. Miesiąc później drużyna zwyciężyła w odbywającym się w Wietnamie i na Tajwanie turnieju MSI, nazywanym "małymi mistrzostwami świata". W udziale przypadła im nagroda w wysokości stu tysięcy dolarów. 
 
W ubiegłym miesiącu lista jego sukcesów powiększyła się o triumf w letnich play-offach ligi LEC oraz tytuł najlepszego gracza turnieju. Jest drugim "junglerem" w historii, który otrzymał to wyróżnienie. Zapytany o to, co sprawia, że z taką łatwością radzi sobie z przeciwnikami, odpowiada: 
 
- Chodzi o moje zamiłowanie do rywalizacji, bardzo chcę być najlepszy, czuję wręcz żądzę wygrywania. Muszę mieć również jakiś talent - są przecież ludzie, którzy spędzają przy komputerze tyle samo czasu, a jednak nie udaje się im tyle osiągnąć. Niemniej włożyłem w to naprawdę dużo pracy, poświęciłem profesjonalnemu graniu ostatnie sześć lat. 

Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)
Marcin Jankowski (fot. Michał Konkol / Riot Games)

Bez planu B 
 
Zawrotne sukcesy oraz wysokie zarobki (pensja profesjonalnego gracza w "LOL"-a to w Europie 150-200 tys. euro rocznie) mogłyby skutkować tak zwaną sodówką. Jednak Marcin twierdzi, że jest na nią odporny.
 
- Cały czas trzymam się z tą samą paczką znajomych, podchodzę do innych z szacunkiem, niezależnie od osiągnięć. We vlogach staram się tłumaczyć tę grę laikom
 
Zapewnia również, że doskonale radzi sobie z presją, zainteresowaniem mediów oraz wszechobecnym hejtem: 
 
- Kiedyś bardziej przejmowałem się tym, co ludzie piszą na mój temat. Teraz jest mi to obojętne, skupiam się tylko na sobie i swojej drużynie. Wiem, że ludzie, którzy udzielają się na różnych forach, często nie mają pojęcia, o czym mówią - przyznaje ze śmiechem. 
 
Marcin przewiduje, że moda na gry komputerowe szybko nie przeminie, a profesjonalizacja branży gamingowej będzie postępować. Kwestia ewentualnego "planu B" raczej nie spędza mu snu z powiek. 
 
- Jeśli już musiałbym szukać jakiegoś innego zajęcia, postawiłbym na YouTube'a i streamy [czyli transmisje na żywo - przyp. red.]. A gdyby to nie wypaliło, rozglądałbym się pewnie za innymi rozwiązaniami: może zacząłbym szkołę średnią dla dorosłych? Oszczędności powinny pozwolić mi na to, aby podejść do szukania nowego zawodu ze spokojem. 
 
To jednak na razie sprawy drugorzędne. Już lada dzień rozpoczną się mistrzostwa świata, w których weźmie udział drużyna Marcina. "Jankos" ma wyłącznie jeden cel: stanąć na najwyższym stopniu podium.  
 
Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski, "Czasu Kultury" i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego Popland. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (153)
Zaloguj się
  • janrobin2015

    Oceniono 19 razy 15

    Kiedys byli gladiatorzy, potem sportowcy a teraz oni. Potrzebybte same, zmieniaja sie narzedzia.

  • tk

    Oceniono 16 razy 8

    E-sport jest takim sportem, jak samogwałt gwałtem.

  • bartekgryko

    Oceniono 18 razy 6

    Z tego jest taki sport, jak ze zdjęcia schabowego - jedzenie. Nie odbieram radości z grania w gry żeby było jasne...

  • lassaros

    Oceniono 28 razy 6

    Oj smutne polaczki wylewają żal, bo ktoś zarabia rocznie tyle pieniędzy, ile oni w 10 lat. Mam prawie 40 lat, pracę i rodzinę, ale zdarza mi się wieczorami śledzić poczynania młodych, utalentowanych chłopaków, którzy nie tylko robią to, co kochają, ale i dobrze na tym zarabiają.
    Nie wdaję się w dyskusję, czy to sport czy nie. Każdy ma prawo do własnej opinii. Ale po co od razu krytykować? Przypominam, że szachy są również przez Komitet Olimpijski nazywane sportem i w programie Igrzysk kiedyś były.

  • zwispokolana

    Oceniono 7 razy 5

    znam jednego e-lekarza, też zarabia krocie

  • ravenom

    Oceniono 4 razy 4

    Sport jak sport - obarczony ryzykiem, dzisiaj gra jes tmodna jutro nie, do tego dochodza urazy jak w kazdym sporcie.
    Czas przeznaczony na granie musi byc wart tego tak aby w dniu kiedy chwla przeminie bieda nie zapoukala do drzwi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX