Marta Krupińska

Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)

młoda polska

Polka szefową londyńskiego oddziału Google Startups. "Zakładali, że jestem asystentką, i prosili o zrobienie kawy"

Długo myślałam, że każdy z nas musi ciężko pracować, najlepiej 20 godzin na dobę, bez taryfy ulgowej. Dziś nie chciałabym na to skazywać kolejnego pokolenia ambitnych ludzi - mówi Marta Krupińska. Jej kariera zaczęła się wraz ze stworzeniem aplikacji, która ułatwia emigrantom przesyłanie pieniędzy do krajów pochodzenia. Teraz Polka stoi na czele londyńskiego oddziału Google Startups i pomaga młodym innowatorom. 

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie: 

Miał być dziennikarzem, potem informatykiem. Dzisiaj jego muzyka trafia do seriali Netfliksa i Hulu

W 10 miesięcy przygotowała się do mistrzostw świata we freedivingu. ''Jesteś syreną'' - mówili jej

Dzieciństwo spędził wśród 300-letnich skrzypiec. Ma zaledwie 26 lat, a już jest jednym z najlepszych lutników na świecie


IMIĘ: Marta 
NAZWISKO: Krupińska 
WIEK: 31 lat 
ZAWÓD: przedsiębiorczyni 
OSIĄGNIĘCIA: jest założycielką start-upu Azimo, z którego usług skorzystał już milion klientów, trafiła na prestiżową listę "30 under 30" magazynu "Forbes", kieruje londyńskim oddziałem Google Startups 
 
 
Marta nie lubi marnować czasu. Już dwa dni po napisaniu egzaminu maturalnego rozpoczyna pracę w jednej z krakowskich restauracji. Chce w ten sposób zarobić na bilet do Irlandii, gdzie spędzi ostatnie miesiące przed rozpoczęciem studiów. - To był koszmar, trudno sobie wyobrazić gorsze miejsce pracy - wspomina. - Zarabialiśmy cztery złote za godzinę, zmiany trwały 14 godzin, a nasi przełożeni nie przewidywali żadnych przerw na jedzenie. 
 
W Irlandii również pracuje jako kelnerka. Przełożeni z Dublina traktują ją dużo lepiej. Pojawiają się jednak problemy innego rodzaju. - Gdy udało mi się zaoszczędzić trzy tysiące euro, postanowiłam, że wyślę je do Polski. Okazało się, że wszystkie firmy oczekują ode mnie w zamian za usługę niebotycznej prowizji - mówi. Marta kupuje więc bilet samolotowy i wraca do Krakowa z kieszeniami wypchanymi gotówką. Stanie się to dla niej inspiracją do stworzenia pierwszego dużego biznesu. 

Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)
Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)

Podróże pracoholiczki 
 
Po powrocie do Polski Marta rozpoczyna studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie myśli jeszcze o karierze w branży finansowej i technologicznej. Na razie planuje zostać psycholożką. - Fascynowała mnie głównie psycholingwistyka i to, w jaki sposób język, którym się posługujemy, wpływa na nasze postrzeganie świata. Nie byłam jednak pewna, czy chcę spędzić życie, zastanawiając się, dlaczego Polak mówi "pokrywa studzienki kanalizacyjnej", a Anglik "manhole cover" (śmiech) - wspomina. 
 
Marta studiuje, a Ariel Adamski, jej wieloletni przyjaciel, marzy o podróży dookoła świata. Razem postanawiają stworzyć portal, który pozwoli podróżnikom amatorom z całego globu na kontakt oraz umożliwi im wymianę informacji.  

- Wiedziałem, że Marta jest "tytanem pracy", nie to jednak było najważniejsze: chodziło o jej determinację w dążeniu do celu i kreatywność. Zawsze - niezależnie od tego, jakiego zadania się podejmuje - daje z siebie 110 procent - mówi Ariel, dziś właściciel firmy kosmetycznej BodyBoom. Tworzą Travelnity.com. Portal początkowo radzi sobie dobrze, ale Ariel i Marta nie wiedzą, w jaki sposób przekuć sukces w zauważalny zysk. Sytuacji nie ułatwia też gwałtowny wzrost popularności Facebooka.  
 
W 2011 roku przed Martą pojawia się kolejna wielka szansa. - Jako że zawsze mi się spieszyło, postanowiłam skończyć studia w cztery lata, a nie w pięć. Mniej więcej w tym samym czasie przyjaciel z Nowego Jorku zaproponował, żebym odwiedziła Stany - mówi Marta. 
 
Decyduje się na wyjazd. Znów zarabia jako kelnerka, równolegle kończy też pracę magisterską dotyczącą... pracoholizmu. Wie na ten temat całkiem sporo. Kilka lat spędzonych w Travelnity nauczyło ją, w jaki sposób ograniczyć sen do minimum. 
 
I znów - aby przesłać zarobione pieniądze do Polski, jest zmuszona dzielić się ich znaczną częścią z bankami i innymi firmami finansowymi. - Wtedy po raz kolejny pojawiła się złość - przyznaje. -  Stwierdziłam, że skoro udało nam się zbudować dzięki Travelnity sporą sieć społecznościową, może warto byłoby wykorzystać internet w nieco innym celu? 
 
Jako że termin ważności jej wizy dobiega końca, Marta postanawia przenieść się do Londynu. Ma określony cel: chce stworzyć firmę, która ułatwi życie imigrantom takim jak ona. 

Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)
Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)

Świat mężczyzn w średnim wieku 
 
Dzięki couch surfingowi ma tymczasowe lokum. Brakuje jej pieniędzy i wiedzy na temat branży finansowej. Chce dotrzeć ze swoim pomysłem do doświadczonych ludzi. Takich jak Ricky Knox z cenionej firmy Small World Financial Services. Knox dostaje od niej maila i zgadza się poświęcić jej trochę czasu. - Najtrudniej było przekonać go, że mogę mu się w ogóle do czegoś przydać. Mam jednak sporo szczęścia do ludzi. 
 
Znajomość z Knoksem pozwala jej dotrzeć do jego partnera biznesowego, Michaela Kenta. Okazuje się, że Brytyjczycy również pracują od jakiegoś czasu nad nowymi rozwiązaniami, które pozwolą ludziom z całego świata na szybsze i (przede wszystkim) dużo tańsze przelewy pieniężne. Postanawiają połączyć siły. W tym 2014 roku, wspólnie z polskim informatykiem Markiem Wawrą, tworzą start-up Azimo, który ma za zadanie "demokratyzację usług finansowych". Nowa aplikacja szybko podbija serca odbiorców oraz mediów: peany na jej cześć można usłyszeć i przeczytać m.in. w CNN, "The Economist" i "Guardianie". Coś jednak sprawia, że Marta - pełniąca w firmie funkcję dyrektora operacyjnego - wciąż nie do końca wierzy w swoje umiejętności.  

- Świat finansów należy, niestety, dalej do wykształconych, białych mężczyzn w średnim wieku - mówi. - Teoretycznie nie spotkałam się wówczas z jakąś jawną, otwartą dyskryminacją. Docierały do mnie jednak różne dyskretne sygnały, dzięki którym miałam zobaczyć swoje miejsce w szeregu.   
 
Przykłady? Gdy pojawia się wraz ze wspólnikiem na spotkaniu biznesowym, potencjalni kontrahenci rozmawiają tylko z nim. Bywa też, że z góry jest traktowana jako asystentka. Jeden z przyszłych inwestorów prosi ją, by zrobiła mu kawę. Zakłada, że Marta nie pełni w firmie żadnej wysokiej funkcji. - To wszystko podkopywało moją pewność siebie - mówi. - Na kwestię płci i kompleks imigrantki nałożył się dodatkowo fakt, że nie skończyłam żadnej prestiżowej uczelni, a moje wykształcenie nie ma nic wspólnego z finansami. 
 
Dlatego też w 2014 roku Marta decyduje się na powrót do Nowego Jorku. Zamierza ukończyć kurs biznesowy na Uniwersytecie Columbia. 

Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)
Marta Krupińska (fot. archiwum prywatne)

Wspólna walka 
 
Podczas ponownego pobytu w Stanach Polka przekonuje się, że w niczym nie odstaje od koleżanek i kolegów z kursu. - Zrozumiałam, że nie mam się czego wstydzić: nierzadko pierwsza podnosiłam rękę podczas zajęć i odpowiadałam na zadane przez wykładowców i wykładowczynie pytania, rzucałam dobrymi pomysłami. Uświadomiłam sobie, że nie muszę wcale "doskakiwać" do tego świata, tylko po prostu do niego należę - opowiada. 

Ta ważna lekcja sprawia, że Marta wraca do Londynu pewniejsza siebie i zabiera się do dalszej pracy, która szybko zaczyna dawać odpowiednie rezultaty. W 2015 roku Polka obejmuje funkcję dyrektora generalnego Azimo. Rok później trafia na prestiżową listę "30 under 30" magazynu "Forbes" prezentującą dokonania osób, które jeszcze przed ukończeniem trzydziestu lat dały się poznać jako wizjonerzy w swoich dziedzinach. 
 
Sukcesy Marty sprawiają, że jej spojrzenie na kwestię płci i pochodzenia ulega na moment zmianie. Skoro jej się udało, to może sam problem jest wydumany lub przynajmniej da się go pokonać przy odrobinie samozaparcia? - Na szczęście moja najlepsza przyjaciółka sprowadziła mnie wówczas na ziemię - wspomina. - Powiedziała coś w rodzaju: "Ty głupia krowo, nie masz prawa tak mówić. To świetnie, że tobie się powiodło, ale teraz nie chodzi już o ciebie". Zrozumiałam, że to wspólna walka - że dalej dotykają nas rozmaite systemowe problemy, które utrudniają kobietom rozwój, zrobienie kariery zawodowej. 
 
Wartości i cyferki 

Dla Marty ważny jest społeczny aspekt biznesu. - Technologia jest tylko narzędziem - twierdzi. - Należy przede wszystkim zadać sobie pytanie: Dla kogo i po co to wszystko robimy? Po co tworzyć firmę, której jedynym celem będzie zarabianie pieniędzy, skoro możemy stworzyć coś, co pomoże nam zmieniać świat na lepsze? 

Marta przyznaje, że zmieniła się jej filozofia pracy i podejście do współpracowników. Opowiada: - Parę lat temu w wywiadzie do "Wysokich Obcasów" mówiłam m.in. o tym, że aby odnieść sukces, trzeba ciężko pracować, najlepiej 20 godzin na dobę, bez taryfy ulgowej. Dziś nie chciałabym na to skazywać kolejnego pokolenia ambitnych ludzi. Dużo więcej myślę o odpowiedzialności związanej z prowadzeniem biznesu - szczególnie jeśli chodzi o branżę technologiczną. 

Jest to tym bardziej istotne, że branża startupowa ma sporo do nadrobienia. Jak wskazuje Marta, w Wielkiej Brytanii aż 89 procent kapitału przeznaczanego na wsparcie nowych inicjatyw trafia do stuprocentowo męskich zespołów. 10 procent - do zespołów mieszanych. Tylko jeden procent trafia natomiast do grup stuprocentowo kobiecych.  

- Zdaję sobie sprawę, że mówienie o "wartościach" i "ideach" nie przekona każdego. Musimy więc również pokazać konkretne cyferki, aby panowie z Wall Street i londyńskiego City zauważyli, że zmiana jest potrzebna - przekonuje. 

Siedziba Google w Mountain View w Kalifornii (fot. Shutterstock)
Siedziba Google w Mountain View w Kalifornii (fot. Shutterstock)

Przeciw nierównościom 

Od niedawna Polka ma okazję wcielać to, o czym mówi, w życie. Pod koniec ubiegłego roku objęła kierownictwo w londyńskim oddziale Google Startups, czyli miejscu umożliwiającym rozwój młodych inicjatyw biznesowych i technologicznych.

- W UK dużo mówi się o mniejszościach, o ich prawach i o tym, jak im pomóc. Jest w tym jednak sporo PR-u. No bo jaka jest najlepsza odpowiedź na pytanie: Jak wspierać homoseksualne kobiety pochodzące spoza Europy? Otóż: dać im pracę, dostrzec ich wartość! 

Polka nie zapomniała też rzecz jasna o początkach swojej zawodowej kariery. Zamierza wyciągnąć rękę w stronę młodych przedsiębiorczyń i przedsiębiorców, którzy do tej pory bywali pomijani przez inwestorów. - Teraz powinniśmy postawić na ludzi spoza Londynu, a także spoza Wielkiej Brytanii - np. z Europy Środkowo-Wschodniej i Afryki i innych mniej rozwiniętych pod względem biznesowym ekosystemów. Chciałabym w pewnym sensie pomóc takim Martom Krupińskim z przyszłości - mówi.  

Choć trudno w to uwierzyć, mimo całego nawału obowiązków szefowa Google Startups nauczyła się wreszcie odpoczywać. No, przynajmniej w miarę swoich możliwości. 

- Cały czas uczę się, jak pracować lepiej i mądrzej. I dostrzegam tę potrzebę u innych - jeżeli ja siedzę w pracy już 14. godzinę, to nie znaczy, że wszyscy muszą robić tak samo. Z jednej strony chciałabym pracować mniej, ale wokół jest tyle fantastycznych, ciekawych rzeczy, że ciężko mi zamknąć to w ośmiu godzinach - twierdzi. 
 
Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl, stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski, "Czasu Kultury" i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2018. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie, prowadzi facebookowego bloga muzycznego Popland. 
  

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (167)
Zaloguj się
  • calmy

    Oceniono 40 razy 30

    "Już nie muszę pracować po 20 godzin na dobę, wystarczy 14".

    "Ale najważniejsze jest, że mogę pmagać ludziom. A na końcu tego pomagania Alphabet jest bogatszy o 30 miliardy rocznego, czystego zysku, a jego użytkownicy odarci z prywatności i z tożsmością cyfrowych zombie."

    Serdecznie gratuluję dobrego samopoczucia.

  • namegoeshere

    Oceniono 24 razy 22

    Ja, niestety, znalazłem firmę, która przesyła pieniądze z Kanady do Polski za darmo (zarabiają oczywiście na przeliczniku wymiany, ale i tak mają dużo lepszy przelicznik niż banki) i w ten sposób, cholera, nie zostałem zmotywowany do stworzenia nowego startup'u. Ale mam pecha...

  • coolheaded

    Oceniono 20 razy 18

    Ten artykuł trzeba trochę obrazowo, bo po jego lekturze ma się wrażenie, że obcuje się z Wonder Woman.
    Zrobiła fajny startup, pozyskała fundusze, spędziła tysiące godzin, poświęcając życie prywatne. Podejrzewam (bo przecież nie wiem), że ta pani miała spiny z swoimi aniołami biznesu i w odpowiednim momencie jej się pozbyli.
    Reszta to klasyka PR - "nowe wyzwania", uczenie się pracy "tylko" 14h i dorabianie do tego ideologii. Czekam na film rodem z MC na podstawie jej kariery.
    Niemniej, gratuluję, bo zrobiła coś imponującego. Tylko mniej tego PR-owego bełkotu proszę.

  • tomasz.rze

    Oceniono 16 razy 14

    Tik-tak, tik-tak...
    Czternasta godzina pracy?
    Nie, zegar biologiczny.
    Domaga się snu.

  • krucabombaterefere

    Oceniono 15 razy 13

    Wolę jak moja żona pracuje po 8h, żyjemy sobie średnio przeciętnie ale za to po tych 8h mamy ochotę na igraszki w łóżku. I tak już 14 lat. Boję się, choć mogę sie mylić, że po 14h zasuwania ta pani idzie grzecznie spać bo nie ma siły nawet zdjąć bluzki. Mimo wszystko kibicuje, każda branża potrzebuje robotów.

  • mar.rod81

    Oceniono 14 razy 12

    No i super że się udało! Powodzenia! A ja mam urlop, leżę na plaży w Grecji z drinkem w ręku, słoneczko i 30 stp. Pzdrrr bo praca to tylko dodatek do życia.

  • partia_niewidzialnych

    Oceniono 15 razy 11

    Nie chce mi się wierzyć w te cudowne kariery. I niby jak kelnerka z Polski przekonała wielkiego pana finansistę, że może mu się przydać? Bo tego w artykule nie ma.

  • strange_email

    Oceniono 10 razy 10

    Pani Marta ma fajną robotę ale z jej przygody z Azimo niewiele wyszło, bo wygląda na to, że nowi udziałowcy (fundusze)zrobiły czystkę i pozbyli się jej, nie ma udziałów w tym biznesie. Zapewne wiele się nauczyla ale żeby to był dobry exit to bym nie powiedział patrząc na dane w Companies House.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX