Początki sztuki leczenia zębów, zwanej dziś stomatologią, toną w mrokach przeszłości

Początki sztuki leczenia zębów, zwanej dziś stomatologią, toną w mrokach przeszłości (fot. Shutterstock)

Przez większość dziejów ludzkości stomatologią parali się niekompetentni medycy

Niektórzy działali w dobrej wierze, innymi kierowała wyłącznie żądza zysku (...) Metody leczenia zębów były tak bardzo krwawe i barbarzyńskie, że przynosiły więcej szkody niż pożytku - pisze w książce "Bolesna historia stomatologii" James Wynbrandt. Publikujemy jej fragmenty.

Początki sztuki leczenia zębów, zwanej dziś stomatologią, toną w mrokach przeszłości. Można powiedzieć, że jest to opowieść spowita całunem utkanym w równym stopniu z tajemnicy i z cierpienia. Z tego, co nam wiadomo ze źródeł pisanych, przez większość dziejów ludzkości stomatologią parali się niekompetentni medycy. Niektórzy działali w dobrej wierze, innymi kierowała wyłącznie żądza zysku, jednak niezależnie od pobudek kliniczne rezultaty ich działań zazwyczaj niewiele się od siebie różniły.*

Mimo odmiennego podejścia w obu przypadkach, jak pokazuje historia, metody leczenia zębów były tak bardzo krwawe i barbarzyńskie, że przynosiły więcej szkody niż pożytku. Jeśli cokolwiek jest w stanie stępić ostrze tego bolesnego faktu, to chyba tylko świadomość, że w przeżywaniu katuszy spowodowanych przez ból zęba oraz inne najrozmaitsze dolegliwości jamy ustnej człowiek nie jest osamotniony.

(...)

Ekstrakcja na Wschodzie

Starożytni Chińczycy również doskonale wiedzieli, co to próchnica i ya-tong - czyli po prostu ból zęba. Dysponowali zaskakująco zaawansowaną wiedzą z zakresu stomatologii, a co za tym idzie, znali się na dolegliwościach jamy ustnej znacznie lepiej niż większość współczesnych im kultur.

Za ojca chińskiej medycyny uznaje się Huang Di, znanego również jako Żółty Cesarz. Księga jego autorstwa zatytułowana "Kanon medycyny chińskiej" powstała najprawdopodobniej około 2700 p.n.e., lecz klasyczna wersja tego traktatu została opublikowana dopiero w III wieku p.n.e. Jednakże inny pionier chińskiej medycyny, mityczny cesarz Shennong (ok. 3700 p.n.e.), w swoich tekstach poświęcał zębom znacznie więcej uwagi. Jego Shennong Bencaojing [Księga ziół Shennonga] to istny róg obfitości, jeśli chodzi o metody leczenia rozmaitych schorzeń (poprawiona wersja tego dzieła została wydana ponownie w latach pięćdziesiątych XX wieku). Na ból zęba zalecał płyny do płukania ust, masaże, leki ziołowe, środki przeczyszczające oraz akupunkturę.

W chińskich tekstach medycznych znajdziemy dziewięć odmian ya-tong oraz siedem rozpoznawalnych chorób dziąseł. Dziurę w zębie (chung choo) tłumaczono obecnością robaka zębowego, choć teoria humoralna również miała swoich zwolenników.

Według źródeł niektórzy medycy w starożytnych Chinach uważali, że przyczyną stomatologicznych dolegliwości było "nadmiernie bujne życie seksualne". To przekonanie stanowiło zapewne pokłosie teorii humoralnej, zgodnie z którą zarówno niedobór, jak i zbyt wysoki poziom płynów ustrojowych powodowały liczne dolegliwości.

W chińskich tekstach medycznych znajdziemy dziewięć odmian ya-tong oraz siedem rozpoznawalnych chorób dziąseł (fot. Shutterstock)
W chińskich tekstach medycznych znajdziemy dziewięć odmian ya-tong oraz siedem rozpoznawalnych chorób dziąseł (fot. Shutterstock)

Kuracje zalecane w przypadku bólu zęba czasami w sposób zupełnie niewytłumaczalny łączyły w sobie całkiem racjonalne metody z dość osobliwymi pomysłami. Oto jedna z nich: "Upiecz czosnek i zgnieć go zębami, następnie dodaj do niego posiekane nasiona chrzanu lub saletrę i zmieszaj z ludzkim mlekiem; z powstałej pasty uformuj pigułkę i wsadź ją do nosa, w dziurkę znajdującą się po przeciwnej stronie do ogniska bólu".

Jeśli ból nie przechodził, stosowano arszenik w postaci maleńkiej pigułki, którą umieszczano w pobliżu zęba. Trucizna zazwyczaj uśmierzała ból, przy okazji uśmiercając nerw, przyległe tkanki, a czasem i samego pacjenta.

Kolejną metodą walki z problemami natury stomatologicznej była akupunktura, praktykowana w przypadku całej masy innych dolegliwości zdrowotnych, toteż można ją zaliczyć do grona najstarszych form chirurgii jamy ustnej. Z 388 punktów na ludzkim ciele, które w rękach specjalisty od akupunktury stawało się swoistą poduszeczką do igieł, dwadzieścia sześć odpowiadało za uśmierzanie bólu.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że na Dalekim Wschodzie parano się także stomatologią kosmetyczną. Marco Polo w swoim słynnym dzienniku z podróży Opisanie świata (wydanym w 1295 roku) donosił, że w Karbandan na południu Chin "zarówno mężczyźni, jak i kobiety zamieszkujący tę prowincję mają w zwyczaju pokrywać swoje zęby cienkimi, idealnie dopasowanymi do ich kształtu płytkami złota, które noszą na stałe".

Japońskie metody leczenia zębów niewiele różniły się od chińskich, choć w przypadku przeciwdziałania bólowi Japończycy wykazywali większą skłonność do zwalczania ognia ogniem - innymi słowy stosowali termopunkturę. Tkankę, którą trawił stan zapalny, przyżegali za pomocą podpalonej bylicy pospolitej albo zwitków bawełny, wełny oraz innych materiałów palnych, które przykładali do zmienionego chorobowo miejsca. Ekstrakcje przeprowadzano w Japonii gołymi rękami, a ściślej palcami: ćwiczono, wyrywając drewniane kołki wbite w deski.

W poszukiwaniu dentystycznej nirwany

Za wyszczerbionymi, ostrymi niczym brzytwa kłami Himalajów w okresie od 4000 do 3000 tysięcy lat p.n.e. rozwinęła się inna, stomatologicznie zaawansowana kultura. W tym czasie pojawiły się pierwsze Wedy, święte księgi hinduizmu należące do najstarszych sanskryckich tekstów religijnych. Jedna z nich, Ajurweda, przedstawia dzieje medycyny indyjskiej.

Znajdują się w niej także traktaty dotyczące stomatologii oraz anatomii jamy ustnej, jej patologii, higieny oraz metod leczenia. Na kartach tych tekstów pojawiają się również wzmianki o robaku zębowym wraz z inkantacjami mającymi na celu jego wyplenienie, podobnymi do tych, które zawiera egipski papirus Anastasi I powstały 1000 lat p.n.e.

Za wyszczerbionymi, ostrymi niczym brzytwa kłami Himalajów w okresie od 4000 do 3000 tysięcy lat p.n.e. rozwinęła się inna, stomatologicznie zaawansowana kultura (fot. Shutterstock)
Za wyszczerbionymi, ostrymi niczym brzytwa kłami Himalajów w okresie od 4000 do 3000 tysięcy lat p.n.e. rozwinęła się inna, stomatologicznie zaawansowana kultura (fot. Shutterstock)

W Wedzie Wisznu, której nazwa pochodzi od imienia jednego z ważniejszych bóstw panteonu hinduistycznego, cały sześćdziesiąty pierwszy rozdział poświęcony jest metodom czyszczenia zębów. Najpopularniejszym przeznaczonym do tych celów narzędziem była dantakashtha wykonana z postrzępionej na czubku gałązki któregoś z aromatycznych krzewów. Dużą wagę przykładano również do samego rytuału szorowania zębów.

Hinduscy chirurdzy szczękowi tamtej ery leczyli pacjentów cierpiących na upa kusa (czyli paradontozę albo wszelkie zmiany zwyrodnieniowe kości u podstawy zęba, którym często towarzyszy wydzielanie się ropy). Podejmowali także walkę z kirimi danta, czyli próchnicą, oraz przeprowadzali ekstrakcję zębów. Usuwanie kamienia nazębnego było kolejną usługą dostępną w owym czasie. Jubilerzy specjalizowali się w podwiązywaniu rozchwianych zębów, żeby je unieruchomić. Ogólnie rzecz ujmując, narzędzia służące do wyrywania zębów oraz inne przyrządy stomatologiczne pochodzące z tamtej epoki opisywano jako "konstrukcyjnie zaskakująco nowoczesne".

W czasach mędrca Atreyi - czyli mniej więcej w VI wieku p.n.e. - indyjski chirurg Sushruta stworzył swoje wiekopomne dzieło Sushruta Samhita [Kompendium Sushruty], jeden z podstawowych tekstów medycyny indyjskiej. Sushruta opisał sześćdziesiąt pięć chorób jamy ustnej i precyzyjnie zdefiniował kategorie, do jakich należało zaliczyć każdą z nich. Jako jeden z pierwszych propagatorów higieny jamy ustnej niczym echo powtarzał zalecenia zawarte w Wedach: "Należy wczesnym rankiem płukać i czyścić zęby. Szczoteczka winna być wykonana ze świeżo zerwanej, pozbawionej sęków gałęzi, długiej  na dwanaście palców i grubej na szerokość małego palca". Ponadto zalecał stosowanie na co dzień pasty sporządzonej z miodu, oleju oraz innych składników. W jego traktacie znalazły się też opisy narzędzi chirurgicznych, w tym kleszczy używanych do ekstrakcji zębów.

Im więcej czasu poświęcimy rozważaniom na temat boskiego dziedzictwa stomatologicznego Indii, tym wyraźniej dostrzeżemy podobieństwo pomiędzy wieloramiennymi bóstwami hinduizmu a współczesnymi zabiegami dentystycznymi "na cztery ręce".

Święty ząb

Dziś na subkontynencie indyjskim ząb będący źródłem pierwotnej mocy oraz symbolem życia nadal traktuje się jako obiekt kultu. Jego pokrytym szkliwem ucieleśnieniem jest Święty Ząb Buddy, skarb, który, cytując doktora Hermanna Prinza, cenionego historyka, naukowca i autora książki "Dental Chronology" [Chronologia dentystyki],"był przyczyną niezliczonych wojen i pielgrzymek".

Perakara, jedna z najpilniej strzeżonych i najświętszych relikwii na świecie, przechowywana jest w srebrnej szkatule skrywanej przez sześć kolejnych szkatuł, zamkniętych jedna w drugiej, w Sri Dalada Maligawa - świątyni Zęba Buddy - w Kandy na Sri Lance. Każdego roku w księżycowym miesiącu esala (który wedle naszego kalendarza przypada na lipiec lub sierpień) z okazji Święta Słoni ząb zostaje zabrany ze świątyni i nocą, podczas pełni księżyca, wędruje ulicami miasta, niesiony w uroczystej procesji, w której obok ludzi kroczy ponad setka słoni.

Ruiny Atadage, które były domem relikwii zęba Buddy (fot. AntanO / Wikipedia / CC BY-SA 4.0)
Ruiny Atadage, które były domem relikwii zęba Buddy (fot. AntanO / Wikipedia / CC BY-SA 4.0)

Na początku XX wieku Sri Lanka, w owym czasie funkcjonująca pod nazwą Cejlon, była jednym z portów pośrednich na trasie pierwszego, jak zapewniali jego organizatorzy, pasażerskiego rejsu dookoła świata. Na pokładzie statku znalazł się dentysta H.L. Ambler, który podczas postoju na Cejlonie udał się do świątyni, by obejrzeć świętą relikwię. W swojej dentocentrycznej relacji z morskiej wyprawy dookoła globu, zatytułowanej "Around the World Dentistry" [Stomatologia na świecie], opisał Ząb Buddy w następujących słowach: "[mierzy] około ośmiu centymetrów, a jego szerokość jest proporcjonalna do długości. Odnosząc się do obecnego stanu wiedzy z zakresu ludzkiej anatomii, nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć, jak to możliwe, by człowiekowi mógł wyrosnąć taki ząb".

Prześledzenie historii owej relikwii przynosi wyjaśnienie tej zagadki. Jak głosi legenda, ząb trafił na wyspę około 360 roku n.e. za sprawą pochodzącej z Kalingi księżniczki Hemamali, która ukryła go we włosach i tym sposobem wywiozła z Indii, co zapoczątkowało falę ciągnącej się wiekami przemocy. Tysiąc lat później, w 1315 roku, Malabarczycy zdołali odbić świętą relikwię i przywieźć ją do Indii, gdzie jednak nie zabawiła długo, gdyż kilkadziesiąt lat później władca Cejlonu Bahu III ponownie ją wykradł.

Około roku 1500 ząb przeszedł w posiadanie Portugalczyków, kiedy ci podbili wyspę. Chcąc położyć kres toczonym o niego krwawym walkom, wywieźli go do Goa, gdzie w obecności wicekróla oraz dworzan został spalony przez arcybiskupa. Spopielone resztki zęba wrzucono do morza.

Jednakże zupełnie niezrażony tym faktem Vikrama, władca Sri Lanki, kazał wykonać z kawałka przebarwionej kości słoniowej replikę zęba, dwudziestokrotnie przewyższającą rozmiarem ludzki ząb, i wzniósł okazały pałac, w którym jest dziś przechowywana. Tak więc doktor Ambler się nie mylił: ząb nie pochodzi nie tylko od Buddy, ale nawet i od człowieka. A jednak ten powszechnie znany fakt zupełnie nie przeszkadza wiernym w okazywaniu mu czci.

Drugi domniemany Ząb Buddy jest w posiadaniu Chińczyków. W 1996 roku został wypożyczony buddyjskiej świątyni Kaba Aye w Mjanmie (dawnej Birmie), regularnie odwiedzanej przez wysokich rangą urzędników reżimu wojskowego.

Tysiące pielgrzymów ustawiały się codziennie w kolejce, by zobaczyć ów obiekt kultu. Idea buddyjskiego wewnętrznego spokoju, który wiedzie do oświecenia, została wykpiona, gdy w świątyni podłożono dwie bomby. Rząd Mjanmy oskarżył nieznanych sprawców o próbę osłabienia relacji z Chinami - największym dostawcą broni do Mjanmy - poprzez zniszczenie relikwii. Pięć osób zginęło, natomiast ząb wyszedł z zamachu bez szwanku.

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

*Fragmenty książki "Bolesna historia stomatologii" Jamesa Wynbrandta, tłumaczenie: Adam Olesiejuk, Zofia Szachnowska-Olesiejuk

James Wynbrandt, autor książki 'Bolesna historia stomatologii' (fot. Archiwum prywatne autora)
James Wynbrandt, autor książki 'Bolesna historia stomatologii' (fot. Archiwum prywatne autora)

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku